"Pragnę zaprotestować przeciwko obrzydliwemu atakowi na śp. Władysława Bartoszewskiego, którego dopuścił się pan Michał Adamczyk z TVP" - napisała w oświadczeniu prof. Barbara Engelking. Adamczyk w liście do Jacka Kurskiego pisze, że Bartoszewskiego szanuje, a jego słowa przeinaczono. I nie przeprosił, bo nie ma za co

W sobotę 28 października 2017 akcja #StałemPodBlokiem skręciła w zaskakującą stronę. Cezaremu Gmyzowi, korespondentowi TVP w Niemczech, blokowisko skojarzyło się z obozowym blokiem. Sugerował, że Gazeta.pl nie powinna wytykać Patrykowi Jakiemu, że „stał pod blokiem”, bo Władysław Bartoszewski też stał – tyle że w Auschwitz. Na tę pokrętną logikę zwrócił uwagę poseł Adam Szłapka z Nowoczesnej. Odpowiedział mu inny pracownik TVP – Michał Adamczyk, nieoczekiwanie pytając: „Ile zna Pan, panie pośle przypadków zwolnienia z Auschwitz z powodu złego stanu zdrowia? Tak tylko pytam”.

Adamczyk, prowadzący główne wydanie „Wiadomości” i program „Bez retuszu”, posłużył się insynuacją, która krąży na prawicy od lat – że Władysław Bartoszewski kolaborował z nazistami i dlatego został zwolniony z obozu koncentracyjnego. Adamczyk brnął dalej, pisząc, że Bartoszewski chciał zablokować pośmiertne przyznanie Orderu Orła Białego rotmistrzowi Witoldowi Pileckiemu.

Insynuacje Adamczyka wywołały reakcje Muzeum Auschwitz (które na bieżąco prostowało nieprawdy na Twitterze), Barbary Engelking – przewodniczącej Międzynarodowej Rady Oświęcimskiej przy Premierze RP (która we wtorek wysłała oświadczenie w tej sprawie) – i części środowiska dziennikarskiego.

Adamczyk postanowił załatwić sprawę wyjaśnieniem skierowanym do prezesa TVP Jacka Kurskiego. List opublikował portal wPolityce. Po pierwsze, Adamczyk zapewnił, że szanuje Władysława Bartoszewskiego. Po drugie, wyjaśnił, że nie podważał przeżyć Bartoszewskiego w „niemieckim obozie Auschwitz”. Po trzecie, zaznaczył, że jego wypowiedzi dotyczyły zaangażowania Bartoszewskiego w „ostre spory w III RP”. I zakończył:

„Jeśli ktoś zrozumiał moje wypowiedzi inaczej – jest mi przykro. Jeśli ktoś je przeinacza celowo – tym bardziej. Na pewno jednak warto wyciągnąć z tej historii wniosek, że w wypowiedziach w mediach internetowych należy być bardzo precyzyjnym, pamiętając, że każdy pretekst jest dobry, by uderzyć w dziennikarza telewizji publicznej. Tak też uczynię”.

  • Przeczytaj cały list Michała Adamczyka do Jacka Kurskiego

    Szanowny Panie Prezesie, proszę o przyjęcie poniższych wyjaśnień, odnoszących się do stawianych mi publicznie zarzutów.

    Z bólem przyjmuję próby przypisania mi poglądów, których nigdy nie podzielałem; ze zdumieniem zaś komentarze i krytykę dotyczące opinii, których nigdy nie wypowiedziałem.

    Wyjaśniam zatem jednoznacznie, że: szanuję śp. Władysława Bartoszewskiego.

    Nigdy nie podważałem jego straszliwych przejść w niemieckim obozie Auschwitz, wagi świadectwa jakie głosił w latach późniejszych i ważnej roli jaką pełnił w najnowszej historii Polski. Postać Władysława Bartoszewskiego ma ważny wymiar historyczny, ale także polityczny. I właśnie ten polityczny wymiar bywa elementem dyskusji polityków czy publicystów z racji tego, że Władysław Bartoszewski był postacią zaangażowaną w ostre spory w III RP, dlatego podlega (jak inni) ocenom politycznym i tylko to miałem na myśli.

    Jeśli ktoś zrozumiał moje wypowiedzi inaczej – jest mi przykro. Jeśli ktoś je przeinacza celowo – tym bardziej. Na pewno jednak warto wyciągnąć z tej historii wniosek, że w wypowiedziach w mediach internetowych należy być bardzo precyzyjnym, pamiętając, że każdy pretekst jest dobry, by uderzyć w dziennikarza telewizji publicznej. Tak też uczynię.

Adamczyk posłużył się zatem znaną techniką odwracania kota ogonem: „to nie ja, to oni” – źle mnie zrozumiano, wszystko wam wmówiono, ja nic takiego nie mówiłem, o czym oni mówią, że mówiłem.

W dodatku uznał, że spotkał się z krytyką nie dlatego, że napisał nieprawdę (a napisał), tylko z powodu pracy w publicznej telewizji.

Nie miała wątpliwości, jak rozumieć wypowiedzi Adamczyka wybitna badaczka Zagłady, przewodnicząca Międzynarodowej Rady Oświęcimskiej, prof. Barbara Engelking: „lekceważą cierpienie wszystkich Ofiar”, więźniów KL Auschwitz.

  • Przeczytaj oświadczenie prof. Barbary Engelking

    Jako przewodnicząca Międzynarodowej Rady Oświęcimskiej przy Premierze RP pragnę zaprotestować przeciwko obrzydliwemu atakowi na śp. Władysława Bartoszewskiego, którego niedawno dopuścił się pan Michał Adamczyk z TVP. Wyjątkowo haniebne jest szerzenie oszczerstw i kłamstw, zwłaszcza gdy bezpośrednio dotyczą one naznaczonych cierpieniem losów nastoletniego więźnia niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz.

    Trudno pojąć, dlaczego osoba pracująca w mediach publicznych, które teoretycznie zobligowane są pełnić szczególną misję – nie respektuje faktów, potwierdzanych przez ekspertów z Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu.

    Swoimi niemądrymi wypowiedziami pan Adamczyk de facto zbrukał pamięć o tragedii polskich więźniów KL Auschwitz, lekceważąc cierpienie wszystkich Ofiar tego największego cmentarza w historii naszego narodu.

    Prof. Barbara Engelking,

    przewodnicząca Międzynarodowej Rady Oświęcimskiej przy Premierze RP

Adamczyk nie pisał o poglądach Bartoszewskiego na kształt polskiej polityki zagranicznej ani nawet na przyczyny katastrofy smoleńskiej („jest to niewątpliwa katastrofa, wynikająca z wielu przyczyn. Z „jakoś to będzie”, ambicji, chęci wykazania się, lęku – u tych, którzy przyjmowali rozkazy – a tych co wydawali, to ja nie chcę oceniać” – mówił Bartoszewski portalowi wp.pl). Adamczyk pisał o okolicznościach pobytu Bartoszewskiego w Auschwitz.

Za swoje insynuacje Adamczyk nie przeprosił.

Wniosek Adamczyka, że wypowiedzi dziennikarza mediów publicznych powinny być ścisłe, można tylko pochwalić. Szkoda, że pracownik TVP dochodzi do niego po kilku latach spędzonych w publicznej instytucji.

Jednak cała ta awantura ma szersze tło. O co w tym chodzi?

Po pierwsze, chodzi o to, że obóz PiS nie lubi Bartoszewskiego

A Bartoszewski ten brak sympatii odwzajemniał. W ostrych słowach wypowiadał się o pierwszym rządzie PiS, mówił m.in. o „dyplomatołkach”, „frustratach i dewiantach psychicznych”, wytykał Jarosławowi Kaczyńskiemu „polityczną nekrofilię”. A zakłócających obchody rocznicy powstania warszawskiego  na Powązkach nazwał „motłochem”.

Równolegle czytelnicy takich portali jak Salon24 czy Niezależna rozwijali swoją narrację – Bartoszewski to kolaborant, fałszywy bohater, w dodatku Żyd. Sekretarz Bartoszewskiego, Marcin Barcz, zwraca uwagę w rozmowie z „Gazetą Wyborczą”, że źródłem tych aluzji był tekst  antysemity prof. Jerzego Roberta Nowaka opublikowany w „Naszym Dzienniku”.

Z czasem elementy tej opowieści zaczęły trafiać do wypowiedzi polityków. Zaczęto się doszukiwać podejrzanych związków Bartoszewskiego z Niemcami. W 2014 roku Jarosław Kaczyński stwierdził, że przyjęcie przez Bartoszewskiego nagrody finansowej od niemieckiej fundacji jest „nie do zaakceptowania”.

Ten sam Kaczyński w 2007 roku pisał do Bartoszewskiego: „Z okazji 85. urodzin pragnę przekazać Panu wyrazy mojego głębokiego szacunku i uznania dla Pańskiej działalności, która dla Polaków jest przykładem autentycznego patriotyzmu, prawdziwej odwagi i żywej postawy chrześcijańskiej”. List opublikowała „Gazeta Wyborcza”.

Bartoszewski faktycznie został zwolniony z Auschwitz – podobnie jak 2 tysiące innych więźniów politycznych. O tym, jak do tego doszło, pisaliśmy w lipcu 2016. Wówczas to poseł Stanisław Pięta (PiS) stwierdził, że Bartoszewski nie powinien zostać wyczytany podczas apelu pamięci w trakcie obchodów rocznicy powstania warszawskiego.

Miałem dość dotkliwe odmrożenia. Pal betonowy z ogrodzeniem, który niosłem z sześcioma czy ośmioma ludźmi, upadł i przygniótł mi stopę, ale tak szczęśliwie, że uszkodził mi tylko jeden palec, a nie zmiażdżył stopy. Byłem bardzo wycieńczony, osłabiony, pokaleczony, obolały, owrzodzony (miałem na ciele ponad trzydzieści czyraków) i w tym stanie koledzy mnie namówili: pójdź do izby chorych, może cię przyjmą” – pisał Bartoszewski w wywiadzie rzece.

Po drugie, dziennikarzu, uważaj na media społecznościowe

Chodzi o standardy telewizji publicznej. TVP niedawno przypomniała sobie, że takie ma: „TVP na chwilę wyciąga z szuflady swój kodeks etyczny” – pisaliśmy w połowie października. Poszło o ataki portalu TVP Info i „Wiadomości” TVP na lekarkę Katarzynę Pikulską. Publiczne media przedstawiały ją jako luksusową turystkę, podczas gdy lekarka brała udział w zagranicznych misjach medycznych. Autor insynuacyjnego tekstu – Ziemowit Piast Kossakowski – został zawieszony, a jako powód podano „konflikt z kodeksem etycznym TVP”.

Kodeks zaleca m.in., by dziennikarze telewizji publicznej byli rzetelni i bezstronni, a także uważali na to, co piszą w mediach społecznościowych: „Dziennikarz nie powinien publikować w Internecie żadnych informacji i opinii, których nie mógłby przedstawić na antenie”.

Gdyby telewizja publiczna wymagała od swoich dziennikarzy znajomości tego kodeksu i jego przestrzegania (nie tylko w części dotyczącej lustracji), Adamczyk nie byłby tak zdumiony, że „w wypowiedziach w mediach internetowych należy być bardzo precyzyjnym”.


Redaktorka, publicystka. Współzałożycielka i wieloletnia wicenaczelna Krytyki Politycznej. Pracowała w „Gazecie Wyborczej”. Socjolożka, studiowała też filozofię i stosunki międzynarodowe. Dumna z mazowiecko-podlaskich korzeni. W OKO.press pisze o mediach, polityce polskiej i zagranicznej oraz prawach kobiet.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym