Brytyjska premier zapowiedziała całkowite wystąpienie z Unii Europejskiej. Jakie konsekwencje może mieć to dla miliona Polaków mieszkających na wyspach? Mniej lub bardziej, ale ucierpią niemal wszyscy OKO.press rozważa możliwości

W wygłoszonym wczoraj wystąpieniu na temat kierunku Brexitu premier Wielkiej Brytanii Theresa May postawiła sprawę jasno – nie będzie żadnego połowicznego wyjścia ze wspólnoty. Wielka Brytania nie będzie walczyć o dostęp do wspólnego rynku. Warunki wymiany handlowej między Wielką Brytanią a UE będą przedmiotem oddzielnej umowy.

Theresa May tak zdecydowanie odcięła się od wspólnego rynku prawdopodobnie wyżej ceniąc możliwość kontrolowania imigracji. Bruksela od dawna zapowiadała, że nie będzie swobodnej wymiany handlowej bez wolnego przepływu ludności. Na to Wielka Brytania nie chciała się zgodzić. W wystąpieniu szefowej brytyjskiego rządu pobrzmiewał jasny komunikat: brytyjscy obywatele zagłosowali za ograniczeniem wstępu obywatelom UE na teren swojego kraju. Brexit “musi oznaczać kontrolę nad ilością ludzi, którzy przybywają do Wielkiej Brytanii z Europy” – mówiła.

Co z polonią?

W Wielkiej Brytanii mieszka teraz niemal milion naszych rodaków i rodaczek i zostawia daleko w tyle wszystkie inne mniejszości narodowe na wyspach. Polski od jakiegoś czasu jest tam najczęściej występującym językiem obcym. Jaki los czeka Polki i Polaków mieszkających na wyspach?

Ci, którzy już mieszkają i pracują teoretycznie mogą być spokojni.

May w swym wystąpieniu zastrzegła, że trzeba jak najszybciej zagwarantować prawa obywateli UE już mieszkających na wyspach. Najpewniej uzależnione będzie to od tego, jak Unia zdecyduje się potraktować obywateli brytyjskich na swoim terenie, ale trudno sobie wyobrazić, że którakolwiek ze stron będzie chciała tu pójść na wojnę.

Wśród Konserwatystów pojawiły się pomysły wprowadzenia podatku, który miałyby płacić brytyjskie firmy od każdego zatrudnionego pracownika w UE – to znacząco ograniczyłoby ochotę tamtejszych przedsiębiorstw by korzystać z usług zagranicznych pracowników. Rząd zdementował na razie te pogłoski. I słusznie, bo w Wielkiej Brytanii około 2,1 mln pracowników to przybysze z innych krajów UE (największą grupą są Polacy). Zakazanie im pracy lub radykalne podwyższenie kosztów ich zatrudnienia może być dla brytyjskiej gospodarki olbrzymim ciosem. Bardzo dotkliwe może to być dla rolnictwa – w tym sektorze Wielka Brytania jak żadna inna gospodarka UE opiera się na zagranicznych pracownikach sezonowych (tego typu pracę podejmują co roku tysiące osób z Polski). Brytyjski minister ds. migracji Robert Goodwill wspominał nawet o tymczasowych wyjątkach prawnych dla takich pracowników.

Zasiłki na straty

Można za to spodziewać się znaczącego lub wręcz całkowitego ograniczenia praw imigrantów do tamtejszych zasiłków.

Takie plany sformułował już poprzedni premier David Cameron negocjując nowe zasady członkostwa (na wypadek, gdyby w referendum zwyciężyła opcja pozostanie kraju we wspólnocie), a argument o nadużywających socjalu imigrantach był jednym z najczęściej powtarzanych przez zwolenników wystąpienia z UE.

Najgorszy los czeka osoby, które na Wyspy chcą się dopiero przeprowadzić. Te mogą spodziewać się powroty wiz i pozwoleń potrzebnych do zdobycia zatrudnienia.

Kontrole na granicach nie muszą być mocno odczuwalne. Wielka Brytania i tak nie należała do strefy Schengen, a więc kontrole paszportowe i tak były przeprowadzane.

Oxford i Cambridge nie dla Polaków?

W Wielkiej Brytanii studiuje w tym momencie ok. 27 tys. obywateli Unii Europejskiej. Nieco ponad 6 tys. to Polacy. Do żadnego innego kraju Polki i Polacy nie wyjeżdżają studiować równie często (choć ostatnio liczba ta nieco zmalała z powodu prawie trzykrotnych podwyżek czesnego w całym kraju). Planujących studia na wyspach brytyjskich również czeka wiele niewiadomych.

Po pierwsze, już teraz za studia w Wielkiej Brytanii obywatele UE muszą płacić sporo – aż 9 tys. funtów za rok w przypadku studiów licencjackich. Jednak i tak są na uprzywilejowanej pozycji. Warunki dostają takie same, jak Brytyjczycy.

Studenci przybywający spoza wspólnoty płacą nawet 3 razy więcej, czyli, luźno licząc, 150 tys. zł za rok.

Pozostaje więc pytanie, jakie czesne będzie polskich studentów obowiązywać po opuszczeniu Unii przez Wielką Brytanię.

Obecnie polskim studentom w Wielkiej Brytanii przysługują też pożyczki na czesne, przyznawane na preferencyjnych warunkach (oprocentowane jedynie na inflację, z terminem spłaty zależnym od wysokości późniejszych zarobków, jeśli są niższe niż kilkutysięczny limit kredytu się nie spłaca).

Dla większości to jedyny sposób by sfinansować swoją edukację na wyspach. Studenci spoza UE są tej pomocy pozbawieni. Jak sytuacja będzie wyglądać z Wielką Brytanią poza UE, na razie nie wiadomo.


Socjolog, absolwent Uniwersytetu Cambridge, analityk Fundacji Kaleckiego. Publikował m.in. w „Res Publice Nowej”, „Polska The Times”, „Dzienniku Gazecie Prawnej” i „Dzienniku Opinii”.


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press