Tysiące pożarów, niskie stany rzek, zagrożenie upraw. Przełom kwietnia i maja przyniósł intensywną suszę. Niewiele dał zalegający przez wiele tygodni śnieg, na nic zdadzą się też nawałnice
W tę wiosnę pomagać w pokonaniu suszy ma „wodny superbohater”. To postać z materiałów dla szkół podstawowych, które mają ułatwić nauczanie o suszy. Ubrany w niebieski kombinezon mężczyzna przypomina ulubieńców mas z komiksów Marvela. Gdyby istniał naprawdę, a jego moce rzeczywiście pozwalałyby na walkę z suszą, miałby teraz kupę roboty. Dlaczego? Bo ostatnim mokrym miesiącem był listopad zeszłego roku – mówi OKO.press hydrolog, dr Sebastian Szklarek.
– Wtedy opady mieściły się w normie wieloletniej, od tego czasu każdy kolejny miesiąc to mniejszy lub większy deficyt opadów – mówi nam naukowiec z Uniwersytetu Łódzkiego i autor bloga „Świat Wody”. Tam pisze o „dynamicznym rozwoju suszy” w marcu i kwietniu. Jeszcze na początku marca niski stan wody notowano na nieco ponad 10 proc. stacji mierzących wysokość przepływu na polskich rzekach. Po majówce wartość ta doszła do 73 proc. Średnie stany notuje się w 25 proc., a wysokie – w zaledwie 2 proc. z punktów pomiarowych.
Nieco nadziei mogła dawać zima – po raz pierwszy od lat przynosząca temperatury w normie lub poniżej normy, a także utrzymującą się na większości powierzchni kraju pokrywę śnieżną. Śnieg to ważny sprzymierzeniec w walce z suszą. Jego stopniowe topnienie pozwala nawodnić pola, lasy i łąki wczesną wiosną, wspomaga wegetację, a także uzupełnia poziom wody w rzekach. Im w zimie jest go mniej, tym gorzej dla przyrody. Roztopy przyniosły chwilową poprawę sytuacji. Wynikało to jednak w dużej mierze z zatorów lodowych.
„Nawet jeżeli w lutym i na początku marca obserwowano lokalnie wyższe stany wody w rzekach, a także widać było wodę stojącą na polach, to sytuacja ta bardzo szybko się zmieniła” – oceniał na łamach portalu Smoglab prof. Tomasz Kałuża z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu. – „Niewielkie, wręcz skąpe opady i przejście w fazę intensywnej wegetacji roślin (co skutkuje dużym zapotrzebowaniem na wodę) – oznacza podwyższone ryzyko rozwoju niżówki i lokalnej suszy hydrologicznej w kolejnych tygodniach”.
Śnieg leżał stosunkowo długo, ale nie były to wybitnie wysokie opady – zauważał w Radiu Wrocław hydrolog, dr Marcin Widowiski. „Śnieg pada i zalega, nie akumuluje się i nie zwiększa zawartości wody w pokrywie” – wyjaśniał ekspert.
Suma opadów w styczniu wyniosła poniżej 50 proc. wieloletniej normy, w lutym – nieco powyżej 70 proc. normy. Potem przyszedł marzec – trzeci najsuchszy w historii polskich pomiarów, z zaledwie 28,6 proc. normy.
– Pokrywa śnieżna dawała nieco złudne nadzieje. Śnieg oczywiście utrzymywał się długo w wielu miejscach, ale to była cienka warstwa. Kiedy zaczęła topnieć, to nie była taka ilość wody, jakiej potrzebowała przyroda. Dało to trochę wilgoci na starcie, ale ta zima nie odbudowała zasobów, tym bardziej że mrozy w większości części kraju wystąpiły jeszcze przed opadem śniegu. Ziemia najpierw zdążyła się zmrozić, przez co woda nie przesiąkała, dopiero potem dopadał śnieg, co utrudniło uzupełnienie wód podziemnych na początku opadów. A marzec nie dość, że był ciepły, to jeszcze ekstremalnie suchy, w kwietniu nie było lepiej – ocenia dr Szklarek.
– Ostatnie wiosny były raczej słabe, jedynie dwa lata temu mieliśmy porządne roztopy i widać było to po stanach rzek. Poza tą wiosną było sucho, a w tym roku zauważamy już po raz kolejny zamieci piaskowe, które tworzą się w niektórych regionach – mówi nam ekspert.
W marcu średnia suma opadów wyniosła 10,8 mm na metr kwadratowy – to zaledwie 29 proc. normy z lat 1990-2020. Wiosna przyniosła też epizody nawalnego deszczu, który jednak nie nawadnia środowiska we właściwy sposób, nie wsiąkając w suchą glebę i od razu odpływając w kierunku rzek.
W związku z tym mapa wysokości wody w rzekach przygotowana przez Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej na większości powierzchni kraju pokazuje czarny kolor, symbolizujący ich niski stan (niebieski oznacza normalny, żółty – wysoki). IMGW ostrzega przed suszą hydrologiczną, czyli niskim stanem wód powierzchniowych, w województwach: zachodniopomorskim, kujawsko-pomorskim, małopolskim, śląskim i mazowieckim. Na przełomie kwietnia i maja doszły do tego wysokie temperatury, jedne z najwyższych w skali całej Europy.
W prognozach przy takiej aurze często można usłyszeć o „pięknej pogodzie”, sprzyjającej majowemu wypoczynkowi. Ale sytuacja jest fatalna – szczególnie w lasach, gdzie rośnie ryzyko pożarowe. Według danych Lasów Państwowych na większości powierzchni Polski obowiązuje średni i duży stopień zagrożenia pożarowego.
Poważne zagrożenie pożarowe panuje na większości obszaru kraju. Rządowe Centrum Bezpieczeństwa ostrzegło w tej sprawie mieszkańców ośmiu regionów. 4 maja alert obejmuje województwa:
Pod koniec kwietnia płonęły już połacie Puszczy Białowieskiej – konkretnie 6 hektarów lasu w rezerwacie Kozłowe Borki. „Polska znajduje się w europejskiej czołówce pod względem liczby pożarów lasów, a zdecydowana większość z nich ma źródło w działalności człowieka” – przekazywali nam eksperci z Pracowni na rzecz Wszystkich Istot. Państwowa Straż Pożarna jedynie w ostatni weekend kwietnia interweniowała przy 228 pożarach lasów, od początku roku zanotowano aż dwa tysiące podobnych zdarzeń. Leśnicy apelują o nierozpalanie ognia w wyschniętych lasach.
Wiosna jest trudna dla strażaków, ale powody do niepokoju mają również rolnicy, którzy obawiają się o stan upraw rzepaku. Jak pisze branżowy serwis Farmer.pl, tegoroczna wiosna jest „najgorszym sezonem od lat” dla hodowców tej rośliny.
„Również pola, na których zadbano o ochronę i nawożenie, prezentują niski poziom rozwoju. Łany są wyraźnie przerzedzone, miejscami widoczna jest nadal goła gleba, a rośliny mają ograniczoną zdolność do umocnienia pędów bocznych. W efekcie rośliny są słabe i wyjątkowo niskie. W takich warunkach trudno mówić o realnych szansach na odbudowę plonu, nawet jeśli pojawiłyby się opady w najbliższych dniach” – czytamy na łamach portalu. To kolejne zmartwienie dla rolników, którzy przez wojnę na Bliskim Wschodzie i zamknięcie Cieśniny Ormuz mierzą się z niestabilnością na rynku nawozów. Przez Ormuz przepływa znaczna część składników nawozów azotowych i gazu ziemnego, potrzebnego do ich produkcji.
– To bardzo trudny początek sezonu wegetacyjnego – potwierdza Szklarek. – Przez to, że marzec był cieplejszy, wegetacja trochę wcześniej ruszyła, co też jest sporym problemem w skali ostatnich lat – bo uprawy są narażone na przymrozki, które nadal występują mimo postępującej zmianie klimatu. Nie bez powodu mówi się o “Zimnej Zośce”. A więc pojawiają się kwiaty, rusza wzrost na polach, potem przychodzi mróz, a rolnicy i sadownicy zmagają się z ryzykiem utraty plonu. Zobaczymy, jak sytuacja będzie rozwijała się w kolejnych tygodniach – ocenia sytuację ekspert.
Prognozy z kilkudniową perspektywą na razie pokazują szanse na burze i gwałtowny deszcz. Szanse na takie opady są głównie na zachodzie i północy kraju. Nawałnice nie odbudowują jednak skutecznie zasobów. Hektolitry wody spadające na wyschnięte podłoże w większości nie wchłoną się w glebę, spływając szybko do rzek i kanalizacji. Opady obejmujące większą powierzchnię Polski możliwe są dopiero pod koniec tygodnia.
– Powinniśmy sobie życzyć długotrwałej mżawki, ale to się raczej nie wydarzy – mówi dr Szklarek. –Miejmy nadzieję, że częściej występować będą niegwałtowne opady, że fronty będą przechodzić nad krajem regularnie, na przykład co tydzień, i że coraz lepiej będziemy radzić sobie z tym, by zatrzymać ją w środowisku – podsumowuje specjalista.
Reporter, autor tekstów dotyczących klimatu i gospodarki. Absolwent UMCS w Lublinie, wcześniej pracował między innymi w Radiu Eska, Radiu Kraków i Off Radiu Kraków, publikował też w Magazynie WP.pl i na Wyborcza.pl. Jeden ze współautorów podcastu "Drugi Rzut Oka". Interesuje się tematyką transformacji energetycznej, transportu publicznego, elektromobilności, w razie potrzeby również na posterunku przy tematach popkulturalnych. Mieszkaniec krakowskiej Mogiły, fan Eurowizji, miłośnik zespołów Scooter i Nine Inch Nails, najlepiej czujący się w Beskidach i przy bałtyckich wydmach.
Reporter, autor tekstów dotyczących klimatu i gospodarki. Absolwent UMCS w Lublinie, wcześniej pracował między innymi w Radiu Eska, Radiu Kraków i Off Radiu Kraków, publikował też w Magazynie WP.pl i na Wyborcza.pl. Jeden ze współautorów podcastu "Drugi Rzut Oka". Interesuje się tematyką transformacji energetycznej, transportu publicznego, elektromobilności, w razie potrzeby również na posterunku przy tematach popkulturalnych. Mieszkaniec krakowskiej Mogiły, fan Eurowizji, miłośnik zespołów Scooter i Nine Inch Nails, najlepiej czujący się w Beskidach i przy bałtyckich wydmach.
Komentarze