Na jedną kobietę przed trzydziestką kandydującą na wójta, burmistrza, prezydenta przypada... 19 mężczyzn. W wieku 60 plus - siedmiu. To dyskryminacja oparta na przekonaniu męskich decydentów, że polityka jest nie dla kobiet, zwłaszcza "za młodych" i "za starych". Jakim więc cudem na radne kandydowało ich 76 tys.? Dane PKW potwierdzają, że kwoty mają sens

Według statystyk ogłoszonych przez PKW – wśród osób kandydujących na urząd wójta, burmistrza i prezydenta było 1278 kobiet, ledwie 18 proc. Mężczyzn – 5682.

Na jedną kobietę starającą się o karierę polityczną w swojej miejscowości przypadało więc czterech mężczyzn. I jeszcze pół mężczyzny.

Mało tego, w ponad połowie gmin – 1458 – kandydowali wyłącznie faceci. Analogicznie czysto  kobiecych gmin, było 27 razy mniej – tylko 54; możesz je zobaczyć na mapie BIQdata.wyborcza.pl.

Wybory na prezydentów 10 największych miastach wygrała tylko jedna kandydatka – Hanna Zdanowska w Łodzi.  Podsumowaliśmy też wybory do wszystkich 107 miast. I turę wygrało tylko 11 kobiet, czyli 10 proc. To żałośnie mało, tyle ile w Senacie, zwanym Izbą Wyższą (wyższą, czyli tym bardziej dla mężczyzn).

Kobiety lepsze i gorsze

18 proc. obecności kobiet na listach jest dowodem na to, jak potężny jest stereotyp, że polityka to męska rzecz. Nie ma się co pocieszać, że odsetek rośnie o 2 pkt proc. z wyborów na wybory: w 2006 kandydatki stanowiło 12 proc., w 2010 – 14 proc., w 2014 – 16 proc.

W takim tempie parytet osiągniemy w 2082 roku. O ile będą jeszcze wybory, samorządy, i w ogóle świat.

Ale nie koniec na tym. OKO.press zwróciło uwagę na wiek kandydatów i kandydatek.

Wybory 2018. Wiek kandydatów i kandydatek w wyborach na wójta, burmistrza i prezydenta

18-29 lat
 
30-39
 
40-59
 
60 +

Szokujące dane. Kandyduje aż 19 razy więcej młodych mężczyzn (przed 30-tką) niż młodych kobiet. Dla osób w średnim wieku 30-60 lat, ta proporcja się trochę poprawia – przewaga jest czterokrotna, ale dla najstarszych znowu rośnie i jest ponad siedmiokrotna.

Dyskryminacja młodych kobiet jest zapewne najczystszym wyrazem genderowych uprzedzeń, zgodnie z którymi życie polityczne jest domeną mężczyzn, a rolą młodej kobiety jest raczej troska o domowe gniazdo.

Patriarchalny stereotyp hasa tym łatwiej, że ludzie przed trzydziestką zwykle niewiele jeszcze zdążyli osiągnąć, więc liczy się raczej przekonanie, czy wręcz wiara w ich możliwości, niż rzeczowe argumenty.

Decydenci polityczni – na ogół faceci – bardziej ufają męskim kandydaturom. Co więcej, sami kandydaci prezentują się jako pewni siebie, często nadmiernie przekonani o swych możliwościach. Kandydatki są zwykle rzeczowe i skromne, w tym sensie są „same sobie winne”, a ich niższa samoocena stanowi część problemu.

Trzydziestolatki i kobiety starsze (PKW podaje dane w przedziale 30-39 i 40-59 lat), które mogą wykazać się osiągnięciami – w biznesie, działalności społecznej, nauce czy polityce – nadal pojawiają się na listach rzadziej od mężczyzn, ale już „tylko” czterokrotnie.

Za to wśród najstarszych osób przewaga mężczyzn jest znowu wyższa – ponad siedmiokrotna. To czysty absurd, bo statystycznie kobiety żyją dłużej, w 2016 roku – 81,9 lat, podczas gdy mężczyźni 73,9 lata.

Kandydatka 65-letnia ma przed sobą 17 lat życia (4 kadencje z hakiem, gdyby nie ustawowe ograniczenie), a kandydat w tym wieku tylko dziewięć (2 kadencje i ciut).  Łatwo się domyśleć, kto jest w lepszej formie psychicznej, intelektualnej i fizycznej.

W przypadku osób starszych w grę może wchodzić szczególnie niesympatyczny wymiar uprzedzeń, który polega na ocenie wyglądu. Ten ejdżyzm silniej dyskryminuje kobiety niż mężczyzn: stary mężczyzna jest jeszcze OK, ale stara kobieta przestaje się nadawać. Musi się z tym liczyć nawet Hanna Zdanowska (59 lat), choć robi wrażenie o 10 lat młodszej niż taki na przykład Jacek Sasin (48 lat).

Korekta kwoty

Obrońcy „naturalnego ładu i porządku” często argumentują, że brak kobiet w polityce wynika po prostu z tego, że nie ma odpowiednich kandydatek, a jeżeli nawet są, to nie chcą.

Kłam takim opiniom zadają opublikowane przez PKW statystyki osób kandydujących na stanowiska radnych. Znalazło się aż 75 720 kandydatek i stanowiły aż 41 proc. wszystkich kandydujących.

Mężczyzn chętnych do rad gmin, powiatów i województw było więcej (109 tys.), ale na jedną kobietę przypadało ich zaledwie 1,4. Nadal wystąpiła pewna dyskryminacja kobiet najmłodszych i najstarszych, ale przewaga mężczyzn w tych kategoriach wyniosła tylko – odpowiednio – 1,6 i 1,9 raza.

Wybory 2018. Wiek kandydatów i kandydatek w wyborach do rad gmin, powiatów i sejmików wojewódzkich

18-29 lat
 
30-39
 
40-59
 
60 +

Jakim cudem wśród kandydujących do rad jest aż 41 proc. kobiet, skoro w wyborach na wójtów, burmistrzów i prezydentów było ich tylko 18 proc.?

Odpowiedź jest banalna. W 2011 roku weszła w życie nowelizacja Kodeksu wyborczego, który stanowi, że:

„Na liście kandydatów [do rad]:

1) liczba kandydatów – kobiet nie może być mniejsza niż 35 proc. liczby wszystkich kandydatów na liście;

2) liczba kandydatów – mężczyzn nie może być mniejsza niż 35 proc. liczby wszystkich kandydatów na liście”.

Ta ustawowa zmiana była skutkiem inicjatywy obywatelskiej (120 tys. podpisów) koordynowanej przez Kongres Kobiet. Celem było wprowadzenie parytetów na listach (po 50 proc. dla każdej płci), ale Sejm uznał ten projekt za zbyt radykalny. Sejm nie zgodził się też na wprowadzenie tzw. suwaka (na przemian kobieta-mężczyzna), by zmienić powszechną zasadę, że mężczyźni dostają wyższe miejsca na listach. Wyjątkiem jest tu Platforma Obywatelska, która od kilku wyborów stosuje wewnętrzną regulację: minimum dwie kobiety w pierwszej piątce kandydatów.

Warto zauważyć, że

spełnienie wymogu 35 proc. nie było dla partii większym problemem, skoro kobiet pojawiło się na listach do rad 41 proc., czyli 6 pkt proc. więcej niż minimum. Ponad 11 tys. dodatkowych kandydatek!

Dane PKW dowodzą, jak silny jest antykobiecy stereotyp. Tym bardziej niefortunne były studia wyborcze z I tury wyborów samorządowych, do których niemal wcale nie zaproszono kobiet. Postąpiły tak – z zaskakującą solidarnością – TVP, TVN i Polsat.

Nadreprezentacja mężczyzn w programach publicystycznych, zwłaszcza wyborczych, nie jest nowym zjawiskiem. Monitoring polskich mediów wskazuje zwykle na 18-20 proc. obecność kobiet, przy czym im program czy temat „poważniejszy”, tym ten odsetek maleje. W tematach life-stylowych czy społecznych sięga 30 proc. Zobacz film, który w 2013 roku towarzyszył akcji „Media bez kobiet?” prowadzonej przez Feminotekę i „Gazetę Wyborczą”.

Setki protestów. Tysiące tekstów. Jedne wybory.
Byliśmy i będziemy z Wami.

Naczelny OKO.press. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press