Dwie sędzie Monika Frąckowiak i Olimpia Barańska-Małuszek dostaną zarzuty dyscyplinarne, bo rzekomo źle pracują. Zarzuty rzecznika dyscyplinarnego to jednak tylko pretekst, by je ukarać. Bo są znane z obrony niezależności sądów i krytyki nowej KRS oraz ministerstwa sprawiedliwości

O dyscyplinarkach dla obu sędzi poinformował sam rzecznik dyscyplinarny sądów powszechnych Piotr Schab. On i jego dwaj jego zastępcy Przemysław Radzik i Michał Lasota zostali powołani na te funkcje w ubiegłym roku przez ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę.

W czwartek rzecznik zdecydował, by wszcząć postępowanie dyscyplinarne wobec sędzi Moniki Frąckowiak z sądu rejonowego w Poznaniu i wobec Olimpii Barańskiej-Małuszek z sądu rejonowego w Gorzowie Wielkopolskim.

Rzecznik dyscyplinarny w komunikacie poinformował, że postawił im zarzuty dyscyplinarne. Sędzi Frąckowiak zarzuca „popełnienie łącznie 172 deliktów dyscyplinarnych z art. 107 ust.1 ustawy o ustroju sądów powszechnych”.

Przepis ten mówi o obrazie przepisów i uchybieniu godności urzędu sędziego. Według rzecznika sędzia Frąckowiak „rażąco i z oczywistą obrazą przepisów prawa procesowego” przekroczyła terminy przewidziane na sporządzenie uzasadnień do orzeczeń. Rzecznik uważa też, że doprowadziła do przewlekłości postępowań w sprawach cywilnych oraz miała spowodować nieważność postępowania w „skutek rażących błędów proceduralnych”.

W przypadku gorzowskiej sędzi rzecznik dyscyplinarny zarzuca jej „popełnienie 10 przewinień dyscyplinarnych z art. 107 ust.1” tej samej ustawy. Rzecznik uważa, że sędzia Olimpia Barańska-Małuszek w sposób „rażący” i z „oczywistą obrazą przepisów prawa procesowego”, przekroczyła terminy na napisanie uzasadnień do 10 orzeczeń w sprawach cywilnych.

Obie sprawy prowadzi słynny już zastępca rzecznika dyscyplinarnego sądów powszechnych Przemysław Radzik. W jego ocenie pisanie uzasadnień po terminie „spowodowało ewidentny uszczerbek dla dobra wymiaru sprawiedliwości”. Ma to też godzić w jego powagę oraz miało narazić wymiar sprawiedliwości na wypłatę ewentualnych odszkodowań, gdyby sąd stwierdził przewlekłość (to hipotetyczna szkoda).

Radzik podkreśla dodatkowo, że w przypadku sędzi Frąckowiak zapadły trzy orzeczenia stwierdzające przewlekłość postępowań i Skarb Państwa musiał stronom zapłacić w sumie 7,5 tys. zł odszkodowania.

Radzik zarzuca jej też błąd proceduralny. Bo miała wydać wyrok, który uchylił sąd odwoławczy i miała ponownie osądzić tę samą sprawę, po jej uchyleniu. Wydany przez nią drugi wyrok miał być uchylony z powodu nieważności postępowania. Bo ten sam sędzia nie może dwa razy sądzić tej samej sprawy.

Teraz prezes Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego wyznaczy sądy dyscyplinarne, które mają rozpatrzyć te dwie sprawy.

Uzasadnienia po terminie są bardzo częste

Zarzuty dla sędzi Moniki Frąckowiak i Olimpii Barańskiej-Małuszek nie są zaskoczeniem.

Rzecznik dyscyplinarny Przemysław Radzik interesuje się nimi od kilku miesięcy. Ale nie dlatego, że rzekomo źle pracowały. Rzecznik zaczął je ścigać, bo obie sędzie znane są z krytyki „dobrej zmiany” w wymiarze sprawiedliwości.

Obie były też w ubiegłym roku na festiwalu Jerzego Owsiaka Pol’and’Rock i edukowały o prawie młodzież. I w związku z tym festiwalem Przemysław Radzik zaczął je sprawdzać. Najpierw wszczął postępowania wyjaśniające dotyczące festiwalu.

Wobec Frąckowiak, bo brała tam udział w symulacji procesu dla młodzieży, a Barańska-Małuszek krytykowała tam nową KRS i ministerstwo sprawiedliwości. Wykorzystując to postępowanie rzecznik wystąpił do prezesów sądów, w których pracują sędzie, o dane statystyczne dotyczące ich pracy.

Gdyby nie sprawa udziału w festiwalu Owsiaka rzecznik nie miałby podstaw, by o te dane wystąpić. Chyba że miałby jakiś donos na te sędzie lub oficjalne zawiadomienie, że „źle” pracują.

I dlatego teraz może im postawić zarzuty związane nie z ich obroną niezależności sądów, ale z uchybieniami w pracy.

Zarzuty to jednak retorsja wobec sędzi, bo

opóźnienia w pracy ma wielu sędziów w Polsce. Tak jest od lat, bo spraw w Polsce jest dużo (14 mln rocznie) i sędziowie, których jest ok. 10 tys. są nimi przeładowani.

Ponadto przez kilka lat ministerstwo blokowało wolne stanowiska w sądach, czekając na zmiany ustaw, tak by wpływ na to kto zostanie sędzią miało ministerstwo sprawiedliwości i KRS, obsadzona sędziami współpracującymi lub powiązanymi z ministerstwem sprawiedliwości.

Dziś ścigają, kiedyś sami mieli dyscyplinarki

Ponadto dyscyplinarkę w związku z pracą jako sędziego miał w przeszłości zastępca rzecznika dyscyplinarnego Przemysław Radzik (ten, który dziś ściga obie sędzie), zastępca ministra sprawiedliwości Łukasz Piebiak (też m.in. oddawał uzasadnienia do wyroków po terminie) i członek nowej KRS Macieja Mitera (za prowadzenie wykładów mimo sprzeciwu prezesa sądu).

Sędziowie z dyscyplinarkami w życiorysie pracowali też na delegacji w resorcie ministra Zbigniewa Ziobry.

Zarzuty dla sędzi Frąckowiak i Barańskiej-Małuszek mogą wywołać efekt mrożący u innych sędziów. Bo u każdego, jeśli zrobi się drobiazgową kontrolę, to znajdą się choćby małe i nie zamierzone uchybienia. Zwłaszcza uzasadnienia do orzeczeń napisane po ustawowym terminie. Więc wielu sędziów może dostać podobne zarzuty.

Na Twitterze przyznał to pośrednio sędzia Marcin Łochowski, wieloletni rzecznik Sądu Okręgowego Warszawa-Praga, a obecnie sędzia Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego.

„Hm. Kto nie napisał uzasadnienia po terminie niech pierwszy rzuci kamieniem” – napisał Łochowski.

Frąckowiak: „Nie porzucę walki o praworządność”

OKO.press zapytało obie sędzie o komentarz do działań rzecznika Radzika.

Monika Frąckowiak: „To coś niebywałego, żeby o zarzutach dowiadywać się z komunikatu. Nie dostałam jeszcze żadnej decyzji. To nie w porządku,

pokazuje to rzeczywistą intencję, że nie chodzi o zarzuty, a o to, by pokazać innym sędziom, by się nie wychylali, bo też mogą mieć nieprzyjemności.

Celem tego postępowania jest pokazanie mnie i sędzi Barańskiej-Małuszek w złym świetle. Że mamy dużo za uszami, że nie pracujemy dobrze. Że jesteśmy leniami.

Nie wiem, jak rzecznik wyliczył, że dopuściłam się 172 deliktów dyscyplinarnych. Może zliczył moje wypowiedzi medialne i sprawy, w których miałam mieć uzasadnienia po terminie. Prześwietlił moje ostatnie trzy i pół roku pracy. Owszem, przekraczam instrukcyjny termin 14 dni na oddanie uzasadnienia do orzeczenia, ale to problem systemowy i zdecydowana większość sędziów w Polsce oddaje uzasadnienia do orzeczeń po terminie. Czy rzecznik jednak badał, czy jestem temu winna. W niektórych sprawach miałam zgody przewodniczącego wydziału na przedłużenie terminu. Ponadto

prowadzę obecnie 600-700 spraw. Dwa razy więcej niż trzy lata temu.

Co do przewlekłości w trzech sprawach. W moim sądzie było 126 skarg na przewlekłość, trzy na mnie. Tyle że jedna nie dotyczyła mojej sprawy, ja ją przejęłam po innym sędzim.

W drugiej sprawie nie mogłam znaleźć biegłego do skomplikowanej sprawy, bo biegłych brakuje. Trzecia zaś dotyczyła zabezpieczenia europejskiego na rachunku bankowym i trzeba było porozumieć się z urzędami w Szwecji. Ja się nie uchylam od odpowiedzialności. Ale ja sama – bo znam angielski – dzwoniłam do Szwecji i zdobywałam informacje. A mogłam to zrobić w normalnym trybie. Czyli sporządzić pismo, dać je tłumaczowi i wysłać pocztą, tyle że to by jeszcze bardziej wydłużyło zdobycie tych informacji.

Co do sprawy dwukrotnego osądzenia tej samej sprawy. To była sprawa proceduralna. W postępowaniu cywilnym można wydać wyrok wstępny, w którym ocenia się czy dalej procedować. I wydałam wyrok wstępny. Uznałam, że pozew co do zasady jest zasadny. I ten wyrok uchylił sąd okręgowy. Po czym sprawa wróciła do sądu rejonowego i znowu przewodniczący wydziału mi ją przydzielił. Nie widziałam nic w tym dziwnego, bo dotychczasowa praktyka orzecznicza była taka, że ten sam sędzia co wydał wyrok wstępny, dalej prowadził proces. I wydawał końcowe orzeczenie. I ja je wydałam, ale sąd okręgowy je uchylił, ze względu właśnie na nieważność postępowania. To było precedensowe orzeczenie w sądzie okręgowym i wyznaczyło nową linię orzeczniczą w Poznaniu. Tę sprawę po anonimie oraz moich wypowiedziach medialnych badał rzecznik dyscyplinarny w Poznaniu i to umorzył, ale sprawę przejął rzecznik Przemysław Radzik.

Ja się spodziewałam, że tak to się skończy. Ale nie zamilknę teraz. Im bardziej rzecznik intensyfikuje swoje działania wobec mnie, tym mocniej czuje się pewna co do jego rzeczywistych zamierzeń i nie porzucę walki o praworządność”.

Barańska-Małuszek: „Nie przestraszę się”

Z kolei Olimpia Barańska-Małuszek tak komentuje dla OKO.press zarzuty dyscyplinarne od Przemysława Radzika:

„Ja i sędzia Frąckowiak oraz pozostali aktywni społecznie i publicznie sędziowie, którzy działają na rzecz porządku prawnego, uważamy, że to działania mające zamknąć nam usta i wszystkim prawnikom. Zgodnie z zasadą kto nie z nami, to jest przeciw nam. Przewinienia służbowe zdarzają się prawie każdemu. Mi wyliczono 10 uzasadnień po terminie. Owszem przekroczyłam 14 dniowy termin o 1-3 dni. To nie wywołało takich poważnych skutków dla wymiaru sprawiedliwości, o jakich pisze w komunikacie rzecznik dyscyplinarny.

Nie przestraszę się tego. Jestem sędzią i mam teraz obowiązek stać wyprostowana”.

Wobec sędzi Frąckowiak rzecznik prowadził jeszcze jedno postępowanie, ale je umorzył. Uznał, że ona i sędzia Arkadiusz Krupa biorąc udział w lekcji prawa na festiwalu Owsiaka w todze, nie mieli świadomości, że naruszają prawo.

OKO.press pisało o tej sprawie:

Rzecznik dyscyplinarny sądów powszechnych prowadzi też postępowania wobec innych sędziów znanych z obrony niezależności sądów. Oko.press pisało o tym wielokrotnie. Obecnie na swojej liście osób do ścigania ma 10 sędziów. To Waldemar Żurek, Igor Tuleya, Bartłomiej Przymusiński, Monika Frąckowiak, Olimpia Barańska-Małuszek, Ewa Maciejewska, Włodzimierz Brazewicz, Jarosław Gwizdak, Sławomir Jęksa i Kamil Jarocki. Listę sędziów ściganych przez rzecznika dyscyplinarnego i opis rzekomych ich uchybień można zaleźć tutaj:


Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Od 2000 r. dziennikarz „Gazety Stołecznej” w „Gazecie Wyborczej”. Od 2006 r. dziennikarz m.in. „Rzeczpospolitej”, „Polska The Times” i „Gazety Wyborczej”. Pisze o prawie, sądach i prokuraturze.


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press