Prawa autorskie: Maciek Jaźwiecki / Agencja GazetaMaciek Jaźwiecki / A...
22 kwietnia 2021

Sobolewski z PiS atakuje opozycję za blokowanie pieniędzy z UE. I popisuje się niewiedzą

Poseł PiS Krzysztof Sobolewski przypuścił atak na Platformę Obywatelską. Zarzuca PO, że ta nie chce poprzeć rządu w głosowaniu nad Funduszem Odbudowy i... budżetem UE. Nie wie, czego dotyczy ratyfikacja?

"Nie wyobrażam sobie, że Platforma Obywatelska zagłosuje przeciwko budżetowi europejskiemu i Funduszowi Odbudowy, co jest istotne nie tylko dla Polski, ale także dla państw pokroju Włoch i Hiszpanii i czego twórcami byli Niemcy" - mówił w "Sygnałach Dnia" radiowej Jedynki w czwartek 22 kwietnia 2021 poseł i przewodniczący Komitetu Wykonawczego PiS Krzysztof Sobolewski.

Prawo i Sprawiedliwość jak na razie wstrzymało prace nad przyjęciem przez Polskę Funduszu - unijnej pomocy dla krajów, które borykają się ze skutkami pandemii COVID-19. Jak pisaliśmy w OKO.press, aby Fundusz mógł powstać, wszystkie państwa członkowskie muszą ratyfikować decyzję o zasobach własnych UE. Zrobiła to już większość z nich.

W Polsce o Fundusz trwa polityczne przeciąganie liny. PiS chce go przyjąć, ale nie ma większości, bo projektowi sprzeciwia się Solidarna Polska Zbigniewa Ziobry. Opozycja (poza Konfederacją) popiera unijną pomoc, ale w części zapowiada głosowanie przeciwko. By nie pomagać PiS i w obawie przed złym wydawaniem funduszy przez rząd Morawieckiego.

PiS odsunął więc głosowanie na później i ruszył z medialną ofensywą. W kolejnych tygodniach będzie wciąż negocjował z Ziobrą, a także próbował szachować opozycję. Bo jak to, proeuropejskie partie nie chcą pieniędzy z UE dla Polski?

"Liczę, że głosy Zjednoczonej Prawicy wystarczą [...], że rozmowy przyniosą kompromisowe rozwiązania i będziemy mogli przystąpić do głosowania nad Funduszem" - zapewniał w radiu Sobolewski. Potem zaatakował, ale niecelnie.

Nad czym zagłosuje polski parlament?

Wbrew słowom Sobolewskiego siedmioletni budżet Unii Europejskiej (tzw. Wieloletnie Ramy Finansowe, WRF), podobnie jak przyjmowane co roku budżety roczne, nie wymagają ratyfikacji w parlamentach państw członkowskich.

Rządy dyskutują nad wysokością WRF, priorytetami UE (rolnictwo, spójność, a może badania i klimat?) i podziałem środków. Gdy już się porozumieją, budżet przyjmowany jest w formie rozporządzenia Rady UE - musi zaakceptować go Parlament Europejski.

WRF na lata 2021-2027 i roczny budżet na 2021 rok weszły już w życie. Nie jest więc tak, że sprzeciwiając się ratyfikacji, opozycja zagraża podziałowi środków z budżetu - np. dla rolników czy na rozwój regionów. Polska otrzyma w sumie ok. 111 mld euro.

W polskim Sejmie i Senacie ratyfikowana będzie natomiast decyzja o zasobach własnych UE - przyjmowana cyklicznie, zwykle razem z nowymi WRF. Dokument ten, zgodnie z art. 311 Traktatu o UE powstaje w formule międzyrządowej, czyli w Radzie UE, bez aktywnego udziału Parlamentu Europejskiego. Wymaga zatwierdzenia przez wszystkie państwa członkowskie.

W dokumencie UE określa, skąd będzie pozyskiwać środki do budżetu, a także pułap tego, ile maksymalnie ten budżet będzie mógł pomieścić. Obecnie m.in. ze składek swoich członków czy dzięki wpływom z VAT Unia może pozyskać maksymalnie 1,4 proc. unijnego DNB. To jednak za mało, by utworzyć Fundusz Odbudowy - dodatkowe 750 mld euro nie zmieści się w tym limicie.

Dlatego decyzja z 14 grudnia 2020 roku, która trafi wkrótce do Sejmu, zakłada "nadzwyczajne i tymczasowe" podniesienie pułapu do 2 proc. DNB.

Jest w niej mowa także o utworzeniu nowych dochodów własnych np. opłat od niezrecyklingowanego plastiku, wpływach z handlu emisjami CO2 czy opodatkowaniu cyfrowych gigantów. Nowe dochody mają pomóc UE nieco uniezależnić się od składek i zapobiec ich podwyższaniu w przyszłości.

Kredyt zwiąże Unię na lata

W decyzji znajduje się także artykuł bezpośrednio zezwalający Komisji Europejskiej na zaciągnięcie pożyczek pod Fundusz. Jeżeli którekolwiek z państw członkowskich nie dokona ratyfikacji, KE nie dostanie takiej zgody i nie będzie miała miejsca w budżecie, bo zostanie ze starym limitem 1,4 proc. DNB. Fundusz nie powstanie - przynajmniej w obecnej formie.

Po tym, jak zielone światło dla ratyfikacji dał niemiecki Trybunał Konstytucyjny, zwleka z nią już tylko 10 państw członkowskich, w tym politycznie skłócona Polska. W PiS słychać pogłoski, że jeśli nie uda dogadać się z Ziobrą, głosowanie w Sejmie zostanie przesunięte na ostatni możliwy moment, nawet na lato. Opozycja byłaby wtedy pod ścianą, a na Polskę zwróciłyby się oczy całej Europy.

Czas jest kluczowy. Jak podkreślają członkowie Komisji Europejskiej, by zapobiec gospodarczemu trzęsieniu ziemi, pomoc powinna zacząć płynąć jeszcze w tym roku. Na pieniądze z Funduszu z utęsknieniem czekają zrujnowane pandemią COVID-19 Włochy czy Hiszpania. Polska ma otrzymać z niego piąte największe wsparcie w całej UE - w części grantowej aż 28 mld euro, w pożyczkowej - 34 mld.

Jeżeli ratyfikacji nie będzie, pieniądze te możemy stracić.

W całej Unii nad przyjęciem Funduszu toczy się debata polityczna, bo siły eurosceptyczne dostrzegły w nim - słusznie - kolejny krok do wzmocnienia UE. Gdy pomysł Funduszu pojawił się po raz pierwszy w maju 2020, mówiono, że to dla Brukseli "moment hamiltonowski", czyli duży skok na drodze ku federalizacji.

Rzeczywiście, emisja wspólnego długu na poczet Funduszu jest przełomowa. Większą część - 390 mld euro - państwa członkowskie będą bowiem spłacać z unijnego budżetu. Czyli każdy kraj zrzuci się na nią proporcjonalnie, bez względu na to, ile dostanie. Unia zobowiązuje się, że wszystkie pożyczki spłaci do końca 2058 roku.

Jeżeli Fundusz ostatecznie powstanie, przed nami ponad 30 lat życia ze wspólnym kredytem, który może wiązać silniej niż małżeńska przysięga.

Udostępnij:

Maria Pankowska

Dziennikarka śledcza OKO.press, absolwentka ILS UW i College of Europe. Wcześniej pracowała m.in. w Komisji Europejskiej, na Uniwersytecie Narodów Zjednoczonych w Tokio oraz w Polskim Instytucie Dyplomacji.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne