„Można wszystkie kłamstwa, które padały zza barierek w Jedwabnem zbijać badaniami naukowymi, śledztwem IPN, informacjami o innych pogromach – na próżno”. Po reportażu OKO.press z Jedwabnego Agnieszka Haska, socjolożka i antropolożka kultury, pisze o przegrywanej bitwie o pamięć
Przez kolejne lata informacjom o obchodach rocznicy pogromu w Jedwabnem w mediach towarzyszyły podobne zdjęcia: odosobniony pomnik, w oddali pola, ewentualnie ludzie, którzy przyjechali uczcić pamięć ofiar zbrodni. Jeśli nigdy nie było się na miejscu, z tego wizualnego przekazu można było odnieść wrażenie, że mord w Jedwabnem wydarzył się gdzieś poza miasteczkiem, na polu właśnie, z dala od domów.
A jeśli z dala, to wtedy, 10 lipca 1941 roku, można było go nie widzieć i o nim nie wiedzieć.
Ale wystarczyło spod pomnika w Jedwabnem spojrzeć w drugą stronę – doskonale było widać miasteczko, zaś do najbliższych domów odległość wynosiła raptem kilkadziesiąt metrów. Prawda o zagładzie Żydów na okupowanych ziemiach polskich jest bowiem taka, że
nie można było nie widzieć ani nie wiedzieć.
Zagłady dokonywano na polach, we wsiach, miasteczkach i miastach, w lasach i w przydrożnych rowach, w gettach, obozach śmierci, pracy i koncentracyjnych oraz prowadzących do nich torach kolejowych. Za Holokaust odpowiedzialne są nazistowskie Niemcy. Ale ukazanie się w 2000 roku „Sąsiadów” Jana Tomasza Grossa postawiło pytanie, na które próbuje się odpowiedzieć do dziś: o stopień współudziału społeczeństwa polskiego w Zagładzie.
Jednak ten symboliczny i dosłowny obraz – pomnik i pole – ostatnio się zmienił.
Rok temu na prywatnej działce obok pomnika pomordowanych Żydów z inicjatywy Wojciecha Sumlińskiego stanęły głazy z tablicami kwestionującymi ustalenia śledztwa i badań IPN. W kwietniu 2026 roku – kontenery, w których otwarto „centrum informacyjne” służące „odkłamywaniu historii”.
Tegoroczne obchody zbrodni w Jedwabnem odbywały się pod ustawionym nad pomnikiem namiotem; dookoła pomnika, za barierkami, Wojciech Sumliński i Grzegorz Braun, niezależnie od siebie, zorganizowali własne wydarzenia.
Kiedy pod namiotem modlono się za pamięć pomordowanych, ze sceny, z mikrofonów, na transparentach domagano się „prawdy o Jedwabnem”.
Miejsce upamiętnienia zbrodni w Jedwabnem zostało otoczone kordonem – nie tylko barierkami i policjantami – ale też tymczasowymi lub bardziej stałymi stoiskami, gdzie pod pozorem „odkręcania kłamstw” głosi się nieprawdę, nie tylko o tym, co zdarzyło się tu latem 1941 roku, ale też o Zagładzie.
Jedwabne od ponad dwudziestu pięciu lat jest nie tylko symbolem zbrodni, której z niemieckiej inspiracji dopuścili się Polacy, ale i polem bitwy.
Bitwy politycznej, walki o pamięć, narracje historyczne, ale przede wszystkim o rząd dusz i tożsamość zbiorową.
Jak pisał Piotr Forecki w wydanej w 2018 roku książce „Po Jedwabnem. Anatomia pamięci funkcjonalnej”, będącej najlepszym podsumowaniem tego, co wydarzyło się w polskiej przestrzeni publicznej od 2000 roku, „Sąsiedzi” byli uderzeniem w „konstrukcję nośną polskiej tożsamości”, mit Polski niewinnej, ponoszącej największe ofiary, jedynej i największej Sprawiedliwej wśród narodów świata.
To spowodowało kontruderzenie, za którym poszły przede wszystkim różne praktyki państwowe, w tym instytucjonalne, które miały stworzyć alternatywne narracje o Zagładzie oraz o zachowaniu społeczeństwa polskiego w czasie II wojny światowej. Charakterystyczne są tutaj znane doskonale wątki przewijające się przez dyskurs publiczny i polityczny od lat, takie jak
Jedwabne jest tu tylko soczewką, w której skupiają się przez lata elementy gry politycznej. Można wszystkie kłamstwa, które padały zza barierek w Jedwabnem w lipcu 2026 roku i są cytowane w reportażu Emilii Sułek i Agnieszki Kamińskiej w OKO.press, zbijać badaniami naukowymi, wspomnianym śledztwem IPN, informacjami, że Jedwabne nie było jedynym takim pogromem, a Żydzi sami sobie nie zbudowali gett „żeby lepiej im się żyło” – na próżno.
Jak udowadnia Forecki, pamięć magazynująca – czyli ta zamknięta w archiwach i publikacjach naukowych – nie ma szans konkurować z pamięcią funkcjonalną, służącą konsolidacji tożsamości zbiorowej, a wiedza historyczna jest poddawana manipulacji, zafałszowywaniu oraz przeinaczaniu.
Na to, co zdarzyło się w Jedwabnem 10 lipca 2026 roku, można patrzeć na kilka sposobów.
Pierwszy i najbardziej oczywisty to manifestacja antysemityzmu, który – jak pokazują badania – od lat utrzymuje się w Polsce na w miarę stabilnym poziomie, choć stał się bardziej widoczny w przestrzeni publicznej. Łatwo jest potraktować to jako jakiś margines, ale nim nie jest. W badaniach CBOS z lutego 2026 roku dotyczącym stosunku Polek i Polaków do innych narodów, niechęć do Żydów deklarowało 40 proc. osób. Sumliński, Braun i inne środowiska skrajnie prawicowe i nacjonalistyczne wyrażają poglądy kwalifikujące się jako tzw. antysemityzm wtórny oraz zniekształcanie Holokaustu, którego cechami są m.in.: defensywność historyczna, czyli strategiczne idealizowanie przeszłości własnego narodu w celu przemilczania mrocznych kart historii, negowanie własnych uprzedzeń, przerzucanie odpowiedzialności na Żydów, a także „rywalizacja cierpienia”.
Jak wynika z badań prowadzonych m.in. przez zespół Katedry UNESCO Interdyscyplinarnych Studiów nad Antysemityzmem i Nienawiścią Grupową UW,
przekonanie, że Polki i Polacy wycierpieli więcej od Żydów w czasie II wojny światowej, podziela aż 46 proc. osób.
Od lat na tezach dotyczących Zagłady, sprzecznych z ustaleniami historycznymi, próbuje się zbijać też kapitał polityczny – wystarczy wspomnieć choćby rządy Prawa i Sprawiedliwości. Ci przemawiający za barierkami w Jedwabnem właśnie na tym budują swoją rozpoznawalność, licząc też na wywołanie awantury o zasięgu międzynarodowym.
Problem jednak leży gdzie indziej niż tylko między polem a miasteczkiem.
Mowa nienawiści rozlewa się po Polsce, a ci, którzy w historii chcą widzieć tylko powody do dumy, nie zauważając mniej chwalebnych kart – wręcz zachęcają do tej nienawiści i aktów przemocy wobec grup mniejszościowych.
Ostatnie przypadki atakowania Ukraińców w Polsce to nie odizolowane incydenty, to idąca przez kraj brunatna fala, podsycana nie tylko przez polityków.
Prawdę zastąpiła postprawda – m.in. algorytmy i strategie Big Techu sprawiają, że w przestrzeniach publicznych dominują polaryzujące, często fałszywe informacje, a nie rzetelna wiedza.
Tzw. zniekształcanie Holokaustu przybiera na sile, nie tylko w Polsce. Mimo zmiany władzy, w wielu aspektach tzw. polityki wobec historii narracje (i instytucje) pozostały te same, a
rządzący nie chcą pewnych tematów porządkować czy nawet ruszać.
Walka z antysemityzmem (zwłaszcza po 7 października 2023), podobnie jak z różnymi innymi anty- wobec grup mniejszościowych, nie może sprowadzać się wyłącznie do sprawnych działań policji czy wszczynania śledztw prokuratorskich po kolejnym incydencie. Należałoby przyjąć cały pakiet działań skutecznie przeciwdziałających tego typu wydarzeniom i aktywnie wspierających różne społeczności.
Przede wszystkim jednak na Jedwabne trzeba patrzeć znowu ze smutkiem. Smutkiem, że ci, którzy przyjechali oddać hołd pomordowanym tam 85 lat temu żydowskim dzieciom, matkom i ojcom
nie mogli tego zrobić w ciszy i spokoju.
Że to miejsce pamięci jest dosłownie zakrywane jak wiele innych miejsc Zagłady w Polsce. Że modlitwa za zabitych i ich nazwiska nie mogła się ponieść zarówno po polach, jak i echem ponieść się po miasteczku, którego mieszkańcami byli. I że ból oraz cierpienie tych, którzy zginęli z rąk polskich sąsiadów w stodole w Jedwabnem, wciąż jest powodem do nienawiści.
* Dr Agnieszka Haska, socjolożka, antropolożka kultury, adiunktka w Centrum Badań nad Zagładą Żydów w Instytucie Filozofii i Socjologii PAN. Autorka m.in. książek: „Jestem Żydem, chcę wejść”, „Hotel Polski w Warszawie 1943” oraz „Hańba! Opowieści o polskiej zdradzie”
Dr Agnieszka Haska - socjolożka, antropolożka kultury, adiunktka w Centrum Badań nad Zagładą Żydów w Instytucie Filozofii i Socjologii PAN. Autorka m.in. książek: "Jestem Żydem, chcę wejść, Hotel Polski w Warszawie 1943" (2006) oraz "Hańba! Opowieści o polskiej zdradzie" (2018).
Dr Agnieszka Haska - socjolożka, antropolożka kultury, adiunktka w Centrum Badań nad Zagładą Żydów w Instytucie Filozofii i Socjologii PAN. Autorka m.in. książek: "Jestem Żydem, chcę wejść, Hotel Polski w Warszawie 1943" (2006) oraz "Hańba! Opowieści o polskiej zdradzie" (2018).
Komentarze