0:000:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Martyna Niećko / Agencja Wyborcza.plFot. Martyna Niećko ...

Wyrok wydał we wtorek 7 marca 2023 roku Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia. Sędzia Małgorzata Drewin nieprawomocnie uznała Roberta B. winnym występku chuligańskiego i za to skazała go na rok prac społecznych, w wymiarze 30 godzin miesięcznie.

Do skazania B. doprowadziła znana aktywistka Katarzyna Augustynek - znana jako Babcia Kasia - która bierze udział w licznych protestach przeciwko władzy PiS. Augustynek złożyła przeciwko Robertowi B. prywatny akt oskarżenia. Bo prokuratura nie chciała zająć się sprawą wyrzucenia jej ze schodów Kościoła Świętego Krzyża w Warszawie.

Doszło do tego w drugiej połowie października 2020 roku podczas protestu przeciwko wyrokowi Trybunału Julii Przyłębskiej, który zaostrzył prawo aborcyjne. Wtedy kobiety wyszły w proteście na ulice w całej Polsce. Robert B. wraz z pomocnikami stał wtedy na schodach Kościoła Świętego Krzyża i tarasował wejście do Kościoła. Protestujące kobiety były usuwane siłą.

Augustynek oskarżyła lidera narodowców o czyn chuligański polegający na naruszeniu nietykalności osobistej 25 października 2020 roku, po tym, jak wyszła z mszy świętej. Chodzi o czyn z artykułu 217 paragraf 1 kodeksu karnego. Takie przestępstwo jest ścigane z oskarżenia prywatnego (prokuratura nie znalazła podstaw, by zająć się tym). I sąd we wtorek w wyroku uznał jej racje i skazał B. za występek chuligański. Oprócz prac społecznych sąd zasądził dla Katarzyny Augustynek 10 tysięcy złotych nawiązki.

Przeczytaj także:

Uzasadnienie ustne tego wyroku jest miażdżące dla Roberta B. Ale i dla samozwańczych straży narodowych, którym sąd wyznaczył granicę. Wyrok opisujemy za „Gazetą Wyborczą”. Sędzia Małgorzata Drewin uzasadniała:

„To nie oskarżony ma decydować, co jest boskie i co podoba się Bogu, oskarżony ma przestrzegać praw do przestrzegania porządku (...) Nie może być tak, że jedna osoba, odwołując się do upoważnienia przez proboszcza parafii św. Krzyża, staje się strażnikiem ładu i porządku publicznego. Pojawia się pytanie: jakiego ładu i porządku? Na pewno nie tego określonego w przepisach Kodeksu karnego”.

Katarzyna Augustyniak cieszy się z wyroku, ale nie wyklucza odwołania. Mówi OKO.press: „Cieszę się, że został uznany za winnego. Że wreszcie można o nim mówić, że nie jest miłym panem, który lata z białoczerwoną flagą. Nie wnioskowałam o nawiązkę, to decyzja sądu. Ale prac społecznych powinien dostać więcej. Nam zależało, by miał zakaz przewodniczenia takim wydarzeniom jak Marsz Niepodległości i by nie mógł szefować społecznym organizacjom oraz pobierać pieniędzy od państwa”.

Pełnomocnikiem Babci Kasi w tej sprawie jest adwokat Jerzy Jurek.

Roberta B. nie było na ogłoszeniu wyroku.

Katarzyna Augustynek, czyli Babcia Kasia, uniewinniona przez Sąd Najwyższy, 7 grudnia 2021
Babcia Kasia. Fot. Robert Kuszyński/OKO.press

Jak wypchnięto Babcię Kasię spod kościoła

Do ataku na Babcię Kasię doszło w niedzielę 25 października 2020 roku. Augustynek wychodziła z mszy w Kościele Świętego Krzyża przy Krakowskim Przedmieściu w Warszawie. Miała tęczową torbę, z którą często pokazuje się na protestach. Przed wejściem do kościoła - na wyniesionych w górę charakterystycznych schodach - był tłum ludzi.

Wejścia do kościoła „strzegli” narodowcy na czele z Robertem B. Przyszli, by bronić kościoła przed aktywistami „aborcjonistkami”. Przed schodami był kordon policji – funkcjonariusze nawet w PRL-u nie odważyli się wejść na schody Kościoła Świętego Krzyża, gdzie chronili się rozpędzani opozycjoniści. Bo to teren Kościoła. Obok policji protestowały na chodniku kobiety.

Gdy Babcia Kasia wyszła z kościoła narodowcy zaczęli szarpać jej tęczową torbę. A B. wyrwał jej chustę z tęczową flagą i napisem „Polskie Babcie”. Zwinął ją w kulkę i wrzucił w tłum znajdujący się na ulicy. Pojawiło się dwóch policjantów, próbowali sprowadzić Augustynek ze schodów. Ona upadła na znak protestu przeciwko siłowemu usuwaniu jej. Pomocnicy B. pytali policjantów co z nią zrobić.

Jeden z funkcjonariuszy odpowiedział: „My nie wyprowadzamy, my możemy asekurować. Panowie chcą wynieść - proszę bardzo”.

Jeden z narodowców: „Mamy wynieść tą panią?”.

Policjant: „Nie wiem, to jest wasz teren”.

Po czym dwóch narodowców chwyciło Babcię Kasię pod ramiona, ciągnęli ją po schodach i rzucili nią. Babcia Kasia upadła. B. to wszystko widział i zdaniem Babci Kasi wydał im polecenie. Atak zarejestrowały kamery, co było jednym z dowodów w procesie.

Sąd: Robert B. nie będzie decydował co się podoba Bogu

W tej sprawie odbyło się kilka rozpraw. B. nie przyznał się i składał wyjaśnienia. Podczas procesu jako świadek zeznał też proboszcz parafii Świętego Krzyża ksiądz Zygmunt Berdychowski, który krótko po ataku na Babcię Kasię został kapelanem Komendy Stołecznej Policji.

Co ciekawe Babcia Kasia po proteście wzięła od niego zaświadczenie, że była ochrzczona w Kościele Świętego Krzyża. Ale ksiądz w sądzie nie pamiętał, że wydał takie zaświadczenia. Proboszcz zeznał też, że nie wzywał Roberta B. na pomoc, a jedynie prosił o ochronę kościoła jednego z parafian.

We wtorek 7 marca 2023 roku zapadł nieprawomocny wyrok skazujący Roberta B. Ustne uzasadnienie wyroku sędzi Małgorzaty Drewin cytujemy za „Gazetą Wyborczą”.

Sędzia uzasadniała: „Oskarżony twierdził, że bronił kościoła, ale w ocenie sądu twierdzenia te nie znajdują aprobaty w świetle polskiego porządku prawnego. Oskarżony sam sobie określił, co jest zgodne z prawem, a co nie jest zgodne z prawem. Takie działanie prowadzi do anarchizacji życia społecznego”.

Sąd uznał, że nietykalność cielesną Babci Kasi naruszono z błahego powodu, co świadczy o "rażącym lekceważeniu porządku prawnego". Sędzia podkreślała, że to wymiar sprawiedliwości jest od zapewniania ochrony prawnej, a policja od zapewnienia porządku publicznego. A nie samozwańcze straże pilnujące porządku i ładu.

Sędzia Drewin: „Nie może być tak, że jedna osoba, odwołując się do upoważnienia przez proboszcza parafii św. Krzyża, staje się strażnikiem ładu i porządku publicznego. Pojawia się pytanie: jakiego ładu i porządku? Na pewno nie tego określonego w przepisach Kodeksu karnego”.

Sędzia podkreśliła w uzasadnieniu wyroku, że B. mówił o wierzących i niewierzących, powołując się również na Konstytucję: „Katarzyna Augustynek w tej sprawie jest symbolem, bo jest aktywistką i to na niej skupia się cała istota tego podziału, do którego odwoływał się oskarżony w swojej motywacji. Ten podział był na tych, którzy mogą wejść do kościoła, i na tych, którzy nie mogą (...).

Nie odbiła się u oskarżonego refleksja, że odmawiając pokrzywdzonej prawa do przebywania na schodach kościoła, w istocie sam naruszył prawo. To było poza refleksją, przypisał sobie absolutne prawa, kto zasługuje, a kto nie zasługuje, to pierwszy przyczynek do podzielenia społeczeństwa, na "naszych" i "innych".

I dalej uzasadniała sędzia: „Takie podziały miały miejsce już w Europie, zaczęły się we Włoszech w latach 20. XX wieku, przeszły do Berlina. Po II wojnie światowej właśnie przez te podziały narody zgodnie zdecydowały o ochronie praw dla każdego człowieka”.

Na koniec wyroku sędzia wytknęła też policji, że jej zachowanie miało znaczenie dla tego, co działo się na schodach. Sędzia Małgorzata Drewin: „Na tych schodach kościoła zarysował się konflikt nieumiejętności oddzielenia tego, co boskie, a co cesarskie. Cesarskie to prawo stanowione, zostało naruszone ze względu na brak stanowczej reakcji policji, ale nie można powoływać się na boskie i łamać prawo cesarskie”.

Robert B. na schodach Kościoła Świętego Krzyża w Warszawie, podczas protestu 25 października 2020 roku. Spycha Angelikę Domańską, aktywistkę Zielonych. Za to też złożono przeciwko niemu akt oskarżenia o naruszenie nietykalności cielesnej. Fot. Dawid Żuchowicz/Agencja Wyborcza.pl.

Adwokat: Sąd wyznaczył granice dla samozwańczych straży narodowych

Reprezentujący Babcię Kasię adwokat Jerzy Jurek też jest zadowolony z wyroku. Ale nie wyklucza odwołania, bo sąd nie orzekł dla B. zakazu pełnienia funkcji w organizacjach społecznych.

Mec. Jurek mówi OKO.press: „Domagałem się dla oskarżanego orzeczenia czasowego zakazu zajmowania stanowisk przewodniczącego zgromadzeń publicznych, toteż wydany wyrok nie odpowiada w 100 procentach moim oczekiwaniom. Decyzję o ewentualnym wniesieniu apelacji podejmiemy wspólnie z klientką, po analizie pisemnego uzasadnienia wyroku”.

Adwokat mówi dalej: „B. został uznany winnym występku o charakterze chuligańskim, a taka kwalifikacja prawna zdarzenia mówi sama za siebie. Postępowanie dowodowe wykazało, że pokrzywdzoną sponiewierano publicznie, ponieważ miała przy sobie tęczowy element garderoby”.

Mec. Jurkiewicz podkreśla, że wyrok ma też znaczenie dla działalności samozwańczych organizacji paramilitarnych. „Bardzo ważne jest, że sąd dostrzegł wagę zagrożeń dla porządku prawnego ze strony samozwańczych tzw. straży narodowych, podczas gdy wcześniej policja i prokuratura pobłażała takim działaniom” - zaznacza adwokat.

Udostępnij:

Mariusz Jałoszewski

Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Od 2000 r. dziennikarz „Gazety Stołecznej” w „Gazecie Wyborczej”. Od 2006 r. dziennikarz m.in. „Rzeczpospolitej”, „Polska The Times” i „Gazety Wyborczej”. Pisze o prawie, sądach i prokuraturze.

Przeczytaj także:

Komentarze