Kiedy w 2005 Jacek Kurski mówił o dziadku Tuska z Wehrmachtu, wyleciał z PiS-u, a Lech Kaczyński przepraszał za jego słowa. Kiedy dziś poseł Jacek Żalek, wiceprzewodniczący klubu PiS, mówi w telewizji publicznej o Tusku folksdojczu - nikt nie reaguje

Tematem dyskusji w programie Woronicza17 w TVP Info 25 czerwca (2017) była między innymi wypowiedź Adama Bodnara na temat Zagłady. Rzecznik Praw Obywatelskich powiedział, że Polacy uczestniczyli w realizowaniu Holocaustu, w zbrodniach na Żydach. W OKO.press opisaliśmy dokładnie, w jaki sposób słowa Bodnara zostały zmanipulowane.

Przy tej okazji wypowiedział się poseł PiS i Polski Razem Jacek Żalek. Z mordowaniem Żydów połączył Donalda Tuska i Platformę Obywatelską:


Weźmy premiera Tuska. Folksdojcze to tradycja zdrady. (…) Jeżeli się przyjmuje niemiecką narrację wybielania winy i przerzucania jej na Polskę. I polski premier jest zakładnikiem interesów niemieckich, i partia, która ma narrację czysto niemiecką...

Jacek Żalek, Woronicza17, TVP Info - 25/06/2017

Fot . Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta


zbity zegar. Wstrętna manipulacja i podsycanie ksenofobii.


  • Przeczytaj całą wypowiedź posła Jacka Żalka

    Proszę zwrócić uwagę na premiera Donalda Tuska. Folksdojcze to jest tradycja zdrady. I to jest tym bardziej bulwersujące, że mówimy o narodzie, który poniósł największą cenę za ratowanie Żydów, cenę niewyobrażalną. Państwo polskie, największym wysiłkiem, największa podziemna armia, zaangażowała się w walkę z najeźdźcą i angażowała się w to, żeby wyplenić tych, którzy współpracują z Niemcami, donosząc na współobywateli, bo ci obywatele byli naszymi współobywatelami i żeby ratować im życie. Folksdojcze byli karani śmiercią. Armia Krajowa zadała sobie ten trud. Mówimy o tym dlatego, że jeżeli się przyjmuje niemiecką narrację wybielania swojej winy i odpowiedzialności za Holocaust i przerzucania jej na Polskę. I jeżeli polski premier bezmyślnie, bezrefleksyjnie dzisiaj jest zakładnikiem interesów niemieckich, to jest to przykład i partia polityczna, która ma narrację czysto niemiecką, nie jest zdolna do tego, żeby mieć odrobinę refleksji, narodowego interesu. Słucham ze zrozumieniem i biorę za to pełną odpowiedzialność. I przykro mi jest, że w polskim parlamencie są ludzie, którzy nie mają przyzwoitości, bo za zdradę płaciliśmy zawsze najwyższą cenę.

Opowieść o zbrodniach z czasów II wojny światowej miesza się tu z dzisiejszą polityką. Od zdania „wyplenieniu tych, którzy współpracują z Niemcami” Żalek płynnie przechodzi do polskiego premiera (Tuska), który jest „zakładnikiem interesów niemieckich”. Jakich interesów? Dlaczego „zakładnikiem”? Dlaczego narracja PO miałaby być „czysto niemiecka”? Na czym miałaby tu polegać zdrada? I poseł serio sugeruje, żeby zdradę polskich interesów karać śmiercią? Opozycja polityczna zostaje tu uznana za przedstawicieli Niemiec, a Niemcy – za czyste zło, które należy wyplenić.

Ta wypowiedź to nie tylko manipulacja. To również wyraz ksenofobii i podsycanie uprzedzeń antyniemieckich.

Eurofolksdojcz

Folksdojcz (po niemiecku: Volksdeutsch) znaczy: „etniczny Niemiec”. Chodziło o osoby, które mieszkały poza granicami III Rzeszy, ale z pochodzenia były Niemcami. W czasie II wojny światowej przysługiwały im przywileje, na przykład wobec ludności polskiej. Z czasem określenie stało się synonimem zdrady.



Do niedawna tego rodzaju porównania pozostawały na marginesie debaty publicznej. W 2010 roku historyk, profesor Jerzy Kochanowski opisywał „przedziwne konfiguracje”, w jakich występuje folksdojcz w polskim internecie: folksdojcz esbecki, folksdojcz żydowski, eurofolksdojcz, folksdojcz sportowy.

„Jeżeli wszystkich wyżej wymienionych można określić jako «folksdojczów okazjonalnych», to tylko jedna osoba zasługuje na miano «folksdojcza z certyfikatem» – Donald Tusk. Występuje we wszelkich możliwych konfiguracjach historycznych, rodzinnych, politycznych (z dziadkiem z Wehrmachtu na czele). Niemiecki stygmat Tuska przechodzi zresztą na cały symbolizowany przez niego obóz polityczny. Można wręcz odnieść wrażenie, że nie tylko podpisanie deklaracji członkowskiej Platformy Obywatelskiej, ale wręcz liberalne poglądy są zdaniem niektórych internautów równoznaczne z podpisaniem folks-listy”.

Prof. Kochanowski uważał wówczas, że ten język nie dotyczy jeszcze „tradycyjnych mediów”, jednak swoją analizę kwitował słowami: „sieć staje się (o ile już się nie stała) jednym z podstawowych pól bitewnych wojny o pamięć. Internetowa bitwa toczy się daleko od uniwersyteckich katedr, archiwów i muzeów, za to coraz częściej przy użyciu broni niekonwencjonalnej i z mało przewidywalnymi skutkami”.

Lech Kaczyński przepraszał za „dziadka z Wehrmachtu”

W 2005 roku Jacek Kurski współorganizował kampanię prezydencką Lecha Kaczyńskiego. Przed drugą turą w wywiadzie dla tygodnika „Angora” powiedział: „poważne źródła na Pomorzu mówią, że dziadek Tuska zgłosił się na ochotnika do Wehrmachtu”. Tusk zaprzeczył. Lech Kaczyński przeprosił za te słowa w debacie telewizyjnej: „Muszę pana przeprosić za ten element czarnej kampanii”. ­ Kurski został usunięty najpierw ze sztabu wyborczego, a potem – decyzją sądu koleżeńskiego – z partii.

Po wyborach okazało się, że Józef Tusk faktycznie był w Wehrmachcie, tyle że został wcielony siłą, po dwóch miesiącach zdezerterował. Kurski wrócił do PiS-u.

Wszyscy milczą

Niepokojące jest, że na słowa posła Żalka o folksdojczu i niemieckiej narracji nikt w studio nie zareagował – ani prowadzący Michał Rachoń, ani żaden z obecnych polityków (Marcin Horała – PiS, Adam Struzik – PSL, Adam Andruszkiewicz – Kukiz’15, Paweł Rabiej – Nowoczesna) z wyjątkiem Marcina Kierwińskiego z Platformy Obywatelskiej, który jednak nie został dopuszczony do głosu.



Podobnie zresztą, jak nie było reakcji na wypowiedź posła Kukiz’15 Adama Andruszkiewicza, według którego historyczny fakt, że Polacy mordowali w czasie wojny Żydów, „jest kłamstwem! wierutnym kłamstwem!”.

Słowa posła Andruszkiewicza są wyrazem skrajnej ignorancji. Słowa posła Żalka – wstrętnego szowinizmu.

Redaktorka, publicystka. Współzałożycielka i wieloletnia wicenaczelna Krytyki Politycznej. Pracowała w „Gazecie Wyborczej”. Socjolożka, studiowała też filozofię i stosunki międzynarodowe. Dumna z mazowiecko-podlaskich korzeni. W OKO.press pisze o mediach, polityce polskiej i zagranicznej oraz prawach kobiet.


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press