Zdaniem rzecznika Ministerstwa Sprawiedliwości Jana Kanthaka w 2008 roku Trybunał Sprawiedliwości UE wykluczył możliwość orzekania w sprawie systemów sądownictwa państw członkowskich. Stwierdzenie Kanthaka jest albo przykładem rażącej niewiedzy, albo cynicznej manipulacji opinią publiczną. Pokazujemy, dlaczego rzecznik mija się z prawdą

Jan Kanthak w roli eksperta wypowiadał się w Radio Maryja w programie Polski Punkt Widzenia 25 września 2018 na temat skutków skargi na ustawę o Sądzie Najwyższym złożonej w Trybunale Sprawiedliwości UE przez Komisję Europejską.

„TSUE już w 2008 roku wypowiadał się na temat kwestii regulowania przepisów wewnętrznych, czyli państwa członkowskiego w kwestii wymiaru sprawiedliwości; tego, jak państwo członkowskie ten wymiar sprawiedliwości kształtuje. Wtedy TSUE stwierdził, że on nie jest do tego, by oceniać to, jak państwo członkowskie reguluje te sprawy na swoim gruncie.

Jednym słowem stwierdził, że Unia Europejska nie ma nic do tego, jak państwa urządzają sobie ten porządek we własnym państwie, ponieważ ani Traktat o Funkcjonowaniu Unii Europejskiej, ani Traktat o Unii Europejskiej nie mówi nic o kwestii sądów. To jest kompetencja wyłącznie państwa członkowskiego i to do nas należy to, jak będziemy to regulować”.

Całość programu można obejrzeć tutaj.

O co chodzi w skardze KE do TSUE na ustawę o Sądzie Najwyższym? OKO.press opisało w tekście:

Ile razy Jan Kanthak minął się z prawdą

Po pierwsze, w 2008 roku to Komisja Europejska, a nie TSUE, odmówiła ingerencji w sprawy dotyczące polskiego wymiaru sprawiedliwości. Ponad 800 sędziów wystosowało wtedy do KE apel o skłonienie polskiego rządu do podwyższenia sędziowskich pensji oraz zniesienia nadzoru administracyjnego ministra sprawiedliwości nad sądami.

Różnica między sytuacją z 2008 roku, a obecnym zaangażowaniem KE w sprawy polskiego sądownictwa, polega na rozróżnieniu między kwestiami czysto administracyjnymi – wysokość płac , a kwestiami fundamentalnymi – niezależnością sędziów.

Stanowisko KE z 2008 roku nie oznacza, że Komisja Europejska (przypomnijmy – tworzy ją 28 komisarzy – po jednym z każdego państw członkowskich, wyznaczonym przez rząd kraju) nie może wypowiadać się o zmianach w polskim sądownictwie ani reagować na naruszenie wspólnych wartości opisanych w art.2 Traktatu o UE.

O tej sprawie OKO.press pisało już obszernie w ubiegłym roku.

Po drugie, w ciągu minionych 10 lat wewnętrzna sytuacja UE zmieniła się diametralnie – unijne instytucje, w tym KE i TSUE, szukają obecnie adekwatnej odpowiedzi na nowe wyzwania. W Traktatach rzeczywiście nie sprecyzowano organizacji wymiaru sądownictwa w państwach członkowskich, a TSUE nie orzekał w sprawie standardów niezależności sądów. Dlaczego? Po prostu nie było takiej potrzeby.

Sytuacja uległa zmianie w 2011 roku, kiedy to Trybunał Sprawiedliwości prowadził postępowanie na wniosek KE w sprawie kontrowersyjnych reform rządu Viktora Orbána na Węgrzech, do złudzenia przypominających te polskie.

Pod naciskiem KE i TSUE węgierski rząd wycofał się częściowo z reform i dostosował nowe przepisy o wieku emerytalnym sędziów do zaleceń Trybunału, a reformę rozłożył w czasie. Część sędziów przywrócono na stanowiska, reszcie wypłacono odszkodowania. Jeden sędzia wygrał w tej sprawie proces przed Trybunałem w Strasburgu.

Co najważniejsze jednak, porównanie sytuacji z 2008 roku z sytuacją obecną nie ma większego sensu. Orzecznictwo TSUE kształtuje bowiem unijne prawo w sposób dynamiczny – z każdym nowym wyrokiem zawarte w Traktatach przepisy są doprecyzowywane.

Rażąca ignorancja czy manipulacja

Rzecznik Ministerstwa Sprawiedliwości – wykształcony prawnik – powinien to wiedzieć. Jak pisaliśmy, najnowsze wyroki TSUE dostarczają Trybunałowi coraz precyzyjniejszych narzędzi do oceny niezawisłości sędziów. Jednym z nich jest wyrok w sprawie sędziów portugalskich z 27 lutego 2018, który omawialiśmy już w OKO.press.

Składając teraz do Trybunału skargę przeciwko przyjętej przez PiS ustawie o SN, KE kierowała się m.in. wytycznymi zawartymi w obszernym komentarzu do tego właśnie wyroku.

Obecnie nie ma już wątpliwości, że TSUE i cała Unia Europejska mają prawo reagować na zmiany w polskim sądownictwie.

Stwierdzenie rzecznika Ziobry jest więc albo przykładem rażącej niewiedzy, albo cynicznej manipulacji opinią publiczną. Warto też dodać, że wypowiedzi Jana Kanthaka, który jest również szefem gabinetu politycznego ministra Zbigniewa Ziobry, zostały uznane za szkodliwe dla polskiej praworządności.

W sierpniu Komitet Obrony Sprawiedliwości wystosował oświadczenie, w którym m.in. potępił podważanie autorytetu Sądu Najwyższego m.in. przez rzecznika Ziobry.


Lingwistka i europeistka - absolwentka ILS UW oraz College of Europe. Zdobywała doświadczenie m.in. w Komisji Europejskiej i na Uniwersytecie Narodów Zjednoczonych w Tokio, a wcześniej w Polskim Instytucie Dyplomacji.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym