Prezydent nie udowodniła, że Marsz Niepodległości zagraża czyjemukolwiek życiu, zdrowiu lub mieniu – stwierdził Sąd Okręgowy w Warszawie uzasadniając uchylenie zakazu Marszu Niepodległości. “Prezydent nawet nie zadała sobie trudu, żeby zwrócić się z pytaniami do policji” – podkreślił sędzia. Sąd uchylił także zakaz marszu nacjonalistów we Wrocławiu

“Prezydent winien wykazać, że istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że w trakcie zgromadzenia może być zagrożone zdrowie, życie lub mienie. Naszym zdaniem organowi się to nie udało”  stwierdził sędzia Michał Jakubowski w ustnym uzasadnieniu wyroku wydanego przez Sąd Okręgowy w Warszawie w sprawie odwołania od zakazu Marszu Niepodległości. Hanna Gronkiewicz-Waltz zakazała go 7 listopada, powołując się na art. 14 ust. 2 prawa o zgromadzeniach, według którego organ gminy może zakazać zgromadzenia, jeśli “jego odbycie może zagrażać życiu lub zdrowiu ludzi albo mieniu w znacznych rozmiarach”.

Prezydent Warszawy w uzasadnieniu zakazu pisała, że na takie zagrożenie wskazuje m.in. to, że:

  • MSWiA nie odpowiedziało prezydent na list z czerwca 2018 roku dotyczący zabezpieczenia imprezy;
  • Urząd Wojewódzki rozesłał do podlegających mu szpitali informację o konieczności przygotowania się na zwiększoną liczbę przyjęć w związku z wydarzeniami 11 listopada;
  • z doniesień prasowych wynika, że policja może mieć trudności z zabezpieczeniem marszu, ponieważ duża część funkcjonariuszy będzie przebywać na zwolnieniu lekarskim;
  • podczas Marszu Niepodległości w 2017 roku uczestnicy wielokrotnie naruszali przepisy prawa, wznosząc okrzyki i nosząc transparenty nawołujące do nienawiści oraz używając materiałów pirotechnicznych;
  • w marszu mają wziąć udział organizacje faszystowskie, np. “Sicz Karpacka”.

Sąd uznał te argumenty za nieprzekonujące.

Prezydent nie zadała sobie trudu

Jak uzasadniał że, potwierdzeniem informacji o poważnym zagrożeniu dla zdrowia lub życia uczestników marszu lub osób postronnych, mogłyby być informacje uzyskane przez prezydent Warszawy od odpowiednich służb. Tymczasem

Hanna Gronkiewicz-Waltz nawet nie zadała sobie trudu zwrócenia się do policji czy straży miejskiej o ocenę ryzyka.

Co więcej, według komunikatów resortu spraw wewnętrznych i komendy stołecznej policji pomimo masowego korzystania przez funkcjonariuszy ze zwolnień lekarskich, policja będzie w stanie zapewnić bezpieczeństwo na Marszu Niepodległości.

Sędzia nie uznał też, że – jak to określił – “incydenty” podczas marszu w 2017 roku są wystarczającą podstawą do prewencyjnego zakazu marszu w roku 2018. “Naszym zdaniem zapobiegać i przeciwdziałać tego typu incydentom powinien odpowiedni organ – straż marszu, policja lub inne służby” – mówił sędzia Jakubowski.

Według sędziego prezydent Warszawy nie udało się udowodnić, że organizacje skrajnie prawicowe, które zapowiedziały obecność na Marszu Niepodległości, zostały na niego zaproszone przez organizatorów. Zarząd Stowarzyszenia Marsz Niepodległości oficjalnie odciął się od tego rodzaju organizacji, a prezydent nie przedstawiła żadnego dowodu, mogącego tę wersję podważyć.

Zresztą, nawet gdyby udało się wykazać, że to organizatorzy zaprosili faszystów z całego świata, nie mogłoby to mieć wpływu na wyrok, bo prezydent w swoim zakazie powołała się jedynie na przesłankę zagrożenia dla życia, zdrowia i mienia. A głoszenie haseł rasistowskich, nawet jeśli jest przestępstwem, to na zdrowie słuchaczy nie wpływa “w znacznym stopniu”.

Jak – nie bez złośliwości – zauważył sędzia Jakubowski, prezydent Warszawy nie załączyła do uzasadnienia zakazu nawet dokumentów, na które się w nim powoływała, czyli m.in. pisma skierowanego do wojewódzkich szpitali czy listu Episkopatu (sic!) krytykującego nacjonalizm.

“Prewencyjne zakazywanie marszu jest naszym zdaniem przedwczesne i nie znajduje potwierdzenia w zgromadzonym materiale dowodowym” – podsumował sędzia.

Dodał jednak, że jeżeli uczestnicy marszu będą popełniać przestępstwa czy wykroczenia, policja oraz przedstawiciel urzędu miasta mogą interweniować, a w ostateczności rozwiązać zgromadzenie.

Uchylenie zakazu oznacza, że 11 listopada w Warszawie odbędą się dwa marsze o identycznej trasie, które rozpoczną się w tym samym miejscu o niemal tej samej porze. Początek Marszu Niepodległości zaplanowany jest na godz. 14.00, a marszu prezydencko-rządowego na 15.00. O możliwych problemach z bezpieczeństwem pisaliśmy tutaj.

Rybak i Międlar też przejdą

Tego samego dnia Sąd Okręgowe we Wrocławiu uchylił wydany przez prezydenta Rafała Dutkiewicza zakaz organizacji marszu organizowanego przez Piotra Rybaka i Jacka Międlara. Prezydent w uzasadnieniu zakazu argumentował, że Rybak był organizatorem manifestacji w sierpniu 2018 roku, której uczestnicy atakowali kontrmanifestujących antyfaszystów, przez co zgromadzenie zostało rozwiązane. Brał też udział w innych manifestacjach, podczas których wbrew zakazowi używano race i głoszono treści, mogące być uznane za nawołujące do nienawiści. Z kolei w listopadzie 2018 roku podczas manifestacji nacjonalistów Rybak spalił kukłę Żyda z flagą Unii Europejskiej w ręku.

Według prezydenta istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że podczas marszu 11 listopada jego uczestnicy znów będą wykrzykiwać hasła nawołujące do nienawiści, użyją rac oraz zaatakują ewentualną kontrmanifestację.

Sąd uchylił zakaz, ponieważ, jak podkreśliła w pisemnym uzasadnieniu sędzia Anna Strzebinczyk-Stembalska,

“ograniczenia wolności zgromadzeń nigdy też nie powinny opierać się na ogólnych przypuszczeniach bądź prognozach”.

Sąd uzasadniał, że prezydent nie może opierać się jedynie na przypuszczeniach, choćby popartych doświadczeniem z poprzednich manifestacji, które organizował lub wspierał Piotr Rybak. Żeby stwierdzić wysokie prawdopodobieństwo użycia przez uczestników zgromadzenia przedmiotów zakazanych, np. broni czy rac, prezydent powinien mieć dowody na to, że organizatorzy lub uczestnicy zbierają takie przedmioty z zamiarem ich użycia w trakcie manifestacji. A takich dowodów prezydent Dutkiewicz nie przedstawił.

Zdaniem sądu podobnie nie można przewidzieć, że w trakcie zaplanowanej na 11 listopada manifestacji dojdzie do przestępstw z nienawiści czy fizycznego atakowania kontrmanifestantów. Samo ryzyko pojawienia się kontrmanifestantów nie jest jeszcze wystarczającym powodem do zakazania marszu, o ile policja jest w stanie zapewnić bezpieczeństwo obu stronom, a nie dowiedziono, że w tym przypadku będzie to niemożliwe. Z kolei jeśli niektórzy uczestnicy zgromadzenia w rzeczywistości będą łamać prawo, policja wciąż będzie miała możliwość zatrzymania ich bez konieczności rozwiązywania marszu.

“Zdaniem Sądu Okręgowego klucz do ochrony bezpieczeństwa i porządku leży w efektywności (skuteczności) następczych działań służb odpowiedzialnych za zapewnienie tych wartości, nie zaś w prewencyjnym zakazie określonych zgromadzeń opartym na niejasnych przesłankach.

Skoro zatem służby te są w stanie zapewnić realizację celu w postaci niedopuszczenia do popełnienia czynów zabronionych, w sposób mniej inwazyjny dla wolności zgromadzeń niż wydanie decyzji o zakazaniu zgromadzenia, to tym samym analizowana podstawa ustawowa takiego zakazu jest nieproporcjonalna i niekonieczna, a w rezultacie – niekonstytucyjna” – podsumował sąd.

Dziennikarz, filozof. Od 2016 roku związany z OKO.press. Wcześniej pisał dla "Gazety Wyborczej". Za jeden z reportaży był nominowany do kilku nagród dziennikarskich. W OKO.press pisze o prawie.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym