0:00
Prawa autorskie: Dawid Zuchowicz / Agencja Wyborcza.plDawid Zuchowicz / Ag...
02 września 2022

Solska: Obajtek w sprawie nawozów ośmieszył premiera Morawieckiego

Mam teorię, że wstrzymanie produkcji nawozów to sprytnie wymyślony sposób, by zakłady dostały ogromną pomoc publiczną. Przestraszyliśmy się, że zabraknie żywności, więc rząd łatwo przeforsuje pomysł, by producentom grubo dopłacić" - mówi Joanna Solska w "Powiększeniu". Przeczytaj zapis podcastu

Wydrukuj

"Powiększenie" to podcast Agaty Kowalskiej, dziennikarki OKO.press. Dwa razy w tygodniu autorka zadaje doskonale przygotowane, precyzyjne pytania politykom, ekspertkom, a czasem uczestnikom wydarzeń. Postanowiliśmy publikować także zapis podcastów, żeby podkreślić ich wartość, bo informują, objaśniają i skłaniają do myślenia. Liczymy także na to, że osoby, które wolą czytać niż słuchać zachęcimy do zmiany tego nastawienia i sięgną po podcasty Kowalskiej. Czyta się je dobrze, ale słucha jeszcze lepiej.

W tym odcinku podcastu "Powiększenie" zastanawiamy się z Joanną Solską z tygodnika "Polityka", co i kto stoi za decyzją o wstrzymaniu produkcji nawozów w Grupie Azoty i w należącym do Orlenu Anwilu. Oraz co stoi za decyzją o wznowieniu tej produkcji. Według Solskiej to zamieszanie nie jest winą kierownictwa zakładów azotowych, tylko rządu.

"Rząd traktuje Polskę i polską gospodarkę jak łup polityczny, ludzie odpowiadający za bezpieczeństwo żywnościowe kraju nie interesują się skutkami" - mówiła Solska w rozmowie z Agatą Kowalską.

I dodaje: "Problem z gazem ma cała Europa i jakoś się z nim mierzy. Nigdzie, w żadnym kraju europejskim, nie słyszałam, żeby na skraju przepaści stanęła cała gospodarka żywnościowa, bo ktoś nie pomyślał, że niezbędny jest do tego dwutlenek węgla".

Jak to się stało, że produkcję w należącym do Orlenu Anwilu szybko wznowiono? Solska: "Pan prezes Obajtek jest cwańszy od obu wicepremierów oraz premiera i po prostu zdał sobie sprawę, że podczas posiedzenia rządu musi zapaść decyzja o wznowieniu produkcji nawozów, bo raczej PiS, i to już jest sprawa partii, nie będzie ryzykowało kryzysu żywnościowego, bo i rząd, i cała partia zostanie wywieziona na taczkach".

Zdaniem dziennikarki Ministerstwo Rolnictwa nie przewidziało skutków zatrzymania produkcji nawozów i nie słuchało przedsiębiorców spożywczych: "Gdy branża mleczarska, mięsna i wszystkie inne przestały dostawać CO2, próbowały alarmować rząd, że grozi nam kryzys żywnościowy. Między innymi Polska Izba Mleka wystosowała pismo do pana wiceministra. Ale on w tym czasie miał wesele i reklamował traktor. Tam nikt tego pisma najprawdopodobniej nie przeczytał".

We wtorek 30 sierpnia Rada Ministrów miała opracować plan naprawy sytuacji. Zapowiadał to między innymi wicepremier Henryk Kowalczyk. Zdaniem Solskiej żaden plan nie powstał: "Myślę, że nie tylko ja nie znam scenariusza rządu, ale i jego autorzy go nie znają" - mówiła w podcaście. "Dostaniemy jakieś komunikaty enigmatyczne, a tak naprawdę nie wiemy, na czym będzie polegała pomoc. Nie wiem, jak oni się z tym uporają, ale mieli co najmniej pół roku, żeby się nad tym zastanowić. Zmarnowali ten czas".

I rzeczywiście. Po posiedzeniu gabinetu premier Morawiecki spotkał się z dziennikarzami i rzucił dwa-trzy niezobowiązujące zdania na temat pomocy na rynku spożywczym.

"Rząd potrzebuje jeszcze kilku dni na wypracowanie rozwiązań wsparcia na rynku nawozów. Zleciłem wicepremierom Sasinowi i Kowalczykowi wypracowanie odpowiednich rozwiązań. Dzisiaj prezentowali pewne propozycje na Radzie Ministrów. Ostatecznych decyzji, w którą stronę pójdą rozwiązania, jeszcze nie przedstawili, ale sądzę, że w najbliższych kilku dniach będzie to możliwe”

Cała rozmowa Agaty Kowalskiej z Joanną Solską poniżej - w formie podcastu i tekstu. Przeczytaj, a jeszcze lepiej - posłuchaj!

Posłuchaj także:

Agata Kowalska: Słyszeliście, że Daniel Obajtek samodzielnie uratował polskie rolnictwo? Ja też o tym słyszałam. A czy wiecie cokolwiek o produkcji nawozów? Bo ja nic. Na szczęście w OKO.press sprawę wykłada Marcel Wandas

„Kluczowym surowcem potrzebnym w produkcji nawozów amoniakowych jest gaz. Wyprodukowanie 1 tony amoniaku wykorzystywanego w nawozach wymaga zużycia do 900 m3 gazu. W procesie tym wytwarzany jest także dwutlenek węgla, potrzebny w wielu branżach. Odbiorcy biznesowi tacy, jak fabryki nawozów, płacą za gaz wedle rynkowych stawek i nie podlegają ochronie taryfowej, takiej jak my, w naszych domach. A te stawki rynkowe wzrosły”

Wandas wylicza, że wiosną za megawatogodzinę gazu płacono 300 złotych, a obecnie od 1300 do 1500 złotych. W związku z tym grupa Azoty i przedsiębiorstwo Anwil wstrzymały produkcję nawozów. Można by się zastanawiać dlaczego? Skoro cena gazu wzrosła, to i cena nawozów powinna wzrosnąć. I tyle. Typowy, rynkowy mechanizm. Ale zamiast tego wyłączono wszystkie maszyny. Albo dużą część. A potem włączono.

O co chodzi w tej historii? Czy Daniel Obajtek, który na Twitterze ogłosił, że należące do Orlenu przedsiębiorstwo Anwil wznawia produkcję nawozów, działa sprawniej od kierownictwa Anwilu? I od polskiego rządu? I czy zapewnił nam właśnie tanią żywność w przyszłym roku? A może jedynie finansowo zrujnował Anwil albo polski budżet? Sprawdzimy to dzisiaj w „Powiększeniu”.

Naszym gościem jest Joanna Solska, dziennikarka tygodnika „Polityka”. Zacznijmy od wyjaśnień, czy rzeczywiście obydwa zakłady, tj. Grupa Azoty i Anwil przestały produkować nawozy, czy też to jest bardziej złożone.

Joanna Solska: Prawie przestały produkować nawozy od wtorku ubiegłego tygodnia (24 sierpnia 2022). I z mojej wiedzy wynika, że tę decyzję podjęły ich zarządy, ale była to decyzja rządu. Zresztą wicepremier Kowalczyk, także minister rolnictwa odpowiadający za bezpieczeństwo żywnościowe kraju, tłumaczył, że rolnicy nie mają się czym przejmować, ponieważ oba zakłady mają zapasy nawozów wystarczające do jesiennych siewów, a wiosną to się zobaczy.

Mnie się już wtedy średnio podobało to jego tłumaczenie, bo sobie pomyślałam: tak, to prawda, że gaz drożeje strasznie szybko, tylko jeśli te dwie firmy produkujące nawozy wstrzymają się z produkcją teraz, latem, kiedy ludzie nie sięgają po gaz do ogrzewania, to zimą on będzie jeszcze droższy, będzie go jeszcze mniej. A za chwilę się okazało - i przykro mi bardzo, bo to jest zła wiadomość dla państwa - że o skutkach tej decyzji zaniechania produkcji nawozów albo poważnego jej ograniczenia, rząd nie pomyślał.

Nie pomyślał, nie zapytał odbiorców nie tylko nawozów, bo tutaj rzecz dotyczy nie tylko rolników, ale jak się okazało, rzecz dotyczy całej prawie gospodarki żywnościowej, mleczarstwa, produkcji mięsa, farmacji, nawet chemii i lekarstw. I oczywiście ci dwaj producenci, którzy produkują nawozy, przy nich produktem ubocznym jest ten nieszczęsny dwutlenek węgla, amoniak, różne inne substancje, bez których te branże, m.in. żywnościowa, nie są w stanie funkcjonować.

To ciekawe, że pani to mówi, bo miałam wrażenie, że Marek Sawicki, były minister rolnictwa, który występował w Radiu ZET, ciut przestrzelił, kiedy komentował, że jego zdaniem to służby specjalne powinny sprawdzić, czy decyzje podjęte w sprawie produkcji nawozów w grupie Azoty i Anwilu, były przemyślane. Czy też wynikały z innych racji niż ekonomiczne. „Trzeba sprawdzić, czy tam była głupota, czy świadome działanie” - mówił Sawicki. I wygląda na to, z tego, co pani mówi, że jednak to pierwsze.

Ale to mnie dziwi, bo wystarczyło podnieść słuchawkę, zadzwonić do jednego człowieka i powiedzieć: „Panie Obajtek, a co wy tam w tym Anwilu produkujecie i kto to od was kupuje?”. Jak to jest możliwe, żeby rząd nie wiedział o tak podstawowej sprawie, jaką jest cała, wielka branża korzystająca z gazu, z CO2 i z nawozów?

Rząd traktuje Polskę i polską gospodarkę jak łup polityczny i ludzie odpowiadający za bezpieczeństwo żywnościowe kraju nie interesują się skutkami.

Ja myślę, że gdyby, nie wiem, wicepremier Sasin czy Kowalczyk zadzwonili do Obajtka, to też by się nie dużo dowiedzieli, bo Obajtek też nie wie.

Ale psim obowiązkiem każdej firmy, która podejmuje tak ważną decyzję o wstrzymaniu, czy ograniczaniu podstawowej produkcji swoich towarów jest skontaktować się z odbiorcami nie tylko tych nawozów, jak w tym przypadku, ale także tych wszystkich produktów ubocznych i zapytać ich, co o tym sądzą. Czy są w stanie zrobić zapasy, czy są w stanie ten dwutlenek węgla kupić gdzie indziej. Natomiast nikogo to nie obchodziło, bo władza jest arogancka i jej prywatne firmy nie interesują. Ja się skłaniam do tego, że to jest głupota. Ale głupota w niektórych przypadkach jest jeszcze gorsza niż agentura. Nie wyobrażam sobie, że tu służby coś wykryją, zwłaszcza po historii z kupowaniem respiratorów, w którą służby były zamotane nie jako wykrywający przestępstwo, tylko jako kreator.

Nie dało się przewidzieć wzrostu cen gazu, w związku z tym nie dało się przewidzieć wpływu tego na produkcję nawozów - tak mówi minister Kowalczyk w cytowanym już wyżej wywiadzie w Radiu ZET. Dało się, czy nie dało?

Joanna Solska: Co to znaczy, że nie dało się przewidzieć, jak gaz drożeje od roku i doskonale wiadomo, że jeśli będzie rósł popyt na gaz, a jesienią będzie rósł, to jego ceny będą jeszcze większe. Poza tym Putin stosuje gaz jako broń, również na rynku żywnościowym, także z tym się należało liczyć.

Ja nie mam pretensji, że te zakłady się obawiały, że produkcja nawozów będzie niekonkurencyjna. W tej chwili to o konkurencji to nawet trudno mówić, gaz zdrożał już kilkakrotnie. I to było podstawowe zadanie dla rządu, żeby umieć się nauczyć zarządzać tym kryzysem, bo on się sam z siebie nie rozpłynie.

Problem z gazem ma cała Europa i jakoś się z nim mierzy. Nigdzie, w żadnym kraju europejskim, nie słyszałam, żeby na skraju przepaści stanęła cała gospodarka żywnościowa, bo ktoś nie pomyślał, że niezbędny jest do tego dwutlenek węgla.

My po prostu mamy bałagan i mamy kryzysy na swoje własne życzenie, bo na własne życzenie mamy kryzys ekologiczny spowodowany śmiercią Odry, i na własne życzenie mielibyśmy kryzys żywnościowy, gdyby media przez całe ostatnie sześć dni nie alarmowały i nie pytały odbiorców dwutlenku węgla, amoniaku, co się stanie, jak go zabraknie. To media uświadomiły rządowi, jaki problem nam na głowę ściągnął.

À propos świadomości - o to, czy brakuje dwutlenku węgla, zapytano ministra Kowalczyka w Radiu ZET, a ten odparł, że nie brakuje. „Sam, osobiście zadzwoniłem do wielu zakładów, tam są zapasy, nie na dwa, nie na trzy dni, ale na wiele tygodni, a różne pogłoski się rozprzestrzeniają”. Co pani na to?

No, to ja bym chciała się dowiedzieć, do kogo tak naprawdę pan wicepremier się dodzwonił, ponieważ kiedy zaprzestano produkcji nawozów i branża mleczarska, mięsna i wszystkie inne przestały dostawać dwutlenek węgla, to one próbowały alarmować rząd, że grozi nam kryzys żywnościowy. Były w internecie dostępne pisma, które wystosowała m.in. Polska Izba Mleka do pana wiceministra, który w tym czasie miał wesele i reklamował traktor. Tam nikt tego pisma, właśnie o skutkach, jakie przyniesie zatrzymanie produkcji nawozów i brak dwutlenku węgla, najprawdopodobniej nie przeczytał.

Afera zrobiła się dopiero w piątek, sobotę i niedzielę dzięki mediom, którym potem pani minister Semeniuk zarzuciła, że sieją panikę. Ciekawa jestem, co by się działo w sklepach, gdyby tej paniki w weekend nie było i gdyby rząd w końcu się nie ocknął, co zrobił i że trzeba jakoś ten problem rozwiązać.

Ja mam jednak do tego jeszcze jedną teorię, która z każdym dniem się potwierdza, że

to nie była tylko głupota o zaniechaniu produkcji nawozów, ale że był to sprytnie wymyślony sposób żeby te oba zakłady dostały ogromną pomoc publiczną.

Gdyby nie wizja zapaści na rynku żywności, to pewnie byśmy dyskutowali, czy ta pomoc jest za duża, czy w sam raz, czy może mogłaby być mniejsza, a tak mocno się przestraszyliśmy, że może jedzenia zabraknąć, że myślę, że dzisiaj na posiedzeniu rządu dość łatwo zostanie przeforsowany ten pomysł, że obu producentom nawozów trzeba grubo dopłacić.

Pani mówi o tym, że być może chodziło o to, żeby wyciągnąć pieniądze z Unii...

Nie z Unii, z naszych pieniędzy! Bo KPO jest nieruszone. Rząd nie wystąpił o te pieniądze, a też nie spełnił kamieni milowych. To nie jest kwestia unijnych pieniędzy tylko naszych. Zapłacimy tę cenę i w żywności, i w inflacji, zapłacimy na wiele różnych sposobów.

A może przyczyną zatrzymania tej produkcji czy ograniczenia produkcji nawozów było to, o czym mówiłam na początku, czyli uznano, że jeśli zakłady będą produkowały drogie nawozy z drogiego gazu, to nikt ich nie kupi, więc lepiej wstrzymać produkcję i poczekać aż cena gazu spadnie.

No, to można by długo czekać, bo nie wiemy, kiedy cena gazu spadnie i najprawdopodobniej ona do wiosny nie spadnie, a i potem nie wiadomo, jak będzie, więc to nie jest żaden sposób.

Tylko mnie dziwi jedno, że przecież ani Anwil, ani Azoty nie kupują gazu na giełdach, tylko kupują najprawdopodobniej od PGNiG, czyli przedsiębiorstwa naftowego i gazowniczego. I raczej mają cenę ustaloną, a PGNiG z budżetu dostał kilka miliardów pomocy, więc to wszystko, cała ta pomoc publiczna jakoś tak płynie w sposób mało przejrzysty. I na pewno dostawca gazu dla tych obu producentów nawozów nie musi im ceny zmieniać i nie ma prawa im zmieniać ceny z godziny na godzinę. Wszystkie firmy są kontrolowane przez państwo, ale wszystkie zachowują się w sposób mocno nieprzejrzysty.

A propos nieprzejrzystości i podejmowania decyzji, ponoć to Daniel Obajtek uratował świat, bo to on nakazał wznowienie Anwilowi produkcji, Anwil należy do Orlenu. Tak też mówił Marek Sawicki, że tak naprawdę to była decyzja Jarosława Kaczyńskiego i Obajtka, bo premier się kompletnie pogubił, zrzucił to na ministrów Kowalczyka i Sasina i właściwie to oni nie wiedzieli, co zrobić. A może wcale tak nie było?

Myślę, że pan prezes Obajtek jest cwańszy od obu wicepremierów i premiera i po prostu zdał sobie sprawę, że podczas posiedzenia rządu musi zapaść decyzja o wznowieniu produkcji nawozów, bo raczej już PiS, i to już jest sprawa partii, nie będzie ryzykowało kryzysu żywnościowego, bo i rząd i cała partia zostanie wywieziona na taczkach. Ta decyzja o zaprzestaniu produkcji musi zostać zmieniona, więc Obajtek chciał być pierwszy, pokazać, że wszystko może, no i w ten sposób ośmieszył i premiera, i jego dwóch zastępców. Ale jak mówię dla nas to jest mało istotne. Dla nas istotne jest to, nie tylko to, że groził nam brak żywności, tylko że Polska też tak się beztrosko zachowuje z własną marką, z własną opinią.

My jesteśmy ogromnym eksporterem żywności, 80 proc. tej żywności idzie na rynki unijne. I myśmy wysłali odbiorcom polskiej żywności taki sygnał, że w Polsce jest bałagan, że jest chaos, że może się tak zdarzyć zimą, bo skoro zdarza się latem, że my się z tych dostaw nie wywiążemy. Myślę, że niektórzy będą się rozglądać za innymi dostawcami i nawet za nieco wyższą cenę, luki na rynku nie będzie, natomiast nasza pozycja, jako dobrego eksportera żywności stanęła pod znakiem zapytania.

Ale Rada Ministrów się zaraz zbiera (wywiad nagrano we wtorek, 30 sierpnia 2022 rano - przyp. red.) i ma na niej być wypracowany plan wsparcia rolników w zakupie nawozów. W Polskim Radiu z kolei minister rolnictwa (który ostatnio nie wychodzi z mediów), mówił „na razie nie chcę mówić o szczegółach, mamy już jakieś tam pomysły i uzgadniamy pewne rozwiązania”, a z kolei w Radiu ZET powiedział „ceny nawozów mają powrócić do tych sprzed roku”. No i od razu miałam skojarzenie ze słynną ustawą Sasina dotyczącą węgla, kiedy to ceny węgla miały spaść, ale składy węglowe ustawę zignorowały i dalej sprzedawały węgiel po cenach rynkowych. To samo może stać się z nawozami? Mówiła pani, że podejrzewa, że przede wszystkim te środki pójdą do tych dwóch przedsiębiorstw, a nie bezpośrednio do rolników.

To już jest, jest czy będzie, kolejny plan ratowania rolników jako odbiorców nawozów i to był plan bez głowy. To był plan przedwyborczy, a nie plan ratujący. Ponieważ on zakłada, że rolnicy dostaną dopłaty do kilkakrotnie droższych nawozów. Ale nie wszyscy te dopłaty dostali i mało tego - nie wszyscy mieli je dostać. Mieli je dostać tylko rolnicy, których gospodarstwa są nie większe niż 50 ha, natomiast ponad 90 proc. produkcji żywności w Polsce pochodzi z dużych, wyspecjalizowanych gospodarstw, większych niż 50 ha. I dopłatę miał dostać ten rolnik, który ma 50 ha i ten rolnik, który ma 300 ha, jego dopłata też byłaby tylko do 50 ha.

Europa i świat przeżywa kryzys żywnościowy w związku z wojną Rosji z Ukrainą i nie można tak sobie uderzać po kieszeni tych, którzy produkują żywność, bo ta żywność jest strasznie potrzebna. Chciałam powiedzieć „cholernie potrzebna”, przepraszam za moje emocje, ale to jest totalny brak wyobraźni rządzących. Trzeba te duże gospodarstwa pielęgnować, bo to od nich zależy czy będziemy głodni i ile będziemy za żywność płacić. I czy będziemy w stanie część swojej żywności wyeksportować. To nie jest wyborcze, to jest po prostu racjonalne.

To być może sprawiedliwie będzie, jeśli rząd dopłaci, wspomoże same zakłady produkujące nawozy i wtedy ten, kto ma wielkie gospodarstwo i kupuje dużo nawozów, zyska na tym proporcjonalnie więcej, bo te nawozy będą z dotacją. Myśli pani, że to jest ten scenariusz, który zrealizuje się na Radzie Ministrów?

Nie tylko ja nie znam tego scenariusza, ale i jego autorzy go nie znają. Dostaniemy jakieś komunikaty enigmatyczne, a tak naprawdę nie wiemy, na czym będzie polegała pomoc. Bo pomoc musi być adresowana do producentów nawozów, którzy nie mogą na dłuższą metę produkować nawozów z gazu dużo droższego. Nie wiem, jak oni [rząd] się z tym uporają, ale mieli co najmniej pół roku, żeby się nad tym zastanowić. Oni ten czas zmarnowali. I myśli pani, że nadrobią ten stracony czas podczas posiedzenia Rady Ministrów? Powątpiewam.

Wiktor Szmulewicz, prezes Krajowej Rady Izb Rolniczych mówił na łamach OKO.press, że według niego można stworzyć system, w którym uznamy producentów nawozów za przedsiębiorstwa o znaczeniu strategicznym i objąć je preferencyjną, czyli niższą stawką za gaz.

Joanna Solska: Nie wiem, być może można, ale każdy plan powinni zrecenzować fachowcy. Natomiast póki nie ma planu, to ciężko go recenzować. I nie wiem, jak będzie wyglądała ta pomoc publiczna dla zakładów czy dla rolników, nikt tego nie wie. Tak jak w bardzo enigmatyczny sposób dowiedzieliśmy się o pomocy, jaką dostało gospodarstwo naftowe i gazownicze. Mimo, że to są wielkie spółki skarbu państwa, mało tego, giełdowe spółki to wszystko jest takie mocno nieprzejrzyste. I pewnie dopiero za kilka miesięcy się dowiemy, jak to wyglądało naprawdę. Natomiast teraz ma popłynąć strumień pieniędzy, a ponieważ tam jest zatrudnionych wielu kolegów z partii rządzącej, więc obawiam się, że część tych pieniędzy popłynie do ich kieszeni po prostu.

Sprawdzałam ile hektarów ma wiceminister Norbert Karczmarczyk, chyba ma tylko 16,5 ha? Trochę mało. Ale potrzebuje ciągnika i to niesamowitego, za półtora miliona złotych, mercedesa wśród ciągników. Wybuchła niesamowita afera wokół wesela pana wiceministra. I wokół ciągnika, który miał być raz prezentem ślubnym, a raz ciągnikiem wziętym na leasing przez brata pana wiceministra. Jednocześnie okazało się, że właściwie to wesele było swoistego rodzaju reklamą dla producenta tego ciągnika. I to wszystko razem wydawało się trochę śmieszne, trochę żałosne. A dla pani, o czym to była opowieść?

Joanna Solska: To było kilka opowieści. Jedna o tym, jak bardzo skorumpowana jest partia rządząca, bo my nie jesteśmy na progu 90 roku i my doskonale wiemy, że każdy polityk, a zwłaszcza znany polityk jest znakomitym nośnikiem reklamowym. I wiedział to również pan, który sprzedaje te traktory w Polsce i wiedzieli to politycy. Przecież oglądaliśmy przed kilkoma tygodniami, jak tymże traktorem jechał pan minister Ziobro, wcześniej on służył w kampanii wyborczej prezydenta Dudy. Teraz trafił na wesele ministra rolnictwa, jest to ewidentnie udział w kampanii reklamowej i świadczy to o wszystkich źle.

Druga sprawa, pani mówi, że pan minister ma 16 ha... ale dzieje się coś [niedobrego] za tego rządu, a jeszcze poprzedni to zainicjował. Te duże gospodarstwa rolne, one nie są właścicielami ziemi, którą uprawiają, one ją tylko dzierżawią. Ziemia jest państwowa, pochodzi z upadłych PGR. I tymże dzierżawcom, którzy nad tą ziemią pracowali, którzy doprowadzili ją do użytku i mają kwitnące gospodarstwa produkujące żywność, im się odbiera coraz większą część tych dzierżaw. Uznając, że trzeba podzieli te ziemie między drobnych wyborców PiS, bo oni się odwdzięczą przy wyborach. A na razie ją się dzieli między prominentnych działaczy koalicji rządzącej.

Te 16,5 ha ministra Karczmarczyka to jest właśnie z rozdziału z Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa (KOWR)?

Joanna Solska: Te 16 ha, to nie przypuszczam, ale warto sprawdzić. I to jest postulat pod adresem CBA, żeby zobaczyć, czy pan minister, czy jego rodzina nie dzierżawi ziemi z KOWR i od jakiego czasu to robi. Bo w którejś relacji z tego nieszczęsnego wesela właśnie padła taka informacja, że tu również wchodzi w grę ziemia z KOWR. KOWR ma bardzo dużo tej ziemi, bo to on jest formalnym właścicielem i tą ziemią daje się nie tylko przekupić wyborców, ale daje się wywianować swoich własnych działaczy.

Ale to jest ten sam KOWR, który dzięki ustawie może skupywać ziemię po preferencyjnych stawkach, niskich stawkach, nierynkowych i ma prawo pierwokupu. A zaraz potem tę samą ziemię...

Joanna Solska: może sprzedać Kościołowi.

Albo wydzierżawić, jak rozumiem, politykom PiS.

Joanna Solska: Albo wydzierżawić swoim politykom, tak.

Kończymy taką ponurą nutą, to może żeby nas wszystkich... chociaż to też nie będzie do końca zabawne - czy Krajowa Grupa Spożywcza odniosła jakieś sukcesy od czasu, gdy ostatnio rozmawiałyśmy?

Posłuchaj także:

Joanna Solska: Na razie odniosła wielki sukces reklamowy. Bo grupa spożywcza nie ma żadnego znaczenia na rynku, ale było o niej głośno, kiedy zabrakło w Polsce cukru. Ostatnio w Polsce brakowało cukru i trzeba było wprowadzać kartki na cukier ponad ćwierć wieku temu. I teraz na tym braku cukru zarobiła właśnie Krajowa Grupa Spożywcza, bo w jej skład wchodzi dawna grupa cukrowa, a sam pan wicepremier reklamował i zachęcał do kupna cukru w tej nowej grupie spożywczej, po cenie oczywiście grubo wyższej od tej, która obowiązywała przed wybuchem paniki.

Ale to była reklama, czy antyreklama, bo chyba jednak po raz kolejny się rząd skompromitował?

Joanna Solska: Rząd się skompromitował, natomiast grupa cukrowa na tym zarobiła, bo jej udział w polskim rynku cukru wynosi 40 proc., więc na wyższych cenach cukru zarobiła, przy okazji zarobiły trzy koncerny niemieckie, bo rynek jest podzielony między ten oligopol.

Pamiętam z tamtej naszej rozmowy, że o producentach cukru mówiła pani jako tych, którzy działają sprawnie, ale cała reszta Krajowej Grupy Spożywczej jest po prostu patykiem po wodzie pisana. Że to nie jest prawdziwa interwencja w rynek. Rozumiem, że teraz czekamy na kolejną interwencję w rynek, tym razem będzie chodziło o nawozy i zobaczymy czy i w jaki sposób żywność zostanie w przyszłym roku wyprodukowana?

Joanna Solska: I za ile, za jakie pieniądze, bo cały ten chaos odbije się niechybnie na cenach żywności. A ja tylko chcę przypomnieć, że podstawowe produkty rolne w ciągu roku zdrożały o ponad 50 proc. I jeśli oficjalny wskaźnik inflacji jest niższy, to znaczy to tylko tyle, że

te produkty przetworzone mają coraz mniej surowca podstawowego, tam jest coraz więcej chemii, są coraz mniej zdrowe, żeby nie razić konsumenta tak szybko rosnącą ceną.

Ale wystarczy obserwować to na chlebie. Ja kupowałam małe bochenki razowego za 1,99 zł, teraz płacę ponad 6. I każdy z nas takich przykładów może podać tysiące.

Ile kosztuje wasz chleb? Możecie napisać! Adres: [email protected]. Dziękuję Joannie Solskiej z Tygodnika Polityka za spotkanie.

No, i ledwo skończyłyśmy rozmawiać z red. Joanną Solską skończyła też pracować Rada Ministrów. A co wypracowała? Nic nie wypracowała. To wiemy już od samego pana premiera. Zaskoczenia nie ma, jest dokładnie tak, jak przewidziała przed chwilą moja rozmówczyni. Posłuchajcie zresztą sami: Rząd potrzebuje jeszcze kilku dni na wypracowanie rozwiązań wsparcia na rynku nawozów. Zleciłem wicepremierom Sasinowi i Kowalczykowi wypracowanie odpowiednich rozwiązań. Dzisiaj prezentowali pewne propozycje na Radzie Ministrów. Ostatecznych decyzji, w którą stronę pójdą rozwiązania, jeszcze nie przedstawili, ale sądzę, że w najbliższych kilku dniach będzie to możliwe”.

I na koniec Morawiecki przyznał, że "skonstruowanie takiego mechanizmu, czy to dopłat, czy innych mechanizmów zakupowych i kompensacyjnych jest zadaniem dosyć skomplikowanym i dlatego dałem panom wicepremierom jeszcze czas”. A konkretnie te kilka dni. Czy zdążą w tym czasie ministrowie Kowalczyk i Sasin skonsultować się z branżami, które cierpią w wyniku wysokich cen gazu, wysokich cen nawozów albo po prostu braku nawozów? Wątpię. Ale może wy jesteście dobrej myśli? Piszcie ([email protected]) i do usłyszenia w kolejnym odcinku podcastu!

Udostępnij:

Agata Kowalska

Autorka podcastów „Powiększenie”. W OKO.press od 2021 roku. Wcześniej przez 14 lat dziennikarka Radia TOK FM. Wielbicielka mikrofonu, czyli spotkań z ludźmi, sporów i dyskusji. W 2016 roku za swoją pracę uhonorowana nagrodą Amnesty International „Pióro Nadziei”.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne