Prawa autorskie: Wladyslaw Czulak / Agencja GazetaWladyslaw Czulak / A...
16 sierpnia 2021

Sprzedaliśmy Australijczykom milion szczepionek Pfizera. Czy to słuszna decyzja?

Polski rząd odsprzedał australijskim władzom milion dawek szczepionki Pfizera/BioNTechu. Kolejne dawki polecą do Norwegii. Odpowiadamy na pytanie, czy rząd może sobie pozwolić na odsprzedawanie dawek, ale też – czy jest to etyczne?

Ta informacja trafiła na czołówki australijskich mediów. „Samolot z Warszawy ze szczepionkami wystartował po międzylądowaniu w Dubaju" – ogłosił w niedzielę 15 sierpnia australijski premier Scott Morrison. „Rozmawialiśmy o tym z polskim rządem od wielu tygodni i udało nam się zabezpieczyć dodatkowy milion dawek Pfizera, które dziś w nocy dotrą do Australii".

View post on Twitter

Według szefa rządu w Canberze polski rząd do odsprzedania szczepionek przekonała nowa fala koronawirusa w Nowej Południowej Walii. Jednak polskie władze na wieść o tym mogły się co najwyżej uśmiechnąć – Australia stara się prowadzić politykę „zero covid" i na pojawienie się każdego ogniska reaguje rygorystycznym lockdownem. Teraz też premier Morrison zaapelował do mieszkańców stanu, żeby nie wychodzili z domu, jeśli nie jest to niezbędne i czekali na szczepionki, a wykryte w ciągu doby zakażenia na milion mieszkańców w Australii sięgają 15,5. Dla porównania w Gruzji, która teraz mierzy się z najgroźniejszą falą epidemii od momentu jej pojawienia się - 1170.

Fala rosnąca w Nowej Południowej Walii wygląda więc przy polskiej 2. i 3. fali jak mrówka przy słoniach – choć wysoce zaraźliwy wariant Delta zdaniem wielu ekspertów będzie w stanie położyć australijską strategię zero covid na łopatkach.

nowe przypadki na milion w Polsce i w Australii
Nowe przypadki na milion mieszkańców w Polsce i w Australii, średnia 7-dniowa

Pisaliśmy w OKO.press, że pojawienie się wariantu Delta stawia pod znakiem zapytania politykę zdrowotną państw takich jak Nowa Zelandia, Chiny, Korea Południowa czy właśnie Australia. Wszystkie one starały się zminimalizować i wygasić ogniska SARS-CoV-2. To strategia, która przynosi oczywiste korzyści, z których najważniejsze jest uniknięcie dziesiątek tysięcy śmierci i możliwość w miarę normalnego funkcjonowania społeczeństwa i gospodarki. W przypadku państw położonych na wyspach, jak Nowa Zelandia i Australia, jest ona stosunkowo łatwiejsza do utrzymania, choć za cenę zamknięcia granic.

Polityka „zero covid" oznaczała jednak w przypadku Australii, że nie spieszono się ze szczepieniami tak jak w Izraelu, USA czy Unii Europejskiej. Rząd premiera Morrisona jest ostro krytykowany za to, że proces szczepień idzie tak wolno – zaczęto je pod koniec maja, a obecnie zaszczepionych jest 20 proc. populacji. W Polsce - prawie 50 proc.

Jednak Australia przyjęła w tej chwili inną niż większość państw strategię szczepień: milion dawek będzie przeznaczonych dla osób w wieku 20-39 lat, które według modeli matematycznych są teraz głównymi „siewcami". Kolejne pół miliona dostaną samorządy w Sydney, gdzie rośnie liczba nowych przypadków – choć pełną skuteczność szczepionki osiągają dopiero ok. 14 dni po podaniu dwóch dawek, czyli mowa jest o ponad dwóch miesiącach od pierwszego szczepienia.

Oznacza to, że australijscy eksperci wciąż stawiają na szczepionkę jako środek zapobiegający transmisji wirusa – mimo że analizy z Izraela, Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii po części poddają to w wątpliwość. Wiemy już, że część zaszczepionych zaraża się powtórnie, i że – według badania amerykańskich Centrów Kontroli i Prewencji Chorób – zaszczepieni zakażeni wcale nie mieli w górnych drogach oddechowych mniej wirusa niż niezaszczepieni zakażeni. Nie musi to jednak oznaczać, że zakażają w takim samym stopniu, bo ich organizm radzi sobie z wirusem szybciej i skuteczniej – zwłaszcza że w innym dużym badaniu z Wielkiej Brytanii zaszczepieni mieli mniejszą wiremię (czyli ilość wirusów w organizmie). Ta analiza pokazała również, iż osoba w pełni zaszczepiona, która miała kontakt z osobą zakażoną, ma mniejszą szansę na zakażenie niż niezaszczepiona (odpowiednio 3.84 proc i 7.23 proc.).

Nauka nie ma jednak jeszcze jasnego stanowiska nt. tego, w jakim stopniu zaszczepienie zmniejsza rozprzestrzenianie się wariantu Delta koronawirusa. Kiedy szczepionki powstawały, głównym przedmiotem analiz było zapobieganie objawowemu zakażeniu. W świecie zachodnim wraz z dominacją wariantu Delta zaczęto postrzegać szczepionki przede wszystkim jako sposób na uniknięcie zapaści systemu ochrony zdrowia i niepotrzebnych śmierci – bo przed hospitalizacją i zgonem preparaty używane w UE czy w USA chronią wciąż skutecznie. Australia jak widać nadal próbuje zdusić kolejne fale w zarodku.

Czy rząd dobrze zrobił?

W mediach społecznościowych pojawiły się oburzone komentarze, zarzucające polskim władzom wyprzedawanie się ze szczepionek, podczas gdy w Polsce powinno się już podawać trzecią dawkę.

Rzeczywiście trzecią dawkę szczepionki podaje się już seniorom w Izraelu, a amerykańscy eksperci zalecili jej podawanie osobom o osłabionej odporności. Choć promuje to silnie Pfizer, przedstawiając dane o słabnącej z czasem odporności na COVID-19, Światowa Organizacja Zdrowia i Europejskie Centrum ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób czekają na więcej danych. I tego trzyma się również polski rząd – choć minister zdrowia Adam Niedzielski już dwukrotnie zasugerował, że mamy tu do czynienia z żądzą zysku koncernów farmaceutycznych. To ryzykowne twierdzenie w kraju, w którym zaszczepiło się tak niewiele osób – bo może przyczynić się do dalszej erozji zaufania do szczepionek.

W każdym razie trzecia dawka dotyczyłaby w najlepszym razie osób powyżej 60. roku życia, a tych jest w Polsce 9,8 mln. Możemy sobie na to pozwolić, bo w magazynach zalegają miliony dawek szczepionek, a szczepić chce się już mało kto. Według rządowego dashboardu dostarczono już do naszego kraju ponad 48 mln dawek – a szczepień wykonano 35 mln.

W magazynach Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych czeka jeszcze 8,6 mln dawek.

Dashboard ECDC pokazuje ich jeszcze więcej: według danych tam zaraportowanych do Polski trafiło już ponad 5o mln szczepionek.

A Polska w ramach unijnych zakupów zakontraktowała tych dawek 100 mln – może więc sprzedawać potrzebującym. Nawet jeśli rząd spróbował bardziej skutecznie niż do tej pory skłonić do zaszczepienia się jeszcze kolejne miliony – nie zrobiło tego 15,4 mln uprawnionych, szczepionki są i będą. A rząd, obawiający się odpływu swojego elektoratu, najwyraźniej tego nie chce: najbardziej skutecznym sposobem jak do tej pory okazują się zapowiedzi wprowadzenia zielonych paszportów, bez których do korzystania z publicznych miejsc jak restauracje, sklepy czy stadiony konieczny jest negatywny test lub świadectwo przejścia COVID-19. We Francji po zapowiedzi ich wprowadzenia w ciągu dwóch dni zapisało się na szczepienie 2,5 mln osób.

Pytanie tylko, dlaczego Polska nie oddała komuś tych szczepionek w ramach solidarności? Na przykład Ukrainie, która mogła tylko patrzeć, jak sąsiedni kraj zawiera milionowe kontrakty w ramach unijnego mechanizmu.

W tej chwili jest tam zaszczepione niewiele ponad 6 proc. populacji i jest to najmniej „wyszczepiony" kraj w Europie.

Odsetek w pełni zaszczepionych w Europie
Odsetek w pełni zaszczepionych w Europie

Oznacza to, że kolejna fala, która już wzbiera, może mieć tragiczne skutki zwłaszcza dla najstarszych. Oprócz wymiaru humanitarnego taki gest miałby również wymiar praktyczny ze względu na częstotliwość kontaktów polsko-ukraińskich. Jest w polskim interesie, by nie musieć się obawiać idącej ze wschodu epidemicznej fali.

Udostępnij:

Miłada Jędrysik

Miłada Jędrysik – dziennikarka, publicystka. Przez prawie 20 lat związana z „Gazetą Wyborczą". Była korespondentką podczas konfliktu na Bałkanach (Bośnia, Serbia i Kosowo) i w Iraku. Publikowała też m.in. w „Tygodniku Powszechnym", kwartalniku „Książki. Magazyn do Czytania". Była szefową bazy wiedzy w serwisie Culture.pl. Od listopada 2018 roku do marca 2020 roku pełniła funkcję redaktorki naczelnej kwartalnika „Przekrój".

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne