09 listopada 2020

Strajk Kobiet i policyjne pałki w poniedziałkowy wieczór. "Blokowali jedną ulicę, szliśmy drugą"

"Chcemy edukacji nie indoktrynacji" - skandowali ludzie pod resortem edukacji, a później protest szedł dalej pod hasłami walki o prawa kobiet, LGBTQ+ i sprzeciwu wobec PiS. "To nasze ulice, nie Kaczyńskiego" - skandowano. Policja blokowała trasy i goniła spacerujących

9 listopada Warszawski Strajk Kobiet razem z organizacjami nauczycielskimi i studenckimi zorganizowali protest pod hasłem: "Czarnek, idź do diabła". To była manifestacja przeciwko Przemysławowi Czarnkowi, skrajnie prawicowemu nowemu szefowi resortu edukacji i nauki. Protestujący ruszyli spacerem przez Warszawę, podczas gdy oddziały policji próbowały ich blokować. "Największa gra w berka w historii polskiej polityki" - komentowano we wpisach w serwisie Telegram.

Początek: Czarnek do diabła

O godz. 18:00 pod siedzibą Ministerstwa Edukacji Narodowej krzyczano: "Chcemy edukacji nie indoktrynacji" oraz "Wypierdalaj" pod adresem nowego ministra edukacji i nauki Przemysława Czarnka - nominacja byłego wojewody lubelskiego znanego z homofobicznych i mizoginicznych wypowiedzi została przez wielu przyjęta jako ostateczny cios wymierzony w polską edukację i wolność myśli w szkołach i na uniwersytetach.

Warszawa, protest 9.11.2020

Nowy minister tuż po nominacji zdążył już m.in. grozić nauczycielom i uczniom, którzy brali udział w ostatnich protestach wywołanych zakazem aborcji wprowadzonym przez upolityczniony oraz zależny od obozu władzy Trybunał Konstytucyjny. Zagroził też uczelniom odbieraniem funduszy za popieranie manifestacji w obronie praw kobiet.

Minister zapowiedział koniec "pedagogiki wstydu" i "jednoznaczne poprawienie podręczników”. Ale własny dorobek naukowy musiał lekko podkręcić.

Uczestnicy spaceru pod MEN protestowali przeciwko dyskryminacji, zastraszaniu i ingerowaniu w autonomię uniwersytetów. Żądano dymisji Czarnka, spełnienia postulatów Strajku Nauczycieli, zagwarantowania autonomii i wolności myśli na uniwersytetach, rzetelnej edukacji seksualnej, natychmiastowego wycofania religii ze szkół, usunięcia wszystkich seksistowskich oraz dyskryminujących społeczność LGBTQ+ treści z podręczników szkolnych oraz rewizji listy lektur pod kątem treści ksenofobicznych, seksistowskich, dyskryminujących osoby nieheteronormatywne i rozszerzenia opieki psychologicznej oraz finansowania psychiatrii dziecięcej.

Trzech na jednego

Od początku protestu na miejscu była policja w dużej liczbie. "Na jedną osobę przypada około trzech funkcjonariuszy" - komentował Maciek Piasecki z OKO.press w relacji na żywo prowadzonej na naszym profilu facebookowym. "6-osobowy oddział właśnie rozmawia z parą. Gdzie się nie obejrzę, są policjanci".

Protest zorganizowano w formie spaceru, który nie jest obecnie zakazany pandemicznymi przepisami.

"Nie boimy się policji. Nie jesteśmy żadnym nielegalnym zbiegowiskiem. Oni zamiast nas chronić chronią budynki" - mówili organizatorzy protestu przez megafon, a policja zaczęła puszczać swoje dobrze już wszystkim znane nagranie "Mamy stan pandemii", nawołując do rozejścia się i informując, że zgromadzenia są nielegalne.

Warszawa, protest 9.11.2020

Około 18:30 kilka osób usiadło i blokowało ulicę, policja zaczęła ich wynosić. Spisywano uczestników, próbowano wlepić mandaty, ale protestujący ich nie przyjmowali.

"Jedną z obywatelek RP policja zaczęła wyciągać za rękę. Wyglądało to tak, jakby używali zbyt dużej siły jak na starszą osobę. Ludzie mówili mi, że od przemówienia Kaczyńskiego policja zaczęła reagować o wiele bardziej zdecydowanie" - relacjonował Maciek Piasecki.

Pod MEN zatrzymano m.in. Klementynę Suchanow. Protestujący zagrozili: albo ją wypuszczacie, albo idziemy na Żoliborz. Suchanow wypuszczono.

Podchody

Spacer spod MEN przemieścił się następnie pod siedzibę Trybunału Konstytucyjnego. Hasła z edukacyjnych zmieniły się w okrzyki w obronie praw kobiet, w tym prawa do aborcji.

"Ludzie postali, pokrzyczeli, samba pograła i ruszyli na plac Unii, gdzie chodzili w kółko przez pół godziny" - relacjonuje fotoreporterka OKO.press Agata Kubis. "Krzyczano: "Nie będziesz szła sama" oraz "To nasze ulice, nie Kaczyńskiego". Na takiej energii, pod hasłem "Nie oddamy ulic", demonstranci szli dalej".

Protest ruszył na Marszałkowską. Tam zatrzymano jedną osobę. Policja starała się przemarsz blokować, ale nie nadążała.

W pewnym momencie policja odcięła przejście przez plac Zbawiciela, więc protestujący utorowali sobie przejście Trasą Łazienkowską: dwujezdniową trasą szybkiego ruchu. "Myślałam, że dostanę zawału, jak padło hasło, żeby wchodzić na drogę. Ale ludzie weszli w te pędzące samochody i zablokowali trasę" - mówi Kubis.
Warszawa, protest 9.11.2020

Spacerowicze poszli na plac na Rozdrożu i dalej trwały podchody z policją.

"Jak policja blokowała z prawej, manifestanci szli w lewo. Funkcjonariusze biegali w pełnym rynsztunku i nie nadążali za tym, co się dzieje" - relacjonuje Kubis. Przez Żurawią i Plac Trzech Krzyży przemarsz doszedł na Książęcą, gdzie policja użyła siły.

"Dwóch funkcjonariuszy wbiegło w tłum z pałkami, poturbowali reportera, ale na tym się skończyło" - relacjonuje Kubis. "Kiedy kogoś zatrzymywano, ludzie krzyczeli: bez niej nie idziemy" - relacjonował dziennikarz OKO.press Robert Kowalski. Jego film z protestu zobaczycie tutaj:

Przy siedzibie Giełdy Papierów Wartościowych spontanicznie powstała kolejna siedząca blokada. Policja wynosiła uczestników i spisywała.

Policjanci otoczyli część osób kordonem. Jedna z kobiet w relacji OKO.press skarży się, ze wyciągnięto ją i rzucono o ziemię. Nie wiadomo dlaczego. Nasz reporter Maciej Piasecki pytał kobiety, czy stawiały może opór. "Pięć dziewczyn i jedna starsza pani?" - pyta jedna ze spisanych kobiet, bohaterka filmu Roberta Kowalskiego znana jako Polska Babcia. "Mamy materiały, ale tego policjanta, który mnie popchnął, szybko usunięto z kręgu i odmawiają nam podania jego danych" - mówiła jedna z kobiet.

Warszawa, protest 9.11.2020

Policja legitymowała i wlepiała mandaty. "Ludzie, z którymi rozmawiałem, mówili o karach w wysokości 20 - 50 zł za udział w nielegalnym zgromadzeniu albo blokowanie trasy. Mandatów nikt nie przyjmował" - mówi Maciek Piasecki. Około 23:00 ludzie zaczęli się rozchodzić.

Osoba zatrzymana przez policję na Marszałkowskiej spędzi noc na komisariacie, zarzuty usłyszy jutro. Planowana jest demonstracja solidarnościowa pod komendą na ul. Jagiellońskiej.

Udostępnij:

Marta K. Nowak

Absolwentka MISH na UAM, ukończyła latynoamerykanistykę w ramach programu Master Internacional en Estudios Latinoamericanos. 3 lata mieszkała w Ameryce Łacińskiej. Polka z urodzenia, Brazylijka z powołania. W OKO.press pisze o zdrowiu, migrantach i pograniczach więziennictwa (ośrodek w Gostyninie).

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne