0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: 25.04.2026 Warsawa , Zebra Tower , ul . Mokotowska 1 . Kongres gospodarczy PiS - Myslac Polska . nz Mateusz Morawiecki , Jaroslaw Kaczynski i Przemyslaw Czarnek . Fot . Robert Kowalewski / Agencja Wyborcza.pl25.04.2026 Warsawa ,...

Mateusz Morawiecki nie chce się ukorzyć. W przeddzień czwartkowego dedlajnu, jaki dał mu Jarosław Kaczyński na rozwiązanie stowarzyszenia Rozwój Plus, powtarza swoje: „Prawo i Sprawiedliwość = otwartość, nie hermetyczność! PiS nie jest własnością żadnej grupy ani żadnej frakcji. Jest wspólnym domem milionów Polaków, którzy uwierzyli, że Polska może być dumna, silna, sprawiedliwa i ambitna. Nie możemy być partią hermetyczną i wsobną”.

Morawiecki nie chce się zgodzić z definicją Kaczyńskiego, że – cytując żart Michała Rusinka – jego stowarzyszenie to tak naprawdę „Rozbój Plus”.

Tym samym załagodzenie sporu staje się coraz mniej prawdopodobne.

Dodatkową zachętą dla Morawieckiego może być sondaż Opinii 24 dla TVN, pierwszy, w którym tego samego dnia zbadano poparcie partyjne w dwóch wariantach. Gdy do listy partii dodano „Rozwój Plus Mateusza Morawieckiego” wybrało ją 6,2 proc. badanych. Poparcie PiS zmalało z 23,0 proc. (bez RP na liście) do ledwie 17,7 proc. (z RP na liście), notowania pozostałych partii nie zmieniły się (maks. różnica to 0,7 pkt proc.)

Partia Kaczyńskiego traciła aż 5,3 pkt proc. Jedną czwartą topniejącego już wcześniej elektoratu wyszłaby z PiS razem z Morawieckim.

Wymowę sondażu osłabia sposób zadania pytania, które mogło zniechęcać do poparcia PiS: „Na którą partię by Pan/Pani głosowała, gdyby w PiS doszło do rozłamu, a lista ugrupowań byłaby następująca...”. Negatywnie nacechowane słowo „rozłam” mogło sugerować, by nie wybierać PiS.

Ponadto przedstawiając Rozwój Plus, ankieterzy dodawali nazwisko lidera, przy innych partiach tego nie robiono¹. Z drugiej strony poparcie RP (nawiasem mówiąc marketingowo dobry skrót...) jako bytu teoretycznego może nie oddawać realnego potencjału, gdyby partia rzeczywiście powstała.

To wszystko nie oznacza, że w czwartek dojdzie do spektakularnego „rozłamu”, ale

jaki by nie był finał tej awantury, osłabi ona wizerunek i potencjał wyborczy PiS i prezesa, który próbuje dogonić uciekający czas.

Zanim uzasadnimy tę tezę, zauważymy prawidłowość: partie dzielą się i kłócą szczególnie wtedy, gdy słabną, a polityczkom i politykom zaczyna zaglądać w oczy koniec osobistych karier. Rodzi to nerwowe poszukiwanie recept, jak wrócić do bezpiecznej przeszłości, pojawiają się spory podgrzewane przez uśpione w czasach stabilizacji animozje, trwa licytacja ambicji i oskarżeń wobec tych, którzy myślą inaczej.

Prawdziwym źródłem zamieszania w PiS jest poczucie, że grunt usuwa się spod partyjnych nóg.

Zacznijmy zatem od prostej opowieści o tym, jak osłabła pozycja Prawa i Sprawiedliwości. Dopiero potem spojrzymy w przyszłość.

PiS, czyli dawnych zwycięstw czar

Ćwierć wieku Prawa i Sprawiedliwości, partii założonej 29 maja 2001 roku przez Jarosława i Lecha Kaczyńskich, to czas rosnącego poparcia z apogeum w wyborach 2019 (rekordowe 43,59 proc.), to cztery wygrane wybory parlamentarne (2005, 2015, 2019 i 2023), to trzykrotne sprawowanie rządów (2005-2007 z Samoobroną i LPR-em oraz 2015-2019 i 2019-2023), to także aż cztery zwycięstwa prezydenckie (2005, 2015, 2020 i 2025).

Po okresie krótkiego wzlotu PO (zwycięstwa w wyborach 2007 i 2011 oraz prezydenckich 2010 roku) zapanowała w Polsce era Prawa i Sprawiedliwości.

Od 2014 roku PiS wygrało aż 10 na 11 wyborów, z tego trzy samorządowe, trzy parlamentarne, trzy prezydenckie i dwa europejskie.

Oto wyniki wyborów:

  • samorządowych 2014 (licząc głosy do sejmików: PiS 26,9 proc. PO – 26,3 proc.)
  • prezydenckich 2015 (Duda 51,55 z Komorowskim 48,45)
  • parlamentarnych 2015 (37,58 proc. przed PO 24,09 proc.)
  • samorządowych 2018 (34,7 proc. głosów do sejmików wojewódzkich przed KO – 27 proc.)
  • europejskich 2019 (PiS 45,4 przed Koalicją Europejską – 38,5 proc.)
  • parlamentarnych 2019 (43,6 proc. przed KO 27,4 proc.)
  • prezydenckich 2020 (Duda 51 proc. przed Trzaskowskim – 49 proc.)
  • parlamentarnych 2023 (35,38 proc. przez KO 30,7 proc.)
  • europejskie 2024 (36,16 i drugie miejsce za KO 37,06 proc.)
  • samorządowe 2024 (34,27 proc. głosów do sejmików wojewódzkich przed KO – 30,59 proc.)
  • prezydenckie (Nawrocki 50,89 przed Trzaskowskim 49,11 proc.)

Wyrazem potęgi PiS był monopol na prawicy. Odsetek głosów na PiS wśród wszystkich prawicowych partii wynosił:

  • w debiucie w 2001 roku – 42 proc.;
  • w wyborach 2005 roku – 72 proc. (silna była LPR);
  • w 2007 roku – 96 proc.;
  • w 2011 – 97 proc.;
  • w 2015 – 74 proc. (zaliczamy do prawicy Kukiz'15);
  • w 2019 – 86 proc.;
  • w 2023 roku – 83 proc.

Pyrrusowe zwycięstwo w wyborach 2023 roku było wyrazem wychylenia polskiego wahadła w lewo: trzy siły liberalno-lewicowe uzyskały łącznie 53,71 proc. poparcia, o ponad 11 pkt proc. więcej niż PiS do spółki z Konfederacją, ale ten stan rzeczy nie potrwał długo. Tyle że prawica wróciła do łask wyborców w innej konfiguracji.

Jak widać na wykresie powyżej, prognoza wyborcza² oparta na średnich sondażowych w lipcu 2026 roku daje PiS 24,5 proc., co oznacza statystyczny remis ze zsumowanym poparciem dla obu Konfederacji (25,2 proc.), a dynamika zmian wskazuje na przewagę rywali na prawicy.

Ta przewaga może okazać się miażdżąca, jeśli do partyjnej gry wejdzie RP Morawieckiego³.

Nawrocki jak sukces dr. Frankensteina

Jak doszło do tego, że notowania PiS spadły do tak niskiego poziomu (średnia sondażowa w lipcu = 22,4 proc.), a łączne poparcie obu Konfederacji = 23,1 proc. (13,7 proc. KWN + 9,4 KKP) jest nawet „optycznie” wyższe (choć statystycznie takie same)? Jak doszło do tego, że

PiS zbiera dziś ledwie połowę (dokładniej 49,2 proc.) poparcia całej prawicy.

Przeczytaj także:

Popatrzmy dokładniej na czas po ostatnich wyborach 2023 roku, które przyjęliśmy – także w OKO.press – „Odą do radości” nieco naiwnych demokratów. Animowany wykres poniżej pokazuje na zasadnicze zmiany, jakie nastąpiły przez blisko trzy lata (33 miesiące).

Jak widać tuż po wyborach 2023 roku PiS traci 2-3 pkt poparcia (trwa okres miodowy Koalicji 15 Października), ale od marca 2024 do września 2025 stabilizuje się na poziomie sondażowych ok. 30 proc. (co wciąż daje prognozę wyborczą 32-33 proc.). Zjazd zaczyna się jesienią 2025 i trwa do dziś,

od września 2025 (30,8 proc.) do lipca 2026 (22,8 proc.) Kaczyński traci 8 pkt proc.

Straty mogą wydawać się paradoksalne, bo przecież w lipcu 2025 wybory prezydenckie wygrał czarny koń Kaczyńskiego, jakim był „obywatelski” Karol Nawrocki, a przegrał faworyzowany i sklejony z rządem i premierem Tuskiem Rafał Trzaskowski.

Tymczasem przewaga KO nad PiS wzrosła ze statystycznie nieistotnych 0,8 pkt proc. w kwietniu 2025 do prawie 5 pkt proc. w listopadzie 2025 i 7 pkt proc. obecnie.

Tzw. geniusz Kaczyńskiego, który Nawrockiego wymyślił, przypomina osiągnięcie literackiej postaci dr. Wiktora Frankensteina, który z ludzkich zwłok stworzył potwora. Jak wiadomo, stwór wpadł w szał i wymordował mu rodzinę.

Kaczyński ulepił Nawrockiego ze szczątków wartości chrześcijańskich, nacjonalizmu z fobią germańską i sceptycyzmem europejskim oraz bajdurzenia o wielkiej I i II RP, naciągając mu na dłonie bokserskie rękawice.

Nawrocki przyjął do kancelarii ludzi PiS, ale rozhulał przekaz dryfując w kierunku Konfederacji.

Wypiera Kaczyńskiego jako ten, który mówi głośniej, jest retorycznie sprawniejszy, maszeruje z flagą jak z ułańską piką, bije od niego energia, a jego bezsensowne z punktu widzenia państwa weta robią wrażenie, że rządzi Polską jak jakiś nadwiślański Trump.

Zdecydowała kampania prezydencka 2025

Już na starcie kampanii prezydenckiej, gdy obok Sławomira Mentzena pojawił się Grzegorz Braun, „człowiek z gaśnicą”, zadeklarowany antysemita, ukrainożerca, a przy tym nacjonalista w anachronicznej wersji Polski monarchicznej, poparcie dla sił prawicowych przecięło się z linią Koalicji 15 października (zobacz wykres wyżej).

Kampania otworzyła pole do licytacji na radykalizm, wygłaszania dowolnie głupich opinii, byleby wpisywały się w patriotyczne wzmożenie. Bo nasza prawica jak w USA wkroczyła na ścieżkę wojenną z „cenzurą myśli”, jaką narzucały im „liberalne elity” i toczy się, toczy, i gna coraz prędzej po torach oderwanego od rozumu alt-rightu.

W tym tumulcie zniknęła Trzecia Droga, bo drogi zostały tylko dwie. KO broni swoich notowań wchodząc w logikę polaryzacji i nieudolnie (jak w kampanii Rafała Trzaskowskiego) próbując przymilać się prawicowym nastrojom społecznym. Nie potrafi przeciwstawić liberalnej kontrnarracji.

Głównym przegranym radykalizacji sceny politycznej okazał się jednak Kaczyński, który jest mniej wyrazisty niż obie Konfederacje (każda wyrazista na swój sposób), a w zestawieniu z wetującym na potęgę pupilkiem Trumpa traci charyzmę tego, który kontroluje stan politycznej gry.

Stąd pomysł na Czarnka, który dał tyle, co nic. A nawet mniej niż nic, bo przyspieszył emancypację Morawieckiego.

Czyżby Kaczyńskiego zawiódł instynkt?

Nie było jeszcze w żadnym środowisku politycznym awantury o takiej furii, wyszukanych inwektywach, bezpardonowych argumentach ad personam, którą toczą bez żenady PiS-owscy „maślarze” (konserwa wierna Jarosławowi Kaczyńskiemu z Jackiem Sasinem, Rafałem Bochenkiem, Przemysławem Czarnkiem, a także Kacprem Płażyńskim i Patrykiem Jakim) z „harcerzami”, którzy znaleźli formę organizacyjną w stowarzyszeniu Rozwój Plus (Piotr Mueller, Waldemar Buda, Krzysztof Szczucki, Ryszard Terlecki).

Niezależnie od widowiskowego aspektu stoją za awanturą poważne ambicje Mateusza Morawieckiego, bądź co bądź premiera i wicepremiera przez osiem lat (od listopada 2016 do grudnia 2023) a dziś przewodniczącego europejskiej partii Konserwatystów i Reformatorów (po Georgii Meloni). Z drugiej strony Kaczyński desperacko walczy o egzekwowanie partyjnego przywództwa.

Bezprecedensowy jest także toczący się na oczach opinii publicznej proces dyscyplinowania partii przez Kaczyńskiego przy pomocy „lojalek”, czyli de facto deklaracji, że nie popiera się Morawieckiego. Przypomina zarządzanie ludźmi w systemach totalitarnych.

„nie jestem członkiem organizacji podejmujących działalność o charakterze politycznym, nie prowadzę działalności o takim charakterze w ramach takich ciał oraz nie uczestniczę w pracach, spotkaniach, wydarzeniach czy projektach realizowanych przez takie organizacje”.

.

Sam Morawiecki i wiele spośród 45 osób, które zapisały się do RP, deklaruje, że lojalki nie podpisze i nie odwoła zapowiadanego na 31 lipca „grilla”, czyli zlotu sympatyków stowarzyszenia, który ma pokazać siłę frakcji byłego premiera. Obóz Kaczyńskiego sugeruje, że wielu z 45 dysydentów lojalki podpisało. Prawie na pewno zrobił to Daniel Obajtek.

Secesja Morawieckiego będzie tym bardziej prawdopodobna, im więcej polityków postawi się Kaczyńskiemu. Mogłoby to nawet oznaczać założenie trzeciego co do wielkości klubu w obecnym Sejmie, trampoliny do wyborów 2027.

Jest oczywiście nadal możliwe, że obie strony się przestraszą konsekwencji rozłamu i – jak to w OKO.press opisywał Witold Głowacki – powrócą do... sprawdzonej w czasach zimnej wojny strategii unikania ostatecznej konfrontacji zgodnie z doktryną wzajemnie gwarantowanego zniszczenia (MAD).

Nawet wtedy Kaczyński na aferze straci.

Kaczyński szkodzi PiS. 5 argumentów

Po pierwsze, tego rodzaju spór jest sprzeczny z wizerunkiem partii, która podkreśla swoje poczucie odpowiedzialności za sprawy kraju, troskę o obywateli itd. Zwłaszcza że elektorat PiS to ludzie raczej starsi, mniej skłonni do akceptowania awantur i mniej oswojeni z komunikacją w mediach społecznościowych, w której agresja jest na porządku dziennym. Wyzwiska i zwykłe chamstwo narusza godność i powagę PiS i jego lidera, który właśnie skończył 77 lat.

Po drugie, nawet jeśli ostatecznie „harcerze” nie opuszczą PiS, polityczny absmak, wzajemna niechęć (czy wręcz nienawiść) pozostaną.

Po trzecie, obecna eskalacja wyklucza koncepcję „dwóch płuc”, czyli współdziałania w PiS frakcji dwóch różnych nacjonalizmów skierowanych do odmiennych sub-elektoratów, co było szansą przynajmniej na zatrzymanie sondażowych spadków. Znamienne jest tu rozczarowanie obozu prezydenckiego: szef kancelarii Zbigniew Bogucki mówi, że PiS miał być „partią wielkiego namiotu”.

Miało się to wiązać ze stworzeniem prawicowej listy do Senatu w wyborach 2027 roku, której Karol Nawrocki chce patronować. Deklaracja Kaczyńskiego współpracy z Markiem Wochem to niepoważna odpowiedź na taką inicjatywę, a konflikt z Morawieckim dowodzi, że

Kaczyński nie jest w stanie rozstawić namiotu, pod którym zmieściłby się lider rządów PiS, z których partia jest podobno dumna.

Można tu dodać, że właśnie koncepcja wewnętrznego zróżnicowania i deliberacji w ramach ugrupowania jest wskazywana przez badaczy kryzysu partii politycznych jako szansa na skuteczniejsze spełnienie roli mediacji między państwem a społeczeństwem.

Po czwarte, cały konflikt osobiście kompromituje Kaczyńskiego, który w odpowiedzi na (deklarowane) ideowe motywy Morawieckiego, ma jedną odpowiedź: dyscyplina w partii. A Morawiecki dostaje darmową promocję także w mediach niezależnych, gdzie uzasadnia swoje decyzje troską o sprawy państwa i prawem do swobody politycznego działania. Odpowiedź Kaczyńskiego jest

kwintesencją partyjniactwa, którego nawet na prawicy nie lubią.

Po piąte, wymuszane lojalkami wąskie zdefiniowanie PiS jako partii wchodzącej w narodową, antyunijną i antyukraińską licytację z Konfederacją, stanowi w innej wersji powtórzenie błędu, jaki KO popełniła w czasie kampanii prezydenckiej (i dalej popełnia) próbując przejmować prawicową narrację.

Podróba nie zastąpi oryginału, Czarnek nie przelicytuje Brauna, a Kaczyński nie uwiedzie wyborców Mentzena.

Jednym słowem, na obecnej awanturze PiS może ponieść straty wizerunkowe i dalej osłabiać swoją pozycję wyborczą tracąc punkt za punktem.

Jeśli zaś do rozłamu naprawdę dojdzie, nastąpi gwałtowne przyspieszenie (słowo klucz braci Kaczyńskich za prezydentury Lecha Wałęsy) PiS może się całkiem zmarginalizować.

¹ Na przykład dodanie do nazwy PSL nazwiska popularnego Władysława Kosiniaka-Kamysza mogłoby zwiększyć deklarowane poparcie dla ludowców.

² Przeliczam wynik sondażu na prognozę wyborczą tak, jak to się zwykle robi – rozdzielając głosy osób niezdecydowanych między partiami w tych samych proporcjach jak wśród wyborców już zdecydowanych.

³ Średnie sondażowe z lipca, które podaje portal ewybory.eu obejmują tylko dwa badania, w których uwzględniono RP (Pollstera – 2,3 proc. i United Surveys – 6.9 proc.) „efekt Morawieckiego” jest minimalny.

Na zdjęciu Piotr Pacewicz
Piotr Pacewicz

Założyciel i redaktor naczelny OKO.press (2016-2024), od czerwca 2024 redaktor i prezes zarządu Fundacji Ośrodek Kontroli Obywatelskiej OKO. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".

Komentarze