Szefowi stowarzyszenia Lex Super Omnia groziła dyscyplinarka za rzekomo opieszałą pracę. Ukarać chcieli go nominaci Zbigniewa Ziobry w prokuraturze. Sąd dyscyplinarny dla prokuratorów uznał jednak, że Krzysztof Parchimowicz nie uchybił swoim obowiązkom. "Nie można uznać mnie winnym czynu, który wynikał z nadmiaru obowiązków i złej organizacji pracy"

To pierwsza ze spraw, jakie wytoczono Krzysztofowi Parchimowiczowi za obronę niezależności prokuratury, która zakończyła się orzeczeniem sądu dyscyplinarnego.

W czwartek 3 października 2019 sąd dyscyplinarny przy Prokuraturze Generalnym umorzył sprawę kary dla Parchimowicza za rzekomo opieszałą pracę. Decyzja sądu to w praktyce uniewinnienie, bo w uzasadnieniu orzeczenia sąd odniósł się do zarzutów wobec pracy Parchimowicza jako prokuratora i ich nie podzielił.

Szef Lex Super Omnia Krzysztof Parchimowicz to twarz niezależnej prokuratury. Przez ostatnie trzy lata zrobił dużo, żeby pokazać, że nie wszyscy prokuratorzy poszli na współpracę ze Zbigniewem Ziobrą. Sam nie boi się ministra i daje duże wsparcie innym szykanowanym prokuratorom.

Krzysztof Parchimowicz płaci jednak za to wysoką cenę. Bo wszczynane są przeciwko niemu kolejne dyscyplinarki. Grozi mu już kilkanaście zarzutów.

OKO.press pisało o tym:

Parchimowicz „powolny” – kara, Śpiewak zwleka – dostaje awans

Sprawa, w której w czwartek zapadł wyrok, dotyczy roku 2016 roku, gdy Parchimowicz z likwidowanej Prokuratury Generalnej (zastąpiła ją Prokuratura Krajowa) został zdegradowany przez Zbigniewa Ziobro na najniższy szczebel do Prokuratury Rejonowej Warszawa-Mokotów.

We wrześniu 2016 roku, gdy wrócił z urlopu miał do prowadzenia jednocześnie 68 spraw. Połowę stanowiły nowe sprawy. Wtedy też dostał jedną ze spraw gospodarczych, mniejszej wagi. Zajął się nią po trzech miesiącach, w grudniu, bo niemal cały listopad był na zwolnieniu lekarskim. W tamtym czasie podejmował też czynności w innych sprawach i dostawał do prowadzenia kolejne tomy nowych akt.

Sprawa gospodarcza, którą zajął się po trzech miesiącach, została już zakończona i Parchimowicz pewnie by o niej zapomniał, gdyby nie Prokurator Okręgowy w Warszawie Paweł Blachowski.

W 2019 roku podczas przeglądu starych spraw ktoś zauważył, że Parchimowicz w tej sprawie pierwszą decyzję podjął dopiero po trzech miesiącach. Tymczasem przepisy mówią, że prokurator ma miesiąc na podjęcie decyzji czy wszczyna postępowanie, czy nie. To termin instrukcyjny.

Prokurator Okręgowy Blachowski uznał jednak, że Parchimowicz uchybił przepisom i nałożył za to na niego karę upomnienia. Parchimowicz złożył sprzeciw – w tamtym czasie miał do prowadzenia jednocześnie dużo spraw, był też na długim zwolnieniu lekarskim.

W rozmowie z OKO.press Parchimowicz podkreśla, że kara jest za jego działalność jako szefa Lex Super Omnia w obronie niezależnej prokuratury. „Ta kara to nie przypadek. Mówiłem o szybkich awansach Blachowskiego, jego podporządkowaniu Prokuratorowi Krajowemu i szykanach wobec prokuratorów”, mówi OKO.press Krzysztof Parchimowicz.

OKO.press pisało o Blachowskim i jego szybkiej karierze w prokuraturze Zbigniewa Ziobry. Wcześniej pracował on w Prokuraturze Rejonowej w Grodzisku Mazowieckim, a gdy kontrolę nad prokuraturą przejął Ziobro, awansował do Warszawy i zajmował się najgłośniejszymi sprawami, drażliwymi dla PiS:

Ukaranie Parchimowicza przez Blachowskiego dziwi także w innym kontekście. Chodzi o sprawę prokurator Renaty Śpiewak, która ma sprawę z zawiadomienia austriackiego biznesmena Geralda Birgfellnera. Biznesmen miał pomóc spółce związanej z PiS i z Jarosławem Kaczyńskim wybudować dwie wieże, ale za swoje działania nie dostał zapłaty.

Prokurator Śpiewak w ramach postępowania sprawdzającego zastanawia się już siedem miesięcy, czy wszcząć śledztwo, choć na decyzję miała miesiąc. Nikt jej za to nie ukarał, wręcz przeciwnie – dostała awans z prokuratury rejonowej do okręgowej.

Sąd dyscyplinarny oczyszcza Parchimowicza

Karę upomnienia dla Parchimowicza, w wyniku rozpoznania jego sprzeciwu, uchylił Prokurator Regionalny w Warszawie. Ale nie dlatego, że przyznał rację Parchimowiczowi. Stwierdził, że jego rzekome uchybienie w pracy nadaje się na postępowanie dyscyplinarne (w którym może być surowiej ukarany) i przekazał sprawę do sądu dyscyplinarnego.

W czwartek sąd dyscyplinarny przy Prokuratorze Generalny zajął się sprawą. Parchimowicza bronił prokurator Jarosław Onyszczuk, członek zarządu Lex Super Omnia. Sprawa trwała kilka godzin, bo pojawił się problem proceduralny. Obrońca Parchimowicza chciał składać wnioski dowodowe jak na normalnej sprawie dyscyplinarnej, ale sąd nie chciał ich przyjąć – uznał, że nie jest to sprawa dyscyplinarna, tylko posiedzenie dotyczące rozpoznania sprzeciwu Parchimowicza od kary upomnienia. I sąd uwzględnił sprzeciw, umarzając sprawę.

„Sąd dyscyplinarny stwierdził, że w 2016 roku prokurator Parchimowicz miał dużo pracy. I choć podjął decyzję w jednej ze spraw po trzech miesiącach, to nie było to zawinione”, mówi OKO.press Jarosław Onyszczuk, obrońca Parchimowicza.

Z takiego orzeczenia zadowolony jest też Krzysztof Parchimowicz. „Sąd uznał, że nie można uznać mnie winnym czynu, który wynikał z nadmiaru obowiązków i złej organizacji pracy Prokuratury Rejonowej Warszawa-Mokotów. Odpowiada za to Prokurator Okręgowy, który nie zrobił nic, by ta prokuratura pracowała lepiej. Przypomnę, że Prokuratorem Okręgowym w Warszawie najpierw był Paweł Wilkoszewski [były asystent Ziobry, awansował do Prokuratury Krajowej – red.], potem Paweł Blachowski”, mówi OKO.press Krzysztof Parchimowicz.

Od decyzji sądu dyscyplinarnego można jeszcze odwołać się do Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego.

To nie koniec dyscyplinarek Parchimowicza

We wtorek 8 października Parchimowicz ma kolejną sprawę w sądzie dyscyplinarnym. Ma zarzut za umieszczenie na stronie internetowej Lex Super Omnia krytycznego komunikatu wobec szefa Prokuratury Regionalnej w Katowicach. OKO.press pisało o tym:

Parchimowicz jest też ścigany przez białostocką prokuraturę, która chce go powiązać absurdalnymi zarzutami z mafią VAT-owską. OKO.press pisało o tym:

Najpierw sądy, potem media. Nie pozwólmy na to władzy.
OKO.press utrzymuje się dzięki Waszym wpłatom.

Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Od 2000 r. dziennikarz „Gazety Stołecznej” w „Gazecie Wyborczej”. Od 2006 r. dziennikarz m.in. „Rzeczpospolitej”, „Polska The Times” i „Gazety Wyborczej”. Pisze o prawie, sądach i prokuraturze.


Komentarze

Masz cynk?