Prawa autorskie: Pawel Malecki / Agencja GazetaPawel Malecki / Agen...
23 sierpnia 2020

Europoseł PiS Dominik Tarczyński gwiazdą islamofobicznego klanu. #MEGAgate cz.3

Jest polską gwiazdą międzynarodowego, antymuzułmańskiego klanu #MEGA. Przez niektórych jego członków bywa uważany za nadzieję Europy, duchowego następcę brytyjskiego eurosceptyka Nigela Farage`a, a nawet sukcesora samego Trumpa.

W serii artykułów #MEGAgate opisujemy powiązania między Polską a islamofobicznym międzynarodowym klanem, którego cel określa hasło, wzorowane na haśle z kampanii prezydenckiej Donalda Trumpa: „Make Europe Great Again” (MEGA).

Siatka wspiera prezydenta USA, jest związana z jego byłym doradcą Steve`em Bannonem, a tworzą ją najbardziej kontrowersyjne postacie światowej prawicy, m.in.: Tommy Robinson, Paul J. Watson, Mike Cernovich, Katie Hopkins, Stefan Molynoux. Powiązania klanu z Polską badam, razem z researcherem Andrzejem Górskim, od września 2019 r.

W pierwszym artykule przedstawiłam kluczowe postacie klanu #MEGA. W drugim najważniejszych łączników między Polską a USA: publicystę Matthew Tyrmanda i Amerykanina polskiego pochodzenia Jacka Posobca.

Teraz czas na polską „gwiazdę”, która choć w kraju świeci słabo, błyszczy na amerykańskich salonach konserwatystów.

„Ani jeden nielegalny imigrant muzułmański nigdy nie przekroczy polskiej granicy” – to zdanie, powtarzane w kilku odmianach w zagranicznych mediach, jest swoistym międzynarodowym mottem europosła PiS Dominika Tarczyńskiego.

O tyle istotnym, że w zachodnich mediach Polska często ma twarz właśnie Tarczyńskiego. W kraju znany głównie z kontrowersyjnych wypowiedzi i utworzenia na Twitterze hejterskiej grupy #drugazmiana, rozkwita zagranicą.

Jest polską gwiazdą międzynarodowego, antymuzułmańskiego klanu #MEGA. Przez niektórych jego członków bywa uważany za nadzieję Europy, duchowego następcę brytyjskiego eurosceptyka Nigela Farage`a, a nawet sukcesora samego Trumpa.

W zagranicznych mediach głosi antymuzułmańskie poglądy, korzystając z tego, że temat, który w Polsce nie budzi dziś większych emocji, w innych częściach świata wciąż jest bardzo nośny, a dla klanu #MEGA stanowi główny zwornik światopoglądowy.

Jednak historia międzynarodowych kontaktów Tarczyńskiego zaczęła się, zanim ktokolwiek pomyślał o stworzeniu ruchu #MEGA. I od początku była kontrowersyjna.

Ten absolwent prawa na KUL-u w pierwszej dekadzie XXI w. mieszkał w Londynie. Był tam m.in. świeckim asystentem brytyjskiego egzorcysty, poznał też Johna Ricka Millera, Amerykanina, założyciela fundacji Mission For The Love of God Worldwide. To dzięki niemu Tarczyński wyreżyserował film „Kolumbia – świadectwo dla świata”.

Kolumbijskie objawienie Tarczyńskiego

Zdjęcia do niego nakręcono w Kolumbii w 2008 r., całość wyprodukowano w 2010, w 2011 Tarczyński zaprezentował go na Katolickim Festiwalu Filmów i Multimediów w Niepokalanowie.

Otrzymał tam nagrodę: „za pokazanie prawdziwego oblicza dzisiejszej Kolumbii, gdzie wiara katolicka i odważne wyznawanie jej przez rządzących prowadzi do eliminowania przestępczych, marksistowskich mafii narkotykowych”, jak napisano w uzasadnieniu.

W opisie filmu można przeczytać, że nie jest to „typowy film dokumentalny. To raczej zarejestrowane w szczególnych warunkach świadectwo, manifest wiary obecnej w życiu Prezydenta Kolumbii oraz innych przedstawicieli władzy świeckiej i kościelnej”.

Gdyby nie data powstania, można by mieć wrażenie, że produkcja opowiada o Polsce PiS.

Główni bohaterowie to przedstawiciele najwyższych władz Kolumbii, zwłaszcza kolumbijskiej armii i policji, oraz ówczesny prezydent tego państwa, Alvaro Uribe.

"Zawsze proszę Boga, by dał mi światło, bym popełniał jak najmniej pomyłek w rządzeniu krajem – mówi Uribe w filmie Tarczyńskiego. – Jako prezydent muszę oświecać. Źródłem naszego światła jest Bóg".

W „Kolumbii” pokazano świadectwa zwykłych ludzi, którzy mieli doznać objawień maryjnych, ale znaczną jej część stanowią wypowiedzi rządzących na temat boskiego wsparcia:

"Kolumbia i jej siły zbrojne tworzą kraj, naród i żołnierzy na ziemi, na morzu i w powietrzu, którzy mają silną wiarę w Boga. (…) Wierzę, że Bóg dał nam siły zbrojne mocne i krzepkie, które działają dziś zgodnie z prawem (…). Sprawiło to, że naród kolumbijski popiera swoje siły zbrojne. Jesteśmy w Kolumbii pierwszą instytucją obdarzoną miłością Kolumbijczyków, ich zaufaniem i poparciem" – mówi w filmie gen. Fredy Padilla, ówczesny szef sztabu Kolumbijskich Sił Zbrojnych. - "Jak mówią żołnierze w Kolumbii, powtarzając za Biblią: jeśli Bóg z nami, któż przeciwko nam?"

Te słowa nagrano w lipcu lub sierpniu 2008 r. Na jednej z plansz w końcówce filmu można przeczytać, że dwa miesiące po zakończeniu zdjęć, 12 października 2008, Kolumbia została konsekrowana w akcie powierzenia Najświętszemu Sercu Pana Jezusa oraz Niepokalanemu Sercu Maryi.

Kolumbijska armia wymordowała tysiące cywilów

Kilka tygodni później wybuchł skandal – pierwszy z serii. Ich skutkiem było ujawnienie sprawy tzw. „false positivies” i śledztwo prowadzone przez ONZ.

Okazało się, że żołnierze tej właśnie kolumbijskiej, państwowej, „umiłowanej” armii, w czasach prezydentury Uribe, uprowadzili i zamordowali tysiące cywilów, by podnieść własne statystyki w walce z lewicowymi grupami rebeliantów.

Wygranie wewnętrznej wojny z tzw. rebeliantami FARC było wtedy jednym z priorytetów władz – ta paramilitarna grupa miała na swoim koncie setki przestępstw, łącznie z morderstwami i przemytem narkotyków.

Aby zmotywować żołnierzy, za zabijanie rebeliantów przyznawano im premie, awanse oraz pakiety amerykańskiej pomocy. Wojskowi zrobili z tego jednak morderczy biznes. Na niewyobrażalną skalę. Ostatnie raporty mówią o 10 tys. zamordowanych przez wojsko cywilnych ofiar (linki tu, i tu).

Kolumbijscy żołnierze, często dzięki pomocy opłacanych pośredników, zwabiali do dżungli niepełnosprawnych lub upośledzonych umysłowo cywilów, albo biednych, mamiąc ich dobrze płatną pracą.

Potem ich mordowali i przebierali tak, by na zdjęciach mogli uchodzić za rebeliantów. Zdjęcia były dowodami, na ich podstawie wojskowi dostawali nagrody. W czasie międzynarodowego śledztwa przy jednej tylko jednostce wojskowej odkryto masowy grób 2 tys. ofiar.

Sprawa zaczęła wychodzić na jaw w 2008 r., w 2009 była już bardzo głośna, wg relacji BBC z maja 2009 prokuratura kolumbijska prowadziła wtedy 900 spraw i wiedziała o 1500 ofiarach, ale codziennie napływały nowe informacje.

W tym samym roku powstał oficjalny raport ONZ. Potem były wyroki, dymisje, więzienie dla tysięcy żołnierzy. Do dziś jednak za „false positives” nie poniósł odpowiedzialności nikt z najwyższych władz Kolumbii - kary dotknęły co najwyżej dowódców brygad, w których udowodniono masowe morderstwa.

"Ten film to farsa!"

Dominik Tarczyński montował swój film w 2010 r. W tym czasie o „false positives” było głośno już od wielu miesięcy. A jednak w materiale nie ma żadnej wypowiedzi, która prezentowałyby inny punkt widzenia, pokazywała drugą stronę, wspominała o jakichkolwiek wątpliwościach.

To swoisty pean na cześć państwa zawierzonego Bogu; państwa, w którym świeckie władze swą siłę wywodzą od Boga i przekonują, że to „Bóg dał im mocne siły zbrojne” – te właśnie, które wymordowały tysiące niewinnych ludzi.

Tarczyński, prezentując film, o swoich bohaterach i pobycie w Kolumbii mówił bardzo pozytywnie: "Od samego lotniska przez całą naszą wizytę towarzyszyła nam ochrona, podróżowaliśmy autami zabezpieczonymi przed atakiem bombowym, w eskorcie policji. Władze bardzo zadbały o to, aby nic nam się nie stało. (…) W przeddzień naszego spotkania z prezydentem Kolumbii, panem Alvaro Uribe, doszło do kolejnego spięcia między Kolumbią a Wenezuelą. (…) Obawialiśmy się, że nie dojdzie do naszego spotkania i wywiadu. Okazało się, że następnego dnia, na dwie godziny przed wywiadem, prezydent wsiadł do samolotu, żeby zdążyć na spotkanie z nami. (…) Byliśmy zaszczyceni i pełni podziwu" - opowiadał po niepokalanowskim festiwalu portalowi Moja Rodzina.

W 2014 r. produkcję Tarczyńskiego skrytykował ks. Andrzej Sarnacki, jezuita. Jego opinię wydrukował katolicki portal Deon.pl: „Ex-prezydent Kolumbii Álvaro Uribe Vélez walczył z lewicową partyzantką (owszem zbrodniczą i zdeprawowaną) za pomocą organizacji paramilitarnych, które według statystyk zamordowały więcej osób, przede wszystkim cywilnych, niż obie partyzantki FARC i ELN razem wzięte.

Lista udokumentowanych zbrodni i tysiące świadków, mówią o egzekucjach, masakrach, gwałtach, masowych wysiedleniach pod przymusem całych społeczności czy torturach (takich jak ćwiartowanie piłą mechaniczną, dekapitacja, odzieranie ze skóry, kastracja i wiele innych)” – pisał ks. Sarnacki. – „Nie znając realiów Ameryki Łacińskiej, autor dał się wmanipulować w polityczny PR i uległ czarowi najważniejszych osób w państwie «dających świadectwo». Większość z nich to hipokryci z najwyższej półki. (…) To farsa, stworzona dzięki wyjątkowej naiwności i beztrosce nieprzygotowania do rozmowy z politykami.”

Uribe, „przyjaciel Polski” – w areszcie domowym

Alvaro Uribe ma dziś, mimo senatorskiego mandatu, coraz większe problemy we własnym kraju. Toczą się setki śledztw w jego sprawach. Od 4 sierpnia przebywa w areszcie domowym, na mocy bezprecedensowej decyzji Sądu Najwyższego Kolumbii.

To środek zapobiegawczy w sprawie dotyczącej podejrzeń o przekupstwo i manipulowanie świadkami w ramach trwających dochodzeń. Decyzja zapadła niedawno, ale problemy Uribe są znane od lat – szeroko informowała o nich nawet Telewizja Polska.

W połowie 2018 r. kolumbijski Sąd Najwyższy ogłosił, że trwają śledztwa przeciwko Uribe ws. jego odpowiedzialności za trzy masakry, uznane za zbrodnie przeciwko ludzkości.

Ale nawet to nie zmieniło poglądów Tarczyńskiego. W tym samym czasie bowiem pojechał do Kolumbii ponownie i spotkał się z byłym prezydentem. Publikując swoje zdjęcie z nim na Twitterze, 22 maja 2018 r., napisał: „Wspaniałe spotkanie z prezydentem Alvaro Uribe w senacie Kolumbii. Bardzo dobre rozmowy. Przyjaciel Polski!”

Cztery dni później: „Wręczyłem Prezydentowi Alvaro Uribe flagę Polski. (…) Bardzo dobre rozmowy w Bogocie z przyjaciółmi Polski!”

Jeszcze jeden wpis, późniejszy o rok, z 3 kwietnia 2019: Uribe - „wspaniały człowiek, wielkiego serca! Musimy budować sojusze. Dla Polski. Dla Europy.”

Takiego sojusznika wybrał naszemu państwu poseł PiS Dominik Tarczyński.

Charyzmatycy, Armia Pana i Antoni Macierewicz

Po powrocie z zagranicy Tarczyński był m.in. prezesem Stowarzyszenia „Wspólnota Katolików Charyzmatycy” i organizował pobyty w Polsce tzw. katolickich charyzmatyków – ludzi wierzących w to, że są obdarzeni darami Ducha Świętego.

Ci najbardziej znani to ugandyjski kapłan John Bashobora czy Syryjka Myrna Nazzour. Jeśli pamiętacie zdjęcie Andrzeja Dudy z 2014 r., klęczącego przed drobną kobietą w czerni, która go namaszcza olejami – to właśnie Myrna Nazzour, z którą Duda spotkał się podczas konferencji ewangelizacyjnej, a jej przyjazd zorganizował Tarczyński.

W 2012 r. przyszły poseł stworzył ruch Armia Pana – swoją pierwszą sieć, do której budowy wykorzystał internet (kolejną była hejterska #drugazmiana). Na nieistniejącej już, ale zachowanej w internetowych archiwach, stronie armia-pana.pl Tarczyński zbierał ludzi, którzy… monitorowali kioski.

„Gazeta Polska” dołączała wtedy do swoich wydań płyty z filmami Tarczyńskiego (m.in. wywiad z egzorcystą, ale też film o Kolumbii). Zgłaszający się ludzie mieli za zadanie sprawdzać sprzedaż, spisywać miejsca, w których gazeta jeszcze jest, i informować o tym w internecie, ale też kontrolować sprzedawców, czy odpowiednio wystawiają pismo.

Na zachowanych zrzutach strony można znaleźć setki nazwisk członków Armii Pana z całej Polski.

W 2014 r. Tarczyński chciał bez powodzenia zostaćł radnym świętokrzyskiego sejmiku. W kampanii wspierali go: Andrzej Duda, Ryszard Czarnecki, Marek Jurek i Antoni Macierewicz.

„W analizie i odkrywaniu prawdy o zbrodni smoleńskiej współpraca i pomoc pana Dominika Tarczyńskiego jest dla nas nieoceniona. Bez niego wiele tajemnic smoleńskich do dzisiaj tkwiło by w mroku i nie zostało wyjaśnionych.” – mówił Macierewicz w spocie wyborczym kandydata.

Meksykański sponsor ultrakatolickiej koalicji

Rok później Tarczyński wszedł do Sejmu. Potem, jako reprezentant Polski, trafił do Rady Europy. To tam rozpoczęły się jego antyimigranckie wypowiedzi, głoszone na forum międzynarodowym. Wydaje się, że właśnie one mogły zainteresować klan #MEGA.

Młody Europejczyk, z katolickiej Polski, o właściwych, antymuzułmańskich poglądach – doskonale pasował do działań #MEGA. Ale najpierw w 2017 r. poseł sprzedał, za 25 tys. dolarów, prawa do wyświetlenia filmu „Kolumbia – świadectwo dla świata”, na terenie obu Ameryk, fundacji Mission For The Love of God Worldwide.

Jej założycielem był John Rick Miller, ten, który zachęcił Tarczyńskiego do nakręcenia filmu. Miller zmarł w 2015 r., ale wcześniej współpracował z Meksykaninem Patrickiem Slimem Domit. To syn multimiliardera Carlosa Slim Helu, w 2018 r. siódmego na liście najbogatszych ludzi świata (5 lat wcześniej – na 1. miejscu).

W chwili kupowania przez fundację praw do filmu Patrick Slim Dolmit był współprzewodniczącym rady nadzorczej fundacji, a także znanym sponsorem ruchu antyaborcyjnego w Meksyku, jednym z głównych donatorów ultrakonserwatywnego stowarzyszenia Incluende Mexico.

To kolejny w naszej opowieści punkt wspólny z ultrakatolicką międzynarodową koalicją World Congress of Families, z którą związane jest także polskie Ordo Iuris. W raporcie European Parliamentary Forum on Population and Development Patrick Slim Domit jest bowiem wymieniany jako jeden ze sponsorów WCF. To właśnie jego fundacji Tarczyński odsprzedał prawa do filmu i zamierzał z nim dalej współpracować.

Jednak wtedy pojawił się klan #MEGA. Z analizy wpisów w social media wynika, że pierwsze próby nawiązania kontaktu z klanem Tarczyński podjął w 2017 r. W styczniu retweetował wpis Paula J. Watsona, głosiciela teorii spiskowych, który na Twitterze funkcjonuje jako @PrisonPlanet.

To był jednak ślepy strzał. W czerwcu spróbował znowu: tym razem zależało mu na nadaniu rozgłosu wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego o tym, że trwa „nowy rodzaj wojny” przeciwko Europie. O udostępnienie tweeta poprosił konto Voice of Europe (VoE).

To znany, islamofobiczny portal, często powtarzający kremlowskie narracje. O jego prorosyjskości pisał m.in. Wojciech Mucha na związanym z PiS portalu niezalezna.pl, w 2017 r. Tarczyński kilkukrotnie w 2017 i 2018 r. był w twitterowym kontakcie z Voice of Europe.

W tym samym czasie pojawiły się też pierwsze relacje posła z innym członkiem klanu - kontrowersyjnym Brytyjczykiem Tommym Robinsonem (wielokrotnie skazywanym za naruszenie prawa, opisanym przeze mnie w I części serii tekstów o klanie MEGA).

W zachodnich mediach Polska ma twarz Tarczyńskiego

Przełomem okazał się rok 2018. Najpierw, w czerwcu, kontakty nawiązali Tarczyński i Posobiec – ten, który rok wcześniej ujawnił w sieci wykradzione przez rosyjskich hakerów maile Emmanuela Macrona, a w Warszawie organizował spotkanie zwolenników Trumpa (o Jacku Posobcu pisałam w II części serii tekstów o klanie MEGA).

Posobiec zachwycił się jedną z wypowiedzi Tarczyńskiego dla zagranicznych mediów. Tych od 2017 r. było coraz więcej, przede wszystkim na temat polityki imigranckiej Polski. Nasz kraj miał twarz Tarczyńskiego w takich telewizjach jak: Al Jazeera, France24, BBC, tureckie TNR czy DW News (dawniej: Deutche Welle).

Poseł udzielał też wywiadów skrajnie prawicowemu amerykańskiemu portalowi Breitbart. Na swoim twitterowym koncie jako pierwszy wpis opublikował film - sklejkę swych najostrzejszych zagranicznych medialnych wystąpień. Video ma już ponad milion wyświetleń.

Wypowiedź, która zachwyciła Posobca, dotyczyła muzułmańskich uchodźców. Dziennikarka zapytała polskiego posła, czy europejscy politycy mają moralny obowiązek przyjąć uchodźców z krajów islamskich. Tarczyński zareagował wprost: „Nie”. Posobiec skomentował: „Great Tarczynski” (Wspaniały Tarczyński).

Na prawdziwą gwiazdę klanu poseł PiS wyrósł we wrześniu 2018 r. Wówczas otrzymał nagrodę Phyllis Schlafly Eagle Award, przyznawaną przez amerykańskich ultrakonserwatystów na konferencji Gateway Eagle Council.

To wtedy poznał Eda Martina, szefa ultrakonserwatywnej organizacji Phyllis Schlafly Eagles, oraz Jima Hofta, szefa skrajnie prawicowego portalu Gateway Pundit.

Drugim nagrodzonym był wówczas Peter Bystron, poseł nacjonalistycznej niemieckiej partii AfD.

Podczas panelu na konferencji Tarczyński wyłożył słuchaczom różnice między konserwatystami a „lewicowcami”: „To jest bardzo proste: my mamy ideologię, my mamy coś, w co wierzymy. Oni nie wierzą w nic. Oni wierzą w pieniądze i siłę, to wszystko. (…) My mamy wartości, oni nie mają.”

Jak pisała wówczas Magdalena Chrzczonowicz w OKO.press, mówcami na tej konferencji byli m.in. Stefan Molynoux, głoszący np. rasistowską teorię o dokonywaniu w RPA „ludobójstwa białych”, czy Mike Cernovich, kolejna kontrowersyjna postać, opisywana w pierwszej części historii #MEGAgate.

Był też Posobiec. Gateway Eagle Council w 2018 r. stała się okazją do spotkania klanu #MEGA, być może była też swoistą klanową „inicjacją” Tarczyńskiego, którego relacje z tym środowiskiem od tego momentu rozkwitły.

Poseł zaczął oznaczać w swoich tweetach Cassandrę Fairbanks, byłą pracownicę rosyjskiego Sputnika w USA, a kontrowersyjnej brytyjskiej prawicowej komentatorce Katie Hopkins udzielił wywiadu w polskim Sejmie. To było pełne zanurzenie w klanowym świecie.

Duchowy następca Nigela Farage`a?

Edowi Martinowi poseł PiS spodobał się do tego stopnia, że nazywał go w swoich tweetach „godnym duchowym następcą”: włoskiego, skrajnie prawicowego wicepremiera Matteo Salviniego albo czołowego brytyjskiego eurosceptyka Nigela Farage`a.

Nazywał go też wprost „gwiazdą”, informował, że jest z Tarczyńskiego dumny, a nawet retweetował jego wpis, adresując go do prezydenta Donalda Trumpa i pisząc mu o wspaniałym ruchu patriotów, którzy inspirowani przez tegoż Trumpa właśnie, chcą Europę uczynić znów wielką.

A 11 listopada 2018 r. przyjechał do Polski, by razem z Tarczyńskim pójść na Marsz Niepodległości. Był tam wtedy również Jack Posobiec.

Wiosną 2019 r. poseł spotkał się z Martinem w Weronie, by nagrać spot z poparciem dla siebie w kampanii do Parlamentu Europejskiego. Martin przyjechał tam na kolejny World Congress of Families ultrakatolickiej międzynarodówki. Miał na nim swoje wystąpienie.

Na udostępnionych na Twitterze zdjęciach ze spotkania Tarczyński nosi na głowie klanową czapkę – z napisem, oczywiście, „Make Europe Great Again”.

Jesienią tego samego roku Tarczyński występował na dwóch ultrakonserwatywnych konferencjach w USA. We wrześniu na kolejnym Gateway Eagle Council wręczał wyróżnienie ambasadorowi Węgier, który reprezentował Viktora Obrana.

W październiku miał wystąpienie na konferencji Global Freedom Movements, reklamowanej hasłem: „Bądź częścią międzynarodowej koalicji wojowników o wolność!” (spotkał się tam zresztą z M. Tyrmandem).

Pokazał anglojęzyczny spot IPN o historii Polski, zdjęcia ks. Jerzego Popiełuszki, opowiedział o torturach stosowanych przez komunistów i przeszedł do czasów współczesnych.

Wyświetlił Amerykanom zdjęcia czterech osób: Leszka Millera, Włodzimierza Cimoszewicza, Danuty Huebner i Mariusza Waltera. W jego prezentacji byli przykładami komunistów, którzy w Polsce lub UE po 1989 r. objęli wysokie stanowiska lub mieli wpływ na opinię publiczną.

"W Polsce komunizm nigdy się nie skończył. W polskim parlamencie mamy trzecie pokolenie komunistów. A ja jestem trzecim pokoleniem podziemnej armii" – podsumował. - "Jak ludzie, którzy budowali ten system (komunizm), którzy mordowali i torturowali ludzi przez lata, mogą spokojnie żyć, być wybieranymi w wyborach?"

"Dlaczego UE, która tak troszczy się o praworządność i demokrację, wpuszcza ich? Oni powinni być w więzieniu, nie w Brukseli! I to jest kolejny powód, dla którego II kadencja dla prezydenta Trumpa jest tak ważna dla świata: bo on wspiera nasz rząd, wspiera nas i nasze rodziny; wspiera tych, którzy starają się walczyć o prawdę i sprawiedliwość".

To niejedyne wyznanie wiary w Trumpa w wykonaniu Tarczyńskiego. W czasie sylwestrowej nocy 31 grudnia 2019 r. tweetował życzenia właśnie dla prezydenta USA, zapewniając go o wsparciu swoim i milionów innych na całym świecie. Nazywał go też szefem („boss”), bił brawo, trzymał kciuki – wszystko na Twitterze.

Bóg, wojna o wiarę – i rzeczywistość

Dwa przekonania spajają klan #MEGA:

- o toczącej się wojnie kulturowej i własnej roli jako bojowników w walce o prawdę i sprawiedliwość;

- o konieczności obrony cywilizowanego świata chrześcijańskiego przed muzułmańskim potopem, zaś katolicyzmu przed islamem i lewakami;

Ta dość luźno spleciona siatka działa dzięki górnolotnie sformułowanej idei, iż aby ocalić świat, niezbędne jest międzynarodowe porozumienie właściwych ludzi oraz państw, rządzonych przez polityków populistycznej prawicy.

Na bardziej przyziemnym poziomie chodzi oczywiście o wpływy i władzę, ale ubieranie tego w wielkie słowa pomaga nadać ideologiczne znaczenie działaniom. Tę ideologię, która ma wpływać na emocje i mobilizować ludzi, świetnie opisał w tweecie z 9 sierpnia 2020 Jack Posobiec (Tarczyński go retweetował):

„Christian churches are being burned. Christian saints are being desecrated. Christian services persecuted. And we are told to be quiet. I will not apologize for defending my faith.” (Płoną kościoły chrześcijańskie. Chrześcijańscy święci są bezczeszczeni. Chrześcijańskie nabożeństwa prześladowane. I mamy być cicho. Nie będę przepraszać za obronę mojej wiary).

Takie ujęcie pozwala na usprawiedliwienie prawie każdego zachowania. Skoro stawką jest ocalenie katolicyzmu, można pozwolić sobie na bardzo wiele. Tyle że, jak uczy historia, rzeczywistość wygląda inaczej. Stawką zazwyczaj są po prostu pieniądze, władza i osobiste kariery. A powoływanie się na Boga niekoniecznie oznacza, że powołujący się ma z Bogiem cokolwiek wspólnego.

W następnym, ostatnim tekście o #MEGAgate – o międzynarodowej, klanowej aktywności polskiego dziennikarza.

Udostępnij:

Anna Mierzyńska

Analityczka mediów społecznościowych, specjalizuje się w analizie dezinformacji. Z OKO.press współpracuje od 2017 roku. Autorka książki "Efekt niszczący. Jak dezinformacja wpływa na nasze życie".

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne