Prawa autorskie: Slawomir Kaminski / Agencja GazetaSlawomir Kaminski / ...
16 grudnia 2020

Szpitale bezprawnie wstrzymują zabiegi aborcji. "Tak na wszelki wypadek, ze strachu"

Choć wyroku TK Julii Przyłębskiej nie opublikowano, wiele szpitali odmówiło wykonywania zgodnych z prawem aborcji. Co jakiś czas któryś szpital zmienia zdanie, ale trzeba interweniować indywidualnie. Kobiety jeżdżą więc od szpitala do szpitala. "Nikt nie zadbał o to, by świadczenie gwarantowane było naprawdę gwarantowane"

"Zaczęłyśmy dostawać telefony od pacjentek, że w całym Poznaniu nie ma ani jednego szpitala, w którym można zrobić aborcję ze względów embriopatologicznych - wciąż zgodną z prawem do momentu opublikowania orzeczenia TK" - mówi OKO.press Krystyna Kacpura, szefowa Federacji na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny.

"Dzwoniłyśmy do szpitali, które deklarowały, że zamówiły ekspertyzy prawne i ich prawnicy polecili, żeby wstrzymać się z zabiegami. Niektóre szpitale po naszych telefonach zmieniały zdanie, ale nie w Poznaniu [OKO.press pisało o tym tutaj]. O deklarację, że zabiegi wciąż są legalne poprosiłyśmy nawet ministerstwo zdrowia i dostałyśmy ją. Ja poprosiłam o interwencję prezydenta Poznania, Jacka Jaśkowiaka - na razie nie odpisał" - mówi Kacpura.

14 grudnia na prośbę Federy z interwencją do szpitala przy ul. Polnej udała się posłanka Lewicy, Katarzyna Ueberhan. Rozmawiała także z dyrektorem szpitala. I udało się - szpital przy ul. Polnej zadeklarował, że przywróci zabiegi aborcji.

Problem jednak w tym, że aborcja ze względów embriopatologicznych to świadczenie finansowane z NFZ, zgodne z prawem, i powinno być z automatu dostępne w każdym szpitalu. Tymczasem udaje się je "wyszarpać" po wielu dniach starań, interwencji i przede wszystkim - w każdym szpitalu osobno. Albo nie i pacjentka musi jechać przez całą Polskę, by trafić do szpitala, który takie zabiegi wykonuje.

Olsztyn i Świdnik

Po 22 października 2020, gdy Trybunał Konstytucyjny pod przewodnictwem Julii Przyłębskiej wydał wyrok, który zakazuje aborcji z przesłanek embriopatologicznych, szpitale wstrzymały zabiegi aborcji. Zrobiły to mimo faktu, że uzasadnienie orzeczenia nie zostało opublikowane.

Zdaniem prawników m.in. z Federy i Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, zabiegi do momentu publikacji są zgodne z prawem i nikt nie może zostać za nie pociągnięty do odpowiedzialności.

O wstrzymaniu wciąż zgodnych z prawem zabiegów pisaliśmy w OKO.press na początku grudnia:

"Zapytaliśmy 130 szpitali z całej Polski (8-10 z każdego województwa), czy wykonują aborcje ze względów embriopatologicznych. Dostaliśmy na razie ok. 70 odpowiedzi. Z tych 70 ok. 60 proc. zadeklarowało, że jest możliwość przeprowadzenia u nich aborcji, a 40 proc., że z różnych przyczyn (np. klauzula sumienia) aborcji nie wykonują. Najczęściej jednak podawano inne przyczyny niż wyrok TK", mówi mec. Jarosław Jagura z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.

O wstrzymaniu aborcji z powodu wyroku TK poinformowały trzy szpitale: Świdnik, miejski szpital zespolony w Olsztynie oraz szpital im. Pirogowa w Łodzi. Po interwencji Fundacji szpitale w Świdniku i Olsztynie zadeklarowały gotowość do wykonywania zabiegów. Sytuację szpitala w Olsztynie opisywała "Gazeta Wyborcza". Pisma z obydwu szpitali można znaleźć na stronie Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.

Lekarz nie łamie prawa

Według prawników Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka zabiegi aborcji są legalne do momentu publikacji wyroku TK: "Wobec braku publikacji wyroku TK w Dzienniku Ustaw zakwestionowany przez Trybunał przepis ustawy o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży zachował swoją moc i może, a nawet powinien, być dalej stosowany, gdyż nadal jest częścią obowiązującego w Polsce porządku prawnego. Zgodnie z Konstytucją wejście w życie orzeczenia TK i utrata mocy obowiązującej przepisu następuje z chwilą oficjalnego opublikowania orzeczenia, a nie jego ogłoszenia na sali rozpraw".

Mec. Jagura: "W chwili obecnej nie doszło do zmian stanu prawnego i nadal obowiązuje przepis pozwalający na przerwanie cięży ze względów embriopatologicznych.

Trzeba także pamiętać, że nawet jeżeli zabieg aborcji zostanie wykonany rano, a po południu wyrok TK zostanie opublikowany, lekarz nie może zostać ukarany. Aborcje pozostają zgodne z prawem jeżeli zostaną wykonane do godziny publikacji wyroku".

Federacja na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny o potwierdzenie takiej opinii poprosiła Ministerstwo Zdrowia. "W związku z powyższym, przepis art. 4a ust. 1 pkt 2 ustawy z dnia 7 stycznia 1993 roku o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży utraci moc z dniem ogłoszenia tego wyroku w Dzienniku Ustaw RP. Dotychczas omawiane orzeczenie TK nie zostało opublikowane, zatem nie weszło jeszcze w życie", pisze w odpowiedzi MZ.

Resort podkreśla także, że aborcja w trzech przypadkach zgodnych z ustawą z 1993 roku jest świadczeniem gwarantowanym i dlatego podmiot leczniczy musi zapewnić jego wykonanie.

Świadczenie gwarantowane? Nie dla kobiet

"To jest naprawdę skandal. Zgodnie z prawem kobieta ma prawo do aborcji w trzech przypadkach, a aborcja to świadczenie gwarantowane przez NFZ. I co? Zamiast tego w środku pandemii musi jeździć po Polsce, bo np. w jej województwie żaden szpital nie wykonuje aborcji. Tak na wszelki wypadek, ze strachu.

Teraz wyobraźmy sobie sytuację tej kobiety: jest w ciąży, płód jest ciężko uszkodzony, teoretycznie ma prawo do aborcji, ale szpital nagle odwołuje zabieg. Idzie do tego szpitala (w okresie pandemii ona nawet nie wie, którym wejściem może do niego wejść), pyta, słyszy, że ciąża zbyt późna, albo, że brak jakiegoś zaświadczenia, a czasem, że badanie za mało wyraźne. Naprawdę, co ona ma zrobić? Jeżeli zwróci się do nas o pomoc, znajdziemy jej szpital, który wykonuje swoje obowiązki, ale może być na przykład na drugim końcu kraju, a jest pandemia. I ona ma tak jeździć, bo nikt nie zadbał o to, by świadczenie gwarantowane było naprawdę gwarantowane?", mówi Krystyna Kacpura z Federy.

"Czasem kobiety w tej sytuacji są tak przestraszone, że po pomoc dzwonią ich partnerzy. Rozmawiałam z jednym z nich jakiś czas temu i w pewnym momencie on przyznaje: wie pani, ja kiedyś podpisałem jakiś projekt ustawy zakazującej aborcji. A teraz dopiero widzę, w jakiej to sytuacji stawia kobiety. Jaką one drogę muszą przejść, żeby dostać to, co im się należy. Nie wiem, czy kiedyś ten podpis odpokutuję".

Udostępnij:

Magdalena Chrzczonowicz

Wicenaczelna OKO.press, redaktorka, dziennikarka. W OKO.press od początku, pisze o prawach człowieka (ostatnio prawach uchodźców i uchodźczyń), prawach reprodukcyjnych, Kościele katolickim i polityce.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne