Podobnie jak jego poprzednicy Trump pragnie polepszenia stosunków z Moskwą. Pytanie, jakie będą tego koszty i kto je poniesie? I kto się okaże bardziej naiwny - Trump czy Putin?

Rozmowa telefoniczna między prezydentami Trumpem i Putinem w sobotę, 28 stycznia wzbudziła niepokój. Szczególne obawy budzą sugestie, że nowy prezydent USA może znieść co najmniej niektóre sankcje wobec Rosji. Według relacji Białego Domu i Kremla dwaj przywódcy mieli rozmawiać: o wspólnej walce z ekstremizmem muzułmańskim, współpracy w Syrii, Ukrainie, pragnieniu poprawy wzajemnych stosunków i „normalizacji stosunków gospodarczych”. Czyli o sankcjach.

Podobnie jak jego poprzednicy Trump pragnie polepszenia stosunków z Moskwą. Pytanie się nasuwa: jakie będą tego koszty i kto je poniesie? Z pewnością Ukraina i cały region postsowiecki, a być może i my, osłabnie także jedność Unii Europejskiej i stosunki Europy z USA. Ewentualne wycofanie się z sankcji oznacza bowiem uznanie wielkomocarstwowych ambicji Moskwy. Żyjemy w nowej rzeczywistości i nie jesteśmy w stanie przewidzieć tego konsekwencji. Także dla Polski.

Przypomnijmy podstawowe fakty

Po Euromajdanie (listopad 2013 – luty 2014 r.) i ucieczce prezydenta Janukowycza Moskwa postanowiła zapobiec proeuropejskiej polityce nowych władz.

W marcu 2014 r. Rosja wywróciła europejską szachownicę, dokonując aneksji Krymu.

Stany Zjednoczone i Unia Europejska ogłosiły sankcje, domagając się respektowania prawa międzynarodowego i przywrócenia integralności terytorialnej Ukrainy.

Kryzys pogłębił się w kwietniu, gdy Rosja wraz z lokalnymi separatystami ze wschodniej Ukrainy rozpoczęła wojnę na terenie obwodów donieckiego i ługańskiego, a także wsparła ich kilkunastoma tysiącami żołnierzy sił specjalnych oraz dostawami sprzętu wojskowego, również tego najcięższego – czołgów i rakiet. Ukraina utraciła kontrolę nad granicą z Rosją. Mimo niedoinwestowania, dezorganizacji i braku sprawnego dowództwa armii Ukrainie udało się z wydatnym udziałem oddziałów ochotniczych powstrzymać rosyjską ofensywę, szczególnie na południe, ku Morzu Azowskiemu, ofensywę, której celem
było stworzenie połączenia lądowego z Krymem.

 

Stany Zjednoczone i UE zaostrzyły sankcje.

17 lipca 2014 r. separatyści zestrzelili przy użyciu rosyjskiego systemu rakietowego Buk samolot pasażerski malezyjskich linii lotniczych z 298 osobami na pokładzie. Zginęli wszyscy pasażerowie, w 2/3 obywatele Holandii. Wywołało to ogromne wzburzenie w Europie – rządy nie miały wątpliwości, że było to możliwe dzięki co najmniej logistycznemu wsparciu odpowiednio wyszkolonych żołnierzy rosyjskich. Szczegóły przytoczyły liczne śledztwa, w tym najważniej – holenderskie.



Unia Europejska utwardziła swoje stanowisko, wprowadzając kolejne sankcje.

Polityczna klęska Kremla

Ukraina zawarła umowę stowarzyszeniową z Unią Europejską, a władze przystąpiły do powolnego i często niekonsekwentnego wprowadzania reform. Kijów uzyskał wsparcie polityczne i finansowe Zachodu, także wywiadowcze, w ograniczonym stopniu wojskowe, szczególnie o charakterze ofensywnym. Niemniej, Ukraina umocniła się, a walka z agresją rosyjską stała się, wraz z Euromajdanem, mitem założycielskim nowej państwowości i pogłębiła poczucie odrębności narodowej Ukraińców.

We wschodniej Ukrainie trwa do dzisiaj z różną intensywnością wojna. Mimo napięć utrzymano jedność UE, kontynuowane są sankcje, które kilka tygodni temu zostały przedłużone do czerwca 2017 r.

Po odzyskaniu niepodległości w 1991 r. Ukraina nie była traktowana jako państwo, którego bezpieczeństwo i gospodarka miały fundamentalne znaczenie dla strategicznych interesów USA i ogromnej większości członków UE. Sami Ukraińcy nie pomagali, budując strukturę władzy opartą na systemie oligarchicznych monopoli, przywilejów i korupcji. Z chybotliwej równowagi wytrącały rządzących Pomarańczowa Rewolucja 2004-2005 i dwa kolejne „majdany” –  w 2007 i 2013-2014 roku.



Najbardziej wpływowe rządy europejskie przeciwstawiły się w 2008 r. przyjęciu Ukrainy i Gruzji do NATO, choć „polityka otwartych drzwi” pozostaje oficjalnym stanowiskiem Sojuszu. Niezmiennie za najważniejsze uznaje się osiągnięcie porozumienia z Moskwą. Istotny jest jednak warunek odrzucany przez Kreml:

Ukrainie, podobnie jak innym państwom w regionie postsowieckim, w tym zaatakowanej sierpniu 2008 roku Gruzji, należy zagwarantować niepodległość, prawo do wyboru sojuszy, a Rosja winna stosować się do norm prawa międzynarodowego.

Odmawia się także Moskwie jakiejkolwiek sfery uprzywilejowanych stosunków w swoim otoczeniu geopolitycznym.

Nieprzewidywalność rosyjska, nieprzewidywalność amerykańska

Tłem wydarzeń są agresywne poczynania wojskowe Rosji, liczne manewry wojskowe o charakterze ofensywnym, publiczne groźby i ćwiczenia lotnicze oraz morskie symulujące atak, także z udziałem broni jądrowej, na państwa NATO i UE. Pogarszające się stosunki z Moskwą sprawiły, że NATO przystąpiło do wzmacniania wschodniej flanki Sojuszu i zwiększania wydatków na obronę, podkreślając jednocześnie wolę dialogu z Rosją.

Mamy obecnie do czynienia z niebezpieczną militaryzacją polityki, a inicjatywa spoczywa w rękach uznawanego za nieprzewidywalnego Putina. Z punktu widzenia Moskwy Zachód pod wodzą prezydenta Obamy był w pełni przewidywalny w swoich dążeniach do pokoju i stabilizacji oraz unikania siły.

Paradoksalnie, można uznać objęcie władzy przez niedoświadczonego, nieobliczalnego i agresywnego w dążeniu do odniesienia osobistego sukcesu Donalda Trumpa za użyteczne zrównoważenie nieprzewidywalności w stosunkach między obu mocarstwami. Gdyby nie:

  • wielokrotnie powtarzane przez samego Trumpa i jego najbliższe otoczenie wyrazy sympatii wobec Rosji oraz osobiście Putina;
  • deklarowane dążenie do stosunków transakcyjnych z sojusznikami i przeciwnikami;
  • pomniejszanie znaczenia ingerencji Rosji w proces wyborczy w USA;
  • interwencję wojskową w Syrii i zapewnienie zwycięstwa w wojnie domowej Baszara al-Asada;
  • wyrażane przez Moskwę intencje destrukcji powojennego ładu, w tym i Unii Europejskiej;
  • podzielana publicznie przez Putina i Trumpa niechęć do NATO i do UE, pochwalenie przez Trumpa Wielkiej Brytanii za opuszczenie UE i wyrażone oczekiwanie, że inne kraje pójdą śladem Londynu.

Takie jest, z pewnością niepełne, tło pierwszego kontaktu obu przywódców i zapowiedź ich spotkania na szczycie amerykańsko-rosyjskim.

„Normalizacja stosunków” – czyli co?

Zniesienie sankcji bez uzyskania minimalnych gwarancji spełnienia warunków choćby procesu mińskiego oznaczałoby nic innego jak przejście do porządku dziennego nad agresją rosyjską.

Perspektywa zniesienia sankcji przez USA osłabi pragnienie ich utrzymania także i przez UE, Kanadę, Japonię czy Australię. Dlatego ważne były też sobotnie rozmowy telefoniczne Trumpa z liderami Niemiec, Francji i Japonii.

Ważne było też ostrzeżenie premier Wielkiej Brytanii, Theresy May, podczas jej wizyty w USA, by nie mieć zaufania do Rosji i utrzymać nacisk na Moskwę. Niemniej, trzeba wziąć pod uwagę, że Wielka Brytania, pozostając poza UE i polegając na bilateralnym sojuszu z USA, może poddać się presji administracji Trumpa, by wesprzeć nowe otwarcie wobec Moskwy kosztem powojennego porządku w Europie i podstaw bezpieczeństwa transatlantyckiego.

Zapowiedź „normalizacji stosunków gospodarczych”, czyli zniesienia sankcji ma dalekosiężne skutki. Wysyła bowiem kolejny sygnał, że Trump nie będzie się liczył ze zdaniem partnerów USA, a sojusznicy w Europie, w Azji czy na Bliskim Wschodzie nie mogą już liczyć na bezwarunkowe wsparcie Stanów Zjednoczonych.



Putin skonsumuje z radością zapowiedź normalizacji stosunków, bez wątpienia warunkiem których jest zniesienie sankcji, uznając ten krok za łatwy do wykorzystania dowód słabości i naiwności. Może się jednak przeliczyć, albowiem wroga wobec poczynań Moskwy większość w Kongresie musi taki krok przegłosować, a sam Trump nie przełknie upokorzenia, jeśli Rosja naruszy uzgodnienia, na których szczególnie zależy nowemu prezydentowi.

Trudno dzisiaj powiedzieć, w jakim stopniu uda się Trumpa przekonać, że przyszłość Ukrainy jest ważna dla całego Zachodu, nie tyle ze względu na los samej Ukrainy, co na skłonienie Putina do prowadzenia polityki współpracy.

W końcu zwalczanie Daesh i terroryzmu leży także w interesie Rosji ze względu na narodowościowo-religijne napięcia na Kaukazie. W innym wypadku wynikiem będzie uznanie prawa Rosji do narzucenia Ukrainie i innym państwo regionu „ograniczonej suwerenności” ze wszystkiego tego konsekwencjami.

Skutkiem będzie dalszy wzrost napięcia międzynarodowego i nowy wyścig zbrojeń w Europie. Osłabi to bezpieczeństwo w naszym regionie, skoro nie będziemy mieli pewności, czy kierując się innymi priorytetami i dążąc do porozumienia z Moskwą, Stany Zjednoczone w warunkach zagrożenia zdecydują się bronić Polski i państw bałtyckich, ryzykując starcie z Rosją.

Analityk z dziedziny stosunków międzynarodowych w Centrum Stosunków Międzynarodowych. Specjalizuje się w problematyce bezpieczeństwa międzynarodowego i NATO, relacjach transatlantyckich, polityce wschodniej UE i Rosji, a także w kwestiach praw człowieka i demokracji. Wcześniej m.in. współpracownik KOR, współtwórca wydawnictwa „Aneks”, dyrektor Sekcji Polskiej BBC, wiceprezes zarządu Polskiego Radia SA i prezes CSM. Jest członkiem Rady Programowej Forum Polsko-Czeskiego przy MSZ.


Twoje OKO

Specjalne teksty. Niepublikowane taśmy. Poufne wiadomości. Za darmo. Na zawsze.

Załóż konto. Otwórz OKO!