Polskie prawo zakazuje przetrzymywania cudzoziemców, którzy są ofiarami tortur, w więziennych warunkach. Praktyka jest inna, w strzeżonych ośrodkach w Polsce cierpią całe rodziny, które uciekły przed drastycznymi prześladowaniami. Ośrodki zamknięte stały się instytucjami przemocowymi, „stajemy się bezwzględni"- alarmuje RPO

Doświadczenie tortur niszczy wszystko – zdolność do normalnego funkcjonowania, a w końcu osobowość, rodzinę, całe społeczności. „Ludzie, którzy przeżyli tortury, często nie noszą tego doświadczenia na zewnątrz, chociaż zmagają się z nim codziennie. Trauma to rana, której nie widzimy gołym okiem” – tłumaczyła Ala Elczewska, psycholożka i ekspertka DIGNITY – duńskiego Instytutu Przeciwko Torturom – podczas debaty o sytuacji osób z zespołem stresu pourazowego trzymanych w strzeżonych ośrodkach dla cudzoziemców.

„Tacy ludzie tracą zaufanie do drugiego człowieka, czyli podstawę wszelkich relacji międzyludzkich. Naszym najbardziej podstawowym zadaniem jest to zaufanie odbudować” – przekonuje Elczewska.

Z częścią cudzoziemców, którzy przybywają do Polski w poszukiwaniu ochrony, robimy coś dokładnie odwrotnego. Zamykamy ich w więziennych warunkach strzeżonych ośrodków dla cudzoziemców, mimo że zabrania tego nawet polskie prawo i czekamy, aż ich stan pogorszy się na tyle, że trzeba ich będzie hospitalizować.

Omawiamy najważniejsze wątki panelu dyskusyjnego dotyczącego osób z zespołem stresu pourazowego trzymanych w strzeżonych ośrodkach dla cudzoziemców, który 26 kwietnia odbył się w Biurze RPO. Głos zabrali tam międzynarodowi eksperci specjalizujący się w pomocy osobom z doświadczeniem tortur, przedstawiciele Straży Granicznej oraz Krajowego Mechanizmu Prewencji Tortur (KMPT), którzy wizytowali strzeżone ośrodki dla cudzoziemców w Polsce.

„Stan pogarszał się w detencji”

Kilka przykładów z raportu KMPT, zespołu ekspertów działającego przy RPO,  po wizytacji w polskich ośrodkach zamkniętych dla cudzoziemców:

„Kobieta (Czeczenka) z 18-miesięcznym dzieckiem – zgłosiła, że była torturowana w kraju pochodzenia (szczegóły i charakter tortur ze względu na tabu kulturowe znajdują się w dokumentacji wewnętrznej KMPT). Stan psychofizyczny pacjentki adekwatny był do doświadczeń ciężkiej przemocy i tortur. Zaobserwowane symptomy wskazywały na rozwój PTSD i depresji. Stan kobiety pogarszał się w detencji.

Czeczen. Podczas badania zgłaszał tortury i nieludzkie traktowanie w kraju pochodzenia, mówił też o przemocy wojennej, w wyniku której doznał urazów klatki piersiowej, ma też przestrzeloną nogę. To, co mówił, zgadzało się z jego stanem psychofizycznym. Miał blizny po ranie postrzałowej nogi oraz dokumentację medyczną potwierdzającą niepełnosprawność, historię leczenia psychiatrycznego w Niemczech i liczne opisy objawów świadczących o pogarszaniu się stanu zdrowia pod wpływem detencji.

Czeczenka, żona tego mężczyzny, często płakała, widać było jej obniżony nastrój, zgłaszała też dolegliwości somatyczne, powtarzała, że »nie jest w stanie wytrzymać«, ujawniała poczucie zagrożenia”.

Nie ma wojny

Jeszcze niedawno rząd PiS chętnie wypowiadał się na tematy uchodźcze, deklarując, że w sposób prawdziwie rewolucyjny opiera się idei solidarnej relokacji uchodźców w ramach UE. „Pomagamy na miejscu” brzmi rządowe motto oraz „przecież przyjęliśmy Ukraińców” (choć przyjechali pracować, a nie ratować życie).

Ale Polska ma „własnych” uchodźców, poszukujących u nas ochrony. Przybywają z państw, w których nie ma wojny, są za to tortury, morderstwa polityczne, nieludzkie traktowanie. Z Czeczenii czy Tadżykistanu uciekają całe rodziny przed nieludzkim traktowaniem, kobiety ratujące się przed śmiercią honorową i ofiary represji.

Uchodźcy już tu są, a w Polsce zamiast pomocy czeka ich często kolejna trauma. Choć polskie prawo przewiduje – pod naciskiem unijnych dyrektyw – specjalne, bardziej humanitarne traktowanie takich osób, to reprezentujący państwo urzędnicy nie zawsze.

„Kiedyś taki nie byłem, coś się ze mną stało”

Co najczęściej przeżywają osoby, które doświadczyły tortur?

  • flashback – czyli wciąż powracające obrazy tortur. „Nigdy nie są całkowicie odprężeni, wciąż włącza się tamten film uruchamiany przez różne mechanizmy – może to być umundurowany człowiek na ulicy albo podniesiony głos, czy zapach” – tłumaczyła Elczewska;
  • natrętność myśli – „wciąż myślą o tamtej krzywdzie, nie potrafią się od tego uwolnić, cierpią na bezsenność. Odbieranie snu to zresztą jedna z najczęściej używanych tortur – długie przesłuchania, walenie w drzwi w nocy, niepokój stwarzany przez strażników – strategiczna tortura, która doprowadza człowieka do stanu, kiedy mamy nad nim władzę”;
  • stany lękowe – „wszystkiego się boją, ciemności (przesłuchania w nocy), ludzi, nowych sytuacji, zamkniętych drzwi… te lęki towarzyszą im na co dzień” – mówiła psycholożka;
  • utrata zdolności do koncentracji – „przez to nie są czasem w stanie nauczyć się nowego języka, co utrudnia uzyskanie np. obywatelstwa, czyli opieki państwa. Problemy z koncentracją wpływają też na relacje z ludźmi – łatwiej popadasz w konflikty, kiedy zapominasz, co się mówiło, co podpisywało”;
  • podirytowanie – „czasem trudno z nimi rozmawiać, bo często nie zdają sobie sprawy z tego, co doprowadza do wybuchów gniewu, a my przecież boimy się gniewu drugiego człowieka”;
  • zmiana osobowości – „to chyba najtragiczniejsza konsekwencja” – mówiła Elczewska. – „Ludzie mówią: kiedyś taki nie byłem, coś się ze mną stało. Nie są w stanie współżyć w grupie, współpracować, to odbija się na całych rodzinach. Tortura to nigdy nie jest prywatna sprawa, niszczy całe grupy społeczne”.

PTSD to nie tylko stan psychiczny, ale też fizyczny. „Chroniczne bóle głowy, potęgujące bezsenność, problemy z jedzeniem…” – wymienia Elczewska. – „Nie mówiąc już o tym, że tortury okaleczają, deformują także ciało”.

Jedną z tortur najczęściej stosowanych w Azji i krajach arabskich jest falanga, która polega na biciu w stopy. Powoduje problemy z chodzeniem, a w końcu z postawą i kręgosłupem.

„Konwencja przeciwko torturom ONZ, w art. 14. mówi o tym, że osoby, które przeżyły tortury, powinny mieć jak najszybszy dostęp do holistycznej pomocy (psychologicznej, medycznej, prawnej)” – tłumaczyła Maria Książak z Międzynarodowej Inicjatywy Humanitarnej oraz Europejskiej Sieci Ośrodków Rehabilitacji Ofiar Tortur. – „A my im to prawo odbieramy, izolujemy od skutecznej rehabilitacji, odkładamy na nie wiadomo kiedy”.

Prawo zabrania, praktyka pozwala

Artykuł 88 a pkt 3. ustawy o udzielaniu cudzoziemcom ochrony na terytorium RP stanowi, że osób wnioskujących o ochronę międzynarodową „nie umieszcza się w strzeżonym ośrodku ani nie stosuje się wobec nich aresztu dla cudzoziemców, w przypadku gdy:
1) mogłoby to spowodować niebezpieczeństwo dla ich życia lub zdrowia;
2) ich stan psychofizyczny może uzasadniać domniemanie, że byli poddani przemocy;
3) są małoletnimi bez opieki lub osobami niepełnosprawnymi”.

Jak to możliwe, że ofiary tortur mimo wszystko przebywają w ośrodkach?

„Mamy 48 godzin od zatrzymania na podjęcie decyzji” – tłumaczyła pracownica Straży Granicznej.

Fakty są takie, że Straż Graniczna ani wydający opinię lekarz nie przykładają szczególnej wagi do identyfikacji osób, które doświadczyły przemocy podczas decydowania o umieszczeniu w ośrodku.

„Z dokumentacji medycznej cudzoziemców sprawdzanych przez KMPT wynika, że badania albo nie są prowadzone w ogóle, albo są prowadzone niezwykle wybiórczo” – mówiła Ewa Kownacka, ekspertka KMPT.

Zdarza się, że ignorowana jest nawet istniejąca dokumentacja medyczna, w której zdiagnozowano zespół stresu pourazowego (np. w ośrodku w Niemczech).

A co z zagrożeniem życia i zdrowia? KMPT sygnalizowało, że lekarze często rozpatrywali tylko przesłanki medyczne istniejące w momencie badania. Orzekali czy w danym momencie cudzoziemiec może zostać umieszczona w ośrodku, nie zastanawiając się, jak odbije się to na jego zdrowiu.

„A takie osoby mogą pozornie całkiem dobrze funkcjonować w momencie zatrzymania, nawet jeśli rozwinęły się już u nich  zaburzenia. W stresującej sytuacji, jaką jest zatrzymanie przez Straż Graniczną, mogą nie wykazywać objawów lub je ukryć” – zwracała uwagę Elczewska, która w Danii pracuje od kilkudziesięciu lat z uchodźcami, którzy doświadczyli tortur.

„Tortura jest bardzo często źródłem wstydu, to nie jest coś, o czym mówi się głośno. Jeśli uchodźca stracił bliskich, rodzinę, to często rodzi to w nim poczucie winy. Inni zginęli, a ja przeżyłem. Musimy zapewnić odpowiednie warunki, żeby ten człowiek podzielił się tym przeżyciem” – mówi Elczewska. Nie zapewniamy.

Wrażliwość kulturowa nie jest wymagana

Czy funkcjonariusze Straży Granicznej oraz badający uchodźców lekarze wiedzą, że:

  • osoby z Kaukazu rzadko mówią o krzywdach, które ich spotkały;
  • często mają jeszcze świeże ślady tortur, ale nie widać ich spod tradycyjnych w regionie koszul z długimi rękawami (torturujący o tym wiedzą);
  • w Polsce dalej czują się zagrożeni, często muszą się ukrywać przed agentami Kadyrowa, który otwarcie chwali się, że dopadnie dysydentów wszędzie;
  • nie mają odruchu zaufania wobec urzędnika państwowego, bo to ze strony państwa dotykała ich opresja;
  • gwałt jest tematem tabu, kobiety są w tamtych kulturach za niego obarczane winą, więc nie łatwo jest o nim mówić.

Pogranicznicy mogą nie wiedzieć, bo takiej wiedzy się od nich nie wymaga. Diagnozę lekarza medycyny ogólnej często traktuje się zresztą poważniej niż psychologa czy psychiatry.

„W Urzędzie do Spraw Cudzoziemców towarzyszyłam osobie, która przeszła przez straszne tortury. Na pytania urzędnika odpowiadała w obecności siedmiu innych osób, przy otwartych drzwiach, przez które przechodziły inne osoby z Kaukazu Północnego, które zostawiały tam odciski. Czy to są warunki do rozmowy o przeżytych torturach?” – opowiadała Maria Książak.

Uchodźcy często więc z Polski uciekają. „W Berlinie trafiają do mnie osoby, które nie wytrzymały w Polsce. Mają poczucie, że nikt ich nie słyszy, nie chroni, nikt im nie wierzy. Mamy bardzo niski odsetek przyznawanej ochrony międzynarodowej i brak poważnego podejścia do ryzyka tortur” – mówiła Książak.

Cudzoziemcy na ogół nie wiedzą, że na podstawie unijnego rozporządzenia Dublin III, zostaną do Polski cofnięci. A wtedy jest już prawie pewne, że trafią do strzeżonego ośrodka dla cudzoziemców.

W szponach algorytmu

Cudzoziemcy, którzy doświadczyli tortur, trafiają więc do ośrodka strzeżonego z różnych powodów – bo wolno na 48 godzin, bo lekarz pozwolił, bo Straż Graniczna wnioskowała, a sąd nie miał nic przeciwko.

W ośrodku – argumentuje się – jest przecież więcej czasu i można się uważniej przyjrzeć, żeby zidentyfikować wrażliwe osoby i jak najszybciej je z ośrodka wypuścić, prawda?

Straż Graniczna ma swoje procedury identyfikacji osób „wymagających szczególnego traktowania” znajdujących się w ośrodku, między innymi ofiar tortur. Sam fakt, że istnieje taki „algorytm” – jak lubią strażnicy nazywać swoje procedury – wskazuje, że prawo nie jest przestrzegane i do ośrodków trafiają cudzoziemcy, którzy nie powinni się tam znaleźć. Niestety algorytm nie jest też po to, żeby to prawo egzekwować.

„Algorytm jest sprzeczny z konwencją w sprawie zakazu stosowania tortur ONZ, protokołem stambulskim, polskim prawem, etyką lekarską…” – wylicza Książak. – „W związku z tym w strzeżonych ośrodkach nie identyfikuje się ofiar tortur, a zidentyfikowane trzyma wbrew prawu”.

Straż Graniczna zakłada cztery możliwe diagnozy i związane z nimi procedury:

  • cudzoziemiec nie był ofiarą przemocy, w związku z czym dalszy pobyt w strzeżonym ośrodku nie spowoduje niebezpieczeństwa dla jego życia i zdrowia;
  • cudzoziemiec był poddany przemocy, ale jego stan psychofizyczny nie wymaga wdrożenia terapii, a dalszy pobyt w strzeżonym ośrodku nie zagraża jego życiu lub zdrowiu;
  • cudzoziemiec był poddany przemocy i jego stan psychofizyczny wymaga terapii, która może być jednak wdrożona w warunkach strzeżonego ośrodka;
  • cudzoziemiec był poddany przemocy i jego stan psychofizyczny wymaga terapii, która może być wdrożona wyłącznie w szpitalu psychiatrycznym.

Tylko w ostatnim przypadku procedura zakłada opuszczenie ośrodka, mimo że przepisy zabraniają trzymania tam każdej osoby, która doświadczyła przemocy.

W wystąpieniu do Komendanta Straży Granicznej z 30 czerwca 2017 Rzecznik Praw Obywatelskich, poza oczywistą niezgodnością z przepisami, zwraca uwagę, że „analizowana procedura nie uwzględnia oczywistego faktu, że u wielu cudzoziemców – ofiar tortur lub innych form przemocy – samo pozbawienie wolności i jego przedłużanie może doprowadzić do pogorszenia stanu zdrowia, w efekcie czego konieczna będzie ich hospitalizacja psychiatryczna”, a czekanie do tego momentu, żeby wypuścić cudzoziemca uznał za niehumanitarne.

Komendant Straży Granicznej tego poglądu nie podzielił. Poinformował za to o organizowanych szkoleniach dla pracowników i uznał, że pomoc udzielana cudzoziemcom w ośrodkach jest adekwatna.

Detencja torturą

Pozbawienie wolności nie bez powodu jest najwyższym wymiarem kary. Straż Graniczna i sądy stosują ją jednak lekką ręką. Ustawa przewiduje, że detencja nie powinna trwać dłużej niż 6 miesięcy, ale bywa przedłużana nawet do 15 miesięcy.

Obecność cudzoziemca jest wymagana tylko podczas podejmowania decyzji o umieszczeniu w ośrodku, przy podejmowaniu decyzji o przedłużaniu – już nie.

„Przedłużająca się detencja sama w sobie może stać się torturą” – alarmuje Książak. „Medycznie PTSD bez leczenia przechodzi w bardziej skomplikowane zaburzenia niszcząc osobowość, całe rodziny i społeczności. Dlatego tak ważna jest szybka identyfikacja i rehabilitacja”.

„Warunki detencji wzmagają traumy” – potwierdza Elczewska. – „Doświadczenie pokazuje, że  zawsze kończą się pogorszeniem stanu cudzoziemca, towarzyszy im poczucie bezradności, zagubienia i opresji”.

Program pilotażowy Stowarzyszenia Interwencji Prawnej pokazuje, że można inaczej – po ludzku.

Według Hanny Machińskiej, zastępczyni RPO, proces leczenia tej sytuacji musi objąć całe społeczeństwo. „Ludzie nie mogą żyć w strachu przed migrantami, w narracji narzucanej przez polityków, która przypomina czasy nazistowskie” – mówiła. – „Zawodzi prawo i praktyka jego stosowania, stajemy się coraz bardziej bezwzględni”.


Absolwentka MISH na UAM, ukończyła latynoamerykanistykę w ramach programu Master Internacional en Estudios Latinoamericanos. 3 lata mieszkała w Ameryce Łacińskiej. Polka z urodzenia, Brazylijka z powołania. W OKO.press pisze o zdrowiu, migrantach i pograniczach więziennictwa (ośrodek w Gostyninie).


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym