16 listopada 2020

Szokujące dane dotyczące testów. Najtragiczniejszy tydzień roku: zmarło ponad 14 tys. osób [WYKRESY]

„Model polski" niedługo będzie słynniejszy od szwedzkiego - mamy 2. miejsce na świecie w odsetku testów pozytywnych, co oznacza rezygnację z innych prób ograniczenia epidemii niż zamykanie nas w domach. A rzeczywistą liczbę zgonów można znaleźć tylko w zakamarkach GUS

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego za 44. tydzień 2020 roku, czyli ten, który skończył się w niedzielę 1 listopada, zarejestrowano 14 115 aktów zgonu. To najwięcej w tym roku. W tygodniu poprzednim, 43. (19-25 października), zgonów było 12 137.

Według danych Ministerstwa Cyfryzacji październik przyniósł 49 tys. zgonów, o 45 proc. więcej niż wynosi średnia z ostatnich czterech lat (z racji rozbieżności pomiędzy danymi miesięcznymi Ministerstwa Cyfryzacji i tygodniowymi GUS, liczba zgonów podana przez ministerstwo może być wyższa niż zsumowane dane tygodniowe – rozbieżność może wynikać m.in. z tego, że MC podaje dane o wszystkich zgonach, także osób z innym niż polskie obywatelstwem).

Na co umarli? Ostateczną informację dostaniemy dopiero za rok, gdy GUS wypuści informacje statystyczne o przyczynach zgonów. Będzie można wtedy przeanalizować, jaka część tych osób padła ofiarą COVID-19, a jaka zmarła w wyniku zatkania się z powodu epidemii systemu opieki zdrowotnej. Według oficjalnych październikowych danych z 49 tys. zgonów tylko 3 tys. są wynikiem COVID-19, a więc ok. 6 proc.

Trudno na razie interpretować te dane, ale niższy odsetek zgonów na COVID-19 w październiku przypuszczalnie można tłumaczyć tym, że z powodu gwałtownego wzrostu przypadków i niewydolności systemu dużo osób umierało zanim wykonano im testy diagnostyczne potwierdzające chorobę.

Nie mamy jeszcze danych za listopad, ale można przypuszczać, że będą jeszcze gorsze niż te październikowe, bo będą umierać pacjenci, którzy zakazili się na początku miesiąca. A wtedy było najwięcej wykrytych przypadków: w dniach 5-7 listopada codziennie powyżej 27 tys.

https://twitter.com/grzesiowski_p/status/1327727841379835909?s=20

Testy poza skalą, więc trudno się dziwić zgonom...

Poniedziałek 16 listopada przyniósł informację o zaledwie 20 816 nowych wykrytych przypadkach koronawirusa.

Nawet jednak biorąc pod uwagę, że to dane z niedzieli, kiedy zawsze wykonuje się mniej testów i w związku z tym wykrywa mniej przypadków, są one szokujące. W niedzielę 15 listopada laboratoria wykonały zaledwie 35 105 testów. Odsetek pozytywnych testów wyniósł aż 59,30 proc.!

Takie odsetki nie zdarzają się w żadnym innym państwie europejskim i nie tylko – według portalu Our World in Data:

  • Możemy się porównać z Meksykiem, gdzie krocząca średnia 7-dniowa wynosi 53 proc.;
  • W Polsce w tej chwili wynosi 46,72 proc.;
  • W Omanie 39 proc.;
  • W Bułgarii 38.proc.;
  • W Macedonii 36 proc.
Jesteśmy na drugim miejscu na świecie, jeśli chodzi o odsetek pozytywnych testów.

To całkowicie wbrew zaleceniom Światowej Organizacji Zdrowia. Im więcej bowiem robi się testów, tym więcej można wyłapać bezobjawowych nosicieli choroby albo osób, którym nie przyjdzie do głowy, że osłabienie czy lekki kaszel to może być koronawirus. Jeśli się ich wyłapie, można odizolować od innych i w ten sposób przerwać łańcuch transmisji.

Polska od września testuje przede wszystkim pacjentów objawowych i – jak widać – z coraz mniejszą intensywnością. To również częściowo tłumaczy tak niskie odsetki „nadprogramowych" zgonów nie zarejestrowanych jako COVID-19: duża część z chorych w obecnym systemie nie miała szansy na przetestowanie.

Na szczęście, jak widać z innych danych: o liczbie hospitalizacji i osób w stanie ciężkim oraz ze spadku zleceń na testy lekarzy POZ liczba zakażeń rzeczywiście zaczęła spadać. W tym konkretnym przypadku mniejsza liczba zleceń, a co za tym idzie, testów, oznacza bowiem, że zgłasza się mniej pacjentów z objawami wskazującymi na COVID-19.

Po raz pierwszy tej jesieni dwa dni z rzędu spadła liczba osób wymagających respiratora – jest ich teraz 2 103.

W szpitalach przebywa 22 458 pacjentów, ale ich liczba w ostatnim tygodniu przyrasta wolniej.

Tymczasem media przejmują się Szpitalem Narodowym...

Wielki rozgłos medialny i nieustające kontrowersje budzi szpital tymczasowy na warszawskim Stadionie Narodowym, w którym kryteria przyjęcia są tak ustawione, że praktycznie przyjmuje tylko lekkie przypadki. Dyrektor szpitala, dr Artur Zaczyński poinformował w poniedziałek w Radiu Zet: „Mamy teraz ponad 30 pacjentów, ale rotacja mówi więcej. Już było ponad 60 przyjętych pacjentów i wyszli do domu, bądź musieli opuścić ten szpital ze względu na pogorszenie stanu".

W tej chwili szpital dysponuje 300 łóżkami, docelowo będzie ich 500. Zdaniem niektórych specjalistów takie ustawienie Szpitala Narodowego zamienia go na coś w rodzaju izolatorium.

https://twitter.com/grzesiowski_p/status/1326218624550531072?s=20

Zaczyński protestował przeciwko takim wypowiedziom, twierdząc, że „nie mówimy o lekkim stanie przeziębienia tylko o lekkim stanie wymagającym hospitalizacji – podania leków dożylnych, tlenoterapii, czuwania nad diagnostyką postępu zapalenia płuc (…), oceny przez lekarza, panią pielęgniarkę czy asysty medycznej w czynnościach dnia codziennego". Według Zaczyńskiego mówienie o izolatorium w kontekście Szpitala Narodowego jest obraźliwe dla jego personelu.

Kolejna szczepionka ma świetne wyniki testów

Według licznika Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa na świecie wykryto już 54,4 mln przypadków SARS-CoV-2, zmarło 1,3 mln osób. W samych Stanach Zjednoczonych tych wykrytych przypadków jest już 11 mln, 8,8 mln w Indiach i 5,8 mln w Brazylii.

W poniedziałek nadeszła jednak kolejna bardzo dobra wiadomość, jeśli chodzi o perspektywy wyjścia z epidemii – kolejna firma, Moderna, poinformowała, że skuteczność jej szczepionki w III fazie badań klinicznych wynosi 94,5 proc. Oznacza to, że na 100 zaszczepionych osób tyle nabyło odporność na wirusa.

Wcześniej o 90 proc. skuteczności swoje szczepionki poinformował Pfizer. Dane dla obu preparatów nie są jeszcze ostateczne, czyli testy na dużej liczbie ochotników wciąż będą trwały. Pfizer zapowiada ich zakończenie w grudniu.

Szczepionka Moderny będzie łatwiejsza w transporcie i dystrybucji. Można ją bowiem przechowywać przez około 30 dni w temperaturze 2-8 st. C i do sześciu miesięcy w temperaturze -20 st. C (preparat Pfizera, zawierający syntetyczne RNA wirusa, wymaga temperatury blisko -70 st. C). Oznacza to, że szczepionkę Moderny będzie można przechowywać w większości lodówek znajdujących się w wyposażeniu aptek czy ambulatoriów lekarskich.

Udostępnij:

Miłada Jędrysik

Miłada Jędrysik – dziennikarka, publicystka. Przez prawie 20 lat związana z „Gazetą Wyborczą". Była korespondentką podczas konfliktu na Bałkanach (Bośnia, Serbia i Kosowo) i w Iraku. Publikowała też m.in. w „Tygodniku Powszechnym", kwartalniku „Książki. Magazyn do Czytania". Była szefową bazy wiedzy w serwisie Culture.pl. Od listopada 2018 roku do marca 2020 roku pełniła funkcję redaktorki naczelnej kwartalnika „Przekrój".

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne