Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: US President Donald Trump pauses after speaking at a televised address on the conflict in the Middle East from the Cross Hall of the White House in Washington, DC on April 1, 2026. President Donald Trump made his case for attacking Iran in his first nationwide address more than a month into the war, insisting the United States was close to victory as his approval rating sinks. In an evening speech from the White House, Trump broke little new ground on how the war would end and vowed two to three weeks further of "extremely hard" strikes against Iran. (Photo by Alex Brandon / POOL / AFP)US President Donald ...

W czwartek 2 kwietnia, późnym wieczorem czasu waszyngtońskiego amerykański prezydent Donald Trump napisał na swojej platformie społecznościowej Truth Social:

„Nasze Wojsko, największe i najpotężniejsze (zdecydowanie!) na całym świecie, nawet jeszcze nie zaczęło niszczyć tego, co zostało w Iranie. Następne w kolejności są mosty, potem elektrownie! Nowe kierownictwo reżimu wie, co musi zrobić, i musi to zrobić SZYBKO!”

W ten sposób zaprzeczył sam sobie. 10 godzin wcześniej, przed kilkoma postami o sali balowej w Białym Domu i pytaniu retorycznym do Bruce’a Springsteena, czy ten pozwie swojego chirurga plastycznego i nazwaniu muzyka „totalnym przegrywem”, z dumną pisał, że „największy most w Iranie się wali”.

Dla precyzji dodajmy, że Trump nie napisał, że to Amerykanie zniszczyli ten most. Ale ton wpisu i dalsza groźba wobec Iranu jasno wskazuje, o co chodzi. A Amerykanie sami przyznali się do ataku.

Nowy most na autostradzie

Chodzi o most B1 na obrzeżach Karadżu. To niemal dwumilionowe miasto na zachód od Teheranu. Między centrum Teheranu a centrum Karadżu mamy około 40 km, ale od granic jednego miasta do drugiego jest zaledwie 5 km. Zniszczony most łączył Karadż z drogą Czalus – zwaną tak od miasta nad morzem Kaspijskim, do którego prowadzi. To jedna z najczęściej uczęszczanych dróg w Iranie – miliony osób jeżdżą nią z zatłoczonych Karadżu i Teheranu na wypoczynek w górach Elburs lub nad morzem Kaspijskim.

Most został niedawno ukończony, prace nad wieloletnim projektem przyspieszyły w 2023 roku. Miał około kilometra długości i 136 metrów wysokości w najwyższym punkcie. Według „The Guardian” kosztował równowartość około 400 mln dolarów.

Według lokalnych władz, w wyniku ataku zginęło osiem osób. Most nie był jeszcze otwarty, ofiarami były osoby piknikujące w okolicy z okazji zakończenia sezonu Nouruzu – jednego z najważniejszych świąt irańskich.

View post on Twitter

Jaki był powód uderzenia? Według anonimowego urzędnika w wypowiedzi dla „New York Times’a” most miał być w przyszłości częścią trasy, jaką irańskie siły dronowe i rakietowe wykorzystywałyby do zaopatrzenia.

Jeśli przyjąć to tłumaczenie, wówczas za potencjalny cel można uznać w Iranie każdą drogę i każdą część infrastruktury transportowej w budowie – bo potencjalnie może być wykorzystana przez armię.

Armia i Strażnicy Rewolucji najprawdopodobniej faktycznie korzystaliby w przyszłości z mostu. Był to jednak przede wszystkim projekt cywilny, który miał odciążyć ruch na autostradzie z Karadżu do Teheranu.

Back to the stone age

Trudno więc nie patrzeć na ten atak w kontekście słów Trumpa i jego sekretarza obrony Pete’a Hegsetha ze środy 1 kwietnia, gdy oboje zgodnie obiecywali zbombardować Iran tak, by wrócił do epoki kamienia.

View post on Twitter

Przykładów podobnych ataków, realizujących tę groźbę, można znaleźć w ostatnich dniach więcej.

2 kwietnia silnie zniszczony został znajdujący się w Teheranie Instytut Pasteura. Placówka została założona 105 lat temu (jeszcze w czasach panowania dynastii Kadżarów) we współpracy z paryskim odpowiednikiem. To medyczna i biologiczna placówka badawcza, skupiona na rozwoju szczepionek i zwalczaniu chorób zakaźnych. Instytut ma też kompleks badawczo-produkcyjny przy autostradzie z Teheranu do Karadżu i nie jest jasne, który z kompleksów został zaatakowany.

W 2007 rząd Japonii, a w 2008 roku rząd brytyjski uznały, że irański Instytut Pasteura może wspierać ewentualną produkcję broni chemicznej. Te doniesienia mają jednak niemal 20 lat, a w międzyczasie nie pojawiły się żadne dodatkowe dowody. Jednocześnie działalność naukowa i cywilna Instytutu jest bardzo dobrze udokumentowana.

Z kolei 31 marca połączone siły izraelsko-amerykańskie przeprowadziły ataki na dwóch największych producentów stali w Iranie, firmy Mobarake i Chuzestan. Według Irańczyków ataki były na tyle poważne, że firmy wstrzymały produkcję. Mobarake to największy producent stali na Bliskim Wschodzie. W niektórych okresach firma była odpowiedzialna za 50 proc. krajowej produkcji stali, kilkanaście procent dochodów budżetowych państwa i jeden procent PKB kraju.

Jest też częścią kompleksu militarno-przemysłowego kraju, a przynajmniej współwłaścicielem firmy, za pośrednictwem specjalnych fundacji, są Strażnicy Rewolucji.

Wojna uderza w Irańczyków

W ten sposób Amerykanie i Izraelczycy otrzymują uzasadnienie dla swoich ataków. I jednocześnie wszystkie trzy przykłady: most, Instytut Pasteura i producenci stali, pokazują, że w kraju takim jak Iran (a we współczesnym świecie będzie to ostatecznie dotyczyło większości państw) nie da się prowadzić wojny w sposób czysty. Strażnicy Rewolucji, poza formacją militarną, są też głęboko zespoleni z życiem gospodarczym Iranu. Do podmiotów związanych ze Strażnikami należy bardzo wiele kluczowych dla gospodarki firm. Chcąc zniszczyć Strażników, nie da się jednocześnie zadać bolesnych ciosów zwykłym Irańczykom. A Irańczycy ci mogą być przeciwko reżimowi i Strażnikom – to jeden z kluczowych wątków, by zrozumieć tragizm sytuacji dzisiejszego Iranu.

Nawet jeśli tłumaczenia USA i Izraela co do przyczyn wspomnianych ataków przyjmiemy, uderzenia w różne cele związane z produkcją wojskową łączą się z uderzeniem w krajową gospodarkę, produkcję farmaceutyczną itd. Szczególnie wątpliwy jest tutaj atak na most, choć każdy z tych incydentów budzi różnego rodzaju wątpliwości.

Amerykanie próbują przekonywać, że nie walczą z obywatelami Iranu, a z władzami Republiki Islamskiej. Przez takie ataki Irańczycy jednak coraz częściej – nawet ci, którzy liczyli, że amerykańskie bomby przyniosą wolność – konsolidują się przeciwko agresorom.

Presja nie działa

Słowa Trumpa sugerują, że Amerykanie podążają tą samą ścieżką od początku wojny. Mianowicie liczą, że rosnąca presja militarna zmusi Iran do ugięcia się i podpisania porozumienia podyktowanego przez USA. Wojna trwa już niemal pięć tygodni i nie mamy żadnego sygnału, że ta strategia działa. Wręcz przeciwnie, to na razie ścieżka ku nieustannej eskalacji konfliktu.

Irańczycy zbudowali swoją strategię w polityce międzynarodowej na oporze wobec USA i Izraela. Temu podporządkowali rozwój swoich sił zbrojnych oraz sieć sojuszów z graczami międzynarodowymi. Polityka ta ma silną motywację ideologiczną – jednym z filarów filozofii lidera Rewolucji Islamskiej z 1979, Ruhollaha Chomeiniego roku był ostry antyimperializm. Jego następca, Ali Chamenei na tej podstawie budował regionalną siłę Iranu.

Ugięcie się przed atakami byłoby zaprzeczeniem fundamentów całej filozofii państwowej. Trump opowiada, że w Iranie dokonała się zmiana reżimu, by przekonać wszystkich, że udało się wypełnić jeden z celów tej wojny. To oczywista nieprawda, system Republiki Islamskiej trwa, a za jego sterami są dziś ludzie bardziej radykalni, niż kierownictwo państwa dekadę temu, czy nawet rok temu. Jednym z wyrazów tego stanu są trwające w Iranie, pod osłoną wojny, egzekucje osób protestujących w styczniu przeciwko władzy.

Gdyby Trump chciał przede wszystkim doprowadzić do zakończenia wojny i rozumiał wewnętrzną dynamikę polityczną Iranu, nie zajmowałby się codziennym produkowaniem gróźb. Najwyraźniej albo brakuje mu wiedzy, albo nie jest to jego główna motywacja. Albo jedno i drugie.

Iran dalej skutecznie atakuje

Trump wielokrotnie wyrażał przekonanie, że wojna z Iranem potrwa krótko i będzie szybkim, decydującym uderzeniem. 2 kwietnia, w 34 dniu wojny, portal telewizji CNN pisze, że zdaniem amerykańskiego wywiadu Iran wciąż posiada znaczący arsenał balistyczny. Według źródeł wywiadowczych cytowanych przez amerykańską telewizję, Iran wciąż posiada około połowy swoich wyrzutni rakietowych, a także tysiące rakiet.

„Nadal są w pełni gotowi, by siać kompletne spustoszenie w całym regionie” – mówi źródło w tekście.

I Iran z tych możliwości dalej korzysta.

Dziś uderzona została stacja odsalania wody w Kuwejcie. Irańczycy zrzucają winę na Izrael (nie pierwszy raz w wypadku uderzenia w Kuwejt lub Oman), ale jest to mało prawdopodobne i nie ma na to dowodów. Odsalanie wody to kluczowa dla Kuwejtu technologia – około połowa zużywanej rocznie wody pochodzi właśnie z odsalania. To wyraz irańskiej strategii od początku wojny – narzucić wysokie koszty prowadzenia wojny całemu regionowi, „ukarać” arabskie kraje Zatoki Perskiej za dobre stosunki z USA i wsparcie amerykańskich wojsk. Irańczycy uderzyli dziś również m.in. w rafinerię w Kuwejcie.

Zestrzelony F-15

Dziś Amerykanie zaliczyli też militarną wpadkę, która może przemienić się w kompromitującą katastrofę i zdefiniować tę wojnę w odbiorze światowej, a przede wszystkim amerykańskiej opinii publicznej.

Wiemy już na pewno, że nad jedną z południowych prowincji spadł amerykański samolot – najpewniej zestrzelony przez Iran. Opublikowane w irańskich mediach i mediach społecznościowych zdjęcia sugerują, że jest to myśliwiec F-15. Nie odnaleziono ciał załogi, co najpewniej oznacza, że udało im się katapultować (chodzi o dwie osoby). W momencie publikacji tekstu wciąż trwa wyścig o odnalezienie jednej z nich. Druga miała zostać już zlokalizowana i przechwycona przez amerykańskie siły specjalne. Lokalna telewizja opublikowała apel do osób, które znajdą Amerykanów, by przekazały ich żywych lokalnym władzom.

Zestrzelenie samolotu niekoniecznie świadczy o sile irańskiej obrony przeciwlotniczej. Od samego początku wojny USA i Izrael swobodnie operują w irańskiej przestrzeni powietrznej, a to pierwszy tego rodzaju przypadek. Jednocześnie Amerykanie poszukują rozbitków przy pomocy helikopterów, a w mediach irańskich i w mediach społecznościowych publikowane są zdjęcia amerykańskich helikopterów tankowanych w powietrzu nad irańską przestrzenią powietrzną (m.in. nad prowincją Kohgiluje wa Bujerahmad), których nikt nie zestrzeliwuje.

Jeśli jednak to Irańczycy pierwsi odnajdą załogę samolotu, wykorzystają ich do celów propagandowych.

Martwa dyplomacja

Zauważmy też, że aż do tego momentu nie mówiliśmy nic o próbach rozmów i dyplomacji. Trump swoje groźby formułuje w ten sposób: albo porozumienie, albo kompletne zniszczenie. W ostatnich kilku dniach doniesienia o jakichkolwiek postępach w rozmowach przycichły. Mamy inicjatywę chińsko-pakistański, pięciopunktowy plan pokojowy z 31 marca, który obejmuje:

  • Natychmiastowe zatrzymanie walk,
  • Rozpoczęcie rozmów pokojowych tak szybko, jak to możliwe,
  • Bezpieczeństwo celów niemilitarnych,
  • Bezpieczeństwo dróg handlowych,
  • Pierwszeństwo Karty Narodów Zjednoczonych.

Nie jest jednak jasne, w jaki sposób Chiny miałyby przybliżyć obie strony lub być gwarantem dla ustaleń pokojowych po stronie Iranu. To bardzo ogólny plan, który na dziś nie interesuje żadnej ze stron. A pokój wbrew walczącym stronom można narzucić tylko siłą, co w tym wypadku jest zupełnie abstrakcyjnym scenariuszem.

W USA w tle mamy też zwolnienie szefa sztabu armii Randy’ego George’a. A ściśle rzecz biorąc, został on zmuszony do rezygnacji przez sekretarza obrony Pete’a Hegsetha. To ekstremalnie rzadkie, by zwalniać szefa sztabu w USA przed końcem jego agencji. George i Hegseth byli w konflikcie od dawna, ale taki ruch w trakcie wojny może sugerować też poróżnienie się w kwestii prowadzenia wojny.

Trump w przedpołudniowym wpisie na Truth Social sugeruje eskalację i przekonuje, że Amerykanie z łatwością mogą przejąć irańską ropę i otworzyć cieśninę Ormuz. Jeszcze dwa dni temu przekonywał, że otrzymał od irańskiego prezydenta propozycję pokojową. Dziś amerykański magazyn „Foreign Policy” publikuje propozycję pokojową innego irańskiego polityka – byłego ministra spraw zagranicznych Mohammada Dżawada Zarifa. Ani jednak prezydent Pezeszkian, ani tym bardziej Zarif, nie mają w dzisiejszej sytuacji politycznej niemal żadnej sprawczości.

Dyplomacja w ostatnich dniach właściwie umarła. Amerykanie mogą w najbliższych dniach podjąć próbę przejęcia irańskich wysp w Zatoce Perskiej. Jesteśmy na stałej ścieżce ku dalszej eskalacji i coraz większym zniszczeniom.

Na zdjęciu Jakub Szymczak
Jakub Szymczak

Dziennikarz OKO.press od 2018 roku, współkierownik działu społeczno-gospodarczego (razem z Katarzyną Kojzar). Publikował też m.in. w Res Publice Nowej, Miesięczniku ZNAK i magazynie „Kontakt”. Absolwent Polskiej Szkoły Reportażu, arabistyki na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu i historii na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Autor reportażu historycznego "Ja łebków nie dawałem. Procesy przed Żydowskim Sądem Społecznym" (Czarne, 2022) o powojennych rozliczeniach wewnątrz polskiej społeczności żydowskiej. W OKO.press pisze głównie o gospodarce i polityce międzynarodowej oraz Bliskim Wschodzie.

Komentarze