02 października 2021

Przerażeni, popędzani ludzie, szczeka na nich pies. Straż Graniczna nagrana podczas push-backu

Pierwszy raz z tak bliska. OKO.press dostało film dokumentujący, jak polska Straż Graniczna przez dziurę w "płocie Błaszczaka" usiłuje przepchnąć na Białoruś grupę imigrantów. Akcję filmowali Białorusini. Szczególnie zależało im na dobrych ujęciach psa szczekającego na zdesperowanych ludzi

Nasza redakcja dostała film, który prawdopodobnie został nagrany przez białoruskich pograniczników. Sfilmowali jak polska Straż Graniczna przez dziurę w płocie na granicy, usiłuje przepchnąć grupę ludzi na Białoruś.

Rozmowy Białorusinów wskazują na to, że od początku spodziewali się, że film zostanie opublikowany - zapewne w celach propagandowych. Filmowani zza drutu kolczastego mundurowi z wilczurami, poganiający w środku nocy umęczonych ludzi, budzą najgorsze skojarzenia. "Poświeć tam", "Filmuj psa" - krzyczą do siebie Białorusini. Ale Polacy nie zważają na to, robiąc swoje.

Zdecydowaliśmy się opublikować film, bo potwierdza to, o czym od kilku tygodni donoszą działające na wschodniej granicy organizacje pozarządowe, osoby prywatne i sami uchodźcy, którym udało się przedostać do Polski czy Niemiec: że Straż Graniczna stosuje nielegalne push-backi. Czyli wypycha za granicę obcokrajowców, nie sprawdzając, czy mają prawo do ochrony międzynarodowej. Film potwierdza, że polskie władze od tygodni nie mówią nam prawdy, o tym co dzieje się na białoruskiej granicy.

Niestety przez to, że od miesiąca rządzący nie dopuszczają do granicy dziennikarzy (i nie dopuszczą przez kolejne dwa miesiące) - nie możemy sami legalnie relacjonować rozgrywających się tam zdarzeń.

"Nie możemy ich przegonić, bo jest czterech Białorusinów"

Akcja rozgrywa się w nocy, przy metalowym płocie rozwiniętym wzdłuż białoruskiej granicy - nie wiemy jednak, gdzie dokładnie. Nagrywana jest przez Białorusinów - prawdopodobnie pograniczników, którzy zauważyli, że polska Straż Graniczna przepycha na ich stronę imigrantów.

Białorusini podchodzą do płotu i jeden z nich instruuje kogoś, by mu "poświecił". W płocie wycięta jest dziura, przez którą - schylając się - może przejść człowiek. Przez chwilę widać przez nią umundurowanego funkcjonariusza SG pochylającego się nad człowiekiem, który wyjmuje jakieś rzeczy z plecaka. Wokół są jeszcze inni pogranicznicy oraz imigranci, ale zła jakość filmu nie pozwala policzyć, ilu jest ich dokładnie. Potem następuje cięcie.

Po polskiej stronie granicy trwa jakiś ruch. Do dziury w płocie zbliżają się ludzie, za nimi widać polskich pograniczników.

"Zobacz psa", "psa filmuj" - komenderuje ktoś z białoruskiej strony. Po polskiej, w ciemnościach, za imigrantami, widać jak ktoś szarpie smycz. Ktoś chyba wypowiada komendę "bierz!".

Grupa wypychanych ludzi jest coraz bliżej dziury w płocie i wygląda na to, że mają przez nią przejść. Zaganiają ich polscy pogranicznicy - głównie ten z psem. Funkcjonariusz krzyczy do grupy: "Go!" ("Idzcie!") i wykonuje ręką ruch pokazujący, że mają się przesuwać. "Tam gdzie przyleźliście ("Tam gdzie przeszliście"?). Go!" - instruuje ich.

Białorusini co chwila krzyczą: "No!", "Nie na Białoruś!".

Słychać, że Polacy się naradzają. Jeden - prawdopodobnie zwracając się przez radiostację do bazy - mówi: "Słuchaj, nie możemy ich przegonić, bo po tamtej stronie jest czterech Białorusinów i stoją na środku".

Znów następuje cięcie.

W końcu Straż Graniczna pakuje ludzi do swojego auta. Na tym film się kończy.

"Filmuj psa!"

Wszystko wskazuje na to, że Białorusini od początku zajścia chcieli je przede wszystkim dobrze nagrać. Dlatego jeden z nich komenderuje, by poświecić na grupę po polskiej stronie i kilkakrotnie powtarza, by "filmować psa".

Filmowani zza drutu kolczastego mundurowi z wilczurami, poganiający w środku nocy umęczonych ludzi, budzą najgorsze skojarzenia.

Funkcjonariusze Straży Granicznej nic sobie jednak z tych komend, wskazujących jasno na intencje Białorusinów, nie robią. Przeciwnie: wiedząc, że zostali nakryci i że są nagrywani, nadal napierają na imigrantów, szczują ich psem i na koniec głośno przyznają, że nie mogą przegonić grupy, bo blokują to Białorusini.

Zachowanie polskich pograniczników może wskazywać, że takie sytuacje jak ta z nagrania, już im spowszedniały. Nie wycofują się po pojawieniu się Białorusinów i nie ukrywają push-backu, bo prawdopodobnie robią to nie pierwszy raz.

Władza do push-backów się nie przyznaje

Rządzący nie przyznają się oficjalnie do stosowania push-backów. Na zadawane wprost pytania o to, czy Afgańczycy, Irakijczycy, Syryjczycy i inni obcokrajowcy są wypychani przez Straż Graniczną na Białoruś, przedstawiciele rządu nie odpowiadają.

Prawo do ubiegania się o status uchodźcy zapisane zostało w art. 56 ust. 2 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej. Potwierdzają je także obowiązujące Polskę umowy i przepisy międzynarodowe - m.in. konwencja genewska, dotycząca statusu uchodźców. Art. 33 tej konwencji określa, że żadne państwo, które ją ratyfikowało "nie wydali lub nie zawróci w żaden sposób uchodźcy do granicy terytoriów, gdzie jego życiu lub wolności zagrażałoby niebezpieczeństwo ze względu na jego rasę, religię, obywatelstwo, przynależność do określonej grupy społecznej lub przekonania polityczne."

Każdy, kto przebywając na naszej granicy, zgłosi funkcjonariuszowi Straży Granicznej zamiar przekroczenia granicy, w celu ubiegania się w Polsce o ochronę międzynarodową, powinen zostać wpuszczony na nasze terytorium, a funkcjonariusze SG powinni przyjąć od niego odpowiedni wniosek. Do czasu rozpatrzenia, czy takiej osobie rzeczywiście potrzebna jest ochrona międzynarodowa - bo np. jest prześladowana w swoim kraju ze względów politycznych, czy np. tylko poszukuje lepszych warunków życia, powinna ona przebywać w ośrodku dla uchodźców.

20 sierpnia wiceminister spraw wewnętrznych Maciej Wąsik, z upoważnienia ministra Mariusza Kamińskiego wydał jednak rozporządzenie, które, według rządzących, ma sankcjonować wypychanie obcokrajowców za granicę. Zgodnie z tym rozporządzeniem obcokrajowiec, który został "ujawniony" na "przejściu granicznym, na którym ruch graniczny został zawieszony lub ograniczony oraz poza zasięgiem terytorialnym przejścia granicznego", ma zostać zawrócony "do linii granicy państwowej".

Według prawników, rozporządzenie jest nielegalne i nie może być podstawą push-backów.

Udostępnij:

Bianka Mikołajewska

Od wiosny 2016 roku wicenaczelna i szefowa zespołu śledczego OKO.press. Wcześniej dziennikarka „Polityki” (2000-13) i krótko „GW”. W konkursie Grand Press 2016 wybrana Dziennikarzem Roku. W 2019 otrzymała Nagrodę Specjalną Radia Zet - Dziennikarz Dekady. Laureatka kilkunastu innych nagród dziennikarskich. Z łódzkich Bałut.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne