Prawa autorskie: Jan Rusek / Agencja GazetaJan Rusek / Agencja ...
14 sierpnia 2020

Sejm przegłosował palenie w elektrowniach drewnem z polskich lasów

Sejm przegłosował nowelizację ustawy o odnawialnych źródłach energii, która - wprowadzając definicję drewna energetycznego - umożliwia spalanie w elektrowniach drewna z polskich lasów. Przeciwko ustawie protestowały organizacje ekologiczne, naukowcy z PAN a ostrzegali przed nią nawet ekolodzy ze Słowacji

Jeszcze wczoraj Senat odrzucił ustawę w całości, ale dziś Sejm odrzucił uchwałę izby wyższej, przyjmując tym samym nowelę ustawy o OZE w takim kształcie, w jakim zaproponowało ją Ministerstwo Środowiska.

Za odrzuceniem uchwały głosowało 221 posłów i posłanek (212 z PiS, 2 z KO, 1 z PSL-Kukiz'15 i 6 z Konfederacji). Przeciw głosowało 184 osoby (116 z KO, 42 z Lewicy, 25 z PSL-Kukiz'15 i 1 niezrzeszona. Wstrzymało się 6 posłów, a nie głosowało 49 osób.

Wynik głosowania krytycznie skomentowały organizacje Pracownia na rzecz Wszystkich Istot oraz Greenpeace Polska.

"Problemy Lasów Państwowych ze zbytem drewna z powodu pandemii są tylko pretekstem do kolejnej systemowej dewastacji polskich lasów. Są przecież inne sposoby na poradzenie sobie z płynnością finansową firmy, której przychód w roku 2019 wyniósł 9,15 mld PLN.

Wystarczy zlikwidować trwale deficytowe nadleśnictwa Puszczy Białowieskiej czy Karpackiej, ograniczyć koszty administracji czy działu PR, zaniechać niepotrzebnych inwestycji, takich jak asfaltowe drogi leśne"

- powiedział Radosław Ślusarczyk z Pracowni na rzecz Wszystkich Istot.

"Wynik dzisiejszego głosowania ustawa potwierdza niestety, że dla rządzących priorytetem nie jest ochrona polskich lasów, tylko ochrona interesów szefów przedsiębiorstwa Lasy Państwowe" - dodała Marta Grundland z Fundacji Greenpeace Polska.

Co zrobić z zalegającym drewnem? Spalić!

Zdaniem Ministerstwa Środowiska – to właśnie resort stoi za projektem – zalegające w lasach, niesprzedane drewno stwarza zagrożenie pożarowe i jest miejscem rozwoju owadów-szkodników. Tylko drewna iglastego, czytamy w uzasadnieniu noweli, nagromadziło się obecnie ok. 2,8 mln m³.

Dlatego resort zaproponował umożliwienie sprzedaży części drewna jako biomasy dla energetyki – poprzez wprowadzenie nowelą do ustawy o OZE definicji drewna energetycznego. Chodzi o tzw. drewno niepełnowartościowe, m.in. chrust, igliwie, liście, korę, korzenie, ale też drewno poklęskowe i z drzew zniszczonych przez korniki.

Ustawa ma obowiązywać czasowo: od 1 października 2020 do 31 grudnia 2021 roku.

Naukowcy protestowali

„Plan szerszego wykorzystania drewna z polskich lasów jako paliwa w elektrowniach oceniamy jako wybitnie szkodliwy z perspektywy aktualnej wiedzy o ochronie przyrody i biologii lasów. Już obecnie polskie lasy w większości regionów przypominają plantacje drewna i są pozbawione kluczowych gatunków typowo leśnych.

Przewidujemy, że proponowana zmiana ustawy o OZE pogłębi kryzys bioróżnorodności trwający w polskich lasach, tym bardziej, że jest przeprowadzana bez oceny skutków przyrodniczych i zaangażowania ekspertów od ochrony przyrody i biologii lasu”

- czytamy w liście podpisanym przez 66 polskich naukowców i naukowczyń do ministra środowiska Michała Wosia oraz marszałka Senatu RP Tomasza Grodzkiego, w którym domagali się odrzucenia noweli w całości.

Pojawił się też inny list, również kierowany do ministra Wosia i senatora Grodzkiego, podpisany przez 106 badaczy, m.in. związanych z LP, którzy popierali nowelę. Nie był jednak spontaniczną inicjatywą naukowców, ale powstał w Lasach Państwowych, skąd był rozsyłany e-mailem do wybranych osób z prośbą o poparcie.

Senator: "wycinanie lasów na cele energetyczne jest niemoralne"

Z kolei organizacje ekologiczne najbardziej obawiały się tego, że

"wycinane pod pretekstem cięć sanitarnych i spalane będą drzewa martwe i zamierające, dziuplaste i biocenotyczne, czyli takie które nie są wartościowe z punktu widzenia produkcji surowcowej, ale są kluczowe dla ochrony różnorodności biologicznej kraju".

Wskazywały również na to, że palenie drewnem w elektrowniach sprzyja pogłębianiu katastrofy klimatycznej, a nie jej powstrzymywaniu.

Słów krytyki nowelizacji nie szczędzili opozycyjni senatorowie podczas obrad 13 sierpnia, którzy w znacznym stopniu przyswoili sobie argumenty strony naukowej i społecznej.

Senator Władysław Komarnicki (KO) podkreślił, że projekt jest procedowany w pośpiechu i nie poddano go konsultacjom, co jest złamaniem art. 34 Regulamin Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej (czytamy w nim m.in., że uzasadnienia projektów ustaw powinny zawierać wyniki przeprowadzanych konsultacji). Podkreślał, że ze zmiany prawa korzyść odniosą jedynie Lasy Państwowe.

„Wycinanie lasów na cele energetyczne jest według mnie i wielu opinii tych, którzy się na tym znają, niemoralne w sytuacji, kiedy są dostępne inne źródła odnawialne a inne sektory gospodarki bardziej potrzebują drewna” – mówił.

Dziury w prawie

Negatywnie o projekcie nowelizacji wypowiadał się również senator Janusz Pęcherz (KO). „Zmiany prawa bez przeprowadzenia rzetelnych konsultacji publicznych, a także bez przeprowadzenia oceny skutków przyrodniczych tych legislacji mogą przynieść katastrofalne skutki dla lasów, ale i pogłębić kryzys klimatyczny” – mówił.

Senatorowie przypominali również, że zastrzeżenia do noweli miała też branża drzewna i meblarska.

Przez cały okres prac nad nowelą broniła jej wiceministra Małgorzata Golińska. Przekonywała m.in., że zmiany prawne nie sprawią, że zwiększy się pozyskanie drewna, ponieważ to regulują dziesięcioletnie plany urządzenia lasu (PUL). Jednak na jednej z sejmowych komisji przyznała, że cięcia sanitarne, np. drzew uschniętych, nie są wliczane w PUL.

A to właśnie z takich wycinek mogą pochodzić np. niepełnowartościowe z punktu widzenia gospodarki leśnej tzw. drzewa biocenotyczne, które jednak są bardzo wartościowe z perspektywy ochrony bioróżnorodności i procesów przyrodniczych, przed czym ostrzegały eko-NGO.

W Słowacji podobne prawo miało fatalne skutki

Przed ustawą niedawno ostrzegał w wywiadzie dla „Gazety Prawnej” Peter Sabo ze słowackiego Ruchu Ochrony Lasu VLK. Tam podobne do uchwalonego w Polsce prawo wprowadzono ok. 10 lat temu.

Organizacja zaniepokoiła się, gdy według oficjalnych danych w elektrowniach na biomasę spalano ok. 1,5 mln m3 drewna, w domach ok. 2 mln m3 a według ich wyliczeń w całym kraju były tylko 2 mln m3 drewna, którego spalanie umożliwiała ustawa.

„Postanowiliśmy zrobić własne dochodzenie w tej sprawie: udaliśmy się do elektrowni, gdzie odkryliśmy ogromne ilości drewna wysokiej jakości” – mówił Sabo. Dalsze dochodzenie ujawniło, że

„ponad 85 proc. surowca spalanego w poddanych kontroli słowackich elektrowniach na biomasę to było drewno wyższej jakości niż pozwalały przepisy”.

W efekcie w 2019 r. zmieniono na Słowacji przepisy, które jako OZE traktują tylko odpady z procesu przetwarzania drewna, a także drewno z upraw energetycznych.

Udostępnij:

Robert Jurszo

Dziennikarz i publicysta. W OKO.press pisze o ochronie przyrody, łowiectwie, prawach zwierząt, smogu i klimacie oraz dokonaniach komisji smoleńskiej. Stały współpracownik miesięcznika „Dzikie Życie”.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne