Dziś o 17:00 pod Ambasadą USA w Warszawie możemy okazać solidarność z osobami trans- i interpłciowymi w USA. Bo chyba nie można pogodzić się z tym, że kolejny polityk handluje prawami mniejszości - i to tej narażonej na największą przemoc - tylko po to, by przed wyborami zmobilizować najtwardszy elektorat

Z szacunków Williams Institute z 2016 roku wynika, że w USA żyje 1,4 mln osób transpłciowych. Już niedługo te wszystkie osoby mogą stracić podmiotowość prawną. Jak to możliwe?

15 października „The New York Times” ujawnił, że amerykański Departament Zdrowia od kwietnia 2017 roku pracował nad „ujednoliceniem” – jak sam to nazwał – definicji płci. We wszystkich dokumentach federalnych ma ona przyjąć taki kształt:

Płeć oznacza status człowieka jako mężczyzny lub kobiety oparty na niezmiennych cechach biologicznych identyfikowalnych przed narodzinami lub tuż po porodzie”.

Innymi słowy, płeć – określana do tej pory jako „gender” [red. po polsku płeć społeczno-kulturowa] ma być definiowana tylko na podstawie genitaliów. A na dodatek jej oznaczenie nie będzie mogło podlegać zmianie.

To oznacza, że proces korekty prawnej [red. – zmiana danych w dokumentach] dla osób transpłciowych zostanie zahamowany. Nowe prawo zniszczy też antydyskryminacyjny parasol, który nad osobami trans- i interpłciowymi roztoczyła administracja Baracka Obamy. Utracą one ochronę prawną w opiece zdrowotnej, prawie pracy, a także edukacji. W tym ostatnim obszarze doszło do największych zmian. Od 2016 roku szkoły – zgodnie z nowymi definicjami płci i tożsamości płciowej – są zobowiązane, by respektować imiona i zaimki, którymi osoby transpłciowe chcą by je określać. Mogły też korzystać z toalet i szatni zgodnie ze swoją tożsamością płciową.

Nowe definicje zaakceptował już Departament Zdrowia. Notatka czeka jeszcze na podpis Departamentów Edukacji, Sprawiedliwości i Pracy. Definicyjna spójność w dokumentach federalnych ma zapewnić twardą argumentację w ewentualnym sporze sądowym. A już raz w trakcie kadencji Donalda Trumpa sądy obroniły prawa osób transpłciowych. W 2017 roku Trump forsował bowiem prawo, które miało wykluczyć je z amerykańskiej armii.

The Guardian ujawnił też, że amerykańscy dyplomaci nie ustają w wysiłkach, by podobne definicje wprowadzić do dokumentów ONZ.

#WeWontBeErased

Po publikacji NYT Amerykę zalała fala protestów. Niemal codziennie osoby trans-, interpłciowe i ich sojusznicy zbierają się na ulicach swoich miast pod hasłem #WeWontBeErased [red. – po polsku”nie damy się wymazać/usunąć”].

Bo choć można zdjąć parasol ochronny znad jakiejś grupy i można sprawić, by funkcjonowały w próżni prawnej, to przecież nie można sprawić, by zniknęły.

Można próbować resuscytować koncepcję, zgodnie z którą wyznacznikiem naszej płci są genitalia, a świat podzielony jest binarnie – na kobiety i mężczyzn, ale to nie wymaże doświadczeń osób transpłciowych. 

30 października o godzinie 17:00 zbierzemy się pod Ambasadą Stanów Zjednoczonych w Warszawie (od strony al. Ujazdowskich), by wyrazić solidarność z osobami trans- i interpłciowymi w USA. Wydarzenie będzie też dobrą okazją do rozmowy o prawach osób trans- i interpłciowych w Polsce,

bo akurat my – a mówię to jako osoba transpłciowa – najlepiej wiemy, co to znaczy, gdy prawo cię nie widzi.

Jeśli nie możesz być osobiście na pikiecie, to wciąż możesz dołączyć do akcji solidarnościowej w mediach społecznościowych. Wystarczy, że zrobisz sobie zdjęcie z hasłem #TransWontBeErased i wrzucisz na wydarzenie.

Dlaczego Trump uderza w grupę najbardziej narażoną na przemoc?

Komentatorzy w Stanach Zjednoczonych nie wierzą, że wyciek haniebnego memorandum to przypadek. W USA zbliżają się wybory do Kongresu.

Donald Trump może próbować rozpętać kolejną „wojnę kulturową”, by zmobilizować twardy elektorat republikanów i przykryć szereg afer korupcyjnych jego administracji.

Nawet jeśli to tylko zasłona dymna, to przecież bezpośrednio zagrożone jest zdrowie i życie osób transpłciowych. Pozbawienie ich podmiotowości prawnej to przyzwolenie na dyskryminację i przemoc.

Tylko w 2017 roku w Stanach Zjednoczonych udokumentowano 29 przypadków morderstw na tle transfobicznym (dane Humans Right Watch).

To tylko te przypadki, w których policja do statystyk wpisała przesłankę tożsamości płciowej jako powód przestępstwa. Ciemna liczba przemocy jest z pewnością dużo wyższa. Najbardziej narażone na przemoc są czarne transkobiety.

Także w Polsce wśród grupy osób LGBTQ to osoby transpłciowe najczęściej spotykają się przemocą. Aż 48 proc. z nich przyznaje, że w swoim życiu przynajmniej raz doświadczyli przemocy fizycznej lub psychicznej.

PS. Na zdjęciu głównym Anton Ambroziak, współorganizator manifestacji, osoba transpłciowa


Dziennikarz, aktywista, filozof bez dyplomu. Publikował m.in. w "Gazecie Wyborczej" i "Codzienniku Feministycznym". Laureat nagrody "Pióro Nadziei 2018" przyznawanej przez Amnesty International za dziennikarstwo zaangażowane. Nominowany do nagrody "Zielony Prus" Stowarzyszenia Dziennikarzy RP za wyróżniający start w zawodzie. W OKO.press pisze o edukacji, prawach człowieka, społeczeństwie obywatelskim i polityce społecznej.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym