0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. OKO.pressFot. OKO.press

Na działce Grzegorza Brauna wszyscy czekają na krzyż. Miał być stawiany dziś, ale się spóźnia. Jedzie z Warszawy.

Na razie stoją postaci z dykty. Michael Schudrich, Jan Tomasz Gross, Bronisław Komorowski i Aleksander Kwaśniewski.

– To aleja ojców założycieli kłamstwa jedwabieńskiego – tłumaczy nam mężczyzna w białej koszuli. Pod każdą postacią informacja czym zgrzeszyli. Na przykład: Gross, lewicowy propagandysta, sformułował kłamstwo jedwabieńskie. Schudrich, rabin, wylobbował blokadę ekshumacji. Kwaśniewski, prezydent RP, przeprosił w imieniu Polaków za zbrodnię, której nie popełnili. Komorowski to samo.

Stoimy na polnej drodze, wśród kałuż. Komentujemy, że Gross wygląda jak Woody Allen. Reszta jest dużo młodsza i szczuplejsza.

– Jaki młody Kwach, jeszcze niezapity – rzuca przechodząc kobieta.

– Wyglądają, jakby wisieli – dodaje druga.

Zagadujemy mężczyznę w podkoszulku z orłem:

– Wie pan kto jest kto?

– Żydy.

Postaci wycięte z dykty z podpisami kim są. Do tego czarne banery z apelem o wznowienie ekshumacji w Jedwabnem
Galeria postaci na działce Konfederacji Korony Polskiej w Jedwabnem. 10.07.2026 r.

DZIEŃ PIERWSZY. Ziemia nie kłamie

Do Jedwabnego przyjeżdżamy w środę, 8 lipca. 85. Rocznica mordu jest dopiero w piątek, to wtedy zjadą się media. Pod pomnikiem pomordowanych Żydów niewiele się dzieje. Na drodze autokar na warszawskich numerach. Obok, na miejscu spalonej stodoły modli się grupa młodzieży z Izraela.

Szef ekipy, która rozstawia rusztowanie namiotu, pod którym schronią się uczestnicy obchodów, kieruje nas na pole obok. – Tam urzęduje Wojciech Sumliński. Jutro będzie tam duża impreza. A tu będą świętować nasi starsi bracia w wierze – mruga do nas. – No, „czapeczkowi”.

Na polu świeżo otynkowany pawilon z napisem ZIEMIA NIE KŁAMIE. Obok tablica “Wołyń, Jedwabne, komunistyczne zbrodnie – ustalenie prawdy historycznej jest zawsze polską racją stanu”. Na innej ścianie głowy czterech wilków i WSR 24, logo Wojciecha Sumlińskiego. W głębi pola stoi już scena.

Zjeżdżają się pierwsi goście. Na progu dwóch mężczyzn rozmawia z parą emerytów i młodą kobietą o kulach. Debatują, czemu Grzegorz Braun robi imprezę na osobnej działce. – Powinniśmy iść pod wspólnym sztandarem. Typowa Polska, jak w tym kraju można coś zdziałać – narzeka kobieta.

Małżeństwo emerytów przyjechało z Sopotu, on pracował w stoczni. Mówią, że uprawiają turystykę patriotyczną. Kobieta o kulach jest z Olkusza. Ma złamaną kość śródstopia, ale przyjechała autem. Na kurtce ma znaczek “Nigdy się nie poddawaj”. W kartonach czekają już czapki i podkoszulki, które będzie można kupić w czasie imprezy. Na koszulce postać pod parasolem. Pada na nią śnieg, ale z bliska widać, że to nie śnieg, a gwiazdy Dawida.

Od pomnika ofiar mordu idą dwie dziewczyny owinięte we flagi z gwiazdą Dawida. Zagadują po angielsku, szukają toalety. Mężczyzna w czapce z WSR 24, odprowadza je do toi toia za kontenerami. Drugi go ruga: – Po co je wysyłałeś do naszego kibla?

– Powiedziałem, że mają zostawić porządek – broni się tamten.

– To brudasy są. Jaki syf zostawiają w hotelach – wtrąca się kobieta o kulach.

– A po jakiemu pan im to powiedział? – pytamy mężczyznę.

– Po niemiecku, Ordnung muss sein – mówi zadowolony.

– Skąd pan zna niemiecki?

– Język wroga trzeba znać.

– No życie, proszę pani. Kolega pracował w Niemczech – wyjaśnia drugi.

Dziewczyny z flagami odchodzą do autokaru, emerytka komentuje: – Zwożą tu tę młodzież i wciskają im ciemnotę, że to Polacy ich mordowali.

– A było inaczej? – dopytujemy.

– Przyjdźcie panie jutro, Sumliński będzie o tym mówił ze sceny.

Głosowałam na Brauna. Nawrocki to mniejsze zło

Na polu przed pawilonem Sumlińskiego stoi osiem głazów z tablicami opisującymi historię polsko-żydowskiego sąsiedztwa od średniowiecza aż do Zagłady. Zawierają różne prawdy, mniej lub bardziej oddalone od faktów, po polsku i angielsku. O tolerancyjnej Polsce i dobrych relacjach sąsiedzkich. O tym, jak wszystko zmieniło się za sowieckiej okupacji, gdy Żydzi zaczęli denuncjować Polaków patriotów. Jest też o rzekomej radości Żydów z „dużego i ładnego getta” w Warszawie oraz o „legendzie polskiej zbrodni w Jedwabnem”.

Emerytka z uznaniem kiwa głową: – W końcu ktoś ma odwagę mówić, jak było.

Przy głazach zatrzymuje się traktor, schodzi z niego gospodarz w gumiakach i koszuli w kratę. Przyjechał spod Zambrowa, jak mówi, na zwiady. Jutro chce przywieźć gości z agroturystyki.

Wracamy pod pomnik, małżeństwo z Sopotu idzie za nami.

Są znicze, wieniec od księdza Wojciecha Lemańskiego i tablica: „Ten naród żył z nami przez pokolenia, ramię w ramię, na tej samej ziemi. Temu Narodowi zadano straszliwą śmierć w milionach synów i córek. Najpierw napiętnowano ich szczególnym piętnem. Potem zepchnięto do getta w osobnych dzielnicach. Potem wywożono do komór gazowych”. Na dole podpis: Jan Paweł II.

– Akurat! – parska emerytka. – Sami sobie zbudowali getto, żeby lepiej im się żyło. Lepiej niż Polakom pod okupacją!

– Z papieżem to chyba nie ma co dyskutować – zauważamy.

– Oj tam, oj tam – kwituje emerytka.

Idziemy razem na cmentarz naprzeciw pomnika. “Miejsce wiecznego spoczynku Żydów z Jedwabnego i okolic. Groby Żydów zamordowanych 10 lipca 1941”, informuje obelisk za furtką.

– Patrzcie jakie chaszcze. Nie mogą sobie zrobić porządku? – komentuje kobieta.

Rozmawiamy o polityce, o dobrych i złych prezydentach RP. Zgadzamy się, że najgorszym (z tych byłych) był Andrzej Duda. Tylko powody są różne.

– Z jednej strony budujemy mur z Białorusią, a z drugiej Duda zaprasza tę całą hołotę – rozkręca się małżonek.

– Którą hołotę? – pytamy.

– Z Ukrainy – wyjaśnia żona.

– A za tymi z Ukrainy idą ciapaci – dodaje mąż.

– A co było z rakietami, co Ukraina na nas zrzuciła? Przecież to prowokacja, żeby wciągnąć nas w wojnę. A Duda tylko zgrywał głupa. – To żona.

– A co państwo sądzą o Karolu Nawrockim? – zagajamy.

– Ja głosowałam na Brauna. Nawrocki to mniejsze zło.

Kobieta poleca nam książki Sumlińskiego. Zwłaszcza dwie: “Porozmawiajmy o Żydach” i “(Nie) rozmawiajmy o Żydach?”. Sama woli mówić “Żydki”.

A były panie w Izraelu? Bo my tak

Małżeństwo jedzie jeszcze do Wizny, 12 kilometrów od Jedwabnego. Nazywana jest polskimi Termopilami, bo podczas kampanii wrześniowej polscy żołnierze bohatersko bronili tam linii nad Narwią. Dowodził kpt. Władysław Raginis, popełnił samobójstwo rozrywając się granatem. Ma swój mural w Wiźnie, naprzeciw Dino. Na muralu obok niemiecki żołnierz celuje w głowę Żydowi.

Stowarzyszenie “Wizna 1939” współorganizuje imprezę Sumlińskiego, a prezes Dariusz Szymanowski, wydał broszurę “Jedwabne. Niemieckie zbrodnie na Polakach”. W Wiźnie odkryto grób kilkunastu Żydów rozstrzelanych przez hitlerowców. Dla Szymanowskiego to dowód, że za mordem w Jedwabnem także stoją Niemcy.

My też jedziemy do Wizny, bo w Jedwabnem nie ma noclegów. Mijamy radiowóz pilnujący pomnika. Dwóch policjantów skubie słonecznik. Po obu stronach pomnika pas ziemi odgrodzony taśmą.

– To strefa buforowa. Nie wolno parkować. Jeszcze by nam kamieniem w samochód rzucili – były stoczniowiec wyjaśnia, czemu zaparkował dużo dalej.

– Kto by rzucił? A skąd kamień? – pytamy.

– A były panie w Izraelu? Bo my tak – mówi. – Żydzi mają taką tradycję, że kładą kamienie na grobach.

DZIEŃ DRUGI. Pytamy o wilki w logo

Czwartek, 9 lipca. Sumliński wita ludzi ze sceny: „Dziś chcemy wyjąć z muru tego kłamstwa największą cegłę”. Zapewnia, że ekshumacje w Jedwabnem zostaną wznowione. Przez to, że trwały tak krótko, nie można ustalić przebiegu wydarzeń. A gdyby trwały do końca, wyszłoby, że nie mordowali Polacy.

Mówi o zastraszaniu. Nie wszyscy zaproszeni goście mogą tu być z nami. Sugeruje, że nie może powiedzieć wszystkiego.

W podobny ton uderza ksiądz, każdy dzień zaczyna się od mszy polowej. – Brońmy Boga, ojczyzny. Nie dajcie się zastraszyć – woła.

Wierni dzielą się na tych, co klęczą w deszczu pod sceną i tych w namiocie z transmisją mszy. Po mszy wszyscy śpiewamy hymn państwowy. Zaczynają się wykłady. Wśród prelegentów archeolożka Małgorzata Grupa. Uczestniczyła w ekshumacjach w 2001 roku, to zagorzała orędowniczka dalszych ekshumacji.

Sumliński, alias WSR 24, to mózg tej imprezy. R w WSR to od Reporter, jak tłumaczy nam facet pod sceną, zaś 24 nawiązuje do kanałów informacyjnych, które nadają całą dobę. Sumliński też miał swój kanał, na YouTube, ale mu go zamknęli. Za antysemityzm. W wywiadzie mówił: „Jeżeli antysemitą jest ktoś, kto nie lubi Żydów, jestem pierwszym antysemitą w Polsce”.

Wychował się na warszawskim Żoliborzu. Z wykształcenia psycholog, pracował w przedszkolu integracyjnym i w Szkole Lotniczej w Dęblinie. W dziennikarstwo poszedł w latach 90., zaczynał w „Słowie Podlasia”. Chciał ujawniać afery, tropić gangsterów, prześwietlać wymiar sprawiedliwości. W TVP miał program „Oblicza prawdy”, o działalności Służby Bezpieczeństwa i WSI. W 2008 roku usłyszał zarzut płatnej protekcji – miał pomóc w załatwieniu pozytywnej weryfikacji byłego oficera WSI. Wszczęto przeciwko niemu sprawę karną.

Zwolennicy Sumlińskiego mają go za guru. Jak kobieta z Olkusza. Pytamy ją o wilki w logo WSR 24. – To symbol niezależności i siły – wyjaśnia. – Bo Wojtek po swoim tragicznym wypadku postanowił, że będzie walczył o prawdę i już nigdy się nie podda.

Pytamy, o jaki wypadek chodzi.

Kobieta ścisza głos: – O to samobójstwo w kościele. Pani nie wie? Zabił się w kościele św. Stanisława Kostki w Warszawie.

– Ale jak się zabił i żyje?

– Nie wiem, czy żona go znalazła, bo poszła na zakupy, czy może ksiądz. Pan Bóg go uratował.

Próba samobójcza miała miejsce w dzień po wydaniu przez sąd nakazu aresztowania. Sumliński nie trafił do aresztu. W 2015 r. został uniewinniony. Twierdzi, że padł ofiarą prowokacji służb specjalnych.

Dziś publikuje we własnym wydawnictwie. W serii „Niebezpieczne związki” pisał o Bronisławie Komorowskim, Donaldzie Tusku i Andrzeju Lepperze. W „Zapisie zarazy” ujawnia „prawdę o tajemniczej epidemii” koronawirusa. Najnowsze dzieło (z Małgorzatą Grupą), „Ekshumacja. Ludobójcy w masce ofiar”, ma premierę w Jedwabnem.

Swoją działalność finansuje głównie ze zrzutek. Na “budowę studia tv” zebrał ponad 200 tys. zł. Na miejsce pamięci z głazami, pawilonem i własnym „pomnikiem prawdy” prawie pół miliona. Zapowiada, że będzie to pomnik „wszystkich ofiar zbrodni, także z lat 39-41, kiedy Sowieci wymordowali i wywieźli na Wschód tysiące polskich mieszkańców Jedwabnego".

A stodoła stała gdzie indziej

Pod sceną trwa zbiórka podpisów w obronie Sumlińskiego. Bo Prokuratura Okręgowa w Łomży prowadzi postępowanie przygotowawcze w sprawie publicznego znieważenia grupy ludności z powodu jej przynależności narodowej i wyznaniowej.

Pytamy o pole, na którym odbywa się ta impreza. Tablica przy wjeździe informuje, że właścicielem jest Sumliński oraz że to miejsce poświęcone „pamięci masowego morderstwa żydowskich mieszkańców”. Choć stodoła w Jedwabnem stała gdzie indziej.

Trafiamy na człowieka, który twierdzi, że pośredniczył w kupnie. – Jak Żyd, tyle że nic nie zarobiłem – mruga do nas. Właścicielem pola był syn jego kolegi. – Odziedziczył je po ojcu. Trochę siedział, lubił wypić, potrzebował pieniędzy. Dał mi pełnomocnictwo, płaciliśmy mu w ratach, a on za to hulał. Dostał 35 tysięcy. Tanio, bo to działka rolna.

Facet narzeka: – Ci Żydzi sygnaliści cały czas nam tu kogoś nasyłają, Policję, Straż Pożarną, nadzór budowlany.

Dzwonimy do Powiatowego Inspektoratu Budowlanego. Przyznają, że prowadzą postępowanie w sprawie stojących na działce głazów i budynków. Właściciel zadeklarował je jako tymczasowe, więc po pół roku trzeba je rozebrać albo przenieść. Głazy stoją już ponad rok, budynek nie wygląda na tymczasowy. Inspektorat zbiera dowody w sprawie.

Grzegorz Braun urzęduje na jeszcze innej działce, bliżej miasteczka. Kupiona została przez związaną z nim Fundację Osuchowa (zajmuje się „propagowaniem wartości katolickich i postaw patriotycznych“, rok temu straciła status organizacji pożytku publicznego).

Facet-pośrednik znów narzeka: – Kupili sobie ziemię bliżej miasta, chcą nam zabrać publiczność.

Stragan wydawnictwa Najwyższy Czas stoi na jeszcze innej działce. Do sprzedawcy podchodzi Policja. – Proszę przenieść te książki. Właściciel gruntu może się poskarżyć.

– Ten chłop? Ale on jest w Ameryce.

Msza na polu Wojciecha Sumlińskiego. Jedwabne, 10.07.2026 r.

Społeczeństwo skaleczone przez szczepionki i jedzenie

Mimo deszczu atmosfera piknikowa. Koło Gospodyń Wiejskich ze wsi Czekołdy serwuje babkę ziemniaczaną i pyzy. Chowamy się pod namiotem z sękaczami. To biznes rodzinny, z Podlasia. Sprzedawca zachwala podpiwek i kwas chlebowy.

– A były panie w Tykocinie? U nas jest synagoga i zamek. I takie miejsce jak Jedwabne. Bo Niemcy wyprowadzili Żydów do lasu, zamordowali z 2500 osób.

– To dużo – zauważamy.

– Żydzi to mają policzone, ile ich zginęło. A ilu Polaków zginęło przez ich donos do komunistów? Bo po 17 września 1939 roku Ruscy obsadzili nimi stanowiska polskie, a Polaków wywieźli na Sybir. Oni sobie to chcą wymazać z historii.

Sprzedawca sękacza historią interesuje się od 12 lat. Ponad dwadzieścia pracował w Holandii. Tam mieszkają jego dzieci. Chce, by znały historię. Zaczął jeździć do Oświęcimia na marsze Witolda Gadowskiego. Gadowski, którego kariera prowadziła z TVN do „Gazety Polskiej” i „Niedzieli”, twierdzi, że z Muzeum Auschwitz-Birkenau wymazywane są polskie ofiary.

Sprzedawca opowiada, jak na teren muzeum nie wpuszczano ludzi z flagami. Wnosili więc wędki, potem w środku naciągali na nie polską flagę. Dzieci też zabrał do Oświęcimia, syn dostał piątkę, akurat miał w szkole w Holandii lekcje o Holokauście.

Dzieci dorosły, on wrócił na Podlasie. Na zimę wybiera się do Kanady. Ale tam też nie jest super, narzeka, bo lewactwo popsuło gospodarkę.

– A widziały panie „Powrót do Jedwabnego”? Jestem jednym ze sponsorów tego filmu, moje nazwisko jest w napisach końcowych.

Film Sumlińskiego i Wioletty Kardynał z 2021 roku przedstawia odmienną wersję wydarzeń od tej ze śledztwa IPN. Przypomnijmy: według IPN Polacy byli wykonawcami zbrodni, nawet jeśli doszło do niej z niemieckiej inspiracji. Sumliński twierdzi, że obarczenie winą Polaków służy wyłudzeniu milionowych roszczeń od państwa polskiego.

– To pan zna Sumlińskiego?

– Parę razy żeśmy jedli i pili.

– Sękacze i podpiwek?

– Nie, naszą podlaską w nocy robioną.

Do straganu podchodzi gospodarz spod Zambrowa, już nie w gumiakach, ale w marynarce.

– Zimno, przydałoby się coś na rozgrzewkę.

Sprzedawca: – Nic nie mam. My jesteśmy na pograniczu dwóch opcji. To potencjalnie wybuchowe. – I dodaje, już do nas: – Tu przychodzą spokojni ludzie, wyważeni.

Faktycznie, nie zauważyłyśmy nikogo pod wpływem alkoholu.

Ten spod Zambrowa bierze podpiwek, a sprzedawca kontynuuje: – Trzeba żyć zdrowo. Widzę, jak nasze społeczeństwo zostało skaleczone przez te szczepionki i jedzenie. Bo czym karmią nas supermarkety? Same konserwanty. I ten internet 5G, przecież to wywołuje raka.

– A czemu Braun i Sumliński mają osobne imprezy? – pytamy.

– Bo pan Wojciech nie chce, żeby to było upolitycznione. Ale on, Braun i ta reszta to jedność.

Ze sceny słychać Rotę.

Kilka osób trzyma niebieski baner z żółtym krzyżem, na którym jest napis: Oto znak któremu sprzeciwiać się będą".
Grupa z banerem w Jedwabnem. Na białych koszulkach postać z parasolem, która zasłania się przed śniegiem. Z bliska widać, że to nie śnieg, a gwiazdy Dawida. 10.07.2026 r.

Przeczytaj także:

A dlaczego Kaczyński zablokował ekshumacje?

Stoimy przy działce Brauna. Wzdłuż drogi, od strony cmentarza, wyrósł już rząd barierek. Jutro będzie tu parking dla oficjalnych gości.

– Patrzcie, postawili sobie barierki – zagaduje nas mężczyzna po czterdziestce, z Opola. – Rok temu żeśmy Schudricha zablokowali. Ostro było.

– A jutro jak będzie? – pytamy.

– Zobaczymy. Jutro będzie Tom Rose, ambasador USA, ten co chodzi w jarmułce. I Kolarski, czołowy szabes goj z kancelarii prezydenta. Nawrocki odziedziczył go po Dudzie – mówi facet w garniturze. Ma eleganckie półbuty mocno nasiąknięte wodą.

– Czemu on nie zrobi z nim porządku? – denerwuje się Opolanin.

– Prezydent ma sporo za uszami w temacie Jedwabnego. Był w końcu prezesem IPN, mógł więcej zdziałać.

– A macie Nawrockiego? – pyta ten z Opola, pokazując na galerię postaci z dykty.

– Na razie nie. Zobaczymy, jak będzie się dalej zachowywał. Jeszcze ma kredyt zaufania – włącza się facet w krawacie w paski.

– A pan to jest chyba jakąś znaną postacią? – pytamy.

– Panie nie wiecie? To Tomasz Sommer, autor książki „Jedwabne. Historia prawdziwa” – mówi facet w mokrych półbutach. On to z kolei prawicowy publicysta Marek Skalski.

Książka Sommera to hit sprzedaży na działce Brauna. Razem z Markiem Janem Chodakiewiczem analizują w niej słabości Grossa dowodząc, że za zbrodnią stoją Niemcy.

– Jeszcze Glempa brakuje. Bo on też przepraszał. I Kaczyńskiego – nie odpuszcza ten z Opola patrząc na szereg z dykty.

– Bez obaw, Kaczyńskiego mamy – zapewniają koledzy Brauna.

– A co będzie napisane pod Kaczyńskim? – pytamy.

– Że jako prokurator generalny zablokował ekshumacje.

Lech Kaczyński istotnie przerwał ekshumacje cztery dni po otwarciu zbiorowej mogiły przy dawnej stodole w Jedwabnem. Znaleziono szczątki ludzkie, obrączki, monety, klucze. I parę łusek. Kaczyński sugerował, że to dowód niemieckiej winy. Ale badań nie dokończono, kości nie wyjmowano z ziemi. Naczelny rabin Polski Michael Schudrich argumentował, że żydowskie prawo religijne zabrania ekshumacji.

Liczbę ofiar oszacowano na co najmniej 340. Według szacunków prokuratorskich w zbrodni uczestniczyło „co najmniej około czterdziestu Polaków”. Śledztwo umorzono w 2003 r.

Piszemy mejla do IPN. Pytamy, czy IPN rozważa ponowne wszczęcie śledztwa. Odpowiedź przychodzi szybko: „Prokurator Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Gdańsku, w którego właściwości rzeczowej pozostaje śledztwo w sprawie zabójstw osób narodowości żydowskiej dokonanych w Jedwabnem, nie znalazł dotąd podstaw do podjęcia na nowo prawomocnie umorzonego śledztwa w tej sprawie. Brak podstaw do podjęcia na nowo śledztwa sprawia, iż bezprzedmiotowym jest rozważanie ekshumacji”.

Burmistrza nie ma, będzie kandydował

W biało-czerwonym tłumie wyróżnia się kobieta w zielonej zapasce po babci, z Mazowsza. W zeszłym roku czytała do mszy. Liczy, że teraz też wejdzie na scenę. Twierdzi, że z Jedwabnego nikt nie przychodzi, bo boją się Żydów.

Jak to nikt nie przychodzi? A my to co? – jeży się facet, którego pytamy, czemu imprezy nie odwiedza ludność miasteczka. Pije kawę w pawilonie Sumlińskiego ze sporą grupą sąsiadów. Są pączki i jagodzianki, za darmo albo co łaska. Ludzie narzekają na ziąb. – Pogoda też sterowana – mówi kobieta serwująca napoje. Nie nadąża z gotowaniem wody, budynek nie ma ujęcia wody pitnej i trzeba przelewać z butelek.

Przy stole rozsiedli się mężczyźni. Ksiądz, już bez sutanny, ze Szczytna jest tu już któryś rok. Pytamy, czemu mszy nie celebruje proboszcz z Jedwabnego.

– A wiadomo, po której on jest stronie? – odpowiada jeden z mężczyzn przy stole.

– Chyba biskup mu zabronił – dodaje drugi.

Słuchamy opowiadań o chłopach, którzy ukrywali żydowskie dzieci w piwnicach na ziemniaki.

– Ci uratowani zapraszali potem Polaków do Ameryki. Niby z wdzięczności, ale nasi musieli tym Żydom kible czyścić. A wizę trudno było dostać. Trzeba było zapłacić albo nagadać głupot. Jeden zeznał, że Polacy mordowali Żydów, od razu mu wizę dali.

Opowiada to starszy jegomość, z amerykańskim akcentem. Wiele lat mieszkał w Stanach. Twierdzi, że za dolary zbudowano niejeden dom w Jedwabnem. Jeździło się też na saksy do Europy. Pracę w Jedwabnem dał dopiero Sonarol, działający od 1997 roku producent części do maszyn rolniczych. Dziś robi stolarkę okienną, zatrudnia jakieś 600 osób.

Niezłym pracodawcą jest też gmina. Burmistrzem od dwóch kadencji jest Adam Niebrzydowski, z PiS-u. Fajny, zgodnie przyznaje towarzystwo przy stole. Ale na obchodach go nie ma. – Będzie kandydował na posła, musi się zachowywać dyplomatycznie. Na początku lipca organizuje Dni Jedwabnego, potem jedzie na wczasy. Strategiczne – śmieje się kobieta przy kuchni.

Rzeczywiście, gdy prosimy o spotkanie z burmistrzem, sekretarka informuje, że jest na urlopie.

Pytanie, kto zadaniuje Brauna?

Przy kuchni tłok. Kobieta nie wyrabia z nalewaniem kawy. Zaczynamy jej pomagać. Facet w motocyklowej kurtce wybrzydza na papierowe kubki. Różowego nie weźmie, bo to babski kolor. Niebieskiego nie chce, bo to kolor żydowski. Wybiera kubek zielony. Rozmowa schodzi na Brauna.

– Rok temu był tu z nami. Ale odstawił cyrk, podpisywał gaśnice, zablokował drogę Schudrichowi. I po co? Przecież to idzie na nasze konto. Ci, co przyjeżdżają, myślą potem, że Braun jest z nami. Zachował się jak zdrajca. Wiedział, że mamy kłopot z pieniędzmi na zakup tej ziemi. Przez niego ludzie mniej nam wpłacali – mówi facet przy stole, jest z Jedwabnego.

Do rozmowy wtrąca się ksiądz: – Co z niego za chrześcijanin? Atakuje rabina, a swoje obchody zaczyna mszą świętą. Niech zaprosi tych swoich historyków i zapyta, co państwo Izrael robi w Palestynie.

Przy stole panuje zgoda, że Braun osłabia prawicę, która “zrobiła coś dla tego kraju”. Chodzi oczywiście o PiS.

– Powinniśmy działać razem – podkreśla „Amerykanin” sięgając po pączka. – Jakby oni działali dla Polski, to byliby tu z nami.

Jedwabianin: – My Braunowi nogi nie podstawiamy, ale on tu zaprasza takie osoby jak Olszański, Rola i Tymiński. On z taką komitywą chce budować Polskę? To ja dziękuję.

Wojciech Olszański, pseudonim Jaszczur, to lider nacjonalistycznej grupy Rodacy Kamraci. Marcin Rola, youtuber, jego kanał był wielokrotnie blokowany za szerzenie mowy nienawiści. Stan Tymiński, konkurent Lecha Wałęsy w II turze wyborów prezydenckich w 1990 roku, ma startować do senatu z list Konfederacji Korony Polskiej.

Jedwabianin twierdzi, że Braun to Giertych-bis. Zmusi Kaczyńskiego do koalicji i rozwali rząd. A potem wróci to, co mamy teraz. – On jest zadaniowany. Pytanie tylko, kto go zadaniuje – kontynuuje swój wywód.

– No właśnie, kto? – pytamy.

– Nie wiecie, że pół parlamentu europejskiego siedzi w kieszeni Putina? Dla Putina kupić polski Sejm to wydatek jak marne kieszonkowe. Każdego można kupić. Wiadomo to już od okrągłego stołu. Zaczęło się od Wałęsy. Komuniści wybrali swojego człowieka. Za Olszewskiego rzuciłem legitymacją Solidarności. Nie chciałem mieć do czynienia z tą zgrają zdrajców.

– A pan na kogo głosuje? – pytamy.

– Na tych, co mnie nie zawiedli. A tym, co twierdzą, że PiS kradł, odpowiadam: Niech kradnie dalej. W gminach drogi zrobione, jest przekop Mierzei Wiślanej. Kaczyński to geniusz. Wytypował już drugiego prezydenta.

– Właśnie, a czemu Nawrockiego nie ma na obchodach?

– Nawrocki ma dobre kontakty z Ameryką. Nie należy ich psuć krytykowaniem Żydów. Tu chodzi o dyplomację.

Mężczyzna w stroju roboczym z grabiami sprząta teren pod krzyżem i kamieniem z tablicą.
Tablica pod krzyżem wzywa do modlitwy za ofiary „rosyjsko-żydowskiego sowietyzmu”.
Mężczyzna z brodą w mundurze i orderami stoi przed kamieniem z tablicą.
Członek grupy rekonstrukcyjnej, działka Konfederacji Korony Polskiej. Jedwabne. 10.07.2026 r.

DZIEŃ TRZECI. A wiecie czemu Hitler uwziął się na Żydów?

Piątek, 10 lipca. Rocznica mordu w Jedwabnem zaczyna się mszą u Sumlińskiego i odsłonięciem krzyża u Brauna. Tablica pod krzyżem wzywa do modlitwy za ofiary „rosyjsko-żydowskiego sowietyzmu”.

Robi się tłok. Mężczyźni w koszulkach z napisami „Wyzwolony Polak Patriota”, „Nie przepraszam za Jedwabne”. Jest dużo flag i orłów białych. Przyjechali emerytowani działacze opozycji komunistycznej, Brygada Mazurska Narodowych Sił Zbrojnych, kibice MKS Zagłębie Lublin. Niektórzy noszą na szyi mini gaśnice Grzegorza Brauna.

Jest gęsto od mundurowych, są policjanci w cywilu i z psami. Lata dron. Strefa buforowa wokół pomnika okazuje się parkingiem dla radiowozów. Ludzie fotografują się na ich tle. I komentują: – Mośków będą pilnować.

Selfie z radiowozem robi sobie też małżeństwo z Ełku. Pochodzą z Jedwabnego. Kobieta twierdzi, że dziadek opowiadał, co tu się stało: – Niemcy zagonili Polaków wychodzących z kościoła po mszy pod stodołę. Kazali im patrzeć, jak płoną ich sąsiedzi. Dziadek miał 31 lat, nie mógł tego zmyślić.

Facet z planszą pod pachą, z jednej strony „Żądamy prawdy”, z drugiej zdjęcie spalonej starówki w Warszawie, zagaduje nas: – A wiecie czemu Hitler uwziął się na Żydów? Bo jako dzieciak poszedł do sklepu i Żyd go wyrolował. Obiecał sobie: Jak dojdę do władzy, to zrobię z wami porządek. No i co? Nie dokończył dzieła.

Pomnik pomordowanych Żydów w Jedwabnem zniknął tymczasem pod namiotem. Wejście zastawione barierkami. Ledwo widać, co w środku. Ciekawscy zapuszczają żurawia.

– O, dzień dobry, dalej okupujecie teren? – wita nas gospodarz spod Zambrowa. – Ale lało w nocy. Dobrze, że macie gumiaki. Kiedy zaczyna się ta żydowska impreza?

– To antypolskie dziadostwo? Podobno o 11 – wtrąca facet z Częstochowy. I spieszy dodać. – Żydzi to podstępni, niebezpieczni ludzie. Co oni w Gazie wyrabiają! To dzieciobójcy. – Jest tu pierwszy raz. Twierdzi, że jego dziadek był w Auschwitz.

Na obroży: Śmierć wrogom ojczyzny

– A ja co roku przychodzę – zatrzymuje się koło nas starszy pan w wysłużonej marynarce, miejscowy. Jest zdenerwowany. – Te kłamstwa to trzeba odkręcić! Psów się nie pali, a co dopiero ludzi. Nikt nie neguje, że ich spalili. Tylko to ani nie ja, ani mój ojciec. Był w AK, potem wywieziony przez NKWD. A skąd oni mieli listę, kto był w partyzantce? – pyta nas i odpowiada: – Od Żydów.

Powtarza: Psów się nie pali, a co dopiero... Odchodzi i zaraz wraca. – Przecież to malutka stodółka była. Siano, zboże w sąsieku. Jak tu się miało zmieścić te 1600 ludzi?

Ta liczba podana była na pierwszym pomniku postawionym tu w 1964 roku. Taką też podaje Jan Tomasz Gross w wydanej w 2000 roku książce „Sąsiedzi”.

Facet z Częstochowy też ma coś do dodania: – A ile tu było łusek z mausera! Jak tylko je wykopano, Żydzi od razu odwołali ekshumację, bo im to było nie na rękę.

Łuski istotnie były, ale badania wykazały, że albo pochodziły z I wojny światowej albo wyprodukowano je po 1941 roku. Nie wystrzelono ich tego tragicznego 10 lipca.

Przy barierkach kobieta tłumaczy coś po niemiecku młodemu mężczyźnie. To kolega jej syna, z Weimaru. Nie chciała, by przyjechał sam. – Bałam się, że mu opony przetną – wyznaje i upewnia się: – Ale panie są po naszej stronie?

Jest tu co roku, zawsze kładzie kamień na pomniku. – Polacy to zrobili. Niemcy patrzyli, może namawiali, ale nie strzelali. Jestem przerażona. Brunatniejemy – kończy kobieta pokazując na obrożę psa.

Przed nami stoi para z wielkim mastifem, na obroży: Śmierć wrogom ojczyzny.

Kobieta opiera rękę o kamienny pomnik. Na pomniku leżą drobne kamienie.
Mogiła - pomnik pamięci pomordowanych Żydów w Jedwabnem. 10.07.2026 r.

W namiocie. Recytujemy nazwiska pomordowanych

Po godzinie 10 zjeżdżają się limuzyny. Są marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty i marszałkini Senatu Małgorzata Kidawa-Błońska. Kancelarię Prezydenta RP reprezentuje Wojciech Kolarski. Jest też wiceprezes IPN Mateusz Szpytma.

Pełną listę gości udaje się do końca zachować w tajemnicy. Będzie Ellen Germain, specjalna wysłanniczka Departamentu Stanu USA ds. Holokaustu, przewodniczący Yad Vashem Dani Dayan i Michaela Küchler, dyrektorka Międzynarodowego Sojuszu na rzecz Pamięci o Holokauście. Podjeżdża ambasador Izraela Yaakov Finkelstein. Szczególną ciekawość budzi samochód z flagą Rwandy. – Ej, co to za kraj? – pyta ktoś obok. To przyjechał ambasador Anastase Shyaka.

Najważniejsi goście przylecieli z USA. Rodzina Szmula Wasersztajna, który jako nastolatek ocalał z mordu w Jedwabnem. Że będą na rocznicy, wiemy od American Jewish Committee. To informacja ściśle tajna ze względów bezpieczeństwa.

W namiocie nie ma przemówień, rozbrzmiewają wyłącznie modlitwy. Michael Schudrich odczytuje Psalm Dawida i kadisz. Wszyscy razem recytujemy imiona i nazwiska zamordowanych. Deszcz wali w dach namiotu.

Po modlitwach złożenie kamieni i wieńców. Oficjele wyjeżdżają w pośpiechu. Samochody rozjeżdżają głębokie kałuże. Posłanka Klaudia Jachira szuka transportu do Łomży. Jest jakiś transport publiczny z rynku, mówimy. Jachira odpowiada, że boi się iść sama. Musiałaby przejść obok działki Brauna. – Już dwa dni chodzimy tam i z powrotem, nie ma się czego bać – zapewniamy. Ale po namyśle przypominamy sobie dwóch mężczyzn komentujących sukienkę w paski Jachiry. “Patrz, to ta, co szkodzi Polsce. I jeszcze się w pasiak ubrała”.

Dziadek pisał o tych łanach pszenicy

Najdłużej w namiocie zostają krewni Szmula Wasersztajna. Jego wspomnienia stały się podstawą książki „Sąsiedzi”. – Dziadek z czułością pisał o tych łanach pszenicy – mówi nam Abe Waserstein, który przyleciał z Miami.

Pomnik istotnie stoi wśród pól, obok cmentarza ciągną się hektary pszenicy.

Abe był tu już rok temu. To wtedy na polu Sumlińskiego odsłonięto kamienie z alternatywną interpretacją wydarzeń. Abe złożył zawiadomienie w prokuraturze. Ma 27 lat, kończy studia prawnicze. Pod pachą ma książkę dziadka, La denuncia. 10 de julio de 1941. Jest po hiszpańsku, bo dziadek wyjechał z Polski na Kubę, potem trafił do Stanów, zmarł w Kostaryce. Na okładce Szmul pod pomnikiem w Jedwabnem, zdjęcie z maja 1997 roku.

To stary pomnik. Informował: “Miejsce kaźni ludności żydowskiej. Gestapo i żandarmeria hitlerowska spaliła żywcem 1600 osób”. Pomnik usunięto w marcu 2001 r. W lipcu postawiono nowy: “Pamięci Żydów z Jedwabnego i okolic. Mężczyzn, kobiet, dzieci, współgospodarzy tej ziemi. Zamordowanych, żywcem spalonych w tym miejscu 10 lipca 1941 roku”. Obok rosną cyprysy. Abe zadowolony jest z tego napisu, jego zdaniem nie trzeba nic dodawać.

Pytamy, czy zgodziłby się na ponowne podjęcie ekshumacji.

– Nigdy. Tu, gdzie stoimy, została żywcem spalona moja prababcia i brat dziadka. Ci ludzie wycierpieli wystarczająco wiele. Każdy akt denializmu jest atakiem na ich dusze.

Abe jest prezesem organizacji Shoah Truths, która walczy z negowaniem faktów o Holokauście. Marzy, by pójść do szkoły w Jedwabnem i rozmawiać z młodzieżą.

Pytamy o to Kamila Mrozowicza, jest pod pomnikiem co roku. To socjolog, działa na rzecz dialogu, pochodzi spod Jedwabnego. Razem z wolontariuszami opiekuje się cmentarzami żydowskimi.

Mrozowicz: – Od lat nie chcą mnie wpuścić do szkoły. Jest blokada ze strony władz lokalnych.

Mrozowicz wierzy, że obchody ponad podziałami są możliwe. Ale ani burmistrz, ani inni oficjele nie chcą przychodzić. Bliscy Mrozowicza też nie biorą udziału. Boją się, że ktoś ich zobaczy. – Tu działa efekt firanki. Kiedy z cmentarza w Jedwabnem docieram do mojej rodzinnej wsi, sąsiedzi już wiedzą, gdzie byłem.

Rodzina Szmula Wasersztajna, córka Rebeca Waserstein (po prawej) i wnuk Abe Waserstein (po lewej). Jedwabne 10.07.2026 r.

Cały ten antysemicki bazar

Za opiekę nad krewnymi Szmula Wasersztajna odpowiada Agnieszka Markiewicz z American Jewish Committee. Pytamy ją, czy to, co dzieje się wokół pomnika, to powód do radości czy smutku. Markiewicz uważnie dobiera słowa: – To bolesne, że w miejscu, które jest symbolem tego, co niektórzy Polacy zrobili swoim żydowskim sąsiadom, w miejscu które powinno być przestrogą, pamięć o tych wydarzeniach fałszowana jest w celach politycznych.

I dodaje: – To, że można zbijać kapitał polityczny na antysemityzmie w miejscach takich jak to, pokazuje, że w Polsce nadal jest problem z antysemityzmem. Dzięki debacie, jaka towarzyszyła publikacji “Sąsiadów” Grossa, nasza świadomość jest w zupełnie innym miejscu, nawet jeśli nie wszyscy pogodzili się z tym, co się wtedy stało.

Opowiadamy, że zwolennicy Sumlińskiego argumentują, że ofiary mordu zasługują, by przenieść je na cmentarz. Na scenie odmawiano Wieczny odpoczynek za spalonych w stodole.

– Ekshumacja nic nowego nie wniesie. Nie ma wątpliwości kto został zabity i kto był sprawcą. Polacy nie ponoszą odpowiedzialności za Holokaust, ale prawda jest bolesna. Polacy bestialsko zamordowali tu swoich żydowskich sąsiadów. Jesteśmy winni ofiarom pamięć, szacunek i prawdę.

Pytamy, czego oczekuje od państwa polskiego.

Markiewicz: – Trzeba znaleźć takie rozwiązanie, by Jedwabne było godnym miejscem pamięci i ten cały antysemicki bazar nie był możliwy. I wprowadzić strategię przeciwdziałania antysemityzmowi. Polska jako jeden z ostatnich krajów w Europie takiej strategii nie ma.

Sprawdzamy. Rada Ministrów miała przyjąć projekt odpowiedniej uchwały w drugim kwartale 2026 roku. Ale przeciwko jej procedowaniu petycję złożyło Ordo Iuris.

– A wie pani, że prelegenci Sumlińskiego twierdzą, że Wasersztajn jest winowajcą, bo dał Grossowi źródło, które posłużyło do oczerniania narodu polskiego?

Markiewicz: – Szmul Wasersztajn przeżył, bo przechowała go rodzina Wyrzykowskich. Czemu nie nagłaśnia się tej historii?

Demonstracja aktywistów z Sitwy, Społecznej Inicjatywy Toczącej Walkę z Antysemityzmem. Jedwabne, 10.07.2026 r.

Drodzy państwo, tu leżą ludzie pomordowani

W strefie buforowej koło pomnika demonstrację zaczyna kilka młodych osób z Sitwy, Społecznej Inicjatywy Toczącej Walkę z Antysemityzmem. Kolorowe włosy, glany, bluzy z symbolem anarchii. Trzymają flagi z gwiazdą Dawida w kolorach tęczy, inne z napisem Hebrajski Antyfaszyzm i Antifa Palestine. Na transparencie: „My mieszkańcy Polski, pamiętając o przeszłości, przepraszamy za Jedwabne, bo tylko żałując dbamy, by to się nie powtórzyło”.

Aktywiści z Sitwy są zaskoczeni, że dzień przebiega spokojnie. Słyszeli, że rok temu była awantura. Dziś Schudricha nikt nie atakuje. Podchodzi do aktywistów, wymieniają uścisk dłoni. – Bardzo dziękuję, jesteśmy razem – mówi rabin. Policja jest czujna, obstawia ich z każdej strony. Ale większość gapiów postoi, popatrzy i idzie dalej.

Chłopak z tęczową flagą zaczepia mężczyznę w koszulce z emblematem Narodowych Sił Zbrojnych: – Nazistowscy kolaboranci! Nie wstyd panu?

– Pokaż mi rząd polski, który kolaborował z nazistami. W normalnym kraju już byś leżał za to na glebie – odkrzykuje mu inny mężczyzna w patriotycznym T-shircie. – Ja nie jestem nazistą. Byłeś w wojsku? Ja 22 lata służyłem.

Potem proponuje solo w lesie.

– Antifa to terroryści. Udają antyfaszystów, ale to faszyści. Oni mordują ludzi – wyjaśnia nam niewinnie wyglądający nastolatek w bluzie z orzełkiem i krzyżem celtyckim.

– Guza szukają – mówi młoda kobieta. – Jak jesteś taka odważna, to czemu zasłaniasz twarz? – Woła do dziewczyny z bandanką na twarzy.

Przechodzi mężczyzna owinięty arafatką. Wcześniej kręcił się u Brauna. – Wolna Palestyna! – ryczy w kierunku Sitwy.

– Tak żeście nagle Arabów pokochali? – odkrzykują mu z Sitwy.

Inny mężczyzna apeluje do zebranych gapiów: – Drodzy państwo, to jest totalna aberracja. Tu leżą ludzie pomordowani. Gdybym ja był Żydem, to by mnie to obrażało. Słuchajcie, nie ma sensu, żebyśmy tu stali, robimy im tylko promocję.

Protest i tak ma się ku końcowi. Aktywiści krzyczą: Nigdy więcej antysemityzmu.

Ktoś odkrzykuje: Nigdy więcej syjonizmu.

Nastolatek z krzyżem celtyckim: – Nigdy więcej ojkofobii.

Aktywistów do miasta eskortuje policja. Ich przejście budzi niewiele emocji, nawet jak mijają działkę Brauna. Tylko Patrycja Lech z Konfederacji Korony Polskiej woła w ich stronę: – Poczekajcie aż zmieni się władza, inaczej będziemy rozmawiać.

Młody mężczyzna w jarmułce na głowie stoi na drodze wśród pól, trzyma złożone żółte krzesło.
Jedwabne, 10 lipca 2026 rok.

Bąkiewicz z wieńcem

Tymczasem na scenę u Sumlińskiego wchodzi Robert Bąkiewicz. Wśród publiczności spacerują emeryci w żółtych kamizelkach Ruchu Obrony Granic. Słychać też krytyczne głosy. – Kolejny, który się lansuje – syczy kobieta w średnim wieku.

Pole powoli pustoszeje. Gospodynie nalały już ostatni talerz zupy. Sękacz też się sprzedał. Bąkiewicz składa jeszcze wieniec w miejscu spalonej stodoły. Napisze potem na Facebooku, że oddał hołd obywatelom Rzeczypospolitej, „ofiarom straszliwej zbrodni. Niemieckiej zbrodni”.

Zbieramy się do drogi. Gospodarz spod Zambrowa też jedzie do domu.

– I gdzie tu jest prawda, proszę pana? – pytamy.

– Pośrodku – odkrzykuje.

Na zdjęciu Emilia Sułek
Emilia Sułek

reporterka, doktorka antropologii z Uniwersytetu Humboldtów, zajmuje się Europą Wschodnią i Azją Środkową. Na podstawie badań terenowych napisała książkę „Trading caterpillar fungus in Tibet” (Amsterdam University Press). Laureatka Recherchepreis Osteuropa (2024) i Gliwickiej Nagrody Literackiej (2025) za książkę „Baranie oko”, która ukaże się w Wydawnictwie Czarne. Publikowała m.in. w The Guardian, WOZ: Die Wochenzeitung, New Lines Magazine, Piśmie, Gazecie Wyborczej i Polityce.

Na zdjęciu Agnieszka Kamińska
Agnieszka Kamińska

dziennikarka, pisarka, absolwentka socjologii Uniwersytetu Jagiellońskiego. Publikowała m.in. w Tygodniku Powszechnym, Gazecie Wyborczej, TVN24, Dziale Zagranicznym. Autorka dwóch książek reporterskich o Szwajcarii: „Szwajcaria. Podróż przez raj wymyślony“ i „Złota klatka. O kobietach w Szwajcarii“. Pochodzi ze Słupska.

Komentarze