Mamy jeszcze 12 lat na zatrzymanie globalnego wzrostu temperatury. Potem zostanie nam tylko adaptacja do katastrofalnych zmian klimatu. Taki wniosek płynie z najnowszego raportu Międzyrządowego Zespołu ds. Zmiany Klimatu. Polski rząd wydaje się to rozumieć. Ale z węgla zrezygnować nie chce. I wciąż mami wizją lasów pochłaniających CO2

Jeśli ludzkość nie zatrzyma ocieplenia klimatu na poziomie 1,5 stopnia Celsjusza w porównaniu z epoką sprzed rewolucji przemysłowej, to dojdzie do katastrofy klimatycznej – ostrzega najnowszy raport Międzyrządowego Zespołu ds. Zmiany Klimatu (ang. IPCC). Naukowcy potwierdzili, że już doszło do globalnego wzrostu temperatury o 1 stopień Celsjusza. Walka o pozostałe pół stopnia Celsjusza to batalia o taki świat, jaki jeszcze znamy.

„Świat się gotuje, a wywołany przez człowieka kryzys klimatyczny dotyka nas również w Polsce. Żeby uniknąć najbardziej katastrofalnych skutków zmiany klimatu, czyli coraz dłuższych fal upałów, powodzi, huraganowych wiatrów i coraz bardziej dotkliwych susz, świat musi w ciągu dekady zmniejszyć o połowę emisje gazów cieplarnianych” – mówi powiedział Marek Józefiak z Greenpeace Polska.

„Uniknięcie czarnego scenariusza nadal jest możliwe, jednak nie mamy już ani chwili do stracenia” – dodaje koordynator organizacji ds. klimatu i energii.

Lektura innego dokumentu – aktualnie projektowanej polskiej „Polityki ekologicznej państwa 2030” – zdaje się sugerować, że rząd PiS zdaje sobie sprawę z powagi sytuacji. Kłopot w tym, że przewidziane w tym dokumencie strategicznym środki zaradcze są – delikatnie rzecz ujmując – nieadekwatne.



Susze i powodzie, czyli przyszłość Polski

W Polsce już zaczynamy doświadczać skutków globalnych zmian klimatycznych. To m.in. nękające nas – w zasadzie już co roku – susze, czy powodujące zniszczenia w miastach i lasach orkany.

Opracowywana przez Ministerstwo Środowiska „Polityka ekologiczna państwa 2030” pokazuje , że polskie władze mają świadomość katastrofalnych zjawisk, których przyczyny tkwią w procesie globalnego ocieplenia . Kilka cytatów:

  • ” […] województwo łódzkie będzie zagrożone silnym pustynnieniem oraz równolegle powodziami w dolinach największych rzek regionu, tj. Warty, Pilicy i Bzury”;
  • „Poważne zagrożenie suszą identyfikuje się na terenie województwa kujawsko-pomorskiego, zwłaszcza na Kujawach, Pojezierzu Dobrzyńskim i Pojezierzu Chełmińskim. Równolegle zagrożenie powodziowe występuje w Dolinie Wisły, Dolinie Noteci i Dolinie Drwęcy. […] Narażone na powodzie są tereny inwestycyjne i duże miasta województwa opolskiego z uwagi na ich położenie w dolinach rzecznych, szczególnie w dolinie Odry i Nysy Kłodzkiej”;
  • „Duże zagrożenie występowania porywistych wiatrów i nawalnych deszczy zidentyfikowano m.in. w województwie lubuskim i pomorskim, zwłaszcza na obszarach zurbanizowanych”;
  • „Prognozowany wzrost intensywności i częstotliwości występowania sztormów oraz wzrost wysokości fal na Morzu Bałtyckim spowodują nasilenie zjawisk erozji wybrzeża oraz wzrost zasolenia wód gruntowych na obszarach niżej położonych”.

Autorzy strategii podkreślają, że „konsekwencje wystąpienia ekstremalnych zjawisk pogodowych i katastrof naturalnych” – jak choćby nawałnicy, która przeszła przez znaczną część województwa pomorskiego w sierpniu 2017 roku – „mają charakter długoterminowy”.

A na dodatek sprawiają, że „na obszarach dotkniętych klęską zamierają tradycyjne dla tych obszarów formy aktywności społeczno-gospodarczej, takie jak turystyka, przemysł drzewny, gospodarka leśna”. Zaś „przywrócenie tych obszarów do stanu sprzed nawałnicy zajmie wiele lat”.

Przestroga przed COP 24

IPCC to zespół badaczy z 195 krajów, również z Polski. Przygotowany przezeń raport to obecnie najbardziej kompletna i godna zaufania ocena oraz prognoza zachodzących na świecie zmian klimatycznych i ich skutków. Jest to tzw. metaanaliza, która powstała w oparciu o 6 tys. artykułów naukowych dotyczących globalnego ocieplenia.

Opracowanie powstało na prośbę 195 państw, które w 2015 roku podpisały tzw. Porozumienie paryskie. Dlatego jest to również dokument o ogromnym znaczeniu politycznym.

Ukazuje się tuż przed grudniowym szczytem klimatycznym COP 24, który odbędzie się w Katowicach, podczas którego państwa – sygnatariusze konwencji ONZ w sprawie zmian klimatu będą debatować nad sposobami zatrzymania zmian klimatycznych.

Co nam grozi

Jeśli globalny wzrost temperatury przekroczy 1,5 stopnia Celsjusza? Opisał to zespół portalu naukaoklimacie.pl:

  • Zwiększy się częstotliwość zabójczych dla ludzi i niszczycielskich dla rolnictwa fal upałów. Są one niebezpieczne i uciążliwe już teraz. Ale powyżej tej progu temperatury niektóre części Bliskiego Wschodu i Afryki nie będą się już nadawały do zamieszkania. Całe masy ludności zostaną zmuszone do migracji, co z kolei będzie miało wpływ na światową sytuację polityczną.
  • Poważne niedobory wody dotkną co najmniej 8 proc. ludzkości. Prognozuje się, że w rejonie Morza Śródziemnego spadek ilości dostępnej wody sięgnie 17 proc. Sytuacja nie będzie tak dramatyczna w centrum Europy – również w Polsce – ale zmieni się dynamika opadów, w efekcie czego będzie jeszcze więcej susz niż dziś.
  • Po 2050 roku 98 proc. raf koralowych będzie zagrożone zniszczeniem.
  • Arktyka przez kilka miesięcy w roku będzie pozbawiona lodu. A ponieważ ten odbija promieniowanie słoneczne, to zwiększy się ilość pochłanianej przez Ziemię energii. To z kolei będzie prowadziło do dalszego ocieplania się klimatu.
  • Postępować będzie wymieranie gatunków. Wymrze nawet 25 proc. z monitorowanych obecnie na świecie 80 tys. gatunków zwierząt i roślin.


Mamy 12 lat na zatrzymanie katastrofy

Kluczem dla powstrzymania tych katastrofalnych zmian jest radykalne ograniczenie wykorzystywania przez ludzkość paliw kopalnych.

A to z pewnością nie będzie łatwe, ponieważ – jak podaje Międzynarodowa Agencja Energii – ludzkość blisko 81 proc. energii produkuje z węgla, ropy i gazu.

Tymczasem, jak głosi raport IPCC, zatrzymania wzrostu ocieplenia na poziomie 1,5 stopnia Celsjusza wymaga ograniczenia zużycia węgla w gospodarce 0 ok. 2/3 do 2030 r. A do 2050 r. ludzkość powinna wytwarzać energię elektryczną ze źródeł innych niż węgiel, bo tylko tak uda się utrzymać emisję gazów cieplarnianych na zerowym bilansie.

Ponadto, redukcji musi ulec również zużycie ropy. W 2030 roku powinno być ono o 37 proc. niższe niż w 2010 roku.

Co prawda, teoretycznie jest możliwe, że udałoby się powrócić do wartości poniżej 1,5 stopnia Celsjusza, gdyby została ona przekroczona. Wymagałoby to zastosowania technologii polegającej na wyłapywaniu CO2 bezpośrednio z atmosfery.

Problem w tym, że dotąd nie opracowano takiej technologii. I nie wiadomo, czy takie rozwiązanie byłoby w ogóle skuteczne.

Leśne fantazje resortu

Próżno jednak w cytowanym wyżej rządowym dokumencie szukać ambitnego i odważnego planu odejścia od paliw kopalnych. Zresztą – jak trafnie zauważył portal wysokienapiecie.pl – w „Strategii…” w ogóle nie mówi się o „dekarbonizacji”. Zamiast tego mowa jest o „neutralności klimatycznej”.

Co prawda – jak czytamy – „wspierane będą m.in. inwestycje związane ze wzrostem produkcji energii ze źródeł odnawialnych, ze szczególnym uwzględnieniem źródeł stabilnych, takich jak: ciepłownie geotermalne, pompy ciepła, biogazownie i małe elektrownie wodne”.

Ale i tu pojawia się znak zapytania. Bo dokument nie uwzględnia rozwoju pozyskania energii z wiatru i słońca.

Jak więc Polska chce walczyć ze zmianami klimatu? „Prowadzenie wielofunkcyjnej i trwale zrównoważonej gospodarki leśnej, oprócz uzyskania postulowanej przez Porozumienie paryskie neutralności klimatycznej, przyczyni się do ochrony różnorodności biologicznej i tworzenia miejsc pracy, zwłaszcza na terenach niezurbanizowanych” – stwierdzają autorzy rządowego dokumentu.

Innymi słowy, powielają mity eksministra środowiska Jana Szyszki, który mamił nas wizją pochłaniających CO2 tzw. leśnych gospodarstw węglowych w taki sposób, że ostatecznie „wyjdziemy na zero”.

Tyle, że to są kompletne fantazje. Owszem – jak mówił Marcin Popkiewicz, ekspert ds. polityki klimatycznej – „przeciwdziałanie wylesianiu i zalesianie są istotną częścią polityki ochrony klimatu”. Ale tylko częścią, i to wcale nie najważniejszą, bo

„nie ma fizycznej możliwości skompensowania emisji gazów cieplarnianych za pomocą zalesiania”.

W realiach polskich kluczowe jest bowiem odejście od węgla. A na to politycznej woli nie ma.


Dziennikarz i publicysta. Członek zespołu redakcyjnego „Dzikiego Życia”. Jeśli czegoś nie pisze lub nie czyta, to najpewniej siedzi gdzieś w lesie. Instruktor sztuki przetrwania. W OKO.press pisze o ekologii i dokonaniach komisji smoleńskiej.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym