20 marca 2017

Sędziowski sąd dyscyplinarny ustąpił prokuraturze, ale częściowo. Nie zgodził się na aresztowanie sędziego

Sprawa byłego prezesa Sądu Apelacyjnego w Krakowie jest od kilku tygodni przywoływana przez ministerstwo sprawiedliwości jako dowód na chorobę wymiaru sprawiedliwości i jego niezdolność do samonaprawy. Sąd dyscyplinarny w Łodzi zgodził się w poniedziałek na uchylenie sędziemu immunitetu. Nie wyraził jednak zgody na zatrzymanie i aresztowanie

Uchylenia immunitetu oraz zgody na zatrzymanie i areszt sędziego Krzysztofa Sobierajskiego chciała Prokuratura Regionalna w Rzeszowie. Prowadzi śledztwo w sprawie nadużyć w Sądzie Apelacyjnym w Krakowie. Jego pracownicy mieli przywłaszczyć sobie 17 mln zł z pieniędzy przeznaczonych na jego działalność.

Byłemu prezesowi prokuratura chce postawić trzy zarzuty:

  • udziału w zorganizowanej grupie przestępczej,
  • przyjęcia 376 tys. zł łapówki
  • i uczestnictwa w praniu brudnych pieniędzy.

Według prokuratury, krakowski sąd zawierał z zewnętrznymi firmami umowy na usługi – analizy i opracowania. Płacił za nie średnio po kilkadziesiąt tysięcy złotych. Firmy z kolei miały podzlecać wykonanie analiz pracownikom sądu, w tym prezesowi. Płacąc im od 1,5 tys. złotych do 8 tys. złotych. Śledczy dowodzą, że umowy były fikcyjne (nie były realizowane). Procederem kierował, według nich, ówczesny dyrektor Sądu Apelacyjnego w Krakowie; brało w nim udział kilkadziesiąt osób, a prezes sądu ochraniał działania całej grupy. Łapówkę miał przyjąć w formie zapłaty za rzekome przygotowanie opracowań dla zewnętrznych firm.

Przeczytaj także:

Prokuratura tłumaczyła, że chce zgody na aresztowanie Sobierajskiego, bo "w toku śledztwa ujawniono (...) okoliczności wskazujące na niszczenie istotnych dla sprawy dowodów, tworzenie dowodów fałszywych, podżeganie do składania fałszywych zeznań i zastraszanie świadków. Uzasadnia to obawę matactwa w dalszym postępowaniu, w którym są na bieżąco weryfikowane kolejne materiały dowodowe”.

Sędziowski sąd dyscyplinarny nie podzielił tych obaw i zgody na zatrzymanie oraz areszt nie wydał. Zgodził się jednak na uchylenie sędziemu immunitetu. Uzasadnienie orzeczenia jest niejawne.

Czy decyzja w sprawie Sobierajskiego to sukces prokuratury i potwierdzenie, że zarzuty są mocne? Według sędziego, z którym rozmawiało OKO.press - niekoniecznie. Gdyby zarzuty były mocno uprawdopodobnione, sąd zgodziłby się na zatrzymanie i aresztowanie.

Sędziego Sobierajskiego nie było w poniedziałek w sądzie. Wiadomo jednak, że nie przyznaje się do winy. W komunikacie opublikowanym na stronie Sądu Apelacyjnego w Krakowie, zapewniał, że nie popełnił żadnego z zarzucanych mu przestępstw, i że będzie bronił swojego dobrego imienia.

Przypomniał, że zgodnie z przepisami to nie on, lecz minister sprawiedliwości nadzorował byłego dyrektora sądu (zajmował się obsługą logistyczną i administracyjną). Przyznał, że napisał wiele analiz, w tym zamawianych przez ministerstwo sprawiedliwości, a ich wykonanie zlecał mu dyrektor sądu.

"Personalny atak Zbigniewa Ziobry na moją osobę odbieram jako pretekst do przeprowadzenia kolejnego zamachu na niezależne sądownictwo" – zaznaczył w komunikacie.

Zapewne nastąpi ciąg dalszy tej sprawy, bo orzeczenie sądu dyscyplinarnego nie jest prawomocne.

Udostępnij:

Mariusz Jałoszewski

Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Od 2000 r. dziennikarz „Gazety Stołecznej” w „Gazecie Wyborczej”. Od 2006 r. dziennikarz m.in. „Rzeczpospolitej”, „Polska The Times” i „Gazety Wyborczej”. Pisze o prawie, sądach i prokuraturze.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne