26 czerwca 2020

"PiS zapewnił samorządom rekordowe wsparcie". Manipulacje w spocie Kancelarii Premiera

Kancelaria Premiera chwali się rekordowymi wpływami z podatków dla samorządów. Do ich budżetów faktycznie popłynęło 22 mld zł więcej, co jest wynikiem dobrej koniunktury. PiS umyślnie pomija jednak drugą stronę równania, czyli koszty. A te wzrosły o 41,5 mld zł

"Samorządy to jedna z najważniejszych instytucji polskiej demokracji. To tutaj, w naszych małych ojczyznach, rozstrzygają się kwestie najistotniejsze" - słyszymy w przedwyborczym spocie PiS, który 18 czerwca 2020 wypuściła Kancelaria Premiera.

"I dlatego rząd PiS zapewnił samorządom wsparcie, jakiego nie otrzymały nigdy wcześniej.

Dzięki mądrej polityce gospodarczej i uszczelnieniu systemu podatkowego do samorządów trafiła rekordowa ilość pieniędzy".

Na ekranie widzimy planszę, która pokazuje wzrost w dochodach - w sumie 22 mld zł. W kolejnych ujęciach przeskakujemy do największych polskich miast: Warszawy, która zyskała 2,4 mld zł, Krakowa - 750 mln zł; i Wrocławia - 600 mln zł.

Przekaz jest prosty: samorządy PiS traktuje priorytetowo, a dzięki wsparciu rządu lokalne wspólnoty mogły rozkwitać jak nigdy dotąd. "Skuteczny rząd to bogaty samorząd" - słyszymy w końcowej scenie spotu.

Równanie z wieloma niewiadomymi

Gdzie jest błąd? Najbardziej rażący dotyczy finansów. Choć wartość dochodów po stronie samorządów się zgadza, brakuje drugiej strony równania, czyli kosztów. A te w ostatnich latach rosły i to lawinowo.

Jak wyliczył Związek Miast Polskich, bieżące koszty funkcjonowania samorządów wzrosły o 41,5 mld zł. A to oznacza, że realnie budżety władz lokalnych ucierpiały. Przykładowo:

  • Warszawa straciła 1 mld zł więcej, niż zyskała (3,4 mld zł do 2,4 mld zł);
  • Kraków - 450 mln zł (1,2 mld zł do 750 mln zł);
  • Wrocław - 200 mln zł (750 mln zł do 550 mln zł).

I nie jest to wynik finansowy, który wieńczy lata szalonych inwestycji czy świadomej polityki zadłużania się. Budżety samorządów zjadały przede wszystkim koszty bieżące, czyli płace (skądinąd pożądany wzrost wynagrodzenia minimalnego), opłaty za energię czy remonty.

Znacząco wzrosły też koszty finansowania zadań publicznych, szczególnie oświaty. Rząd, pracując na dobry wynik budżetu centralnego, z kasy samorządów postanowił sfinansować reformę edukacji i podwyżki dla nauczycieli. Zabiegiem PR-owym było nazwanie całej operacji "bezkosztową". I ta "bezkosztowa" rewolucja w oświacie, w największym stopniu, pogrążyła władze lokalne.

W skali makro luka edukacyjna, czyli różnica pomiędzy subwencją oświatową a kosztami zadań edukacyjnych, w 2019 roku wyniosła aż 28 mld zł. Tyle z własnej kieszeni musiały wyłożyć samorządy, by utrzymać szkoły.

PiS przecenia też swój udział w generowaniu zysków dla samorządów. Większe przychody z PIT i CIT to głównie wynik dobrej koniunktury. Za to korzyści dla samorządów płynących z uszczelnienia podatków, którym tak chlubi się rząd, nie potwierdzili żadni eksperci.

Dziurawe budżety samorządów

Dziś samorządy znajdują się na równi pochyłej. Po pierwsze, zmiany wprowadzone przez PiS jesienią 2019 roku pozbawią je części dochodów. Chodzi o obniżenie stawki PIT z 18 do 17 proc. i ulgi dla młodych (zwolnienie osób do 26. roku życia z podatku dochodowego). Ministerstwo Finansów roczne straty szacuje na 7,2 mld zł.

Po drugie, kryzys finansowy wywołany pandemią przekłada się również na budżety samorządów. Z danych Związku Miast Polskich zebranych w 138 miastach (15 proc. wszystkich) wynika, że tylko w kwietniu 2020 straciły one łącznie 40 proc. wpływów z podatku dochodowego od osób fizycznych (PIT).

W porównaniu z kwietniem 2019 to w sumie ponad 763 mln zł mniej.

W pierwszych czterech miesiącach roku spadły też wpływy z podatku CIT, łącznie w gminach i powiatach aż o 30 proc. To strata kolejnych 235 mln zł. Część pieniędzy może trafić do samorządowców z opóźnieniem, bo firmy miały możliwość odroczenia spłaty PIT do końca maja. Ale, jak mówił OKO.press dr Adam Gendźwiłł (ekspert samorządowy związany z Fundacją im. Stefana Batorego), prawdziwą skalę finansowych problemów władz lokalnych zobaczymy pod koniec roku, wraz z układaniem budżetów na rok 2021. "Pamiętajmy, że finanse publiczne mają w sobie pewną bezwładność, różne wskaźniki docierają też do nas z opóźnieniem" - tłumaczył.

A to oznacza poważne pogorszenie jakości usług lokalnych oraz ograniczenie inwestycji, co w sytuacji kryzysu, odbiłoby się czkawką wszystkim Polkom i Polakom.

Narracja o szczególnym wsparciu płynącym ze strony rządu nie sprawdza się nie tylko, gdy mówimy o finansach. Kadencja PiS upływa na zabiegach centralizacyjnych, ograniczaniu roli samorządów i traktowania ich jako "centrum dyspozycji" dla rządu. To wszystko rozwiązania nie tylko anachroniczne, ale osłabiające całe państwo.

Udostępnij:

Anton Ambroziak

Dziennikarz i reporter. W OKO.press od 2017 roku. Wcześniej pracował w kulturze i współtworzył trzeci sektor. Za pracę dziennikarską uhonorowany nagrodami: Amnesty International „Pióro Nadziei” (2018), Kampanii Przeciw Homofobii “Korony Równości” (2019). Najchętniej pisze o usługach publicznych i prawach człowieka. Entuzjasta data journalism i human stories

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne