Michał Szczerba, poseł PO, złożył skargę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka na wykluczenie go przez marszałka z obrad Sejmu 16 grudnia 2016 r. Argumentuje, że doszło do naruszenia jego praw do swobody wypowiedzi i nie miał szans na skuteczne odwołanie się. W podobnej sprawie Trybunał przyznał w 2016 r. rację węgierskiej opozycji

Wysłanie skargi do Strasburga Michał Szczerba ogłosił dzisiaj, 21 lutego 2017, na konferencji prasowej w Sejmie. Podkreślił, że to pierwsza w 25-letniej historii członkostwa Polski w Radzie Europy skarga polskiego parlamentarzysty na ograniczenie wolności wypowiedzi podczas wykonywaniu mandatu poselskiego.

Skarga do Trybunału w Strasburgu składa się z dwóch części. Pierwsza to opis „stanu faktycznego”, czyli okoliczności wykluczenia Szczerby przez Kuchcińskiego plus przepisy polskiego prawa, które regulują takie sytuacje. Druga część uzasadnia, w jaki sposób marszałek Kuchciński naruszył poszczególne artykuły Europejskiej Konwencji Praw Człowieka.

Ekspresowe wykluczenie

16 grudnia 2016 r. Szczerba wszedł na mównicę, by zgłosić poprawki do budżetu umożliwiające budowę w Warszawie sali koncertowej orkiestry Sinfonia Varsovia. Zawiesił na niej zostawioną przez przedmówcę kartkę z napisem „#WolneMediawSejmie”. Była to forma sprzeciwu wobec zapowiadanych przez Kancelarię Sejmu ograniczeń poruszania się dziennikarzy po budynkach parlamentu.

Na sali rozległy się oklaski. Zanim poseł Szczerba zdążył zabrać głos, marszałek Marek Kuchciński dwukrotnie przywołał go do porządku. Następnie wyłączył mu mikrofon, zanim Szczerba zdążył dokończyć zdanie: “Panie Marszałku Kochany! Muzyka łagodzi obyczaje. Dlatego Warszawa jest…”

Kuchciński stwierdził, że Szczerba uniemożliwia prowadzenie obrad. Poseł zdążył jeszcze powiedzieć w jego kierunku: „Ta poprawka dotyczy budowy centrum muzyki. Chodzi o budowę siedziby Sinfonia Varsovia”, ale marszałek nie uwzględnił tych tłumaczeń. Po czterech sekundach od poprzedniego upomnienia ogłosił, że wyklucza posła z obrad Sejmu. Cała procedura od pierwszego upomnienia do wykluczenia zajęła mu mniej niż minutę.

Jeszcze tego samego dnia Michał Szczerba odwołał się od decyzji o wykluczeniu do Prezydium Sejmu. Prezydium – zgodnie z regulaminem – zasięgnęło opinii komisji regulaminowej. Komisja zarekomendowała odrzucenie wniosku Szczerby stosunkiem głosów 9 do 8, a prezydium przychyliło się do tej rekomendacji głosami członków PiS. Decyzja była ostateczna – polskie prawo nie przewiduje sądowej drogi odwoławczej od postanowień prezydium.

Za co ta kara?

Szczerba w swojej skardze stawia zarzut naruszenia prawa do wolności wypowiedzi (art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka) oraz prawa do rzetelnego procesu i skutecznego środka odwoławczego (art. 6 i 13 Konwencji). 

Ograniczanie prawa do wolności wyrażania opinii jest możliwe, o ile spełnia warunki zapisane w Konwencji, m.in. jest “niezbędne w społeczeństwie demokratycznym w interesie bezpieczeństwa państwowego”, a możliwa forma takiego ograniczenia jest zapisana w ustawie. Zdaniem Szczerby decyzja marszałka Kuchcińskiego nie spełniała tych warunków i była nieproporcjonalną karą.

Wymierzając ją, Kuchciński naruszył przepisy regulaminu Sejmu:

  • wywieszenie kartki na mównicy nie było “uniemożliwianiem prowadzenia obrad Sejmu”, a tylko to może być powodem upomnienia i wykluczenia posła.
    Poseł Szczerba nie dał innego powodu do wykluczenia go, takiego powodu nie podał też marszałek ani Prezydium Sejmu. Trudno mówić o uniemożliwianiu prowadzenia obrad przez posła, skoro od wejścia na mównice do wykluczenia minęło zaledwie 65 sekund, z czego część przy wyłączonym mikrofonie. Jak argumentuje Szczerba “wykluczenie z posiedzenia jest dopuszczalne dopiero wówczas, gdy niesubordynacja posła prowadząca do dezorganizacji pracy Sejmu ma wymiar trwały i uporczywy”;
  • regulamin wymaga, by przed wykluczeniem marszałek wyczerpał w całości dostępną ścieżkę środków dyscyplinujących. Tymczasem Kuchciński m.in. pominął pierwszy punkt procedury, czyli “zwrócenie uwagi”;
  • kolejne upomnienia marszałka następowały zbyt szybko. Między trzecim upomnieniem a wykluczeniem minęły zaledwie cztery sekundy, co zdaniem Szczerby, nie dawało mu szans na reakcję. Marszałek nie pozostawił posłowi czasu na zmianę jego zachowania.

Szczerba argumentował także, że zgodnie z orzecznictwem Trybunału w Strasburgu wypowiedziom politycznym – w szczególności prezentowanym w parlamencie – przysługuje szczególna ochrona.

Obejmuje ona także niekonwencjonalne formy takie jak banery, plakaty czy symboliczne gesty.

Wykluczenie posła z obrad bez uzasadnienia zdaniem Szczerby może w konsekwencji działać odstraszająco na posłów opozycji, chcących krytykować rząd i większość parlamentarną.

“Realna obawa przed wykluczeniem z posiedzenia Sejmu, a co za tym idzie możliwości wykonywania mandatu poselskiego uzyskanego w demokratycznych wyborach, może skutkować ograniczeniem swobody debaty parlamentarnej i pluralizmu politycznego,

niezbędnego w demokratycznym społeczeństwie, którego fundament stanowi prawo do swobody wypowiedzi” – napisał Szczerba.



Brak możliwości obrony

Zarzut naruszenia prawa do rzetelnego procesu i skutecznego środka odwoławczego nie ma już związku z konkretnymi decyzjami marszałka Kuchcińskiego. Dotyczy raczej procedury odwoławczej zapisanej w regulaminie Sejmu. Szczerba argumentuje, że odwołanie do Prezydium Sejmu nie jest skutecznym środkiem odwoławczym, bo:

  • prezydium Sejmu w obecnym składzie nie jest bezstronnym organem,
  • nie zapewnia ponownej weryfikacji decyzji marszałka od strony faktycznej i prawnej,
  • nie umożliwia odwołującemu się przedstawienia swojego stanowiska.

Regulamin Sejmu określa skład prezydium bardzo ogólnie: składa się z marszałka i wicemarszałków. Zwyczajowo swojego reprezentanta w prezydium dostaje każda partia opozycyjna. W obecnej kadencji większość sejmowa dopuściła do prezydium sześć osób: oprócz marszałka Kuchcińskiego są to dwaj wicemarszałkowie z PiS oraz po jednym z PO, .Nowoczesnej i Kukiz’15. Swojego wicemarszałka nie ma natomiast PSL. Dzięki temu PiS zachowuje kontrolę nad prezydium, bo przy równej liczbie głosów głos marszałka jest decydujący.

Ta sytuacja, zdaniem Szczerby, rodzi

wątpliwości, czy prezydium może dawać minimalną gwarancję bezstronności i politycznej neutralności. Tym bardziej, że marszałek jako członek Prezydium o rozstrzygającym głosie, był w tym przypadku sędzią we własnej w sprawie.

Wątpliwości co do bezstronności powiększa fakt, że uchwała prezydium odrzucająca odwołanie Szczerby nie zawierała uzasadnienia tej decyzji. Regulamin nie nakłada na prezydium takiego obowiązku.

Regulamin nie dawał też Szczerbie możliwości obrony swojego stanowiska przed prezydium. Mógł wypowiedzieć się – i zrobił to – na posiedzeniu komisji regulaminowej, ale to nie ona podejmuje decyzję.



Węgrzy już wygrali

Trybunał musi najpierw rozstrzygnąć o dopuszczalności skargi, a dopiero w kolejnym kroku rozpoczyna się właściwe postępowanie. Całość zwykle trwa nawet kilka lat. Wyjątkiem są sprawy, w których orzecznictwo jest już ugruntowane. 

W tym przypadku prace Trybunału może skrócić fakt, że w podobnej sprawie zapadł wyrok w 2016 r. Trybunał przyznał wtedy rację posłom węgierskiej opozycji, którzy zaskarżyli decyzje swojego marszałka o nałożeniu kar finansowych m.in. za wywieszenie w sali obrad transparentów i użycie megafonu.

Trybunał orzekł, że kary były nieproporcjonalne, a ścieżka odwoławcza – analogiczna do polskiej – nieskuteczna. W orzeczeniu Trybunał podkreślił, że opozycja powinna mieć szeroki wachlarz sposobów na wyrażenie swojego stanowiska, a sięganie po sposoby nie przewidziane w regulaminie nie może być z góry traktowane jako niedopuszczalne.

Abonament na wolność słowa

Dziennikarz, filozof. Związany z OKO.press od 2016 roku. Wcześniej pisał dla "Gazety Wyborczej". Był nominowany do nagród dziennikarskich. Boksuje.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym