Grzegorz Tomaszewski członek układu rodzinno-biznesowego Jarosława Kaczyńskiego pracował dla wojska w stanie wojennym, projektował produkcję łusek do nabojów. W marcu 1982 sprawdzała go SB, uznała, że jest OK. Nic w tym nie byłoby złego, gdyby nie tłumaczenie, że "wszyscy wtedy uczestniczyliśmy w systemie". Przypominamy, jak było z systemem i antysystemem

Gdy wypłynęła informacja, że były prezes spółki Srebrna i bliski współpracownik Jarosława Kaczyńskiego Kazimierz Kujda był w PRL tajnym współpracownikiem SB, portal Onet.pl zwrócił się do IPN o zbadanie innych ludzi Srebrnej. Okazało się, że Grzegorz Tomaszewski, zwany „kuzynem” i rzeczywiście powinowaty prezesa PiS od strony matki, w stanie wojennym pracował przy tajnym projekcie wojskowym PRL.

Tomaszewski jest w kręgu polityczno-biznesowym Kaczyńskiego osobą wpływową. Prezes zależnej od Srebrnej spółki Forum, która wydaje „Gazetę Polską Codziennie”, członek zarządu spółki Niezależne Słowo, wydawcy „Gazety Polskiej”, członek rady nadzorczej Srebrnej. Uczestnik głośnych negocjacji Kaczyńskiego z Geraldem Birgfellnerem, austriackim biznesmenem, który miał zbudować dla Srebrnej (dokładnie dla spółki-córki Srebrnej) wieżowiec w centrum Warszawy.

„Postawa etyczno-moralna bez zastrzeżeń”

Tomaszewski, inżynier mechanik, pracował od 1974 roku w Ośrodku Badawczo-Rozwojowym Obróbki Plastycznej Metali PLASOMET. IPN znalazł w swych archiwach tajną korespondencję z marca 1982 roku między dyrekcją zakładu a służbami specjalnymi PRL. Chodziło o „wyrażenie zgody i dopuszczenia do prac tajnych o charakterze techniczno-konstrukcyjnym produkcji zbrojeniowej” sześciu pracowników PLASOMET-u, w tym Tomaszewskiego.

„Szczegółów nie podam. Ale mogę powiedzieć, że ośrodek dostał od wojska zlecenie na opracowanie linii do produkcji łusek do nabojów, bardzo wydajnej. Mieliśmy opracować dokumentację i przygotować prototyp” — wyjaśnia Tomaszewski.

Dyrektor PLASOMET-u wysłał Służbie Bezpieczeństwa opinię o Tomaszewskim: „Jest konstruktorem samodzielnym, specjalistą (…) pracowity, zdyscyplinowany, koleżeński i uczynny. Postawa etyczno-moralna bez zastrzeżeń. Predyspozycje kierownicze”.

Dyrektor rekomenduje Tomaszewskiego: „będzie przestrzegał powierzonej mu tajemnicy państwowej i służbowej”.

Stołeczna Służba Bezpieczeństwa dopuściła całą szóstkę kandydatów.

Tomaszewski się tłumaczy

Tomaszewski podkreślił, że nie działał w PZPR, a wcześniej był przewodniczącym zakładowej „Solidarności”.

Onet dociska go, wchodząc logikę dekomunizatorów spod znaku PiS: „I nie miał pan problemów z uzyskaniem od bezpieki dostępu do tajemnic kilka miesięcy po wprowadzeniu stanu wojennego i zdelegalizowaniu Solidarności”?

Tomaszewski: „Nie robili mi żadnego problemu”.

„A nie miał pan oporów, by wykonywać zlecenie dla armii, która właśnie zdławiła wolny związek?” (tak właśnie pytają).

„Mogliśmy rozbroić polskie wojsko i oddać się pod opiekę armii ZSRR albo NRD. Ale ja uważałem, że należy mieć własne wojsko i je unowocześniać. Wtedy wszyscy uczestniczyliśmy w systemie”.

„Wtedy wszyscy uczestniczyliśmy w systemie?”

Wyjaśnienia Tomaszewskiego nie budziłyby żadnych wątpliwości, gdyby nie poszedł o jedno zdanie za daleko. Teza, że „wszyscy uczestniczyliśmy w systemie” jest często używana przez ludzi, którzy w czasach PRL byli daleko od jakiejkolwiek działalności opozycyjnej (czyli ogromnej większości).

Trudno jednak powiedzieć, że w marcu 1982 „uczestniczyło w systemie” blisko 10 tysięcy osób, które – według danych IPN – były internowane (wśród nich kuzyn Tomaszewskiego Lech Kaczyński – do grudnia 1982 w Strzebielinku). Przeciwko „systemowi” wystąpiły też setki tysięcy osób zaangażowanych w tzw. podziemie „Solidarności”, uczestników i organizatorów demonstracji, aktów oporu, pomocy osobom represjonowanym, niezależnego obiegu informacji, wielkiego ruchu wydawniczego.

Autor tego tekstu zaczynał wiosną 1982 tworzyć połączone archiwum ukrywających się władz Regionu Mazowsze (ze Zbigniewem Bujakiem na czele) i największego pisma podziemnego „Tygodnika Mazowsze”. Po paru miesiącach przeszedłem do redakcji „TM”. Nie było w tym żadnego heroizmu, miałem po prostu sporo szczęścia, że  mi to zaproponowano, ale z pewnością nie brałem udziału w „systemie”.

Nie ma żadnego powodu, by dezawuować wybory życiowe Tomaszewskiego, nawet jeśli jego deklaracje o patriotycznych motywach produkowania łusek, robią wrażenie naciąganych. Ale teza ogólna, że „wszyscy” byli „umoczeni w system” nie jest prawdziwa, choć może poprawiać humor osobom, które w czasach stanu wojennego żyły tak, jakby się nic nie stało.

(Podobnie tłumaczył się w 2016 roku polityk PiS, a w PRL prokurator Stanisław Piotrowicz wycofując się z wcześniejszej deklaracji, że wstydzi się przynależności do PZPR. Takie były czasy, nie można było inaczej – twierdził. Zapytany, o odznaczenia, które dostał od władz, czy nie można było odmówić ich przyjęcia, odparł (ironicznie): „Można było, można. Trzeba znać realia tamtego czasu”).

Takie opinie sugerują, że w czasach PRL jedyną możliwą postawą było podporządkowanie się regułom systemu. Tymczasem postawa konformistyczna, choć dominująca, nie była jedyną możliwą.

System kontra opozycja? To było bardziej złożone

Operując na swoim przykładzie dodam, że ówczesne wybory były skomplikowane i nie zawsze czarno-białe. Mój ojciec np., partyjny dyrektor dużej fabryki silników m.in. dla wojska, użyczał mieszkania i samochodu na potrzeby podziemia „Solidarności”. Ja zaś zachowałem kawałek oficjalnej biografii i nadal pracowałem w Zakładzie Psychologii PAN, gdzie kolportowałem „Tygodnik Mazowsze”, a jednym z odbiorców był  prof. Janusz Reykowski, później członek Biura Politycznego PZPR.

W latach 80. Andrzej Rychard w socjologicznej analizie pokazał, na czym te komplikacje polegały.

Dziś mówi OKO.press: „Ówczesny system się sfragmentaryzował. Obok systemu oficjalnego, czyli rytualnych zachowań wymaganych przez władze, rozwinięty był system nieoficjalny (druga ekonomia, układy nieformalne), a także pokaźny nie-system, tolerowany przez władze, ale kontrolowany tylko częściowo (m.in. Kościół, rzemiosło, prywatne rolnictwo). Był też niewielki anty-system działań opozycyjnych”.

Rychard podkreśla, że PRL trwał tak długo, bo dochodziło do wymian między systemami. I nawet przedstawiciele najwyższych władz korzystali z rzemiosła, bywali (dyskretnie) na mszach i pozyskiwali informacje z Radia Wolna Europa. „Socjologowie już prawie wyjaśnili, jak działał komunizm, a on wziął i upadł” – przypomina Rychard powiedzenie Antoniego Sułka.

Pan Tomaszewski powinien wziąć do ręki książeczkę Andrzeja Rycharda i zastanowić się chwilę nad tym wszystkim. Z tego, że nie brał udziału w „anty-systemie” nie należy czynić mu zarzutu. Tego, że odmawia innym tego doświadczenia lub nie widzi jego sensu – owszem.

 

Naczelny OKO.press. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym