0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: VLADIMIR SIMICEK / AFPVLADIMIR SIMICEK / A...

Już dwie godziny po zamknięciu słowackich lokali wyborczych było jasne, że nowym słowackim prezydentem będzie Peter Pellegrini, który w drugiej turze wyborów otrzymał 53,12 proc. głosów. Na jego kontrkandydata zagłosowało 46,87 proc. (dane zaokrąglone do drugiego miejsca po przecinku, dlatego suma nie daje sto).

Przedwyborcze sondaże pokazywały, że obaj kandydaci idą łeb w łeb, specjaliści zwracali uwagę, że o zwycięstwie zapewne zdecyduje frekwencja. Im wyższa, tym większe szanse dawano Pellegriniemu. Ostatecznie 6 kwietnia (wybory prezydenckie na Słowacji odbywają się w sobotę) zagłosowało aż 61,14 proc. uprawnionych. W pierwszej turze było to 51,91 proc. Ta wzmożona mobilizacja przyniosła porażkę Ivana Korčoka, który uchodził – w przeciwieństwie do Pellegriniego – za kandydata zdecydowanie prounijnego i proatlantyckiego liberała jednoznacznie wspierającego Ukrainę w jej walce z Putinem.

Kim jest Peter Pellegrini? Łączy go dziwne uzależnienie od Roberta Ficy

Następca Zuzany Čaputovej ma 48 lat. Do polityki wszedł jako 27-latek, kiedy został w 2002 roku asystentem posła. W 2006 roku sam był już posłem. W 2014 został ministrem, potem marszałkiem jednoizbowego słowackiego parlamentu. W 2016 został wicepremierem, a w 2018 roku na dwa lata premierem po dymisji Roberta Ficy. Całą opisywaną polityczną karierą związał z „socjaldemokratyczną” partią SMER Roberta Ficy, którego był najbliższym współpracownikiem. W 2018 roku po protestach, które objęły całą Słowację po zabójstwie dziennikarza śledczego Jána Kuciaka i jego narzeczonej archeolożki Martiny Kušnírovej Robert Fico musiał podać się do dymisji. Kuciak opisywał korupcję na najwyższych szczytach władzy. Fico wydawał się politycznym trupem.

Wtedy Pellegrini rzucił mu rękawicę w wyborach na szefa SMER. Przegrał. Z grupą polityków odszedł, by założyć socjaldemokratyczną partię Hlas, na której czele stanął.

Do dziś nie sposób uwierzyć, że Robert Fico, niczym feniks, odrodził się z popiołów. Od zawsze był populistą, ale nie miał zideologizowanej agendy. Wrócił jako polityk zdecydowanie prorosyjski i antyukraiński.

W 2023 roku SMER pod przywództwem Roberta Ficy wygrał wybory parlamentarne. Zwycięska partia potrzebowała do koalicji Hlasu. Wtedy partia Pellegriniego weszła w koalicję z Robertem Fico i stworzyła obok Węgier najbardziej prorosyjski rząd Unii Europejskiej. Sam polityk zażądał funkcji marszałka sejmu, którą chciał wykorzystać w kampanii prezydenckiej, a Robert Fico obiecał mu swoje poparcie.

Nie sposób zrozumieć polityki Pellegriniego bez świadomości jego przedziwnej relacji łączącej go z Robertem Ficą. Słowacki socjolog Michal Vašečka stwierdził w podcaście „Denníka N”, że przypomina mu ona popularną piosenkę zespołu Depeche Mode „Master and Servant” (Pan i sługa). Po ogłoszeniu zwycięstwa Peter Pellegrini podziękował za poparcie Robertowi Ficy i obiecał lojalność wobec jego władzy. Słowaccy komentatorzy są pewni, że po zwycięstwie Pellegriniego jego partia Hlas musi się rozpaść i zostać wchłonięta przez SMER. Zapewne czeka ją los Nowoczesnej po odejściu Ryszarda Petru.

Przeczytaj także:

Niewidoczna kampania

Od tygodni na słowackich ulicach ciężko było zauważyć, że toczy się kampania wyborcza. Podczas jazdy z Żyliny do Bratysławy natknąłem się może na kilka politycznych billboardów. W samym centrum słowackiej stolicy wpadłem na jeden plakat Pellegriniego. W przejściu z ulicy Obchodnej na Hodžovo námestie Peter Pellegrini z plakatu zachęcał do „zjednoczenia dla zasługującej na szacunek i dumnej Słowacji”. Billboardów Ivana Korčoka nie zauważyłem. Kiedy we wtorek w nocy z Alexandrem Horákiem, cenionym słowackim tłumaczem polskiej literatury odwiedzaliśmy kolejne bratysławskie knajpy, przeszliśmy obok Pałacu Prymasowskiego. W budynku, w którym przed laty po bitwie pod Austerlitz podpisano porozumienie pokojowe, szykowano się właśnie do debaty wyborczej z udziałem Korčoka i Pellegriniego. Przed pałacem stało kilkanaście osób, wśród nich kilku zagranicznych gapiów z zainteresowaniem przyglądającym się iluminacji budynku. Na próżno było szukać tam – znanych z polskich debat – grup oddanych wyborców zagrzewających do debaty swoich kandydatów.

Warto pamiętać, że kompetencje słowackiego prezydenta są słabsze od kompetencji głowy państwa w Polsce. Np. w przypadku prezydenckiego weta do jego odrzucenia wystarczy 76 głosów w 150-osobowym jednoizbowym parlamencie, czyli tyle, ile posiada większość parlamentarna. I choć kampania wyborcza toczyła się między innymi wokół tematu ewentualnego konfliktu zbrojnego z Rosją, to, choć prezydent na Słowacji jest zwierzchnikiem sił zbrojnych, wysłanie słowackich żołnierzy za granicę czy wypowiedzenie wojny nie leży w jego kompetencjach. Konstytucja stanowi, że to rząd decyduje o ogłoszeniu stanu wojennego, zarządzeniu mobilizacji sił zbrojnych czy wysłaniu żołnierzy za granicę. Wypowiedzenie wojny leży w kompetencji parlamentu i potrzeba do tego zgoda trzech piątych posłów.

Nadzieja demokratów umiera ostatnia

Od miesięcy Peter Pellegrini uchodził za faworyta prezydenckich wyborów. Wydawało się, że metę w prezydenckim pałacu zajmowanym obecnie przez Zuzanę Čaputovą osiągnie bez większego trudu. Dlatego przed pierwszą turą unikał większości debat. Niespodziewanie w pierwszej turze wygrał z nim Ivan Korčok, były szef ministerstwa spraw zagranicznych i zawodowy dyplomata, który był kandydatem wyborców proatlantyckich i prounijnych.

Zwycięstwo Ivana Korčoka wlało nadzieję w sercach demokratów i pokrzyżowało nieco plany sztabowców Pellegriniego. Dlatego krótka, bo jedenastodniowa kampania wyborcza (cisza przed wyborami prezydenckimi trwała 48 godzin) przed drugą turą pełna była politycznych wydarzeń zorganizowanych przez sztaby obu kandydatów. A warto pamiętać, że przypadła jeszcze na Wielkanoc. Ten czas obaj politycy wykorzystali m.in. na pokazanie się w świątyniach: Pellegrini katolickiej, a Korčok w ewangelickiej.

Ivan Korčok po zwycięstwie w pierwszej turze złapał drugi oddech, wśród jego elektoratu zapanowało prodemokratyczne wzmożenie.

Wspierające go media zachęcały każdego wyborcę do przekonania jednej osoby do oddania głosu na Korčoka. Ten sam postulat powtórzył także Korčok podczas wiecu poparcia, który kilka godzin przed rozpoczęciem ciszy wyborczej odbył się w centrum Bratysławy. Wielotysięczny tłum słowackich demokratów stał na Placu Słowackiego Powstania Narodowego (Námestie SNP) tuż obok tablicy upamiętniającej Jána Kuciaka i Martinę Kušnírovą. To pod nią w symbolicznym geście pięć lat wcześniej Zuzana Čaputová oddała hołd po tym, jak została wybrana prezydentką. Na wiecu Ivana Korčoka tłum trzymał flagi Słowacji, barwy Unii Europejskiej oraz społeczności LGBTQ+. Śpiewano hymn, wznoszono hasła poparcia. Do głosowania na byłego ministra spraw zagranicznych zachęcali ludzie kultury, przedstawiciele mniejszości węgierskiej oraz goście z Czech.

To kolejny raz, kiedy wbrew zdrowemu rozsądkowi podobne wydarzenie zorganizowane w Bratysławie budzi we mnie przekonanie, że może słowackie społeczeństwo się budzi i polityczna zmiana jest możliwe.

48 godzin wśród przedstawicieli bratysławskich elit sprawia, że człowiek traci umiejętność racjonalnego myślenia.

„Bratysławska kawiarnia” vs „karczma”

Starcie Pellegriniego i Korčoka to kolejna odsłona bitwy między wyborcami „bratysławskiej kawiarni”, czyli wielkomiejskich słowackich elit z Bratysławy i Koszyc oraz karczmy, czyli zwykłych ludzi ciężkiej codziennej pracy. Ten podział przyszedł na Słowację z Czech, gdzie od lat obowiązuje. Słowacy są tak spolaryzowani, że podział, który znamy z naszego kraju, wydaje się przy tym śmiesznym sporem o wyższości zupy grzybowej nad barszczem. Według wyborców Ivana Korčoka głosowanie miało zdecydować, czy Słowacja pozostanie częścią Zachodu, czy pójdzie drogą ku Rosji.

Najmocniej dał temu wyraz słowacki rysownik Shooty, który w swoim wyborczym komentarzu przedstawił kartę wyborczą, gdzie w miejsce imion i nazwisk kandydatów znalazły się flaga Unii Europejskiej i Związku Radzieckiego. Ten wybór jest prosty: Ivan Korčok miał gwarantować zakotwiczenie Słowacji w cywilizacji państw Zachodu, a Pellegrini jako gwarant prorosyjskiego, antyukraińskiego, antyunijnego i krytykującego NATO rządu ma niebezpiecznie przesuwać kraj w paszczę Putina.

Za to Peter Pellegrini stworzył dychotomię między pokojem a wojną. Fałszywą, bo – jak pisałem wyżej – kompetencje głowy państwa nie sięgają w sprawie wypowiedzenia wojny, czy wysłania żołnierzy za granicę.

Pellegrini obiecywał pokój, a Korčokowi przypisywał chęć wojny z Rosją. Nowy prezydent przekonywał, że on jest kandydatem zwykłych ludzi, kiedy jego konkurent jest przedstawicielem elit gardzącymi zwykłymi ludźmi.

Groził także, że prezydent Ivan Korčok będzie walczył z rządem, który jest gwarantem transferów socjalnych. Po zwycięstwie Korčoka miał zapanować polityczny chaos, a nowy prezydent mógłby wkładać kij w szprychy nowemu rządowi.

Człowiek ludu na pokładzie prywatnego samolotu

To niezwykłe, że narracja Pellegriniego okazała się skuteczna. Polityk poleciał na spotkanie z wyborcami prywatnym samolotem należącym do jego politycznego współpracownika, ale w oczach swoich wyborców pozostał kandydatem ludu. W jednej z debat nie potrafił odpowiedzieć na pytanie Ivana Korčoka o cenę biletów kolejowych. Wiece Pellegriniego było zamknięte dla dziennikarzy, którzy dowiadywali się o jego działaniach, dopiero kiedy zaczynał je relacjonować na swoich mediach społecznościowych. Co najwyżej zapraszał na nie wyselekcjonowane redakcje, które przygotowywały potem ekskluzywne materiały o dniu Pellegriniego z wyborcami.

W ostatnim tygodniu kampanii do sieci wyciekła informacja, w której współpracownik polityka z Nitry załatwiał darmowy przejazd do Bratysławy na spotkanie wyborcze Petra Pellegriniego i popierającego go byłego czeskiego premiera Andreja Babiša. Kiedy następnego dnia dziennikarze udali się na we wskazane miejsce w Bratysławie, nie zostali wpuszczeni do sali. Byłem wśród nich. Usłyszałem, że spotkanie jest jedynie dla wyselekcjonowanych gości i mogę sobie zobaczyć je na Facebooku.

Przy czym spotkania z Ivanem Korčokiem były wcześniej zapowiadane w jego mediach społecznościowych i każdy chętny mógł się na nich pojawić. Podobnie było w przypadku spotkań z liderem SMER w trakcie kampanii wyborczej przed zeszłorocznymi wyborami do parlamentu. Robert Fico czuje się jak ryba w wodzie pośród ludzi, tej umiejętności Petrowi Pellegriniemu zwyczajnie brakuje.

Na pomoc Polsce zaatakowanej przez Rosję? Pellegrini odmawia

Petr Pellegrini podczas prezydenckiej kampanii przedstawiał się jako „polityk pokoju”. Nic więc dziwnego, że w debacie wyborczej kandydaci usłyszeli pytanie, czy Słowacja powinna wypełnić zobowiązanie wynikające z artykułu 5 i przyjść z pomocą zaatakowanemu przez Rosję państwu NATO, np. Polsce? Ivan Korčok stwierdził, że Słowacja nie może być pasażerem na gapę i zdecydowanie opowiedział się za pomocą.

Peter Pellegrini kluczył i odparł, że Słowacja jest tak rozbrojona (przez poprzedników, którzy wysyłali broń na Ukrainę, czemu obecny prorosyjski rząd się sprzeciwia), że nie ma czym pomagać.

To samo pytanie usłyszeli Petr Pavel i Andrej Babiš podczas kampanii wyborczej przed zeszłorocznymi wyborami prezydenckimi w Czachach. Wówczas Andrej Babiš odmówił hipotetycznego wysłania wojsk na pomoc Polski, z czego później próbował się tłumaczyć.

Wedle słowackiej konstytucji to nie Peter Pellegrini będzie decydował o ewentualnym wysłaniu wojsk do zaatakowanej przez Rosję Polski, ale premier słowackiego rządu. Na razie jest nim Robert Fico, który wydaje się, że w tym zakresie nie może mieć innych poglądów od Pellegriniego. W przyszłym roku Czechy czekają wybory parlamentarne, w niedawnym sondażu partia ANO Andreja Babiša otarła się o samodzielną większość.

Były rząd Prawa i Sprawiedliwości tłumaczył nam, że inwestuje w budowanie dobrych relacji z naszymi partnerami w Grupie Wyszehradzkiej, z którymi ponoć łączy nas niezwykła wspólnota interesów. Okazuje się, że – być może – w przypadku ewentualnego ataku Rosji na Polskę na próżno będzie wypatrywać pomocy z południa.

;
Łukasz Grzesiczak

Dziennikarz, publicysta. Nakładem Wydawnictwa Poznańskiego ukazała się jego książka „Słowacja. Apacze, kosmos i haluszki”

Komentarze