Policzyliśmy słowa w wykładzie noblowskim Tokarczuk. "Narodowy" pojawia się raz z przeznaczeniem do likwidacji, co może wkurzać prawicę. Ale i nasza bańka ma powody do rozczarowania: ani słowa o PiS, ogólnikowa wzmianka o tyranach. Na szczęście! Królują słowa: świat, opowieść, ludzie, my, nasze, jedność, całość, literatura, czułość, mit

W powodzi tekstów o Noblu Olgi Tokarczuk (jej zmęczenie,  jej podatki, jej stroje, jej – noblowskie – menu) umyka trochę przekaz, jaki skierowała do świata w swej mowie 7 grudnia 2019, którą można było – spisaną słowo w słowo – przeczytać m.in. w OKO.press.

OKO.press – jak przystało na portal analityczny – podeszło do sprawy metodycznie, po rachmistrzowsku. Policzyliśmy Tokarczuk słowa. Okazało się, że coś to mówi. Publikujemy tekst w dniu uroczystej i radosnej celebry, tuż po wręczeniu pisarce nagrody Nobla.

  • Zobacz zestawienie częstości 31 słów

    W zestawieniu uwzględniam różne formy danego słowa, które mają rdzeń (główny morfem):

    • My (jako podmiot) – 80
    • Świat – 43
    • Opowieść – 42
    • Nasz, nas, nasi… – 40
    • Literatura – 28
    • Ludzie – 28
    • Dziś – 24
    • Cał/y, ość – 23
    • Życie – 22
    • Narracja – 21
    • Doświadczenie – 20
    • Opowiada(nie)  – 16
    • Jedno/ść, czy – 15
    • Mit – 11
    • Czas – 11
    • Pyta – 10
    • Sens – 10
    • Człowiek – 9
    • Czułość – 9
    • Brak – 9
    • Słowo 8
    • Marzenie 8
    • Los – 7
    • Tęsknota – 7
    • Uniwersalny – 6
    • Moment – 5
    • Politycy – 3
    • Narodowe – 3
    • Polska – 2
    • Partyjne – 1
    • Ideologia – 1

MY, czyli Tokarczuk w naszym imieniu

Aż 80 razy podmiotem zdań jesteśmy my. Wykład zaczyna się od anegdoty o zdjęciu przedstawiającym mamę pisarki, która prowadzi jednej z wielu ezoterycznych prawd tekstu, że tęsknimy nie tylko za czymś/kimś, ale także przed czymś/kimś i „jeżeli się do kogoś tęskni, to on już jest”.

Kilkakrotnie potem pisarka wkracza ze swoim ja, kiedy chce coś szczególnie podkreślić („Wierzę, że rolę takiej kultury pełni mit. Mit, jak wiadomo nigdy się nie wydarzył, ale dzieje się zawsze”), ale gros tekstu pisane jest w imieniu nas, ludzi (słowo ludzie pada 28 razy; człowiek – 9 razy).

Konkluzja – bodaj najważniejsze zdanie – też poda pierwszoosobowo, ale znowu z nami jako ważniejszym podmiotem:

„Dlatego wierzę, że muszę opowiadać tak, jakby świat był żywą, nieustannie stawającą się na naszych oczach jednością, a my jego jednocześnie małą i potężną częścią”.

Powtarzają się też – aż 40 razy – formy zaimków nas, nasze, nasi itp.

Nie zmienia to faktu, że owi my jesteśmy potraktowani jako pojedynczy ludzie, którzy razem z pisarką stoimy wobec konieczności jakiegoś zrozumienia „tego wszystkiego” (czego dokładnie – dalej). Słowo jestem pojawia się ledwie 3 razy, ale jest kluczowe i pozostaje w domyśle:

„I nawet, jeżeli powiem: jestem nieobecna, to i tak na pierwszym miejscu znajduje się jestem. Najważniejsze i najdziwniejsze słowo świata”.

 Świat, cały świat, jedność świata

„Świat jest tkaniną, którą przędziemy” – wprowadza nas Tokarczuk w następne kluczowe słowo świat (aż 43 razy!).

Zrozumienie „świata” wymaga ogarnięcia go jako całości (23 razy). Aż 22 razy pada też słowo „jedno/ść”. Bo istotą świeckiej religii Tokarczuk jest – rzecz upraszczając, może trywializując – wiara w jedność i całość świata. Ten prawdziwy świat, w jedności i całości, ledwie szepcze, więc jest łatwy do zagłuszenia:

„Szept świata umilkł, zastąpiły go hałasy miasta, szmer komputerów, grzmot przelatujących nad głową samolotów, męczący, biały szum oceanów informacji”.

Przestajemy widzieć świat jako całość: „Od jakiegoś momentu w swoim życiu zaczynamy widzieć świat we fragmentach, wszystko osobno, w kawałkach odległych od siebie niczym galaktyki”.

Takie widzenie świata jest też wyzwaniem: „Chciwość, brak szacunku do natury, egoizm, brak wyobraźni, niekończące się współzawodnictwo, brak odpowiedzialności, sprowadziły nasz świat do statusu przedmiotu, który można ciąć na kawałki, używać i niszczyć. Dlatego wierzę, że muszę opowiadać tak, jakby świat był żywą, nieustannie stawającą się na naszych oczach jednością, a my jego jednocześnie małą i potężną częścią”.

Słowo brak powtarza się 9 razy. W odniesieniu do współczesności.

I tu dochodzimy do kluczowej kwestii, do opowieści właśnie, ostatniej i zarazem zagrożonej szansy.

Opowieść o naszym życiu

Wykład jest wielką opowieścią o opowieści (42 razy), narracji (21 razy), opowiadaniu (16) i wprost literaturze (29). Razem 108 razy!

Przed opowieścią pisarka stawia cele, jakie zwykle stawia się religii. Ma pomóc nam rozwinąć „umiejętności wielowymiarowego, konkretnego, historycznego, ale też symbolicznego i mitycznego uczestnictwa w łańcuchu wydarzeń zwanych naszym życiem”.

Te słowa powtarzają się często: doświadczenie (20 razy), życie (22 razy) i nieco mniej wyeksponowany los (7 razy). Doświadczenie jest zadaniem, w którym ma pomóc literatura:

„Życie tworzą wydarzenia, lecz dopiero wtedy, gdy potrafimy je zinterpretować, próbować zrozumieć, nadać im sens zamieniają się one w doświadczenie”.

Pisarka szuka w literaturze takich możliwości, widzi je w swojej własnej twórczości, choć o swoich utworach skromnie milczy.

(Nową szansę narracji odnajduje w serialach filmowych – „nowym sposobie opowiadania świata, którego ukrytym zadaniem jest wprowadzić nas w trans”. Ale to tylko wątek poboczny, choć fascynujący).

Czas teraźniejszy i poza czasem

Króluje słowo jest – 92 razy, do tego – 7 razy. Był – ledwie 3, będzie – 2. Mimo tego, że powtarza się dziś (24 razy) czy teraz (4 razy), pisarka łatwo podróżuje w przeszłość, gdzie Iliada i Odyseja okazują się pierwszym serialem, a na koniec wybiega w przyszłość, dzięki możliwościom jakie – w wizji pisarki – daje literatura.

Pojawia się szczególne słowo-klucz czułość (9 razy), która okazuje się narzędziem ogromnej mocy:

„Czułość dostrzega między nami więzi, podobieństwa i tożsamości. Jest tym trybem patrzenia, który ukazuje świat jako żywy, żyjący, powiązany ze sobą, współpracujący i od siebie współzależny. Literatura jest zbudowana właśnie na czułości. Dzięki temu cudownemu narzędziu, najbardziej wyrafinowanemu sposobowi ludzkiej komunikacji, nasze doświadczenie podróżuje poprzez czas i trafia do tych, którzy się jeszcze nie urodzili, a którzy kiedyś sięgną po to, co napisaliśmy, co opowiedzieliśmy o nas samych i o naszym świecie.

Często o nich myślę z poczuciem winy i wstydu. Kryzys klimatyczny i polityczny, w którym dzisiaj próbujemy się odnaleźć, i któremu pragniemy się przeciwstawić ratując świat nie wziął się znikąd”.

Polityka nieobecna, nie licząc jednego tyrana

Prawica i prawicowe media próbują sformatować Tokarczuk jako groźną siłę antynarodowego lewactwa (i w dużej mierze mają rację, o czym za chwilę). Z drugiej strony stoją siły opozycyjne, a także niezależne media, w tym OKO.press: domagamy się od pisarki służby po stronie demokracji, zaangażowania w sprawy bieżące, czyli krytykowania władzy. Czyhamy, polujemy na każde jej zdanie, w którym padnie słowo PiS. Pierwsze wypowiedzi pisarki po informacji o Noblu były mocno polityczne.

Pod tym względem wykład noblowski jest – na szczęście! – wielkim rozczarowaniem.

Słowo polityka pojawia się mimochodem trzy razy, gdy Tokarczuk wzdycha nad tym, że wbrew intuicjom XVII-wiecznego pedagoga Jana Amosa Komeńskiego mając tyle wiedzy, „politycy wcale nie posługują się rozsądkiem i nie podejmują rozważnych decyzji”. Zwraca też uwagę na „ucieczkę w proste zasady myślenia upraszczającego, ideologicznego, partyjnego”.

I jeszcze tylko raz: „wszelkiej maści politycy i tyrani świetnie wiedzą, że ten, kto ma i snuje opowieść, rządzi”.

Mogłaby chociaż wspomnieć o TVP w tym kontekście – mógłby westchnąć redaktor OKO.press. A jednak jest wręcz przeciwnie – czytając wykład mam poczucie ulgi, odpoczynku, odświeżenia.

Mówiła o tym zresztą sama Tokarczuk „Wyborczej”: „Ten Nobel, tuż przed wyborami, pokazał, jak bardzo Polska – rozumiana jako wspólnota wszystkich jej obywateli – potrzebuje czegoś jednoczącego, niemającego bezpośredniego związku z polityką parlamentarną czy Kościołem katolickim, tymi wszystkimi doraźnymi, bolesnymi podziałami. Miałam wrażenie, że przez te kilka dni moja nagroda dała wielu ludziom oddech, pozwoliła nieco podreperować zniszczone poczucie wspólnotowości i własnej wartości”.

Narodowe i polskie – nieobecne

Łatwo można zrozumieć, dlaczego Tokarczuk jest tak irytująca dla polskiej narodowej prawicy, ogarniętej obligiem patriotycznej narracji.

Słowo narodowe pojawia się raz i to jako termin do likwidacji: „[moglibyśmy] zrezygnować z określenia literatury narodowe wiedząc dobrze, że Kosmos literatury jest jeden, niczym idea unus mundus, wspólnej rzeczywistości psychicznej, w której jednoczy się nasze ludzkie doświadczenie”,

Polska występuje dwa razy: raz, gdy przy okazji „hipotezy klimatycznej” mowa o wojnie ze Szwecją w XVII wieku i drugi raz jako umiejscowienie dziecięcego doświadczenia pisarki: „gdzieś na zachodniej, polskiej prowincji pod koniec lat 60. XX wieku”.

Nie ma ani jednego odesłania do polskiej literatury. Zamiast tego Homer, opowieści Szeherezady, Baśnie Andersena, Czarodziejska Góra, Miś Puchatek, Anna Karenina. Mogłaby chociaż o Szymborskiej słówko… – martwi sie „patriota”.

Narrator czwartoosobowy. O tak, jego istnienie jest  możliwe

Tutaj na koniec wkraczamy w uduchowioną sferę marzeń (słowo – 8 razy), która wymyka się liczbom, rachunkom i racjonalnej narracji.

„Zastanawiam się tutaj cały czas, czy możliwe jest znalezienie dzisiaj podwalin pod nową opowieść uniwersalną, całościową, niewykluczającą, zakorzenioną w naturze, pełną kontekstów i jednocześnie zrozumiałą. Czy możliwa jest taka opowieść, która wyszłaby poza niekomunikatywne więzienie własnego ja, odsłoniła większy obszar rzeczywistości i ukazała wzajemne związki? Która umiałaby się zdystansować od udeptanego, oczywistego i banalnego centrum powszechnie podzielanych opinii i potrafiła spojrzeć na sprawy ekscentrycznie, spoza centrum?

Cieszę się, że literatura cudownie zachowała sobie prawo do wszelkich dziwactw, do fantasmagorii, do prowokacji, do groteski i wariactwa. Marzą mi się wysokie punkty widzenia i szerokie perspektywy, w których kontekst szeroko wykracza daleko poza to, czego moglibyśmy się spodziewać. Marzy mi się język, który potrafi wyrazić najbardziej niejasną intuicję. Marzy mi się metafora, która przekracza kulturowe różnice i w końcu marzy mi się gatunek, który stanie się pojemny i transgresyjny, a jednocześnie pokochają czytelnicy.

Marzy mi się także nowy rodzaj narratora, czwartoosobowego, który oczywiście nie sprowadza się tylko do jakiegoś konstruktu dramatycznego, ale potrafił zawrzeć w sobie zarówno perspektywę zarówno każdej postaci, jak i umiejętność wykraczania poza horyzont każdej z nich, który widzi więcej i szerzej, który jest w stanie zignorować czas. O tak, jego istnienie jest możliwe”.

Piszemy o wydarzeniach sezonu. Kulturalnie.
Wesprzyj nas, byśmy mogli działać dalej.

Naczelny OKO.press. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".


Komentarze

  1. Adam Patrzyk

    Taka drobna złośliwość, choć niezamierzona. Po prostu zwracam uwagę na fakt. Pewno do historii przejdzie zdanie zaczynające się od słów "Świat jest tkaniną, którą przędziemy…". Trochę pechowo jest w tym pięknym zdaniu potężny błąd leksykalny. Tkaninę – jak sama nazwa wskazuje – to się tka, czyli przeplata nici przez osnowę. Przędzie się natomiast – jak sama nazwa wskazuje – przędzę, aby uzyskać nić. Pewno zagapienie, ale i nieco wstyd, jako że język to tworzywo pisarza. Ale wykład i tak jest świetny, choć uczenie Szwedów dlaczego najechali Polskę wypadło nieco zabawnie.

Twoje OKO

Specjalne teksty. Niepublikowane taśmy. Poufne wiadomości. Za darmo. Na zawsze.

Załóż konto. Otwórz OKO!