0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: AFPAFP

AKTUALIZACJA 15 lipca 2022 r.

To początek końca kleptokratycznej dynastii Rajapaksów, która dominowała lankijską politykę od dwudziestu lat. Trwające od kwietnia 2022 protesty spowodowane dramatycznym załamaniem finansów publicznych, doprowadziły do zmiany władzy – 15 lipca parlament zatwierdził rezygnację prezydenta Gotabayi Rajapaksy. Rajapaksa zrezygnował listownie, ponieważ uciekł do Singapuru.

Wbrew oczekiwaniom protestujących do dymisji nie podał się jednak równie skompromitowany premier Ranil Wickremesinghe, który zgodnie z konstytucją będzie pełnił funkcję tymczasowego szefa państwa do momentu, gdy parlament wybierze jego następcę. Parlament ma się zebrać 20 lipca i w tajnym głosowaniu wybrać prezydenta, który dokończy kadencję Rajapaksy.

W ciągu nocy z 13 na 14 lipca w starciach z policją i armią pod siedzibą premiera rannych zostało 86 osób, a jedna zmarła – donosiło BBC.

„Kiedy zaślepieni władzą populiści, zamiast słuchać ludzi, ograniczają się do tłumienia protestów, pokojowe demonstracje zamieniają się w rebelie”

– mówi OKO.press profesor Ashoka Swain, dyrektor Centrum Badań nad Pokojem i Konfliktem z uniwersytetu w Uppsali w Szwecji, który Sri Lanką, Indiami i całym regionem Azji Południowej zajmuje się od ponad 30 lat.

Rozmawiamy z ekspertami, by zrozumieć, co się dzieje w tym 22-milionowym kraju, który jeszcze do niedawna był celem wyjazdów wakacyjnych milionów turystów rocznie.

Inflacja sięgnęła 60 procent, na ulice wyszli niemal wszyscy

Ogólnokrajowe pokojowe protesty na Sri Lance trwają od końca marca, kiedy ewidentnym stało się, że państwo jest niewypłacalne. Inflacja rosła od wielu miesięcy, ludzie wyszli na ulice, żeby zasygnalizować rządzącym, że nie są już w stanie wiązać końca z końcem.

Na skutek nadmiernego zadłużenia, szkodliwych reform, postępującego niemal od dwudziestu lat zawłaszczenia państwa przez rodzinę zbiegłego prezydenta Gotabayi Rajapaksy, a także spiętrzenia czynników globalnych – m.in. pandemii Covid-19 oraz wojny w Ukrainie, Sri Lanka doświadczyła bezprecedensowego kryzysu zadłużenia.

Eksperci mówią, że to może być pierwszy z serii kryzysów państw o bardzo nadwyrężonych finansach publicznych. W trudnej sytuacji już dziś są El Salvador, Ghana, Egipt, Tunezja i Pakistan – donosi Bloomberg.

Rząd Sri Lanki w maju ogłosił bankructwo, bo nie był w stanie już spłacić 7 mln dolarów odsetek od sięgającego ponad 50 mld zadłużenia zagranicznego. Ze względu na brak rezerw w kraju załamał się import: brakuje żywności i leków, bo w związku z brakiem dostępu do zagranicznych walut nie ma ich jak kupować za granicą.

Inflacja w tym tygodniu sięgnęła 60 proc., ceny żywności wzrosły tak, że ludzie ograniczają dzienną liczbę posiłków. Półki w supermarketach są niemal puste. „Kraj nie cierpi jeszcze głodu tylko dlatego, że wiele osób ma własne ogrody i nieduże gospodarstwa. Na targach wciąż można kupić warzywa, owoce, mięso, itp.” – mówi dr Ranga Kalansooriya, politolog i dziennikarz, były dyrektor lankijskiego Instytutu Prasy, który komentuje dla nas sytuację z Kolombo, stolicy Sri Lanki.

Od kilku dni zamknięte są szkoły, nie można kupić paliwa, a dostawy prądu są ograniczane. Najbardziej dotknięta kryzysem jest uboższa część społeczeństwa, m.in. mieszkający w miastach robotnicy, którzy pracują za dniówki.

Od soboty 9 lipca 2022 roku protestujący przepuścili szturm na rezydencję prezydenta, zmuszając go do ucieczki, a 13 lipca 2022 roku zajęli budynek rządu. W kraju wprowadzono stan wyjątkowy.

„To, co szczególnie porusza w tych protestach to fakt, że w tym mocno podzielonym i zróżnicowanym etnicznie społeczeństwie, które jeszcze dekadę temu pogrążone było w brutalnej wojnie domowej na tle etno-religijnym (wojna między siłami rządowymi i Tamilskimi Tygrysami, hinduską mniejszością zamieszkującą północ kraju, trwała od 1983 do 2009 roku), dziś protestują wszyscy – syngalescy buddyści, stanowiący większość populacji Sri Lanki (ok. 70 proc.), tamilscy hindusi (12,6 proc.), muzułmanie (9,7 proc.) i chrześcijanie (6,1 proc.). Kryzys dotyka każdego, bez względu na pochodzenie etniczne czy wyznanie” – podkreśla dr Kalansooriya.

„To niezwykła sytuacja w społeczeństwie, które jest tak głęboko podzielone, bo etnopolityka i populizm to jedyne, co politycy mieli do zaoferowania ludziom przez lata” – dodaje.

Przeczytaj także:

My wynieśliśmy go do władzy, my powinniśmy go obalić

To największe protesty przeciwko władzy w historii Sri Lanki, jeszcze do 1948 roku była kolonią brytyjską. Policja używa wobec tłumu gazu łzawiącego oraz armatek wodnych, a od marca aresztowanych zostało już ponad 2 tysiące osób.

Prezydent Gotabaya Rajapaksa, jeden z wielu członków rodziny Rajapaksów, który dominuje Sri Lankę od niemal 20 lat zajmując najwyższe stanowiska we wszystkich najważniejszych instytucjach państwa, zbiegł z kraju 12 lipca 2022 roku, trzy dni po tym, jak demonstranci zajęli jego rezydencję i biuro. 15 lipca ogłoszono jego rezygnację.

Protestujący domagali się oficjalnej rezygnacji prezydenta i jego politycznego poplecznika, obecnego premiera Ranila Wickremesinghego oraz wyłonienia przez parlament – zgodnie z konstytucją – nowego prezydenta i rządu jedności narodowej.

"Zgodnie z konstytucją w sytuacji opuszczenia urzędu przez prezydenta, jego funkcję pełni dotychczasowy premier, a jeśli i ten opuści urząd, to przewodniczący parlamentu. Dopiero w marcu przyszłego roku nowy prezydent będzie mógł rozwiązać parlament i rozpisać wybory” – dodaje dr Kalansooriya.

Prezydent Gotabaya Rajapaksa początkowo zbiegł na Malediwy, ale obecność znanego ze swej islamofobii oraz politycznego szczucia na muzułmanów polityka, wywołała protesty w tym w większości muzułmańskim kraju. Rajapaksa udał się więc do Singapuru.

„Rajapaksa chce uciec do kraju, w którym nie ma dużej lankijskiej diaspory, która mogłaby domagać się jego wydalenia. Na Sri Lance jego dotychczasowi wyborcy, czyli syngaleska większość, będą chcieli postawić go przed trybunałem stanu za korupcję, a druga co do wielkości grupa etniczna, hinduscy Tamilowie, za zbrodnie wojenne dokonane podczas wojny domowej” – tłumaczy prof. Swain.

Wybór nowych władz będzie jednak trudny: w parlamencie i tak większość mają ludzie zbiegłego prezydenta z Partii Wolności Sri Lanki. „Jesteśmy na początku długiej i trudnej drogi. Uwolnienie kraju od tak głęboko sięgających wpływów zajmie wiele lat, jeśli w ogóle uda się rozpocząć ten proces” – mówi Ranga Kalansooriya.

Protesty trwają już kilka miesięcy, ale wciąż są dosyć spontaniczne i chaotyczne, brakuje liderów. Nie wyłoniła się żadna grupa, która byłaby gotowa reprezentować demonstrantów w negocjacjach z władzą. Na pierwszym froncie protestów stoją raczej dotychczasowi wyborcy Rajapaksów – Syngalezi. Mniejszości trzymają się z boku, by nie prowokować politycznej narracji o buncie Tamilów czy muzułmanów. "My daliśmy mu władzę, my powinniśmy mu ją odebrać" – tłumaczy Ranga Kalansooriya.

Protestujący domagają się realizacji przez tymczasowe władze planu minimum, a więc negocjacji pakietu pomocowego oraz ścieżki reform z Międzynarodowym Funduszem Walutowym. „To niezbędne, by uratować gospodarkę przed dalszym rozpadem” – relacjonuje dziennikarz.

Zła władza w złym czasie. Tak rujnuje się kraj

Pochodzący z buddyjskiej większości Rajapaksowie w lankijskiej polityce obecni są od niemal dwudziestu lat. Rodzina pochodzi z małej miejscowości w prowincji Weeraketiya na południu kraju. Senior rodu D.A. Rajapaksa był w latach 50 i 60. prawnikiem, ale to dopiero jego syn Mahinda Rajapaksa (dziś już 78-letni) jako pierwszy wprowadził rodzinę na polityczne salony. W 2004 roku został premierem, a potem w latach 2005-2015 przez dwie kadencje sprawował urząd prezydenta.

W czasie swojej prezydentury Mahinda Rajapaksa zakończył trwającą trzy dekady wojnę domową brutalnie tłumiąc powstanie Tamilskich Tygrysów, hinduistycznej mniejszości zamieszkującej północ kraju, dyskryminowanej przez władze Sri Lanki od momentu uzyskania przez kraj niepodległości.

Jak wynika ze sprawozdań ONZ, w czasie kampanii kończącej wojnę, której jako sekretarz obrony przewodził zbiegły prezydent Gotabaya Rajapaksa, obie strony konfliktu dopuszczały się zbrodni wojennych i poważnych naruszeń praw człowieka. 13 lat od zakończenia wojny Sri Lanka wciąż nie uporała się z ich rozliczeniem, co utrwala bezkarność i pogłębia nieufność ofiar do systemu.

Po wojnie Rajapaksowie rozpoczęli budowę bardzo zmilitaryzowanych struktur państwowych obsadzając na kluczowych stanowiskach byłych wojskowych oraz członków swojej rodziny. W mocy pozostała wprowadzona w 1979 roku kontrowersyjna ustawa o zapobieganiu terroryzmowi, która daje policji szerokie uprawnienia do przeszukiwania, aresztowania i przetrzymywania osób podejrzanych. Ustawa służy do tłumienia opozycji i głosu mniejszości, a policja często dopuszcza się wobec zatrzymanych tortur, wykorzystywania seksualnego, wymuszania zeznań i odmawiania rzetelnego procesu sądowego – informowali w rezolucji posłowie Parlamentu Europejskiego w 2021 roku.

W latach 2015-2019 Rajapaksowie byli krótko poza rządem, przegrali wybory ze względu na ewidentną korupcję, kleptokrację i klientelizm. Do władzy doszła wówczas opozycja, która rozpoczęła proces naprawy państwa – wzmacnianie instytucji, poszerzanie sfery wolności obywatelskich, praworządności.

Niestety, tragiczne zamachy terrorystyczne w niedzielę wielkanocną 21 kwietnia 2019 roku przełożyły się na powrót do władzy Rajapaksów – z Gotabayą jako kandydatem na prezydenta. Kampania została oparta na wątkach etnopolitycznych – głównie islamofobii. Uznawany przez buddyjskich Syngalezów niemal za bohatera narodowego, po zakończeniu wojny domowej Gotabaya przedstawiany był jako silny człowiek, którego kraj potrzebował po zamachach, by rozprawić się z terroryzmem.

Zyskał ponad 52 proc. głosów i odniósł zwycięstwo. Wkrótce potem przywrócił do rządu swojego starszego brata Mahindę Rajapaksę na stanowisko premiera i przekazał kluczowe stanowiska kilku innym członkom rodziny.

Niedługo potem parlament Sri Lanki przyjął poprawkę do konstytucji, wzmacniającą władzę wykonawczą prezydenta. W marcu 2021 roku lankijski rząd wydał rozporządzenie rozszerzające ustawę o zapobieganiu terroryzmowi, dopuszczając m.in. dwuletni areszt bez procesu sądowego za wywołanie „niezgody religijnej, rasowej lub wspólnotowej”.

Ustawa jest regularnie wykorzystywana jako podstawa arbitralnych aresztowań i zatrzymań muzułmanów i grup mniejszościowych. W ostatnich latach głośne były przypadki prześladowań, m.in. Ahnafa Jazeema, 26-letniego nauczyciela muzułmańskiego i poety oraz Hejaaza Hizbullaha, znanego prawnika broniącego praw mniejszości i praworządności.

Państwo jak rodzinny biznes

Mimo to gospodarczo jeszcze trzy – cztery lata temu Sri Lanka była w dość niezłej kondycji: z dochodem na poziomie 4060 dolarów per capita państwo zostało uznane za tzw. upper middle income country – kraj o średniowysokim dochodzie i awansowało z grupy krajów o średnim dochodzie.

Pomimo rosnącej potęgi Rajapaksów od zakończenia wojny domowej Sri Lanka rozwijała się tempie ponad 6 proc. rocznie – kraj przeszedł trochę wolnorynkowych reform gospodarczych, otworzył się na kapitał zagraniczny, pojawiły się zagraniczne inwestycje i dostęp do międzynarodowego finansowania itp.

Finansowane z zagranicznych kredytów inwestycje infrastrukturalne napędzały popyt wewnętrzny, rosła konsumpcja, a budżet zasilały gigantyczne dochody z turystyki (wakacje w lankijskim raju spędzało nawet 2,5 miliona osób rocznie) i przekazy pieniężne od pracujących za granicą, m.in. w Indiach i Singapurze.

Lankijczycy żyli lepiej niż mieszkańcy innych państw regionu: Sri Lanka miała stosunkowo wysoki w porównaniu z państwami regionu Azji Południowej poziom HDI – Human Developemnt Index, wskaźnik rozwoju społecznego, badający m.in. dostęp do edukacji, służby zdrowia i innych usług publicznych.

To sprawiało, że rodzina Rajapaksów wygrywała kolejne wybory i naprawdę cieszyła się poparciem społecznym – przynajmniej wśród buddyjskiej większości. Członkowie rodziny tasowali się tylko na stanowiskach – jeden brat był prezydentem, drugi premierem, trzeci ministrem finansów, dalszy krewny szefem banku centralnego itp.

„Kraj był zarządzany jak rodzinny biznes. Nie było żadnych mechanizmów kontroli i równowagi, nikt nie wiedział, co się tak naprawdę dzieje, jaki jest stan finansów publicznych, rezerw finansowych itp.” – mówi prof. Swain.

Anatomia kryzysu

Jednak w ostatnich latach doszło do spiętrzenia czynników, które ze względu na brak adekwatnego przeciwdziałania ze strony rządzących doprowadziły do obecnego kryzysu.

Zamachy bombowe w 2019 roku, a następnie rok później pandemia, doprowadziły do drastycznego załamania turystyki. O ile jeszcze w 2018 roku Sri Lankę odwiedziło ok. 2,5 miliona turystów, to w 2019 roku już tylko 2 miliony osób, a w 2020 roku 540 tysięcy osób. Widać to bardzo dobrze na wykresie Banku Światowego.

Do tego, żeby wygrać wybory w 2020 roku Rajapaksowie zapowiedzieli wielką reformę podatkową i wprowadzenie nowych zwolnień i obniżek podatków – częściowo ze względu na to, żeby ulżyć ludziom, którzy stracili dużą część przychodów. To znacznie zmniejszyło wpływy do budżetu państwa.

W 2021 roku w ciągu jednej nocy rząd podjął decyzję o przejściu na rolnictwo organiczne. Z dnia na dzień wprowadzono ustawy zakazujące używania w rolnictwie nawozów sztucznych, co sprawiło, że w kraju, który produkuje ponad 300 milionów ton herbaty rocznie (dane za 2019 rok) zbiory spadły o ponad 20 proc. Powód, dla którego podjęto taką decyzję, nie miał nic wspólnego z troską o środowisko naturalne czy zdrowie konsumentów.

Debunking

Na Sri Lance miała miejsce organiczna rewolucja w rolnictwie - zrezygnowano z używania nawozów sztucznych w imię ekologii
Lankijskie władze zakazały importu nawozów sztucznych, bo bały się odpływu dewiz z kraju
„To nie są ludzie, którym zależy na przyrodzie i organicznym rolnictwie. To są absolutnie pijani władzą byli wojskowi, którym zależy tylko i wyłącznie na utrzymaniu władzy”

– mówi prof. Ashoka i wyjaśnia: import nawozów sztucznych powodował odpływ dewiz, czyli zagranicznych walut, dzięki którym lankijska waluta utrzymywała wymienialność. Rządzący już wówczas musieli mieć problem z poziomem zagranicznych rezerw niezbędnych do regularnych spłat odsetek od zadłużenia zagranicznego.

"Powstrzymując import nawozów sztucznych, chcieli zatrzymać w kraju zagraniczne waluty, a ponieważ podejmowali decyzje w swoim małym gronie rodzinnym, bez konsultacji ze społeczeństwem czy organizacjami branżowymi, nie było nikogo, kto by im powiedział, że to doprowadzi do kryzysu w rolnictwie" – relacjonuje profesor.

Już w lipcu 2021 roku zaczęło wychodzić na jaw, że gospodarka zmierza ku krachowi. Prezydent powołał więc na stanowisko ministra finansów swojego brata Basila Rajapaksę. Kiedy w 2022 roku wojna na Ukrainie przełożyła się na podwyżki na rynkach światowych, a Sri Lanka dość dużo żywności i zboża importowała z Rosji i Ukrainy, kryzys stał się nieuchronny. Rządzący długo jednak wstrzymywali się z sięgnięciem po pomoc do Międzynarodowego Funduszu Walutowego, by zdobyć finansowanie i powstrzymać kryzys.

„Ponieważ rząd Rajapaksów utrzymywał dość dobre relacje z Indiami i Chinami, władza sądziła, że z ich pomocą jakoś poradzą sobie z kryzysem. Pomoc MFW idzie bowiem w pakiecie z bardzo skrupulatnymi kontrolami finansów publicznych oraz całą litanią reform – zarówno gospodarczych, jak i związanych z praworządnością. Rajapaksowie chcieli tego za wszelką cenę uniknąć” – tłumaczy prof. Swain.

Bardzo ciekawe jest, dlaczego Chiny nie przyszły Sri Lance z pomocą, gdy państwo ogłosiło bankructwo, podczas gdy to właśnie Pekin odpowiada za dużą część wielomiliardowego zadłużenia Sri Lanki oraz rozbuchanych inwestycji infrastrukturalnych – lotnisk i portów.

„Początkowo Chiny planowały dla Sri Lanki pakiet pomocy o wartości 2,5 mld dolarów, ale szybko zdały sobie sprawę, że tam jest większy bałagan niż myśleli: poziom korupcji, zawłaszczenia państwa, frustracji społecznej okazał się tak wysoki, że dopóki nie wyłoni się nowa władza, Chiny wolą stać z boku. Sytuacja na Sri Lance jest na tyle niestabilna, że w tym momencie trudno ocenić, czy nie dojdzie do głębszego konfliktu społecznego. Pamiętajmy, że to kraj, w który dopiero kilkanaście lat temu wyszedł z trzydziestoletniej wojny domowej” – podkreśla prof. Swain.

Chwila jedności

Protesty na Sri Lance nie dotyczą dziś tylko kwestii ekonomicznych – są to także protesty polityczne. Demonstranci sprzeciwiają się używaniu przez polityków strategii “dziel i rządź” oraz wzniecania nienawiści na tle etnicznym, by maskować nieudolność, oszustwa i prawdziwe problemy. W kraju bardzo zróżnicowanym etnicznie i religijnie Rajapaksowie przez niemal 20 lat uprawiali bezwzględne rządy większości, ukierunkowane na budowanie poparcia tylko jednej grupy etnicznej.

W trakcie wojny domowej ich retoryka oparta była na antytamilskich sentymentach, a po zamachach wielkanocnych w 2019 roku – antymuzułmańskich. To się jeszcze nasiliło po wybuchu pandemii koronawirusa. Ponieważ jednymi z pierwszych zakażonych w kraju była grupa muzułmanów, która wróciła z podróży do Malezji, elementem retoryki rządu stało się obwinianie muzułmanów o wybuch pandemii – prof. Swain mówi, że to zresztą dość powszechna praktyka w całym regionie, to samo działo się w Indiach.

Dziś ludzie są tym wszystkim zmęczeni, a na ulicach protestują wszyscy. Neil DeVotta, profesor politologii i spraw międzynarodowych z Wake Forest University napisał na łamach Foreign Policy, że Sri Lankę do ruiny doprowadziły kwestie polityczne, a nie ekonomiczne.

„Bezpośrednią przyczyną kryzysu była inflacja, ale u jego podstaw leży syngaleski nacjonalizm”.

Jego zdaniem to właśnie nacjonalizm pozwolił takim ludziom jak Rajapaksowie zdobyć władzę. "Jak ubolewała kiedyś jedna z lankijskich gazet, dilerzy narkotyków, oszuści, mordercy, gwałciciele, przemytnicy i poganiacze bydła kontrolują politykę i doprowadzili do bankructwa kraj o tak wielkim potencjale" - czytamy na łamach FP.

Prof. Swain podkreśla, że kluczowe dla Sri Lanki jest dziś to, jaką narrację polityczną wokół obecnego kryzysu będą budować politycy: czy komuś nie wpadnie do głowy, by obwiniać o kryzys mniejszości, by pozbyć się odpowiedzialności. Takie zabiegi w tak trudnym momencie, mogą być bardzo niebezpieczne.

;
Wyłączną odpowiedzialność za wszelkie treści wspierane przez Europejski Fundusz Mediów i Informacji (European Media and Information Fund, EMIF) ponoszą autorzy/autorki i nie muszą one odzwierciedlać stanowiska EMIF i partnerów funduszu, Fundacji Calouste Gulbenkian i Europejskiego Instytutu Uniwersyteckiego (European University Institute).

Udostępnij:

Paulina Pacuła

Pracowała w telewizji Polsat News, portalu Money.pl, jako korespondentka publikowała m.in. w portalu Euobserver, Tygodniku Powszechnym, Business Insiderze. Obecnie studiuje nauki polityczne i stosunki międzynarodowe w Instytucie Studiów Politycznych PAN i Collegium Civitas przygotowując się do doktoratu. Stypendystka amerykańskiego programu dla dziennikarzy Central Eastern Journalism Fellowship Program oraz laureatka nagrody im. Leopolda Ungera. Pisze o demokracji, sprawach międzynarodowych i relacjach w Unii Europejskiej.

Komentarze