0:000:00

0:00

3 marca 2021 organizacje społeczne, Lambda Warszawa, Kampania Przeciw Homofobii, Stowarzyszenie "My, rodzice" i Fundacja "Po drugie", otworzyły w Warszawie pierwsze mieszkanie interwencyjne dla młodych osób LGBT w kryzysie bezdomności.

"Cieszę się, że będziemy mogli pomóc chociaż kilku osobom, które często z dnia na dzień straciły wsparcie rodziny. Chcemy, by miały szansę ukończyć szkołę, znaleźć pracę, wyjść na prostą, odzyskać godność. Z naszych doświadczeń wynika, że po dwóch-trzech najgorszych miesiącach, większość młodych powoli zaczyna sobie radzić. Nie chcemy, by przemoc, wykluczenie i homofobia, zabierały osobom LGBT szansę na przyszłość. Nikt nie powinien być wyrzucony na margines" - mówi OKO.press Ewa Miastkowska z "My, rodzice".

Przeczytaj także:

W mieszkaniu będą mogły zamieszkać trzy osoby. Dostaną nie tylko dach nad głową, ale także wsparcie terapeutów i doradców zawodowych.

"To oczywiście kropla w morzu potrzeb. W lutym prezydent Rafał Trzaskowski ogłosił w końcu konkurs na miejski hostel interwencyjny dla osób LGBT. Zgodnie z planem powstanie w kwietniu 2021. Do tego czasu, postaramy się pomóc chociaż części z tych, którym zwalił się świat" - mówi OKO.press Marta Radziszewska z "Lambdy Warszawa".

"Przyszedł koronawirus i wszystko straciłem"

"Myślałem, że moje życie się skończyło" — mówi OKO.press dziewiętnastoletni Mateusz, jeden z pierwszych lokatorów mieszkania interwencyjnego dla młodych bezdomnych osób LGBT.

Jeszcze rok temu uczył się w liceum plastycznym w Kościlcu, dwie godziny drogi od Warszawy. Jak przyznaje, nigdy nie było mu lekko. W domu rodzinnym był alkohol. W szkole spotykał się z okrutną homofobią. "Lekcji unikałem jak mogłem. Nie dlatego, że byłem leniwy czy migałem się od sprawdzianów.

Każdy kolejny dzień zaczynałem z myślą, że znów będę musiał słuchać obelg, że znów będę wyśmiewany przez rówieśników.

To wszystko mnie ukształtowało. Byłem niepewny siebie, zamknięty w sobie, bałem się odrzucenia" - opowiada.

W wieku 13 lat prawnym opiekunem chłopaka została siostra, a on pierwszy raz musiał się przeprowadzić. Z małej miejscowości trafił do Warszawy. Przed osiemnastym rokiem życia aż siedem razy był hospitalizowany na młodzieżowych oddziałach psychiatrycznych. "Ratowali mnie przed najgorszym, ale brakowało mi fundamentów" - tłumaczy chłopak.

W liceum plastycznym w Kościlcu poczuł się bardziej jak w domu. Szkoła była tolerancyjna, nauczyciele wspierający, internat tętnił życiem. Wszystko zaczęło się sypać, gdy pojawiły się pierwsze problemy. "Miałem zaległości, nie dawałem sobie rady, nie potrafiłem poprosić o pomoc. W drugiej klasie zabrałem papiery i uciekłem do Warszawy" - mówi Mateusz.

Wraz z ukończeniem nauki, wygasła umowa o pieczy zastępczej z siostrą. "Zostałem sam sobie. Pracowałem na czarno za barem, wynająłem pokój na warszawskim Mokotowie" - opowiada chłopak. Za 7 metrów kwadratowych w najniższym standardzie płacił 800 zł miesięcznie.

"Nie miałem umowy, nie miałem ubezpieczenia, a pieniędzy wystarczało ledwo na opłatę czynszu i rachunków. Przez rok jakoś dawałem sobie radę, ale przyszedł koronawirus i wszystko straciłem".

Wtedy Mateusz zgłosił się na oddział zamknięty szpitala psychiatrycznego. Jak przyznaje, nie wiedział, co zrobić, bał się o swoje życie. To tam jedna z pielęgniarek dała mu kontakt do Fundacji "Po drugie", która jako jedyna organizacja w Polsce, od siedmiu lat prowadzi mieszkania treningowe dla młodych osób zagrożonych wykluczeniem i bezdomnością.

3 marca 2021 chłopak odebrał klucze do pierwszego mieszkania interwencyjnego dla osób LGBT, w którym będzie mógł zostać co najmniej 12 miesięcy.

Chce wrócić do liceum, a potem dalej kształcić się, by zdobyć uprawnienia terapeuty zajęciowego. "Cieszę się, że mam wsparcie terapeuty i doradców. Cieszę się też, że jako gej chociaż w domu nie muszę martwić się o swoje bezpieczeństwo".

"Stanął w progu w klapkach i z reklamówką"

Z badań Agencji Praw Podstawowych wynika, że nawet 1 na 5 osób LGBT w Europie w ciągu życia doświadcza kryzysu bezdomności. Wśród nich ogromną grupę stanowią młode osoby, przed 24. lub 29. rokiem życia. Najczęstszymi przyczynami bezdomności są konflikty rodzinne, bieda, brak wsparcia instytucjonalnego, a także zaburzenia psychiczne.

Problem od lat obserwują też polskie organizacje LGBT. Przez 1,5 roku działalności warszawskiego hostelu interwencyjnego, Lambda Warszawa przyjęła 70 osób, które straciły dach nad głową.

"Niektórzy przychodzili z walizką i zapasem pieniędzy, inni stawali w progu drzwi w klapkach i z reklamówką"

- mówi OKO.press Marta Radziszewska.

Wśród potrzebujących pomocy najwięcej było młodych gejów z małych miejscowości i wsi. "Uciekali przed przemocą fizyczną i psychiczną. Gdy rodzice odkrywali ich tożsamość, bo znaleźli na komputerze portal randkowy czy stronę z pornografią, często znęcali się nad nimi, stosując izolację.

Zabierali telefon, komputer, odcinali kontakty. Zdarzało się, że chłopcy musieli siedzieć zamknięci w pokoju, nie mogli nawet korzystać z toalety.

Czasem to rodzice wyrzucali dziecko z domu" - opowiada.

Do Lambdy zgłaszało się też dużo osób transpłciowych. Wiele z nich wcześniej doświadczyło przemocy w noclegowniach czy szpitalach, także ze strony kadry. "Gdzie TO położyć, gdzie TO umieścić - to teksty, które były codziennością, szczególnie dla transkobiet. Mieliśmy też najbardziej drastyczne przypadki pobić" - tłumaczy kobieta.

"Młodzi nie pasują do wizerunku bezdomnego"

Inne doświadczenia mają pracownicy Fundacji "Po drugie", która wspiera wszystkie młode osoby zagrożone wykluczeniem i bezdomnością.

"Przyczyny utraty dachu nad głową są podobne, niezależnie od płci czy orientacji psychoseksualnej. Najczęściej są to: pobyt w placówce resocjalizacyjnej lub pieczy zastępczej, przemoc w rodzinie, uzależnienia i coraz częściej kryzysy psychiczne. I każda taka sytuacja jest dramatem" - mówi OKO.press Agnieszka Sikora z Fundacji "Po drugie".

Dlaczego bezdomność młodych jest niewidzialna?

"Po pierwsze, po młodych jeszcze nie widać »zniszczeń« wynikających z bezdomności. Nie pasują do powszechnego, choć niesłusznego, wizerunku pana z długim zarostem grzebiącego w śmietniku. Młodzież przychodzi do nas w modnych ciuchach. Czasem to jedyny komplet ubrania, który mają, ale nie da się ich odróżnić od rówieśników. Może czasem tylko po butach widać, że więcej przeszli" - opowiada Sikora.

Gdy w 2019 roku Fundacja starała się policzyć bezdomnych młodych w Warszawie, okazało się, że wybierają też inne miejsca do przetrwania. "Nie było ich w pustostanach znanych systemowi. Rzadko żyją w grupach, a do schronisk zgłaszają się nieliczni. Młodzi są też dużo bardziej mobilni - poniedziałek w Warszawie, wtorek we Wrocławiu. Dlatego wciąż tak mało o nich słychać" - dodaje.

Pandemia pogłębia problem

Jak przyznaje Sikora, problem nasiliła pandemia. Fundacja odbiera cztery raz więcej zgłoszeń niż wcześniej. Podobne doświadczenia ma Lambda Warszawa.

"Zgłasza się do nas co najmniej jedna osoba LGBT tygodniowo, która szuka wsparcia" - mówi Radziszewska.

Przede wszystkim zamknięcie młodych w domach odcięło im drogi przetrwania.

Ewa Miastkowska uważa, że problem nasila też nagonka na osoby LGBT.

"To, co mówili politycy PiS w kampanii, to, co z ambon głosili hierarchowie Kościoła Katolickiego, to, co działo się na Marszu Równości w Białymstoku — to wszystko ma wpływ na młode osoby LGBT. Czują bezradność, niemoc, poczucie niesprawiedliwości, często wpadają w poważne kryzysy psychiczne. Narracja z góry odbija się też na tym, co dzieje się w rodzinach. Część reakcji na nienormatywność dziecka może być dużo bardziej radykalna niż wcześniej".

Udostępnij:

Anton Ambroziak

Dziennikarz i reporter. Uhonorowany nagrodami: Amnesty International „Pióro Nadziei” (2018), Kampanii Przeciw Homofobii “Korony Równości” (2019). W OKO.press pisze o prawach człowieka, społeczeństwie obywatelskim i usługach publicznych.

Przeczytaj także:

Komentarze