Prawa autorskie: Patryk Ogorzalek / Agencja GazetaPatryk Ogorzalek / Agencja Gazeta
29 lipca 2021

Połowa UE już ogranicza prawa niezaszczepionych. Polski rząd czeka na ostatnią chwilę

Już 13 państw Unii Europejskiej zdecydowało się na ograniczenia w stosunku do osób niezaszczepionych. W Polsce wciąż „rozważamy scenariusze", mimo że IV fala może grozić nam bardziej niż większości z tych krajów

Czwarta fala epidemii najprawdopodobniej właśnie się zaczęła. W czwartek 29 lipca liczba wykrytych zakażeń wyniosła 167, najwięcej od 23 czerwca, a średnia 7-dniowa w ciągu dwóch tygodni wzrosła z 78 do 115, czyli prawie o jedną trzecią.

Wciąż jesteśmy zieloną plamą na mapie Europy, z najmniejszą ilością zakażeń na milion mieszkańców.

Jednak idąca od zachodu fala związana z wysoce zaraźliwym wariantem Delta powoduje, że zakażenia rosną na całym kontynencie.

W przypadku Polski i naszego regionu sytuacja może być nawet poważniejsza niż w przypadku zachodniej części Europy ze względu na niższy poziom wyszczepienia: wyraźnie widać, że w krajach byłej „demokracji ludowej" splot różnych czynników powoduje, że mamy do szczepień przeciw COVID-19 bardziej sceptyczny stosunek niż na Zachodzie.

A liczba wykonywanych szczepień dramatycznie spada.

Choć z każdym kolejnym groźnym wariantem szczepionki są mniej skuteczne, to jednak dane np. z Wielkiej Brytanii pokazują, że dobrze chronią przed ciężkim przebiegiem choroby, hospitalizacją i zgonem. W szczycie poprzedniej fali zajętych było tam prawie 39 tys. łóżek, w obecnej, która już zaczyna opadać, na razie mniej niż 6 tys., a przecież jeśli chodzi o liczbę przypadków, wiosenno-letnia fala jest nieznacznie niższa od jesiennej. Prawie 60 proc. pacjentów w szpitalach to osoby niezaszczepione, choć to statystycznie ludzie młodsi i lżej przechodzący chorobę. W USA to aż 97 proc. (wyjątkiem jest Izrael, gdzie niezaszczepieni stanowią mniejszość hospitalizowanych).

Może uratuje nas w jakimś stopniu naturalna odporność – bo jesienną falę w 2020 roku przechodziliśmy znacznie ciężej kraje Europy zachodniej – ale niestety nie mamy publicznie dostępnych kompleksowych badań tejże.

Restauracje w połowie Europy dla zaszczepionych

Już 13 krajów Unii Europejskiej nie tylko namawia do szczepień, ale ogranicza albo zamierza wkrótce ograniczyć prawa niezaszczepionych. Do wejścia do budynków publicznych jak restauracje, hotele, obiekty sportowe czy kulturalne potrzebny jest dowód szczepienia, niedawnego przejścia COVID-19 albo negatywny wynik testu. Część państw honoruje w tym celu europejski certyfikat COVID-19, inne – jak np. Cypr czy Dania – wymagają odrębnego „zielonego paszportu".

Bez odpowiedniego dokumentu nie wejdzie się do takich przybytków w Austrii, na Cyprze, w Danii i w Słowenii, z krajów naszego regionu na Litwie i Łotwie. Na początku sierpnia podobne regulacje zaczną obowiązywać we Francji i we Włoszech. W Irlandii ograniczenia dotyczą tylko pubów i restauracji, w Portugalii obowiązują w gminach, w których wzrastają zakażenia. W Luksemburgu osoby niezaszczepione muszą w zamkniętych miejscach publicznych nosić maseczki i zachowywać dystans. W Niemczech restrykcje różnią się w zależności od landu, ale generalnie w obiektach gastronomicznych wymagany jest negatywny wynik testu lub świadectwo szczepienia. W Holandii tylko kontrolujące to restauracje czy kluby mogą wpuszczać klientów w pełnym wymiarze.

Takie ograniczenia nie tylko bezpośrednio zmniejszają możliwość rozprzestrzeniania się wirusa wśród niezaszczepionej populacji. Są twarde dowody, że wprowadzanie takich ograniczeń skłania część wahających się do rejestracji na szczepienie. Po telewizyjnym ogłoszeniu przez prezydenta Francji Emmanuela Macrona planów ograniczenia wstępu dla niezaszczepionych zapisało się tam aż milion osób w pierwszej dobie, a w ciągu tygodnia 3,7 mln. Z drugiej jednak strony Macron musi teraz stawić czoła protestom tych, którzy uważają, że jego decyzja łamie prawa obywatelskie. Na ulice we Francji wyszło 160 tys. osób, a konfrontacja z policją nieraz była brutalna.

W Polsce rozważamy i zastanawiamy się

Jak lubią powtarzać epidemiolodzy, środki zapobiegawcze w obliczu takiego zagrożenia trzeba wprowadzać „za wcześnie", bo potem jest już tylko „za późno" – zanim zdławi się dynamiczne rozprzestrzenianie się wirusa restrykcjami, fala będzie rosła jeszcze przez jakiś czas.

Tymczasem dotychczasowe zachęty dla osób zaszczepionych – niewliczanie ich do limitu osób mogących uczestniczyć w wydarzeniach kulturalnych i sportowych czy w prywatnych spotkaniach nie są chyba nawet znane szerokiemu ogółowi, bo mało kto je egzekwuje, łatwo je również obejść.

Nie widać też żadnego śladu, żeby do szczepień zachęciła trwająca od 1 lipca Narodowa Loteria Szczepionkowa, czy obiecywane nagrody dla najlepiej wyszczepionych gmin: od początku lipca, czyli 25. tygodnia, widać raczej spektakularny spadek.

<a href='#'><img alt=' ' src='https://public.tableau.com/static/images/Sz/SzczepieniaprzeciwkoCOVID-19wPolsce/Liczbaszczepie1i2dawkwujciutygodniowym/1_rss.png' class='c1' /></a>

szczepienia I i II dawką

Jeśli to nie działa, to czy zadziałałyby ograniczenia?

Wprowadzenie rozwiązań takich jak we Francji wymagałoby uregulowania ustawą, tymczasem sam pomysł dzielenia w ten sposób ludzi na zaszczepionych i niezaszczepionych budzi wątpliwości niektórych konstytucjonalistów jako łamiący zasadę równości. Nie wiadomo też, czy pomysł by zadziałał, bo jak na razie władza ma kłopoty – albo też nie ma chęci – by ograniczenia jakoś szczególnie drastycznie egzekwować (chyba że chodzi o demonstracje Strajku Kobiet, rozganiane pod pretekstem zagrożenia epidemicznego). Zwłaszcza teraz, w okresie niskich zakażeń, widać, że rząd w praktyce pozwala na to, by wybór noszenia maseczki i zachowania dystansu był indywidualną sprawą.

Z drugiej strony nie sposób oprzeć się wrażeniu, że najbardziej obawia się, iż każdy jego krok w stronę ograniczenia praw kogokolwiek - czy tylko niezaszczepionych, czy też całego społeczeństwa, bo rozważane są również scenariusze ogólnych ograniczeń – może spowodować, że jakaś cząstka elektoratu PiS odpłynie w stronę robiącej kapitał na sprzeciwie wobec „sanitaryzmu" Konfederacji.

Jak pisze „Dziennik Gazeta Prawna", jakichś decyzji możemy się spodziewać dopiero w połowie sierpnia. Rozważany jest obowiązek szczepienia dla personelu ochrony zdrowia, czy jeszcze szersze zwolnienie z ograniczeń osób zaszczepionych, ozdrowieńców i „negatywnych". Na rząd naciskają również obawiający się lockdownu przedsiębiorcy, którzy chcieliby mieć możliwość odmowy obsłużenia osoby niezaszczepionej - z apelem do premiera w tej sprawie zwróciła się Federacja Przedsiębiorców Polskich.

„DGP" dodaje, że „rząd czeka jednak na moment, kiedy wzrośnie liczba nowych zachorowań. Wtedy – jak słyszymy – jest większa szansa, że Polacy zaakceptują restrykcje i będą się do nich stosować". Tak zapewne będzie, bo „jak trwoga, to do Boga". Tylko że będzie to najprawdopodobniej zbyt późno, a poza tym rząd zapracował na erozję przestrzegania swoich pandemicznych regulacji i być może jesienią zbierze tego żniwo.

Udostępnij:

Miłada Jędrysik

Miłada Jędrysik – dziennikarka, publicystka. Przez prawie 20 lat związana z „Gazetą Wyborczą". Była korespondentką podczas konfliktu na Bałkanach (Bośnia, Serbia i Kosowo) i w Iraku. Publikowała też m.in. w „Tygodniku Powszechnym", kwartalniku „Książki. Magazyn do Czytania". Była szefową bazy wiedzy w serwisie Culture.pl. Od listopada 2018 roku do marca 2020 roku pełniła funkcję redaktorki naczelnej kwartalnika „Przekrój".

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne