Prawa autorskie: AFPAFP
18 czerwca 2022

Kanał na Telegramie wskazuje, co ma zbombardować rosyjska armia. Zabójcza wojna informacyjna Kremla

Rosyjski kanał Rybar prawie codziennie podaje współrzędne celów w Ukrainie dla rosyjskie armii. W tym cele cywilne, w których rzekomo ukrywają się ukraińscy żołnierze: szkoły, gospodarstwa, bloki mieszkalne, czasami całe osiedla mieszkaniowe. Wiarygodność żadna, ofiary cywilne pewne

Na zdjęciu: Charków, zbombardowany wydział ekonomii Uniwersytetu Karazina, Foto Genya Savilov / AFP

Kanał oficjalnie nie jest związany z rosyjskimi władzami, jednak publikowane przez niego informacje wskazują na bliską współpracę z rosyjskim Ministerstwem Obrony lub dowództwem armii. Obserwuje go ponad pół miliona ludzi.

W ostatnich tygodniach na kanale najczęściej wskazywane są miejsca w Charkowie, niektóre w centrum miasta. Według najnowszego raportu Amnesty International właśnie w tym mieście miały miejsce zbrodnie wojenne, ponieważ wielokrotnie ostrzeliwano tam i bombardowano ludność cywilną.

„Nasze rosyjskie centrum OSINT-owe” – tak nazywają ten Telegramowy kanał jego zwolennicy. OSINT, czyli biały wywiad (Open Source Intelligence - pozyskiwanie danych z ogólnie dostępnych źródeł) jest tylko jednym z wielu projektów, jakimi zajmuje się Rybar.

Ponieważ publikuje wpisy otwarcie, analiza tych materiałów daje wgląd w to, jak Rosja łączy wojnę informacyjną z działaniami militarnymi. I przy okazji zastrasza Ukraińców i usprawiedliwia bombardowanie obiektów cywilnych.

Nowa propozycja OKO.press na pierwszy dzień weekendu. W cyklu „Sobota prawdę ci powie” znajdziecie fact-checkingi (z OKO-wym fałszometrem) zarówno z polityki polskiej, jak ze świata, bo nie tylko u nas politycy i polityczki kłamią, kręcą, konfabulują. Cofniemy się też w przeszłość, bo kłamstwo towarzyszyło całym dziejom. Będziemy rozbrajać mity i popularne złudzenia krążące po sieci i ludzkich umysłach. I pisać o błędach poznawczych, które sprawiają, że jesteśmy bezbronni wobec kłamstw. Tylko czy naprawdę jesteśmy? Nad tym też się zastanowimy.

Wolontariusze z Ministerstwa Obrony?

Kanał cieszy się dużą popularnością – ma ponad 560 tysięcy subskrybentów, jest powszechnie cytowany przez rosyjskie media jako wiarygodne źródło informacji, choć nie bardzo wiadomo, z czego wynika przekonanie o wiarygodności.

Rybar oficjalnie tworzą anonimowi wolontariusze, rzekomo niezwiązani z rosyjskimi władzami. Publikacje dowodzą jednak, że grupa redagująca Rybar ma dostęp do oficjalnych danych Kremla z frontu, a więc musi współpracować albo z rosyjskim Ministerstwem Obrony, albo z dowództwem armii.

Codziennie rano Rybar pisze - na podstawie powyższych danych - co się zdarzyło na froncie poprzedniego dnia oraz ostatniej nocy. Kto kogo atakował, w którym miejscu, jaki oddział został odparty, gdzie wciąż trwają walki. Do tego mapy. Systematycznie są tam także publikowane relacje z briefingów prasowych przedstawicieli rosyjskiego Ministerstwa Obrony. Wiarygodność tych informacji jest niemożliwa do sprawdzenia i jest elementem wojny informacyjnej, a nie rzetelną relacją.

Zresztą cała narracja rosyjska o wojnie jest propagandą i dezinformacją, OKO.press regularnie publikuje przeglądy propagandy kremlowskiej GOWORIT MOSKWA.

Stałym elementem doniesień są informacje o działaniach tzw. wagnerowców – najemników z prywatnej grupy militarnej, finansowanej przez rosyjskiego oligarchę Jewgienija Prigożina. To o tyle istotne, że Prigożin jest twórcą najsłynniejszej rosyjskiej fabryki trolli Internet Research Agency, a obecnie także tzw. fabryki mediów (Patriot Media Group), która działa propagandowo i dezinformacyjnie.

Opisywany kanał przed wojną był oficjalnie wymieniany jako konto współpracujące z najważniejszym portalem tej medialnej fabryki – riafan.ru. Możliwe więc, że Rybar należy do rozbudowanej sieci kanałów, portali i kont, powiązanych z Prigożinem.

Trzech rosyjskich blogerów

Choć całej grupie Rybara zależy na anonimowości, monitoring interakcji, w jakie wchodzi ten kanał na Telegramie, oraz analiza rosyjskich mediów pozwalają stwierdzić, że za Rybarem stoi trzech rosyjskich blogerów i dziennikarzy. Uchodzą za ekspertów wojskowych i jako tacy są regularnie cytowani w mediach Kremla. To: Boris Rożin (w wersji angielskojęzycznej Rozhin), Aleksander Koc i Jewgienij Poddubny. Każdy z nich ma własne kanały i blogi, a także dużą popularność – Koc ma na Telegramie ponad pół miliona subskrybentów, Poddubny – 573 tysiące, a Rożin – prawie 700 tysięcy.

Ten ostatni od 2014 roku prowadzi popularny blog na platformie Live Journal „Colonel Cassad” (czyli: Pułkownik Cassad). Mieszka w Sewastopolu na Krymie, prowadzi tam dwa prorosyjskie portale newsowe. W 2014 roku relacjonował przebieg agresji Rosji na Krym i Donbas. Potem wypowiadał się na temat operacji militarnych między innymi w Syrii, Jemenie, Iraku czy Afganistanie, choć z wykształcenia jest pedagogiem, a oficjalnie nigdy nie miał do czynienia z wojskiem.

To właśnie Rożin najczęściej promuje na swoich kanałach wpisy Rybara, nawiązuje do niego na blogu, można powiedzieć – daje tej inicjatywie twarz, gdy ktoś już musi taką twarz znaleźć, bo reszta grupy Rybara pozostaje anonimowa.

Namierzają cywilne cele…

Namierzanie „celów wojskowych” za pomocą geolokalizacji (identyfikowania miejsc na podstawie zdjęć lub filmów oraz dostępnych w sieci map) i podawanie ich współrzędnych, w oczywistym celu zniszczenia wskazanych miejsc, to codzienność na Rybarze.

12 czerwca podano tam na przykład, gdzie rzekomo – zdaniem analityków Rybara – mieści się baza szkoleniowa batalionu Kraken w Charkowie. Twierdzą, że zidentyfikowali ją na podstawie publikowanych przez ukraińskie media fotografii z uroczystego wręczania odznaczeń żołnierzom, które odbyło się dwa dni wcześniej.

„Mimo retuszu zdjęć udało nam się ustalić, gdzie znajduje się ich baza szkoleniowa: upodobali sobie Charkowskie Liceum Techniczne nr 9. Budynki liceum służą za ich główną bazę, a <ludzie Krakena> przebywają w nich na stałe” – napisano na kanale. Liceum techniczne nr 9 mieści się w samym centrum Charkowa.

Wiarygodność tych rewelacji jest niemożliwa do potwierdzenia. Ale wskazywanie jako celu ostrzału szkoły w centrum miasta ma swoje skutki. W tej okolicy próbują normalnie funkcjonować zwykli Ukraińcy, cywile. Niedaleko mieszczą się: centrum handlowe, apteka, przebiegają tamtędy główne ulice miasta.

A to tylko jeden z licznych wpisów ze współrzędnymi wskazującymi miejsca, które zdaniem ich autorów, z obiektów cywilnych stały się obiektami wojskowymi.

Przypomnijmy, że to rosyjskie wojska okupacyjne starają się stacjonować w sąsiedztwie obiektów cywilnych, by uniknąć ostrzału ze strony ukraińskiej.

Inne przykłady wskazywania celów cywilnych do zbombardowania:

- 23 maja Rybar opublikował dane dotyczące rzekomych stanowisk obronnych armii ukraińskiej w Charkowie: dwa z nich miały się znajdować w budynkach mieszkalnych, jeden – w szkole.

- 20 maja: dane dotyczące rzekomego miejsca stacjonowania pododdziału batalionu „Azow” – kolejna szkoła.

- 30 maja: współrzędne Centrum Sztuki Nowoczesnej w Charkowie – według analityków Rybara w tym miejscu miał się znajdować punkt dowodzenia charkowskiej Służby Bezpieczeństwa Ukrainy. Skąd to Rybar wie? Twierdzi, że na podstawie zdjęć z wizyty prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zelenskiego i widocznego na zdjęciach obrazu wiszącego na ścianie. Rybar orzekł, że to jest Centrum sztuki znajdujące się w skrzydle Uniwersytetu im. Karazina w śródmieściu Charkowa. Tymczasem dużo wcześniej Uniwersytet został zbombardowany, kompletnie zniszczony i ewakuowany.

- 6 czerwca: współrzędne budynku mieszkalnego w Charkowie, w którym „stacjonują ukraińscy żołnierze”. Analitycy wysnuli taki wniosek na podstawie „niedopałków papierosów, butelek po piwie i wojskowej bielizny termicznej suszącej się na placu zabaw”.

- 9 czerwca: współrzędne osiedla mieszkaniowego w Charkowie, ponieważ według informacji samych mieszkańców do niektórych budynków mieli wprowadzić się wojskowi. Zauważmy - skoro informatorami byli mieszkańcy, to analitycy Rybara mieli świadomość, że wskazują miejsce, w którym znajduje się ludność cywilna.

… aby wojska rosyjskie mogły je zniszczyć

Wiarygodność danych podawanych przez Rybar? Analitycy kanału nie przedstawiają procesu identyfikacji miejsca, inaczej niż zachodni analitycy OSINT, wśród których standardem jest wskazywanie na materiałach graficznych charakterystycznych miejsc, na podstawie których zidentyfikowali konkretny obiekt. Ekipa Rybara nie zawraca sobie tym głowy, tylko publikuje kolejne współrzędne.

Po co na kanale Rybar podawane są geograficzne koordynaty? Nie trzeba się tego domyślać, autorzy wpisów sami na to pytanie odpowiedzieli już jakiś czas temu. 22 kwietnia opublikowali lokalizację dziewiętnastu mostów kolejowych Ukrainy. Wyjaśnili, że celem publikacji jest wskazanie, „gdzie uderzyć, aby zatrzymać kolejowe dostawy sprzętu na Ukrainę z zagranicy”.

27 kwietnia armia rosyjska uderzyła w jeden z opisanych mostów w obwodzie odeskim. Most został uszkodzony, władze ukraińskie musiały go zamknąć. Grupa Rybara skomentowała to na kanale: „Po raz kolejny jesteśmy przekonani, że nasza analiza trafiła we właściwe miejsce. 22 kwietnia zamieściliśmy uzasadnienie konieczności zniszczenia mostu kolejowego w Zatoce. Obiekt został dziś trafiony. Stan mostu jest nieznany, unosi się na nim gęsty, czarny dym. (…) Dziękujemy, Szanowny Sztabie Generalny, za zniszczenie logistycznych zdolności Ukrainy”.

Zbrodnie wojenne w Charkowie

Na kanale prawie codziennie pojawiają się nowe współrzędne obiektów w Charkowie, tymczasem informacje z tego miasta stają coraz bardziej dramatyczne. Jak wynika z niedawnej wypowiedzi mera Charkowa, Ihora Terechowa, choć ostrzały Rosjan są rzadsze, to zaczęto używać w nich bomb i pocisków o większej mocy, zaś celami ostrzałów są właśnie obiekty cywilne.

9 czerwca rosyjskie pociski spadły na jedną z dzielnic mieszkaniowych, została zniszczona placówka oświatowa i restauracja, pięć osób zostało rannych. Z kolej 26 maja Rosjanie ostrzelali dzielnicę mieszkaniową sąsiadującą ze śródmieściem Charkowa. Zginęło osiem osób, w tym pięciomiesięczne niemowlę.

Sytuacją w Charkowie zajęło się także Amnesty International. Jego działacze spędzili w tym mieście dwa tygodnie, na przełomie kwietnia i maja. Udokumentowali 41 ostrzałów (w tym z użyciem bomb kasetowych), podczas których zginęły co najmniej 62 osoby cywilne, a prawie dwieście zostało rannych. Potwierdzili, że rosyjskie wojsko używało do atakowania Charkowa także broni nieprecyzyjnej, w tym rozrzucanych min przeciwpiechotnych. Według AI wielokrotne ataki na cele cywilne to zbrodnia wojenna, kolejna już, jakiej w tej wojnie dopuściła się Rosja.

Wolontariusze-specjaliści poszukiwani

Wskazywanie celów nie jest jedynym projektem, którym zajmuje się grupa Rybara. W kwietniu i maju na kanale prowadzono nabór „wolontariuszy-specjalistów” do „narodowego frontu informacyjnego”. Ze wpisu opublikowanego na początku maja wynikało, że w przygotowywaniu publikacji uczestniczy 150 osób. „Jesteśmy w stanie powiązać publikowane filmy z konkretnym miejscem, przeanalizować zdjęcia satelitarne, określić kierunek lotu, zdementować fake`i. Zaczęliśmy publikować skróty materiałów video, projektować grafiki, publikować mapy i wiele więcej” – informowali wówczas administratorzy kanału.

Grupa Rybara uruchamia wciąż nowe projekty. Od 26 maja działa stworzona przez nią strona internetowa wartears.org [war tears – łzy wojny], na której publikowane są listy zabitych, zaginionych lub pojmanych do niewoli żołnierzy ukraińskich. Jak zaznaczały rosyjskie oficjalne media piszące o tej inicjatywie, baza nie ma nic wspólnego z rosyjskim Ministerstwem Obrony, zaś publikowane dane mają pochodzić z ogólnie dostępnych komunikatów i informacji przesyłanych do Rybara przez zainteresowane osoby.

Wartears.org to rosyjska odpowiedź na podobną inicjatywę ukraińską z marca. Wówczas Rada Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy uruchomiła portal w języku rosyjskim i ukraińskim, na którym można było znaleźć listę rosyjskich żołnierzy, przebywających w ukraińskiej niewoli. Jednak dziś strona ta nie działa, natomiast rosyjska wyszukiwarka - owszem.

Odstraszają ochotników

8 czerwca ruszyła kolejna witryna, do której autorstwa przyznaje się grupa Rybara, we współpracy z innym kanałem z Telegramu @vatfor. To strona foreigncombatants.ru, czyli rosyjska baza danych o zagranicznych ochotnikach, walczących po stronie Ukrainy. Propaganda Kremla nazywa ich najemnikami, czyli walczącymi za pieniądze. Tymczasem to Rosja płaci za udział w wojnie po jej stronie, m.in. najemnikom z Syrii.

„Celem projektu ForeignCombatants.ru jest nakłonienie poszukiwaczy przygód do rezygnacji z roli mięsa armatniego i pokazanie, jak są wykorzystywani przez ukraińskie władze” – napisano we wpisie o uruchomieniu witryny.

Na głównej stronie foreigncombants.ru zamieszczono informację o „misji” jej twórców: „Ta strona opowiada o ludziach, którzy nie znając historii konfliktu i nie rozumiejąc jego prawdziwej skali, zdecydowali się na walkę o Ukrainę z Rosją. Niektórzy dokonali tego wyboru w najlepszych intencjach, padając ofiarą propagandy ukraińskiej i zachodniej. Inni najemnicy uważają, że na wojnie można zarobić pieniądze. Ktoś (jest ich też wielu) robi to w trosce o sławę i piękne zdjęcia na Instagramie. Naszą misją jest powrót tych ludzi do ich rodzin, zanim zrobią to, co nieodwracalne”.

To prawdopodobnie reakcja na powstające w Ukrainie oddziały ochotników m.in. z Gruzji, Białorusi i także Rosji (Legion Swoboda), walczące z rosyjską agresją. Według nieoficjalnych danych, po stronie ukraińskiej walczy kilkadziesiąt tysięcy ochotników z całego świata.

Pojawiła się tam też deklaracja, że każdy ochotnik zagraniczny dostanie od administratorów strony pomoc w pokojowym rozwiązaniu jego sytuacji. „Jeśli znalazłeś swoje nazwisko na naszych listach, jesteś gotowy opuścić Ukrainę lub już to zrobiłeś; Jeśli nie miałeś czasu splamić się udziałem w działaniach wojennych i potrzebujesz pomocy w opuszczeniu Ukrainy; Jeśli brałeś udział w działaniach wojennych i zamierzasz poddać się władzom rosyjskim (…) - skontaktuj się z nami”.

Ale poza tą deklaracją zamieszczono tu także informacje o tym, jak rosyjskie prawo traktuje zagranicznych ochotników, walczących przeciwko Rosji – że nie są oni traktowani jak jeńcy wojenni, grozi im kara więzienia, a w niektórych sytuacjach nawet kara śmierci, która obecnie w Rosji zamieniana jest na dożywotni pobyt w więzieniu.

Po linii Kremla

Uruchomienie witryny w zastanawiający sposób zbiegło się z pokazowymi procesami aresztowanych ochotników. 10 czerwca sąd Donieckiej Republiki Ludowej skazał na karę śmierci dwóch Brytyjczyków i Marokańczyka. Co prawda wyjaśniali oni, że służyli w legalnych Siłach Zbrojnych Ukrainy (dwaj Brytyjczycy od 2019 r.), zaś Marokańczyk od wielu lat jest obywatelem Ukrainy (ma żonę Ukrainkę), jednak sąd uwierzył prokuratorowi, który oskarżył ich o „najemnictwo” oraz „podejmowanie działań prowadzących do siłowego przejęcia władzy i obalenia porządku konstytucyjnego Donieckiej Republiki Ludowej”.

Proces ów był pokazowym działanie Rosji, którego celem jest odstraszenie ochotników od wspierania Ukrainy. Identyczny cel ma strona internetowa, uruchomiona przez grupę Rybara – ale na kanale po raz kolejny zapewniono, że strona powstała dzięki wolontariuszom, a kanał, jak wiadomo, nie ma nic wspólnego z rosyjskimi władzami.

Na tym samym kanale rozprowadzane są sfabrykowane dokumenty, także dotyczące polskiego wojska. To Rybar był źródłem fałszywego pisma ukraińskiego generała do szefa ukraińskiej Straży Granicznej, w którym generał miał informować o planowanym wkroczeniu polskich wojsk na terytorium zachodniej Ukrainy.

Kanał Rybar, choć oficjalnie tworzony przez wolontariuszy i niezależnych rosyjskich ekspertów wojskowych, ewidentnie współpracuje z rosyjską armią i Ministerstwem Obrony. Jest stale aktywny, twarz mu dają popularni blogerzy, jego informacje codziennie cytują media. Gdyby przyjąć za prawdziwe zapewnienia o niezależności kanału, okazałoby się, że dziś w Rosji cywilni wolontariusze wskazują cele ostrzałów czy bombardowań dla rosyjskiego wojska, i robią to na otwartym kanale publicznie dostępnej platformie społecznościowej. Właśnie tak wygląda dziś rosyjska wojna informacyjna.

Udostępnij:

Anna Mierzyńska

Analityczka mediów społecznościowych, specjalizuje się w analizie dezinformacji. Z OKO.press współpracuje od 2017 roku. Autorka książki "Efekt niszczący. Jak dezinformacja wpływa na nasze życie".

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne