16 maja 2020

Senator Bury z KO powalony przez policję i wepchnięty do suki. Bo bronił manifestantów [WYWIAD]

"Podcięli mi nogi kopniakiem w tył kolana. Musiałem przyklęknąć. Wtedy zaciągnięto mnie siłą do środka suki" - opowiada OKO.press senator Bury. W ten sposób potraktowała go policja, kiedy interweniował w obronie manifestantów na pl. Zamkowym. To naruszenie immunitetu senatora

Podczas dzisiejszej manifestacji na pl. Zamkowym policja, używając siły, zatrzymała senatora Koalicji Obywatelskiej Jacka Burego. O godz. 15 zebrał się tam tłum policjantów oraz kilka niejednorodnych grup protestujących. Byli wśród nich m.in. zwolennicy kandydata na prezydenta Pawła Tanajny, organizatora "Strajku Polaków", niezwiązani z nim przedsiębiorcy i antyszczepionkowcy. Łącznie od 100 do 200 osób.

Część protestujących policja otoczyła kordonem. Gdy niektórzy z nich próbowali się wydostać, policjanci użyli gazu łzawiącego. Na miejscu był reporter OKO.press Maciek Piasecki.

"Była grupa, która chciała wyjść z kordonu. Próbowali się przebić. Kolejne rzędy policjantów osuwały się ze schodów. Kiedy przestawali dawać sobie radę z trzymaniem szyku, poszły na oślep salwy z ręcznych miotaczy gazu. Byli rażeni ci, którzy próbowali się wydostać i spokojnie stojący obok nich ludzie. Widziałem też kilku policjantów oblanych gazem" - relacjonuje Maciek.

Relację OKO.press można zobaczyć na Facebooku:

Pomimo tej interwencji części protestujących udało się przejść Krakowskim Przedmieściem, a następnie w kierunku ulicy Nowogrodzkiej i Al. Jerozolimskimi. Dopiero tam grupa się rozpadła.

Odrębną od nich manifestację zorganizował Marek Jarocki, przedsiębiorca z Tych. Senator Bury próbował pomóc właśnie jemu. Jak pisaliśmy, wczoraj, 15 maja, Sąd Apelacyjny w Warszawie zgodził się z jego argumentami oraz Rzecznika Praw Obywatelskich, który dołączył się do sprawy. SA orzekł, że całkowity zakaz zgromadzeń narusza Konstytucję, a rozporządzenie rządu nie podważa ustawy o zgromadzeniach, więc warszawski ratusz powinien albo zgodzić się na manifestację, albo jej zakazać. Nie zrobił tego, więc Jarocki uznał, że jego zgromadzenie jest legalne.

Policja miała inne zdanie. Zatrzymała ich obu. Po godz. 18 udało nam się z nim połączyć z senatorem Burym.

Daniel Flis, OKO.press: Gdzie pan teraz jest?

Jacek Bury, senator KO: Jeszcze w samochodzie policyjnym na placu Zamkowym. Prawie trzy godziny czekam na dowódcę akcji. Podobno jest bardzo, bardzo zajęty i pomimo tego, jak mnie potraktowano, nie chce ze mną rozmawiać. Mam tylko nazwisko przełożonego drużyny, która mnie zatrzymała.

Jest pan tam sam?

Wcześniej byłem z trzema zatrzymanymi. Teraz jest ze mną tylko pan Jarocki. Pan Marek razem z dwoma osobami protestował na placu. Wkoło nich zebrało się kilkudziesięciu policjantów. Trudno to nawet nazwać manifestacją. Zostali otoczeni. Szarpano ich, wykręcono ręce i siłą doprowadzono do samochodu.

Jak pan się w nim znalazł? Rzecznik policji twierdzi, że "jeden z senatorów wszedł do radiowozu i nie chce go opuścić".

Próbowałem wtedy powstrzymać brutalność działania policjantów. I otrzymać informację, dlaczego ci ludzie są w ten sposób traktowani. No i mnie potraktowano w ten sam sposób. Szarpiąc i popychając, doprowadzili mnie do suki policyjnej. A później podcięto mi nogi kopniakiem w tył kolana. Musiałem przyklęknąć. Wtedy zaciągnięto mnie siłą do środka.

View post on Twitter

Ostrzeżono pana przed tym?

Nie. To była bardzo szybko i sprawnie przeprowadzona akcja. Policja jest dobrze wyszkolona.

Policjanci wiedzieli, że jest pan senatorem?

Oczywiście. Cały czas trzymałem w ręku moją legitymację senatorską. Krzyczałem, że jestem senatorem i mam immunitet.

Wczoraj Sąd Apelacyjny w Warszawie w sprawie manifestacji pana Jarockiego stwierdził, że warszawski ratusz formalnie jej nie zakazał, a całkowity zakaz zgromadzeń narusza konstytucję. Co na to policjanci?

Nie przejmowali się. Pan Marek okazywał im dokumenty z sądu. Ale oni mieli informację, że manifestacja jest nielegalna. I rozkaz wywiezienia protestujących. A sąd będzie rozstrzygał o tym, czy to legalne, czy nie. Powiedzieli, że daleko w Polskę pana Marka nie wywiozą.

Udostępnij:

Daniel Flis

Dziennikarz śledczy. W OKO.press od 2016 r., wcześniej pisał dla „Gazety Wyborczej”. Absolwent filozofii na UW i Polskiej Szkoły Reportażu, stypendysta OCCRP. Był nominowany do nagród dziennikarskich.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne