0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Maciek Jaźwiecki / Agencja Wyborcza.plFot. Maciek Jaźwieck...

W wyniku weta prezydenta Andrzeja Dudy do ustawy okołobudżetowej i zablokowania pieniędzy na ewentualne dofinansowanie mediów publicznych, minister kultury Bartłomiej Sienkiewicz w środę 27 grudnia postawił w stan likwidacji TVP SA, Polskie Radio SA i Polską Agencję Prasową.

To działanie wygodne dla obecnie rządzących – to minister wyznacza likwidatora, który kieruje spółkami. Decyzja ucina też wszelkie dyskusje o tym, kto jest legalnym, a kto nielegalnym prezesem w TVP, czy PR lub PAP. Prof. Katarzyna Bilewska z Uniwersytetu Warszawskiego pisze o tym szerzej na platformie X.

Nasze źródło związane z nowymi kręgami decyzyjnymi w TVP zwraca uwagę, że postawienie w stan likwidacji ma też inną, bardzo istotną dla procesu zmian w mediach publicznych cechę – pozwala na łatwe zwolnienia. „Dzięki temu, można zwalniać na przykład pracowników w wieku przedemerytalnym, osoby z kontraktami zapewniającymi długie odprawy, uciekających na chorobowe czy urlopy, albo chroniących się w zarządach związków zawodowych. A to wszystko bez konieczności konsultacji ze związkami zawodowymi. Zaczynają działać proste zasady – zatrudnieni do 2 lat mają miesiąc odprawy, od 2 do 8 lat – 2 miesiące odprawy, powyżej – 3 miesiące” – mówi nasz rozmówca.

Od listopada media ujawniają, że pracownicy „dobrej zmiany” poodchodzili na L4, by uciec przed zwolnieniem. Tworzone były też zabezpieczenia w ich kontraktach, aby zapewnić im ogromne odprawy.

Przeczytaj także:

Stan likwidacji spółki to „pogorszenie sytuacji pracowników”

Sprawdzamy, czy faktycznie postawienie TVP w stan likwidacji daje jej nowym władzom aż takie narzędzia do zwolnień. „W zakresie umów B2B nie wiem, co tam zostało konkretnie zastrzeżone, ale w zakresie prawa pracy wprowadzenie spółki w stan likwidacji faktycznie takie możliwości daje. Generalnie oznacza to pogorszenie sytuacji pracowników” – mówi nam dr Marcin Wojewódka z kancelarii Wojewódka i Wspólnicy, z ponad 20-letnim doświadczeniem w zakresie prawa pracy i świadczeń pracowniczych.

W stanie likwidacji spółki nie stosuje się wielu ważnych przepisów prawa pracy, m.in.:

  • art. 41 Kodeksu Pracy – dotyczącego wręczania wypowiedzeń w okresie usprawiedliwionej nieobecności. Dr Wojewódka: „Pracownicy nie uciekną na chorobowe”;
  • art. 38 Kodeksu Pracy – konieczność konsultacji zwolnień ze związkami. „Można od razu wypowiadać umowę”;
  • art. 39 KP – o ochronie przedemerytalnej;
  • „Tak samo przy urlopach rodzicielskich, macierzyńskich itp. – ta ochrona też jest uchylona. W niektórych przypadkach – kobiety w ciąży – trzeba jedynie uzgodnić ze związkami zawodowymi termin wypowiedzenia” – dodaje dr Wojewódka.
  • Istotne jest też skrócenie okresu wypowiedzenia wobec wszystkich pracowników – do okresów, które wynikają ze stażu. Przy pracy do 2 lat – odprawa wynosi 1 miesiąc, od 2 do 8 lat – 2 miesiące, powyżej – 3 miesiące.

To nie koniec. „Art 36 KP par. 1 umożliwia skrócenie okresu wypowiedzenia z 3 miesięcy do maksymalnie 1, ale i tak pracodawca musi zapłacić pracownikowi wynagrodzenie za 3 miesiące” – zaznacza Wojewódka. Odprawy też nie mogą być astronomiczne – wprowadzony jest limit 15-krotności minimalnego wynagrodzenia za pracę. „W I kwartale przyszłego roku wyniesie on 63 810 zł – tyle może wynieść maksymalna odprawa” – podkreśla prawnik.

Postawienie w stan likwidacji znosi także przepisy dające niektórym kategoriom pracowników szczególną ochronę – np. społecznemu inspektorowi pracy. Z nimi firma w normalnej sytuacji nie może się rozstać bez zgody związku zawodowego. „Szczególna ochrona działaczy związkowych też jest wyłączona. Łącznie mamy kilkanaście przepisów w różnych ustawach, które w stanie likwidacji zostają wyłączone” – dodaje specjalista od prawa pracy.

Pułapka?

Nasze źródło bliskie koalicji rządzącej twierdzi, że mediów publicznych nie postawiono od razu w stan likwidacji, bo spodziewano się z góry, że prezydent Duda zawetuje pieniądze dla mediów publicznych pod presją swojego obozu, zwłaszcza Jarosława Kaczyńskiego. I że będzie lepsza okazja do postawienia w stan likwidacji m.in. TVP. „To była pułapka" – przekonuje.

Czy tak było naprawdę, czy też teraz rządzący tworzą taką narrację, aby wyśmiać przeciwnika politycznego? Trudno powiedzieć. Ale kilka kwestii może wskazywać na to, że ta teoria może mieć uzasadnienie.

  • Donald Tusk już wcześniej konsekwentnie zapowiadał, że miliardów na TVP nie będzie;
  • w ustawie okołobudżetowej zapisano tylko możliwość przekazania mediom publicznym prawie 3 mld zł, a nie obowiązek;
  • kolejny ruch rządzących w sprawie mediów publicznych po wecie prezydenta – czyli postawienie ich w stan likwidacji – był oczywisty dla prawników od prawa spółek handlowych – jeszcze 23 grudnia opisała to prof. Bilewska;
  • Donald Tusk od razu po wecie Dudy, zapowiedział, że rząd sobie „poradzi”. A dzień po świętach już gotowy był nowy projekt ustawy okołobudżetowej – to błyskawiczna wręcz reakcja.

„Jeśli ktoś chciałby z nami budować obiektywne TVP Info, to chcemy mu dać taką szansę”

Wczoraj późnym wieczorem udało nam się porozmawiać z nowym szefem Telewizyjnej Agencji Informacyjnej, Grzegorzem Sajórem. Potwierdził on część naszych opisanych już w OKO.press informacji o środowym (27 grudnia) spotkaniu ekipy tworzącej nową TAI na Woronicza.

Sajór twierdzi, że w spotkaniu wzięło udział 150 osób. Większość z nich to obecni pracownicy TVP lub TAI. „Tłum. Nie spodziewałem się aż tylu” – przyznaje.

Dlaczego – co opisaliśmy wczoraj – oferty pozostania w TVP nowe władze dają także osobom ze starej ekipy? Nie tylko pracownikom technicznym, ale także wydawcom, redaktorom czy reporterom bliskim głównych propagandystów „dobrej zmiany”? „Podchodzimy do każdej osoby indywidualnie. W wielu wypadkach są to osoby, które pracowały tutaj jeszcze przed 2016 rokiem. Wiemy, jak wyglądała TVP przez te 8 lat i co robiła, opisywałem to sam wielokrotnie. Ale mówiliśmy zgromadzonym, że jeśli ktoś chciałby z nami budować obiektywne TVP Info, to chcemy im dać taką szansę. Ale też oczekujemy, że będą wobec nas lojalni” – tłumaczy Sajór.

Szef TAI potwierdza też, że po tym, gdy nowa ekipa zaprosiła chętnych do współpracy na spotkanie o godz. 11:30 w siedzibie TVP przy ul. Woronicza, smsy z podobnym zaproszeniem, ale na plac Powstańców Warszawskich wysłał pracownikom TAI Samuel Pereira – odwołany wicedyrektor TAI i szef TVP Info. „Nie wiem, ile tam przyszło osób, ale biorąc pod uwagę frekwencję u nas, to tam nie mogła być ona porażająca” – zaznacza Sajór.

Plac Powstańców wciąż okupowany

Obecnie największym problemem nowej ekipy jest technologia. Czy rzeczywiście nowa ekipa zdoła uruchomić TVP Info już 28 grudnia wieczorem? „Tak szybko jednak nie uda się ruszyć” – uważa Sajór. Przede wszystkim dlatego, że studia na Woronicza – a tam przygotowywany jest materiał do nowej TVP Info – nie są przystosowane do realizowania programów informacyjnych. To wydłuża prace.

Decydując się realizować programy informacyjne na Woronicza, nowa ekipa musi robić to sukcesywnie. Po kilku dniach od uruchomienia „19.30” – nowego, flagowego dziennika TVP1, celem na najbliższe dni jest uruchomienie w ograniczonym na razie stopniu nowej TVP Info. „Już samo to będzie bardzo dużym zadaniem” – zaznacza Sajór. W dalszej kolejności nowa ekipa chce ruszyć z „Teleexpressem” – ma go poprowadzić wieloletnia twarz tego programu Maciej Orłoś. Dopiero potem ma przyjść kolej na „Panoramę”. „Krok po kroku, jak będzie nam pozwalała na to technologia” – zaznacza szef TAI.

Nowa ekipa nie może na razie realizować programów informacyjnych w siedzibie TVP na Placu Powstańców Warszawskich, która jest do tego przystosowana. To tam znajdują się newsroom, studia i urządzenia, których brak na Woronicza.

Plac Powstańców nadal jest „okupowany” przez propagandystów „dobrej zmiany” – m.in. Samuela Pereirę, Michała Adamczyka oraz posłów i posłanki PiS. Z naszych informacji wynika, że zmieniają się tam rotacyjnie.

Dlaczego byli pracownicy nie zostaną usunięci z budynku na placu Powstańców Warszawy? Nieoficjalnie dowiadujemy się, że nowa ekipa chce uniknąć sytuacji, w której zwolnieni z TVP propagandyści będą nagrywać i upowszechniać obrazy ich siłowego wyprowadzania z nielegalnie zajmowanego budynku.

;
Krzysztof Boczek

Ślązak, z pierwszego wykształcenia górnik, potem geograf, fotoreporter, szkoleniowiec, a przede wszystkim dziennikarz, od początku piszący o podróżach i rozwoju, a od kilkunastu lat głównie o służbie zdrowia i mediach. Zaczynał w Gazecie Wyborczej w Katowicach, potem autor w kilkudziesięciu tytułach, od lat stały współpracownik PRESS, SENS, Służba Zdrowia. W tym zawodzie ceni niezależność.

Komentarze