Warszawski sąd uznał, że Katarzyna Szymańska-Jakubowska pomówiła czterech byłych szefów służb, zarzucając im w komunikacie MON "współpracę ze służbami wrogimi Polsce i NATO". Stwierdził, że wykorzystano autorytet, jakim cieszy się w społeczeństwie ministerstwo, by "pozbawić pomówionych godności osobistej i spowodować swoistą śmierć cywilną".

Wyrok ogłosił w środę, 28 marca 2018 roku, Sąd Rejonowy Warszawa-Śródmieście. Sędzia Małgorzata Drewin uznała, że Katarzyna Szymańska-Jakubowska, jako rzeczniczka Ministerstwa Obrony Narodowej, pomówiła Krzysztofa Bondaryka, Janusza Noska, Pawła Białka i Piotra Niemczyka. Nałożyła na nią karę 2 tys. zł grzywny i 5 tys. zł nawiązki na hospicjum dla dzieci. Wyrok ma zostać opublikowany na stronie internetowej MON.

W uzasadnieniu sędzia mówiła, że

choć oskarżona wykonywała polecenie przełożonego – czyli Antoniego Macierewicza, nie zwalnia to jej z osobistej odpowiedzialności za popełnione czyny. A także, że sam minister „schował” się za niekompetentną urzędniczką.

Sędzia podkreślała także, że „wykorzystano autorytet jakim wśród obywateli cieszy się Ministerstwo Obrony Narodowej do poniżenia pomówionych”. I że działanie oskarżonej miało na celu „pozbawienie godności osobistej pomówionych i spowodowanie swoistej śmierci cywilnej”.

Oszczerczy komunikat MON

Sprawa dotyczy komunikatu Ministerstwa Obrony Narodowej, który 3 grudnia 2016 roku został rozesłany dziennikarzom i opublikowany na stronie internetowej resortu. Podpisała się pod nim Katarzyna Szymańska-Jakubowska, pełniąca wówczas czasowo funkcję rzeczniczki prasowej ministerstwa.

Odnosząc się do dyskusji o stanie polskich służb, która odbyła się 24 listopada 2016 roku w Collegium Civitas, Szymańska-Jakubowska pisała:

“Ministerstwo Obrony Narodowej zwraca uwagę, że coraz częściej pod pozorem dyskusji naukowej wypowiadają się byli funkcjonariusze służb odpowiedzialni za katastrofalny stan polskiego bezpieczeństwa, tolerowanie środowisk mafijnych wyrosłych ze Służby Bezpieczeństwa, inwigilację niepodległościowych partii politycznych, a nawet przestępczą działalność na rzecz obcych służb. Smutnym przykładem takiego działania była dyskusja zorganizowana 24 listopada 2016 roku w Collegium Civitas, w której wzięli udział byli funkcjonariusze podejrzewani o współpracę ze służbami wrogimi Polsce i NATO. Przestrzegamy polską opinię naukową i opinię publiczną przed dezinformacyjnymi konsekwencjami propagowania takich działań”.



W komunikacie MON nie podano żadnych nazwisk. Ale w konferencji w Collegium Civitas brali udział czterej byli szefowie służb:

  • Krzysztof Bondaryk, szef Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego w latach 2008-13;
  • Janusz Nosek, szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego w latach 2008-13 (jako szef SKW próbował odebrać Macierewiczowi certyfikat dostępu do informacji niejawnych i zawiadomił prokuraturę, że jego ludzie bezprawnie skopiowali listę tajnych współpracowników wojskowych służb; za rządów PiS prokuratura postawiła Noskowi zarzuty – ich treść jest tajemnicą, ale jak pisały media, sprawa dotyczy m.in. umowy pomiędzy SKW a rosyjskimi służbami ws. przejazdu przez Rosję polskich żołnierzy wracających z Afganistanu);
  • Paweł Białek, wiceszef ABW w latach 2007-12;
  • Piotr Niemczyk, szef wywiadu w Urzędzie Ochrony Państwa w latach 1993-94, później przez wiele lat doradca sejmowej komisji ds. służb specjalnych.

Wszyscy czterej wspólnie wystąpili do sądu z prywatnym aktem oskarżenia przeciwko Katarzynie Szymańskiej-Jakubowskiej, zarzucając jej pomówienie (art. 212 kk). Przed sądem reprezentował ją mecenas Andrzej Lew-Mirski.



Współpracownicy Macierewicza

O Szymańskiej-Jakubowskiej i mecenasie Lwie-Mirskim pisaliśmy już na OKO.press kilkakrotnie. W 2016 roku ujawniliśmy, że Szymańska-Jakubowska jest jedną z doradczyń szefa MON – z pensją 10 tys. złotych. Resort nie chciał wówczas ujawnić, jakie ma kompetencje. Wiadomo było tylko, że ma 46 lat i w ciągu 3 lat przed zatrudnieniem w MON, pracowała jako asystentka społeczna w biurze poselskim Macierewicza.

Zagadkę jej wcześniejszej kariery udało się rozwiązać dzięki naszym Czytelnikom. Okazało się, że była właścicielką firmy zajmującej się produkcją „odzieży dzianej”.

Adwokat Andrzej Lew-Mirski to jeden z najbliższych współpracowników Macierewicza. Reprezentował go m.in. w procesach, które wytoczyli mu oficerowie WSI, pomówieni w raporcie z likwidacji tej służby. Gdy Macierewicz był ministrem, kancelaria Lwa-Mirskiego świadczyła mu „usługi analityczno-doradcze”. Za 11 i pół miesiąca jej pracy resort zapłacił 147,6 tys. zł.

Mecenas reprezentuje MON także w postępowaniach dotyczących „szkód osobowych” po katastrofie smoleńskiej. W 2016 roku za 11 miesięcy pracy miał dostać 120 tys. zł. Ministerstwo odmówiło nam podania, jakie wynagrodzenie otrzymał za prowadzenie „smoleńskich” spraw w 2017 roku.



Niekompetencja i polecenie szefa nie zwalniają od odpowiedzialności

Przed sądem Szymańska-Jakubowska i jej obrońca dowodzili, że oskarżona nie wiedziała, że publikując komunikat może kogoś pomówić. I że wykonywała polecenie służbowe.

W uzasadnieniu wyroku, sędzia Drewicz podkreśliła jednak, że byłym szefom służb postawiono w komunikacie najcięższy zarzut – zdrady. I że nawet człowiek z wykształceniem podstawowym wie, że tak ciężkich oskarżeń nie wysuwa się, nie mając żadnych dowodów. Mówiła, że takim dowodem mogłyby być wyroki sądowe, skazujące Noska, Bondaryka, Białka i Niemczyka za współpracę z obcymi służbami.

Sędzia nie zakwestionowała tego, że polecenie publikacji komunikatu wydał Szymańskiej-Jakubowskiej jej ówczesny szef – czyli Antoni Macierewicz. Uznała nawet, że minister „schował się” za jej niekompetencją. Ale że nie zwalnia to Szymańskiej-Jakubowskiej z osobistej odpowiedzialności za jej działania.

Wymierzając Szymańskiej-Jakubowskiej karę, sędzia wzięła pod uwagę fakt, że dziś jest ona bezrobotna. Nawiązkę na hospicjum, której domagali się pomówieni obniżyła z 50 tys. złotych do 5 tys. złotych.

Wyrok nie jest prawomocny.



Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym