12 marca 2021

Testy na przeciwciała koronawirusa z Biedronki – świetne narzędzie czy gadżet?

Od poniedziałku 15 marca w sklepach sieci Biedronka będzie można kupić testy wykrywające przeciwciała koronawirusa. Za 50 zł będzie można dowiedzieć się... No właśnie, czego?

Biedronka poszła w ślady Lidla i Aldiego, które zaczęły sprzedawać testy w swoich dyskontach w Niemczech. Test Prima COVID-19 będzie kosztował 45,99 zł i jeden klient będzie mógł kupić tylko trzy. Sprzedaż będzie trwała aż do wyczerpania zapasów, a z kartą Moja Biedronka.. (to już żart, o ile wiadomo firma nie przewiduje tutaj żadnych promocji, ale cena jest konkurencyjna w stosunku do laboratoriów diagnostycznych).

Co to za testy?

Prima COVID-19 to testy wykrywające przeciwciała, inaczej serologiczne. Wykrywa przeciwciała specyficzne anty SARS-CoV-2, czyli te, które nasz organizm wytwarza w kontakcie z koronawirusem. A konkretnie dwa rodzaje przeciwciał: w klasie IgM i IgG. Te pierwsze powstają, gdy komórki walczą z wirusem i obumierają po ustąpieniu infekcji. Te drugie zaczynają się tworzyć w czasie infekcji, ale potem utrzymują się jeszcze długo. Żeby zbadać obecność przeciwciał IgG, należy test przeprowadzić najwcześniej 14 dni od objawów infekcji lub kontaktu z osobą zakażoną. Albo w dowolnym momencie, jeśli ktoś podejrzewa, że przeszedł zakażenie bezobjawowo.

W analizie przeprowadzonej przez włoskich naukowców w zeszłym roku test Prima COVID-19 wypadł dobrze, jeśli chodzi o wykrycie zakażenia: potwierdził je u 125 na 138 badanych, którzy mieli już pozytywny rezultat testu PCR. Ale to mała próbka, a badanie nie było zrecenzowane.

Test – odpowiednio zastosowany – powie więc nam, czy mieliśmy/mamy kontakt z koronawirusem. Nie jest jednak oficjalnym narzędziem diagnostycznym, tak jak testy PCR czy antygenowe.

Nie zostaniemy na jego podstawie zaliczeni do zakażonych, bo jego wyniki nie są przez ekspertów - i Światową Organizację Zdrowia – uważane za tak miarodajne jak w przypadku dwóch innych rodzajów testów.

Jak piszą autorzy opracowania w „The Lancet" z testami z krwi na przeciwciała koronawirusa jest taki problem, że są nadczułe – dają zbyt dużo wyników fałszywie dodatnich. Źle znoszą zmiany temperatury, ale też nie rozróżniają pomiędzy SARS-CoV-2 i jego łagodniejszymi kuzynami, z którymi często mamy do czynienia w postaci zwykłego przeziębienia. Dlatego, jeśli test wykryje przeciwciała w klasie IgM, i tak powinno się zgłosić do lekarza Podstawowej Opieki Zdrowotnej po skierowanie na test PCR.

Na początku wakacji urząd miasta Łodzi postanowił przebadać testami serologicznymi 3,3 tys. pracownic przedszkoli i żłobków przed ich powrotem do pracy. Dodatni wynik miało 456 z nich, ale po przebadaniu tej grupy testami PCR okazało się, że liczba zakażonych wyniosła... zero.

Wiedzy na temat tego, czy już się przeszło zakażenie i jest się odpornym, test z Biedronki nie da więc ze stuprocentową pewnością. Nie jest testem ilościowym i nie odpowie na pytanie, jaki jest poziom przeciwciał – a im ich więcej, tym większa szansa na to, że ma się odporność na ponowne zakażenie.

Jeśli zaś wynik (IgM i IgG) będzie negatywny, da w miarę bezpieczną odpowiedź, że wcześniej nie przeszło się zakażenia. Ale nie da gwarancji, że właśnie się go nie przechodzi.

Fałszywe poczucie bezpieczeństwa?

Specjalistom pomysł testów na przeciwciała sprzedawanych w dyskontach nie za bardzo się podoba. „Są różne aspekty szkodliwości takiego rozwiązania. Pierwszy nazwałbym ogólno-epidemiologicznym. Wiele osób może odebrać taką ofertę jako możliwość wykonania testu poza systemem bez konieczności poddawania się reżimom związanym z rejestracją wyniku dodatniego. Może to doprowadzić do niezgłaszania się do POZ celem diagnostyki i ukrywania zakażenia" – mówi OKO.press Rafał Halik, specjalista zdrowia publicznego z Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – Polskiego Zakładu Higieny. Ukrywanie zakażenia zwiększa ryzyko, że nosiciele wirusa będą zarażali kolejne osoby.

Zdaniem Halika kolejny aspekt, diagnostyczny, jest związany z poziomem złożoności odpowiedzi immunologicznej organizmu na zakażenie i słabą wiedzą publiczną na ten temat. "Interpretacja wyniku testu wymaga szerszej wiedzy medycznej na temat dynamiki pojawiania się różnych klas przeciwciał w różnych momentach infekcji. Nawet dla personelu medycznego często testy serologiczne nie stanowią rozstrzygnięcia diagnostycznego, a są tylko wskazaniem do dalszych kroków. Może dojść do dezinformacji użytkowników tych testów" – mówi Rafał Halik.

Innymi słowy, za 50 zł zdobędziemy informacje, które nie powinny nas zwolnić z ostrożności przed zarażeniem siebie i innych. A że ukrywanie zakażeń jest w tej chwili dużym problemem, pokazują oficjalne statystyki: mamy 291 tys. aktualnie zakażonych, a tylko 300 tys. osób na kwarantannie.

Na jedną zakażoną osobę przypada więc 1,03 osoby na kwarantannie.

A przecież nie siedzimy zamknięci samotnie w domach i osób, które miały z nami kontakt w ciągu ostatnich dni i które mogły się od nas zarazić, musi być wielokrotnie więcej. Uznaje się, że jeśli stosunek osób na kwarantannie do zakażonych wynosi 5:1, możemy mówić o tym, że kontrolujemy epidemię – gasimy ogniska zakażeń poprzez izolowanie osób, które mogą roznosić wirusa.

Z drugiej strony za lęk przed kwarantanną odpowiada zapewne z jednej strony zmęczenie pandemią, z drugiej kwestie bytowe – uziemienie wszystkich domowników w zamian za 80 proc. pensji, jak na zwolnieniu, jest barierą dla najgorzej zarabiających, a dla pracujących w szarej strefie czy prekariuszy oznacza nierzadko brak pieniędzy na życie. Także postawa części pracodawców, którzy już przed pandemią niechętnie patrzyli na pracowników biorących zwolnienie, nie sprzyja upowszechnieniu kwarantann.

Zdaniem Rafała Halika oferta Biedronki (którą chyba komentuje po raz pierwszy w swoim zawodowym życiu) jest także reakcją na słaby dostęp do testów dla osób, które miały kontakt z zakażonymi i boją się, że zachorują. Jesienią ubiegłego roku zrezygnowano w Polsce z testowania osób z na kwarantannach i praktycznie testuje się tylko tych, którzy mają objawy wskazujące na COVID-19. Zdaniem mainstreamu ekspertów to przepis na to, by epidemia rozprzestrzeniała się w Polsce bez ograniczeń.

„Rynek zawsze znajdzie niszę. Dlatego trzeba poszerzyć testowanie " – mówi Halik, który do dawna apeluje o przywrócenie testów na kwarantannach.

Udostępnij:

Miłada Jędrysik

Miłada Jędrysik – dziennikarka, publicystka. Przez prawie 20 lat związana z „Gazetą Wyborczą". Była korespondentką podczas konfliktu na Bałkanach (Bośnia, Serbia i Kosowo) i w Iraku. Publikowała też m.in. w „Tygodniku Powszechnym", kwartalniku „Książki. Magazyn do Czytania". Była szefową bazy wiedzy w serwisie Culture.pl. Od listopada 2018 roku do marca 2020 roku pełniła funkcję redaktorki naczelnej kwartalnika „Przekrój".

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne