Już nikt, nigdy przez tego pana życia pozbawiony nie będzie - mówił w 2007 roku o doktorze Mirosławie G. minister Zbigniew Ziobro. W środę, 31 maja 2017 roku, sąd uniewinnił lekarza. Podlegająca Ziobrze prokuratura nie odpuszcza i ściga biegłego, który sporządził korzystną dla G. opinię

Po dziesięciu latach od pamiętnej konferencji, podczas której Zbigniew Ziobro i ówczesny szef CBA Mariusz Kamiński poinformowali o zarzutach postawionych doktorowi Mirosławowi G. – m.in. tym najcięższym – zarzucie zabójstwa pacjenta, sąd uniewinnił oskarżonego.

Korzystny dla Mirosława G. wyrok zapadł w środę w Sądzie Rejonowym dla Warszawy – Mokotowa. Prokuratura oskarżała go w związku ze śmiercią Floriana M., którego operował. Po zabiegu w ciele pacjenta został gazik. Lekarzowi postawiono za to początkowo zarzut zabójstwa w zamiarze ewentualnym. Później prokuratura zmieniła go – na nieumyślne narażenia pacjenta na utratę życia oraz nieumyślne spowodowanie jego śmierci.

W odniesieniu do pierwszego zarzutu, sąd umorzył sprawę. Bo choć podczas operacji gazik został zaszyty w ciele pacjenta, po kilku dniach, gdy wykryto błąd, doktor przeprowadził drugą operację i go wyciągnął. Czyli uchylił niebezpieczeństwo narażenia na utratę życia.

Z drugiego zarzutu sąd lekarza uniewinnił. Orzekł, że nie ma związku pomiędzy operacją przeprowadzoną przez doktora G., a śmiercią pacjenta.

Florian M. zmarł po kilku miesiącach od zabiegu. Po jego przeprowadzeniu był pod opieką anestezjologów, a nie doktora G. Biegli stwierdzili, że nie było związku pomiędzy zostawieniem gazika w jego ciele, a śmiercią. „Sąd orzekł, że to był błąd medyczny, do którego lekarz ma prawo. Doktor G. miał prawo nie wiedzieć o gaziku. Instrumentariuszka, która była przy operacji [i liczyła gaziki-red.] mówiła, że nic w ciele pacjenta nie zostało” – mówi OKO.press obrończyni doktora G., mecenas Beata Czechowicz.

Wyrok jest nieprawomocny i zapewne prokuratura wniesie apelację.



Ze „zbrodni” zostały łapówki

To już kolejne oczyszczenie doktora G. Jego sprawa była jednym z najgłośniejszych przykładów politycznego wykorzystania prokuratury i CBA za czasów pierwszego rządu PiS. Wtedy, tak jak dziś, Zbigniew Ziobro był ministrem sprawiedliwości i Prokuratorem Generalnym w jednej osobie.

Mirosław G., szef kliniki kardiochirurgii w warszawskim szpitalu MSWiA przy ulicy Wołoskiej, został zatrzymany przez CBA 12 lutego 2007 roku. Dwa dni później Ziobro i Kamiński zwołali konferencję. Poinformowali, że lekarzowi postawiono około 20 zarzutów.

„Zebrany materiał dowodowy wskazuje na to, że mogło tutaj dojść do czegoś więcej niż tylko gigantycznej korupcji i rażących zaniedbań i błędów lekarskich (…) dochodziło do czynów, które mieszczą się w kategorii zbrodni.

I taki zarzut – zarzut dopuszczenia się zbrodni zabójstwa – został przez prokuratora postawiony” – mówił wówczas Ziobro. I dodawał: „Już nikt nigdy przez tego pana życia pozbawiony nie będzie”.

Sprawa miała pokazać jak PiS, dla dobra pacjentów, walczy z korupcją w szpitalach. Ubocznym jej skutkiem był znaczący spadek liczby przeszczepów serca – którymi zajmowała się klinika doktora G.

Z czasem najpoważniejsze zarzuty postawione Mirosławowi G. padły. Najpierw prokuratura w 2008 roku – już po upadku rządu PiS – sama wycofała się z zarzutu zabójstwa. Umorzenie podtrzymał sąd. Ale Sąd Najwyższy, na wniosek rodzinny Floriana M., nakazał ponownie zbadać umorzoną sprawę. Ostatecznie skończyło się procesem o błąd medyczny. To właśnie w nim, we środę, Sąd Rejonowy dla Warszawy Mokotowa wydał wyrok korzystny dla doktora G.

W 2014 roku ten sam sąd, ale w innym składzie, uniewinnił Mirosława G. z zarzutu błędu medycznego w sprawie dotyczącej innego pacjenta. Tu wyrok jest prawomocny.

Lekarz został także prawomocnie oczyszczony z zarzutu mobbingu i molestowania pacjentki.

Trwa jeszcze ponowny proces G. o przyjmowanie kopert z pieniędzmi od pacjentów. Za część łapówek został skazany na więzienie w zawieszeniu. Ale sąd odwoławczy nakazał ponowny proces o kolejne takie czyny.



Sztandarowe sprawy Ziobry

Dla ministra Ziobry sprawa Mirosława G. jest kwestią ambicjonalną. Kilka lat temu przegrał proces cywilny, który lekarz wytoczył mu za wypowiedzi podczas wspomnianej wcześniej konferencji. Sąd nakazał mu przeprosiny i zapłatę 30 tys. złotych zadośćuczynienia.

Po przejęciu rok temu przez Ziobro władzy nad prokuraturą, wiadomo było, że śledczy tej sprawy nie odpuszczą. Odżyło śledztwo ws. rzekomego handlu organami w MSWiA. To od tego zaczęła się sprawa doktora G.

W ostatnich miesiącach wzrosło również znacząco zaangażowanie prokuratury w zakończony we środę proces, w którym G. był oskarżony o doprowadzenie do śmierci pacjenta. Najpierw zmienił się prokurator prowadzący sprawę – dotychczasowego zastąpiło dwóch nowych śledczych. „Można było odczuć presję na sąd.

Gdy kończył się proces, prokurator do akt sprawy złożył akt oskarżenia przeciwko jednemu z biegłych wydających opinię w tej sprawie” – mówi OKO.press osoba, która obserwowała przebieg procesu.

„Prokuratura uznała, że opinia jest dla lekarza korzystna i oskarżyła biegłego o wydanie fałszywej opinii” – tłumaczy. Akt oskarżenia przeciwko biegłemu był gotowy około miesiąc temu. Prokuratura złożyła go do akt procesu Mirosława G., tuż przed wydaniem wyroku. Domagała się dla G. dwóch lat więzienia, choć wcześniej, w innym procesie, zgodziła się na warunkowe umorzenie sprawy wobec instrumentariuszki, która zapewniała, że w ciele pacjenta nic nie zostało.

Jak opisywała „Polityka”, podobnie prokuratura działa w sprawie lekarzy oskarżonych o doprowadzenie do śmierci Jerzego Ziobro – ojca ministra sprawiedliwości. We wrześniu 2016 roku śledczy weszli do mieszkań i gabinetów wszystkich biegłych, którzy wydawali opinie w tej sprawie. W Małopolskim Wydziale Zamiejscowym Prokuratury Krajowej (MWZPK), którą nadzoruje Ziobro, trwa śledztwo w sprawie zawyżenia kosztów uzupełniającej opinii biegłych zamówionych przez sąd. Zarzuty w tej sprawie usłyszał na początku grudnia 2016 roku koordynator zespołu opiniującego – Czesław Ch.


Najpierw sądy, potem media. Nie pozwólmy na to władzy.
OKO.press utrzymuje się dzięki Waszym wpłatom.

Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Od 2000 r. dziennikarz „Gazety Stołecznej” w „Gazecie Wyborczej”. Od 2006 r. dziennikarz m.in. „Rzeczpospolitej”, „Polska The Times” i „Gazety Wyborczej”. Pisze o prawie, sądach i prokuraturze.


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press

Wiesz więcej? Skontaktuj się z zespołem śledczym OKO.press i przekaż nam swoje informacje [email protected]