0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Photo by AFPPhoto by AFP

Po kilku napiętych tygodniach udało się doprowadzić do porozumienia między prezydentem Syrii Ahmadem asz-Szar’ą a Mazlumem Abdim, naczelnym dowódcą Syryjskich Sił Demokratycznych – formacji zdominowanej przez Kurdów.

Rozejm to kamień milowy dla władz w Damaszku, które od miesięcy dążyły do integracji kraju po zakończeniu wieloletniej wojny domowej. Dla Kurdów oznacza jednak utratę wywalczonej autonomii i strach przed tym co przyniesie przyszłość.

Do niedawna SDF kontrolowały około jednej czwartej terytorium Syrii, w tym większość głównych złóż ropy. Asz-Szar’a, próbując umocnić swoją władzę, kusił Kurdów obietnicami uznania ich za oficjalną mniejszość narodową oraz nadania językowi kurdyjskiemu formalnego statusu. Mimo to kurdyjskie władze pozostają nieufne – dotychczasowa integracja innych regionów kraju miała brutalny przebieg.

Asz-Szar'a jednoczy Syrię

Gdy pod koniec 2024 roku doszło do przełomu w syryjskiej wojnie domowej, władzę w Damaszku przejął Ahmad asz-Szar’a – dotychczasowy lider koalicji Hajat Tahrir asz-Szam (HTS), wywodzącej się z Dżabhat an-Nusra, która z kolei była syryjskiego odłamem Al-Kaidy.

Znany wcześniej pod nom de guerre jako Abu Muhammad al-Dżaulani, przeszedł wyraźną transformację wizerunkową: wojskowy mundur zastąpił garniturem, a retorykę dżihadu – językiem stabilizacji, jedności narodowej i odbudowy państwa. Nowy przywódca zapowiadał pokojową tranzycję, amnestię dla więźniów politycznych oraz stopniową integrację rozproszonych ośrodków władzy w ramach jednego państwa. Deklarował też uznanie praw mniejszości etnicznych i religijnych.

Rzeczywistość szybko okazała się jednak bardziej brutalna. W wielu regionach proces przywracania kontroli przez Damaszek przebiegał siłowo, a mniejszości, które w czasie wojny wykształciły własne struktury autonomiczne lub oddziały samoobrony, zaczęły stawiać opór.

Przeczytaj także:

Starcia w regionach mniejszościowych

Jednymi z pierwszych, którzy znaleźli się pod presją nowych władz, byli alawici – społeczność, z której wywodził się obalony prezydent Baszar al-Asad. W nadmorskich regionach kraju doszło do walk, w których zginęło między tysiąc a dwa tysiące osób.

Od lutego 2025 roku napięcia wybuchały także na południu między siłami rządowymi a społecznościami druzyjskimi na południu Syrii. W lipcu wybuchł spór między arabskimi beduinami a społecznościami druzyjskimi na południu Syrii. Przyłączyły się do niego wspierające beduinów siły rządowe i arabskie milicje. Z kolei Druzdów militarnie i politycznie wsparł Izrael. W walkach zginęło łącznie około dwóch tysięcy osób, z czego połowa to cywile – głównie Druzowie. Setki tysięcy osób zostało przesiedlonych.

Najpoważniejszą przeszkodą na drodze do pełnej centralizacji państwa pozostawali jednak Kurdowie. W liczącej około 25 mln mieszkańców Syrii Kurdowie stanowią około 10 proc. Około – bo od rewolucji w 2011 roku nie mamy dokładnych danych i musimy polegać na szacunkach.

Zamieszkujący północną Syrię naród od czasu wojny domowej zbudował nie tylko własne struktury administracyjne, lecz także dobrze zorganizowane siły zbrojne – Syryjskie Siły Demokratyczne (SDF). Formacja ta przez lata kontrolowała znaczną część północno-wschodniej Syrii i odegrała kluczową rolę w rozbiciu terytorialnego kalifatu ISIS.

Kurdowie nie dążyli do secesji, jednak istnienie autonomii DAANES (Democratic Autonomous Administration of North and East Syria, Demokratyczna Autonomiczna Administracja Północnej i Wschodniej Syrii) stanowi dla nowych władz wyzwanie nie tylko militarne, lecz także ustrojowe.

Rożawa nie podważa bowiem syryjskich granic – podważa samą ideę scentralizowanego państwa jako jedynej formy władzy. I wreszcie to na północnym wschodzie znajdują się najważniejsze syryjskie złoża ropy.

Rożawa – autonomia bez państwa

Rożawa (po kurdyjsku „zachód”) to potoczna nazwa kurdyjskiej autonomii, która częściowo pokrywała się z zachodnią częścią geograficznego Kurdystanu. Jej twórcy od początku podkreślali, że nie dążą do budowy niepodległego państwa, lecz do stworzenia systemu samorządów funkcjonujących w ramach istniejących granic Syrii.

Region ten jeszcze przed wojną należał do najbiedniejszych i najbardziej zaniedbanych w kraju. W czasach rządów Hafiza al-Asada setki tysięcy Kurdów pozbawiono obywatelstwa, a władze prowadziły politykę osiedlania tam ludności arabskiej. Kiedy w 2011 roku wybuchła arabska wiosna, a zaraz o potem wojna domowa, Kurdowie zabezpieczyli zamieszkiwane przez siebie terytoria przy pomocy zorganizowanych oddziałów samoobrony i – na zgliszczach upadającego państwa syryjskiego – jednostronnie ogłosili autonomię.

Model polityczny rozwijany w Rożawie inspirowany był ideą tzw. demokratycznego konfederalizmu, stworzonej przez Abdullaha Öcalana, więzionego w Turcji lidera Demokratycznej Partii Kurdystanu (PKK). Wizja ta jest przeciwna centralnie zarządzanym państwom narodowym, zamiast nich proponuje władzę w rękach autonomii lokalnych społeczności.

W praktyce Rożawa stała się laboratorium tej idei. Wraz z rozszerzaniem kontrolowanego terytorium okazało się jednak, że Kurdowie nie stanowią już większości w obrębie autonomii. W odpowiedzi zaczęto promować bardziej inkluzyjną nazwę DAANES podkreślając jej wieloetniczny charakter. Oprócz kurdyjskiego status języków urzędowych uzyskały tam również arabski i asyryjski. Istotnym elementem systemu była też formalna równość płci, m.in. poprzez zasadę współprzewodnictwa – stanowiska kierownicze obsadzały zawsze dwie osoby, w tym co najmniej jedna kobieta.

Rożawa – lewicowa utopia?

Demokratyczna autonomia lokalnych kantonów była w swojej istocie pomysłem unikatowym – przypominającym raczej federację w stylu Szwajcarii aniżeli jakiekolwiek współczesne państwo Bliskiego Wschodu. Nic więc dziwnego, że Rożawa budziła duże zainteresowanie za granicą, zwłaszcza w środowiskach lewicowych i anarchistycznych, które widziały w niej próbę budowy oddolnego, zdecentralizowanego systemu władzy w realiach wojny. Dowód, że lokalne samorządy mogą funkcjonować nawet w warunkach konfliktu – choć, rzecz jasna, z niezastąpioną pomocą amerykańskiego lotnictwa.

Oczywiście Rożawa „lewicową utopią” była głównie w dokumentach i deklaracjach. Autonomia przez cały okres istnienia funkcjonowała w warunkach permanentnego zagrożenia militarnego, co wzmacniało rolę struktur wojskowych. Syryjskie Siły Demokratyczne (SDF) często dominowały nad administracją cywilną, a kluczowe stanowiska pozostawały w rękach Kurdów, co budziło niezadowolenie części arabskich mieszkańców regionu. W takich warunkach część planowanych procedur demokratycznych, w tym wybory do lokalnych organów przedstawicielskich, była odkładana lub przeprowadzana w ograniczonej formie.

Krytycy wypominają władzom Rożawy łamanie praw człowieka, na przykład przetrzymywanych w obozach jeńców wojennych i dzieci przymuszanych do walki. Nowe zasady miały służyć tylko Kurdom, wprowadzano je przemocą, a działalność kulturalna była podporządkowana krzewieniu ideologii Öcalana, porównywanej czasem do kultu jednostki. A przede wszystkim: sprzymierzenie się z uważanymi przez dużą część Bliskiego Wschodu wrogami: USA i Izraelem.

Wróg nr 1 Kurdów: Turcja

Zarzuty te władze DAANES odpierały, wskazując na wyjątkowe warunki wojenne oraz skalę zagrożenia ze strony ISIS. W Rożawie nikt nikomu głów nie ścinał, a gdy w innych regionach kraju panował chaos, w Rożawie działały szkoły, teatry i inne placówki kulturalne. Arabowie stanowili przynajmniej połowę oddziałów SDF, nawet jeśli kierownictwo pozostawało głównie kurdyjskie.

W odróżnieniu od wielu stron syryjskiej wojny, DAANES udzieliło Międzynarodowemu Komitetowi Czerwonego Krzyża dostępu swoich ośrodków detencyjnych – stąd właśnie krytyczny raport o ich warunkach. Ich sojusz z USA miał charakter taktyczny – służył pokonania Państwa Islamskiego,

Największym wrogiem kurdyjskiej autonomii w Rożawie była od początku Turcja, która uważa SDF za terrorystów, przedłużenie Partii Pracujących Kurdystanu (PKK) i potencjalny zalążek kurdyjskiego powstania w Anatolii. Z tego powodu granica turecko-syryjska była przez większość czasu szczelnie zamknięta, by odciąć Kurdów z Rożawy od wsparcia ze strony Kurdów tureckich z Bakuru.

W dodatku Turcja, wraz ze wspieraną przez siebie Syryjską Armią Narodową (była to opozycyjna armia wobec rządu Asada) w 2018 r. najechała na kurdyjskie terytoria w Afrin i przeprowadziła na nich czystkę etniczną.

Patowa sytuacja

Gdy w grudniu 2024 r. prezydentem post-asadowskiej Syrii został Ahmad asz-Szar’a, dni DAANES były już policzone. Nowy prezydent jasno dał do zrozumienia, że nie będzie tolerował rozdrobnionego państwa. W marcu 2025 roku asz-Szar’a podpisał porozumienie z Mazlumem Abdim, dowódcą Syryjskich Sił Demokratycznych (SDF). Dokument przewidywał wycofanie kurdyjskich oddziałów za Eufrat, stopniową integrację struktur SDF z aparatem państwowym, otwarcie przejść granicznych oraz wspólne działania przeciwko pozostałościom sił lojalnych wobec Asada. Abdi miał objąć stanowisko wiceministra obrony w nowym rządzie.

Dla kurdyjskich władz była to sytuacja patowa. Stany Zjednoczone, wcześniej kluczowy partner wojskowy SDF, wyraźnie zasygnalizowały gotowość do współpracy z nowymi władzami w Damaszku. W samej autonomii rosło natomiast niezadowolenie części arabskich mieszkańców,

Przede wszystkim z kurdyjskich rządów niezadowoleni byli zamieszkujący DAANES Arabowie, którzy uważali, że nie mają proporcjonalnego udziału w rządzeniu regionem, co rodziło wrażenie, że są obywatelami drugiej kategorii. Choć część z nich początkowo wsparła projekt autonomii i dołączyła do walki z ISIS, po upadku kalifatu i końcu rządów Asada dla wielu z nich ważniejsza stawała się stabilizacja i normalizacja relacji z resztą kraju niż utrzymywanie nieuznawanej autonomii. Dlatego coraz częściej nawoływali do konsolidacji z Syrią.

Choć termin pełnej integracji wyznaczono na koniec 2025 roku, proces szybko utknął w martwym punkcie. Damaszek nie chciał zgodzić się na utrzymanie autonomii, a kurdyjskie dowództwo obawiało się całkowitego rozbrojenia i utraty zdolności do obrony. Grali więc na czas, licząc, że sytuacja obróci się w korzystniejszym dla nich kierunku. Być może licząc, że rząd w Damaszku upadnie, a Amerykanie zdecydują się na dalsze wsparcie sprawy kurdyjskiej.

Ofensywa sił syryjskich

Termin ugody minął, a obie strony wzajemnie oskarżały się o łamanie paktu o nieagresji. Na przełomie grudnia i stycznia władze w Damaszku zarzuciły SDF przeprowadzenie ataku na pozycje rządowe w Aleppo. Kurdyjskie dowództwo zaprzeczyło tym oskarżeniom, jednak stały się one bezpośrednim pretekstem do operacji zbrojnej.

Sprzymierzone z rządem milicje rozpoczęły działania zbrojne w północnych, zamieszkanych głównie przez Kurdów dzielnicach Aleppo, które de facto funkcjonowały jako enklawy kontrolowane przez SDF. Po kilku dniach walk, które obfitowały w akty okrucieństwa ze strony arabskich milicji, wynegocjowano wycofanie sił kurdyjskich z miasta. W jego następstwie dziesiątki tysięcy cywilów opuściły swoje domy, w tym także osoby wcześniej przesiedlone z Afrinu po tureckiej ofensywie z 2018 roku.

Po przejęciu kontroli nad tymi obszarami syryjskie wojska rządowe oraz sprzymierzone formacje zaczęły wkraczać na terytoria dotychczas administrowane przez DAANES. Nie rzadko przy aprobacie części arabskich mieszkańców. Część arabskich żołnierzy służących w szeregach SDF przeszła na stronę Damaszku, ułatwiając przejęcie kontroli nad znaczną częścią prowincji ar-Rakka i Dajr az-Zaur, gdzie znajdują się kluczowe złoża ropy.

Nagłe załamanie się linii frontu stworzyło zagrożenie dla systemu obozów, w których SDF przetrzymywały tysiące członków ISIS, w tym cudzoziemców posiadających obywatelstwa państw europejskich. W trakcie ucieczki SDF część osadzonych zdołała zbiec. Obie strony konfliktu wzajemnie oskarżały się o doprowadzenie do tej sytuacji.

Większość uciekinierów została w kolejnych tygodniach zatrzymana. Stany Zjednoczone ogłosiły przejęcie odpowiedzialności za bezpieczeństwo części obozów, a także rozpoczęły relokację wybranych więźniów do Iraku, ku niezadowoleniu irackich szyitów. Jeden z ich liderów, Nuri al-Maliki – wspierany przez Iran, kandydat na premiera Iraku, wprost powiedział, że Syria znajduje się pod „izraelsko-turecką okupacją”.

Oblężenie kurdyjskich enklaw

Kurdyjskie media donoszą, że na „wyzwolonych” przez Syrię terytoriach dochodzi do tragedii a Kurdom grozi czystka etniczna i przemoc ze strony islamistów. Niektórzy żołnierze wywodzą się ze środowisk fundamentalistycznych, a w szeregach nowej syryjskiej armii walczą też najemnicy z Kaukazu. Na publikowanych nagraniach widać bojowników niszczących kurdyjskie cmentarze i pomniki, demonstrujących przed kamerami ścięte włosy kurdyjskich bojowniczek lub po prostu prezentujących z dumą ciała zabitych Kurdyjek. Wszystko to wpisuje się w zasadne obawy mniejszości zamieszkujących Syrię, w tym społeczność jazydzką, która przeżyła ludobójstwa ze strony ISIS.

W obliczu postępów wojsk rządowych SDF wycofały się do dwóch głównych obszarów o zwartej ludności kurdyjskiej: miasta Kobanê oraz północnej części prowincji Hasaka. Regiony te zaczęto przygotowywać do obrony.

17 i 19 stycznia doszło do kolejnych spotkań Ahmada asz-Szar’y z Mazlumem Abdim. Rozmowy zakończyły się jedynie krótkotrwałym zawieszeniem broni, które było wielokrotnie naruszane. Syryjskie siły rządowe rozpoczęły oblężenie Kobanê – miasta o dużym znaczeniu symbolicznym ze względu na jego rolę w walkach z ISIS w 2014 roku. Wtedy Kurdów wsparło amerykańskie lotnictwo i międzynarodowi ochotnicy. Tym razem Kurdowie pozostali na polu walki sami. Miasto było odcięte od zaopatrzenia a kurdyjskie media donosiły, że z powodu zimna i głodu zmarło czworo dzieci.

W geopolitycznym potrzasku

Przyszłość syryjskich Kurdów ponownie staje pod znakiem zapytania. Jeszcze niedawno Syryjskie Siły Demokratyczne stanowiły istotną przeciwwagę dla wojsk rządowych. Ale nowy, post asadowski rząd jest też wspierany przez Turcję, od lat przeciwną wszelkiej kurdyjskiej autonomii.

Stany Zjednoczone nie wykazują gotowości do ochrony Kurdów. Ich współpraca z SDF od początku miała charakter taktyczny i dotyczyła jednego celu – pokonania ISIS. Gdy cel ten został osiągnięty, a w Damaszku pojawiła się nowa władza, znaczenie Rożawy w amerykańskiej strategii wyraźnie zmalało. Dla Waszyngtonu ważniejsze są stabilne relacje z Ankarą oraz nowymi władzami w Damaszku.

Wsparcie dla Rożawy deklarują dziś przede wszystkim środowiska kurdyjskie, zarówno z Kurdystanu irackiego jak i irańskiego, które zapowiadały pomoc humanitarną i napływ ochotników. Równolegle napięcia narastały po drugiej stronie granicy. W miastach południowo-wschodniej Turcji, zamieszkanych w dużej mierze przez Kurdów, dochodziło do demonstracji solidarnościowych, które były stanowczo tłumione przez tureckie służby.

W opinii części arabskich mediów Rożawa bywa przedstawiana jako sojusznik Izraela, ale choć Tel Awiw wspiera Kurdów propagandowo, nie zależy mu na ratowaniu kurdyjskiej demokracji. Dla Izraela korzystna jest Syria słaba, rozbita i zajęta konfliktami wewnętrznymi. Zresztą ewentualny sojusz Kurdów z Izraelem byłby dla nich politycznym samobójstwem: skazałby ich na trwały ostracyzm w świecie muzułmańskim, do którego przecież należą.

Z braku alternatyw, przywódca SDF, Mazlum Abdi musiał zgodzić się na kompromis zaproponowany przez asz-Szar’ę.

Zabiegi dyplomatyczne

Do stołu negocjacyjnego przedstawiciele kurdyjskich władz zasiedli w wyraźnie osłabionej pozycji – po utracie znacznej części terytoriów i przy nikłych szansach na zewnętrzne wsparcie.

Tom Barack – amerykański dyplomata i główny architekt nowego porządku w Syrii, konsekwentnie forsuje narrację, wedle której jedyną realistyczną drogą dla Kurdów jest pełna integracja z nowym rządem, a dla Syrii – silna, centralistyczna władza wspierana przez Turcję. W jego ujęciu Rożawa nie jest partnerem do rozmów, lecz problemem, który należy wchłonąć, zanim stanie się zarzewiem kolejnego konfliktu. Dlatego Barrack namawia Kurdów do kapitulacji, twierdząc, że i tak lepszej oferty już nie dostaną.

Nowe porozumienie między Damaszkiem a SDF podpisano 30 stycznia 2026 r., przy udziale przedstawicieli Stanów Zjednoczonych, Francji oraz władz irackiego Kurdystanu. Propozycja Damaszku może wydawać się hojna, Kurdom obiecano bowiem coś, o czym za czasów Asada mogli tylko pomarzyć: uznanie ich za pełnoprawnych obywateli Syrii, przyznanie językowi kurdyjskiemu statusu oficialnego języka mniejszości oraz symboliczne gesty, takie jak uznanie kurdyjskiego święta Newruz za jedno ze świąt państwowych.

Najważniejszym elementem oferty jest normalizacja relacji z Turcją i otwarcie granicy, co w założeniu mogłoby ożywić kontakty społeczne i gospodarcze między Kurdami po obu stronach. Zadeklarowano również umożliwienie powrotu osobom przesiedlonym w trakcie wojny.

Obawy Kurdów

W zamian Kurdowie muszą pogodzić się ze stratą autonomii. Oznaczało to koniec ambitnego projektu DAANES, który w założeniu miał godzić aspiracje kurdyjskie z wieloetnicznym charakterem regionu. Jak w przypadku każdego kompromisu, wywoływał on szereg obaw, w tym wypadku ze strony Arabów, którzy uważali że w DAANES ich prawa są nieprzestrzegane.

Kurdowie mają szereg powodów, by nie ufać zarówno rządom w Damaszku jak i w Ankarze. Dotychczasowa integracja Syrii przebiegała krwawo. Nowa syryjska władza opiera się na niezdyscyplinowanej armii, nieraz składającej się z byłych dżihadystów. W minionym roku kilkukrotnie oskarżano ich o przemoc wobec licznych, zamieszkujących Syrię mniejszości: alawitów, Druzdów i chrześcijan.

Szansą dla Kurdów jest to, że nie będą oni całkowicie rozbrojeni. W ramach nowej armii zostanie stworzona dywizja składająca się z trzech brygad wcześniej należących do SDF. Na ile zapisy te zostaną zrealizowane w praktyce, pozostaje kwestią otwartą.

Czy to koniec Rożawy?

Nowe porozumienie z rządem w Damaszku, choć daje nadzieję na wygaszenie walk, dla wielu syryjskich Kurdów jest doświadczeniem upokarzającym i symbolem zdrady. Ale w obecnych warunkach pozostaje jedynym realnym wyjściem. Mówienie o kapitulacji jest nadużyciem, Kurdowie przez dekady byli przez osaczające ich państwa wynarodowiani lub w najlepszym razie tolerowani jako obywatele drugiej kategorii. Nauczyli się więc patrzeć na rzeczywistość w sposób pragmatyczny, a kompromis traktować nie jako zdradę, lecz jako narzędzie przetrwania.

W debacie publicznej Kurdowie są przedstawiani najczęściej jako „największy naród bez własnego państwa”. Rzadziej zauważa się, że są też narodem, który często świadomie odrzuca samo państwo jako rozwiązanie ich problemów. Przez dekady to właśnie ze strony państw narodowych, w których Kurdowie byli nieraz największą mniejszością, spotkało ich wynaradawianie, przemoc, lub nawet ludobójstwo.

Przez lata kwestia kurdyjska była instrumentalnie traktowana przez wszystkie regionalne mocarstwa. W regionie bowiem od dekad działa niepisana zasada: najlepiej jest wspierać Kurdów u sąsiada. I tak oto Kurdów tureckich, czy irańskich wspierał przez lat ZSRR, a irackich i syryjskich USA. Nigdy bowiem nie chodziło o ich dobrobyt, a raczej o interesy lokalnych mocarstw.

Dziś historia znów zatacza koło. Decyzje o przyszłości Rożawy zapadły ponad głowami jej mieszkańców, a autonomia staje się kartą przetargową w grze silniejszych. Nie po raz pierwszy prawdziwym staje się powiedzenie, że Kurdowie nie mają innych przyjaciół poza górami.

;
Maciej Augustyn

Kulturoznawca i student iranistyki. Miłośnik autostopu i wszystkiego co na wschód od Polski. Wolontariusz i powsinoga z potrzeby serca.

Komentarze