Prawa autorskie: Agnieszka Sadowska / Agencja GazetaAgnieszka Sadowska / Agencja Gazeta
21 października 2020

Sędzia nie zgodziła się na areszt dla syna Krauzego. Teraz dostaje groźby: lewacka kur.., obić ci mordę?

Sędzia Ewa Mielcarek z sądu w Gdyni orzekła, że nie ma podstaw do aresztu dla syna Ryszarda Krauzego, który napadł na operatora TVP. Za to orzeczenie jest na sędzię nagonka w prorządowych mediach, a ona sama dostała groźby. "Boję się o moją rodzinę"

Sędzia Ewa Mielcarek z wydziału karnego Sądu Rejonowego w Gdyni o areszcie dla syna biznesmena Ryszarda Krauzego decydowała w sobotę 17 października. Orzeczenie wydała około godziny 15:00. Sędzia nie zgodziła się, by syn biznesmena trafił na dwa miesiące do aresztu, co nie spodobało się prorządowym mediom i politykom prawicy.

Krótko po tym orzeczeniu do sądu przyszły maile z wyzwiskami i groźbami pod adresem sędzi. W związku z nimi prezes gdyńskiego sądu zawiadomił prokuraturę najpierw o znieważeniu sędzi, a potem o groźbach karalnych. Prezes sądu wystąpił też do policji o ochronę dla sędzi, bo ma ona obawy o swoje życie. Sędzia czeka na decyzję policji. "Mam obawy o moją rodzinę. Ale nie żałuję, dziś wydałabym takie samo orzeczenie", mówi OKO.press sędzia Ewa Mielcarek. W środę 21 października sędzia sama złożyła na policji zawiadomienie dotyczące gróźb karalnych.

„Kasto bandytów. Dość tego skur…”

Jak ustaliło OKO.press, na adres mailowy gdyńskiego sądu przyszły cztery maile z tego samego adresu mailowego od osoby ukrywającej się za słowem tropicmotel.

Trzy maile przyszły w sobotę 17 października po wydaniu przez sędzię Mielcarek orzeczenia. Ostatni mail w poniedziałek 19 października.

Pierwszy mail przyszedł do sądu o godzinie 16:25 - „Syn książę [tu padają dane syna biznesmena - red.] bandyta wolny, a za batonika do więzienia. Kasto bandytów. A gdyby tak wasze pomioty pobito? Gdyby wasze wnuczusie mordy im skuto. To co byście powiedzieli? Ciekawa jestem?????”.

Kolejny mail przyszedł o godzinie 17:52 - „Ewa Mielcarek ty lewacka kurwo. Ty nie będziesz wypuszczać na wolność bandytów bijących nasze dzieci, nie będziesz kurwo!!!! Pomiocie jakiegoś SB ecka po kursach duraczq. Dość tego skurwysyny”.

Trzeci mail z tego samego adresu przyszedł o godzinie 23:30 - „Nie chcemy was hołoto w sądach. Raus, raus, raus. Bandziory nie będziemy wam płacić. Dość tego skorumpowana hołoto”.

Ostatni mail do sądu przyszedł w poniedziałek w nocy: „Obowiązuje standaryzacja wyroków, a nie jak sobie klika w todze zarządzi!!!! Za pobicie jest areszt, tak jak za rzucenie w sędzię tortem!!!! Reporter to urzędnik publiczny, tak jak sędzia i jest pod ochroną. Zatrudnianie czy mianowane przekupnych sędziów będzie karane!!! Prezes sądu odpowiadać powinien kto u niego pracuje i oceniać wyroki pod względem merytorycznym. Nie aresztowanie bandyty syna Krauzego jest przestępstwem, zachodzi podejrzenie korupcji!!! O tym będzie się pisać i domagać się jak zdecydowana większość Polaków opcji 0 [opcji zero w sądach, czyli powszechnej czystki, którą planuje minister Ziobro – red.]. Wywalenia was wszystkich tzw. kasty. A ja nazywam to klika. Na bruk. A może by tak zastosować radykalny środek przemawiający skorumpowanej osobie w todze do rozumu. Może by tak jej lub jej dziecku obić mordę i wtedy zobaczymy?”.

Jak doszło do sprawy aresztowej

Wniosek o areszt, który w sobotę jako niezasadny oddaliła sędzia, jest odpryskiem innej, większej sprawy dotyczącej biznesmena Ryszarda Krauzego i kilkunastu innych osób, w tym adwokata Romana Giertycha. Do tej sprawy prokuratura w czwartek 15 października dokonała zatrzymań, by postawić zarzuty wyprowadzenia ze spółki deweloperskiej 92 mln zł. W tej sprawie sąd w Poznaniu też nie zgodził się jednak na areszty, bo uznał, że zarzuty nie są w wysokim stopniu uprawdopodobnione. Pisaliśmy o tym w OKO.press:

W czwartek w związku z zatrzymaniem Ryszarda Krauzego pod jego domem w Gdyni stali do późnego wieczora dziennikarze. Po zakończeniu czynności przez prokuraturę do domu przyjechał syn biznesmena, by zobaczyć co się dzieje i porozmawiać z matką. Wtedy doszło do scysji z ekipą TVP, która pakowała się już do samochodu. Wywiązała się szarpanina, w efekcie której operator TVP odniósł obrażenia m.in. głowy.

TVP mówiła potem, że jej operator został pobity przez syna biznesmena. Miał on uderzyć go w twarz i kopnąć. Syna Krauzego zatrzymano jednak dopiero dobę później, czyli w piątek wieczorem. Prokuratura twierdziła, że się ukrywał. Choć powód może być inny, bo operator TVP powinien syna biznesmena ścigać sam z oskarżenia prywatnego. Nie wiadomo, kiedy zapadła decyzja, że prokuratura z uwagi na ważny społecznie interes włączyła się do sprawy i przejęła ją do ścigania.

W piątek 16 października dyżur aresztowy w gdyńskim sądzie miała sędzia Ewa Mielcarek z 18-letnim stażem pracy w tym zawodzie. Około godziny 22:00 dostała telefon z prokuratury, że będzie wniosek o areszt dla syna Krauzego. Prokuratura z wnioskiem do sądu wystąpiła krótko po jego zatrzymaniu, choć ma na to 48 godzin. Czy prokuratura się spieszyła, bo sprawą interesowały się prorządowe media? Sędzia Mielcarek wniosek z prokuratury dostała o godzinie 01:00 nocy. I to ona rozpoznała go następnego dnia.

Dlaczego sąd nie zgodził się na areszt

Sędzia Mielcarek orzeczenie wydała około godziny 15:00. Orzekła, że areszt jest bezzasadny, że wystarczy tylko dozór policji i zakaz zbliżania się do pokrzywdzonych. Prokuratura przekonywała sędzię, że areszt jest konieczny, bo jest obawa matactwa ze strony syna biznesmena. Podnosiła też, że groził on ekipie TVP i będąc na wolności może groźby zrealizować.

Sędzia orzekła, że takich przesłanek do aresztu w tej sprawie nie ma. Bo prokuratura ma już zeznania trzech pracowników ekipy TVP, zabezpieczono również nagrania z monitoringu. Ponadto syn biznesmena częściowo przyznał się do zarzutów i podał motywy swojego zachowania, które były związane z tym, co działo się wokół jego ojca. Nie ma więc obaw, że będzie teraz mataczył.

W tej sprawie nie ma też zagrożenia wysoką karą (to jedna z przesłanek aresztu), o czym świadczy już sama treść zarzutów karnych ogłoszonych przez prokuraturę synowi biznesmena.

W sprawie jest sądowa opinia lekarska, z której ma wynikać, że obrażenia jakich doznał operator TVP nie są poważne, bo lekarze zakwalifikowali je jako skutkujące rozstrojem zdrowia poniżej siedmiu dni. W tej sytuacji prokuratura nie mogła postawić zarzutu jak za ciężkie pobicie, tylko musiała to zakwalifikować jako czyn z artykułu 157 § 2 kodeksu karnego, za który grozi do dwóch lat więzienia.

Przyjęta przez prokuraturę kwalifikacja karna oznacza, że operator TVP powinien sam ścigać syna biznesmena z oskarżenia prywatnego, ale jak widać w prokuraturze zapadła decyzja, że ścigać ma go państwo.

Synowi Krauzego postawiono jeszcze dwa inne zarzuty: gróźb karalnych wobec jednego z członków ekipy TVP (zagrożenie karą do dwóch lat więzienia), naruszenia nietykalności cielesnej dwóch członków ekipy TVP (ten czyn też jest ścigany z oskarżenia prywatnego i jest zagrożony karą do dwóch lat więzienia).

Sędzia Mielcarek ponadto orzekła, że nie ma obaw, by doszło do realizacji podnoszonej przez prokuraturę przesłanki realizacji gróźb przez syna biznesmena. Nie był on bowiem do tej pory karany. A czyn swój popełnił pod wpływem tego, co działo się z jego ojcem.

Wiadome jest, że media prorządowe z zatrzymania Krauzego i innych, w tym Giertycha, zrobiły kilkudniowy spektakl. Ekipa TVP ciągle stoi pod domem Romana Giertycha. Stała też pod sądem w Gdyni w trakcie posiedzenia aresztowego.

Sędzia Mielcarek: Nigdy nie wydałam wyroku pod wpływem presji i strachu

Sędzia Mielcarek po odmowie aresztu dla syna Krauzego dowiedziała się z prorządowych mediów, że jest przeciwniczką reform w wymiarze sprawiedliwości i, że podpisała list do OBWE dotyczący organizacji wyborów prezydenckich w formie korespondencyjnej. Pisaliśmy o tym liście w OKO.press i o tym co spotyka sędziów, którzy go podpisali:

W „Teleexpressie” w materiale o odmowie aresztu podano, że wypuszczenie syna biznesmena na wolność to przyzwolenie na agresję wobec dziennikarzy. Zaczęła się też ostra krytyka sędzi w internecie. Na przykład Dariusz Matecki, radny PiS ze Szczecina, który wcześniej pracował w resorcie ministra Ziobry pisał na Twitterze: „Czy zna ktoś nazwisko sędziego, który wydał tę decyzję? Zadbam, aby zostało zapamiętane”. I przyszły maile z pogróżkami do sądu.

OKO.press rozmawiało z sędzią Ewą Mielcarek. Co czuje po tym, co spotkało ją po wydaniu orzeczenia? „Odmówiłam aresztu opierając się na tym co przedstawiła prokuratura oraz na przepisach. Nie mogłam w tej sytuacji zgodzić się na areszt. Nigdy nie wydałam orzeczenia pod wpływem presji, albo ze strachu o konsekwencje. Nie żałuję, dziś wydałabym takie samo orzeczenie. Zawsze brałam za swoje decyzje odpowiedzialność.

Ale po raz pierwszy w swojej sądowej karierze spotkałam się z tym, że przy takiej kwalifikacji karnej [czyny zagrożone maksymalną karą do dwóch lat więzienia, z czego dwa są ścigane z oskarżenia prywatnego – red.] prokuratura występuje o areszt.

Zaskoczona jestem też tym, co mówiono o mnie po wydaniu orzeczenia. Że ferowano wyroki bez znajomości akt. Nie należę do Iustitii [krytykuje „reformy” ministra Ziobry i broni wolnych sądów - red.]. Jestem za reformą wymiaru sprawiedliwości, ale nie taką jak robi się teraz. Owszem, popieram takie akcje jak w obronie sędzi Beaty Morawiec i sędziego Igora Tulei. Brałam również udział w robieniu zdjęć solidarnościowych [ze ściganymi, niepokornymi sędziami – red.] w naszym sądzie. Podpisałam także list do OBWE. Ale nie ma to wpływu na orzeczenia jakie wydaję. Obawiam się teraz o swoją rodzinę”.

Pisaliśmy o akcjach wsparcia dla represjonowanych sędziów:

Iustitia: prokuratura musi zareagować na groźby wobec sędziego

Sędzię w obronę wziął zarząd gdańskiego oddziału stowarzyszenia niezależnych sędziów Iustitia. W wydanym stanowisku wyraził stanowczy sprzeciw wobec ataków i gróźb pod adresem sędzi Mielcarek. "Groźby wobec sędziego i członków jego rodziny kierowane są w związku z czynnościami procesowymi. Powinny się spotkać z odpowiednią reakcją prokuratury. Jednocześnie zarząd apeluje do mediów o rzetelność i umiarkowanie w debacie publicznej dotyczącej orzeczeń sądowych", napisał w oświadczeniu zarząd gdańskiego oddziału Iustitii.

Udostępnij:

Mariusz Jałoszewski

Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Od 2000 r. dziennikarz „Gazety Stołecznej” w „Gazecie Wyborczej”. Od 2006 r. dziennikarz m.in. „Rzeczpospolitej”, „Polska The Times” i „Gazety Wyborczej”. Pisze o prawie, sądach i prokuraturze.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne