Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: SAUL LOEB / AFPSAUL LOEB / AFP

Donald Trump zaczął dzień od mocnego uderzenia.

O 07:23 czasu waszyngtońskiego napisał w swojej sieci społecznościowej Truth Social:

„Z PRZYJEMNOŚCIĄ INFORMUJĘ, ŻE STANY ZJEDNOCZONE AMERYKI ORAZ IRAN PRZEZ OSTATNIE DWA DNI PROWADZIŁY BARDZO DOBRE I OWOCNE ROZMOWY DOTYCZĄCE CAŁKOWITEGO I OSTATECZNEGO ROZWIĄZANIA NASZYCH WROGOŚCI NA BLISKIM WSCHODZIE. BIORĄC POD UWAGĘ TON I CHARAKTER TYCH GŁĘBOKICH, SZCZEGÓŁOWYCH I KONSTRUKTYWNYCH ROZMÓW, KTÓRE BĘDĄ KONTYNUOWANE PRZEZ CAŁY TYDZIEŃ, POLECIŁEM DEPARTAMENTOWI WOJNY ODROCZENIE WSZELKICH UDERZEŃ WOJSKOWYCH NA IRAŃSKIE ELEKTROWNIE ORAZ INFRASTRUKTURĘ ENERGETYCZNĄ NA OKRES PIĘCIU DNI, POD WARUNKIEM POWODZENIA TRWAJĄCYCH SPOTKAŃ I DYSKUSJI”. [zachowujemy oryginalną pisownię wielkimi literami].

Jak zwykle w wypadku Trumpa, taki komunikat trzeba czytać bardzo ostrożnie. Co się faktycznie wydarzyło i czy miały miejsce jakieś rozmowy?

Jakie rozmowy?

Z całą pewnością nie było negocjacji, które przypominałyby te sprzed wojny. Za drugiej kadencji Donalda Trumpa Iran i USA dwukrotnie podejmowały rozmowy. W obu przypadkach kończyło się to atakiem na Iran jeszcze w trakcie rozmów. W ostatnich tygodniach Iran kategorycznie zaprzeczał, że możliwe są negocjacje z Amerykanami.

I tym razem irańskie media szybko zaprzeczyły: żadnych oficjalnych kontaktów z USA nie było. I z pewnością to prawda, że nie podjęto oficjalnych rozmów oficjalnymi kanałami, że minister spraw zagranicznych Abbas Aragczi nie rozmawiał z dyplomatycznymi wysłannikami Trumpa – Stevem Witkoffem i Jaredem Kushnerem. Czy jest jednak szansa, że doszło do jakiegoś kontaktu?

Trump powiedział więcej podczas krótkiej rozmowy z dziennikarzami na lotnisku w Palm Beach.

„Bardzo chcą podpisać umowę. My też tego chcemy” – mówił Trump. Zapytany z kim prowadzone rozmowy, odpowiedział, że nie powie, ale dopytany uzupełnił, że nie jest to Najwyższy Przywódca Modżtaba Chamenei. Komentatorzy podchwycili te słowa i sugerowali, że być może doszło do kontaktu z Mohamedem Bagherem Ghalibafem.

Przeczytaj także:

Kim jest Ghalibaf?

Ghalibaf od dawna jest jedną z kluczowych postaci systemu władzy Republiki Islamskiej. W latach 80. walczył w wojnie irańsko-irackiej, pełnił funkcję dowódcy brygady. Był burmistrzem Teheranu, kilkukrotnie startował w wyborach prezydenckich. W ostatnich latach jest przewodniczącym Madżlesu (odpowiednik naszego marszałka Sejmu). Spekulowano, że razem z Alim Laridżanim we dwójkę de facto rządzą Iranem. Obaj mieli ogromne doświadczenie na szczytach władzy i znali ludzi ze wszystkich stron – z biura Najwyższego Przywódcy, z rządu, od Strażników Rewolucji.

Laridżani został zabity 17 marca. Na polu walki pozostał Ghalibaf. Modżtaba Chamenei nie pokazał się publicznie ani razu i bardzo możliwe, że nie zrobi tego do zakończenia wojny.

Dodajmy, że sam Ghalibaf też zdążył już zaprzeczyć, by jakiekolwiek negocjacje z jego udziałem miały miejsce.

Strona Iran Nuances pisze, że Amerykanie za pośrednictwem krajów trzecich zaproponowali Iranowi rozmowy między wiceprezydentem J.D. Vancem, a właśnie Ghalibafem. W rozmowie z OKO.press Arasz Azizi, irański wykładowca i autor książek o współczesnym Iranie mówi, że portal ten ma wiarygodne informacje od źródeł w irańskim systemie władzy.

„Jest szansa, że coś się wydarzy”

Pytamy Aziziego, co sądzi o dzisiejszych słowach Trumpa i ewentualnej roli Ghalibafa:

„Wiemy na pewno, że krajom takim jak Turcja czy Pakistan zależy na tym, by zakończyć tę wojnę. I są one w kontakcie z obiema stronami. A to oznacza, że kontakt pomiędzy stronami konfliktu jest możliwy, bez względu na to, co mówią. Iran rozmawia z Turcją, Turcja rozmawia z USA. Czyli najpewniej mamy jakiś niebezpośredni kontakt, nawet jeśli nieformalny.

Wiemy też, że Ghalibaf ma duże ambicje, chce być osobą, która kontroluje wojnę i kończy ją na swoich warunkach. Jeśli więc dojdzie do jakiegoś porozumienia, on będzie miał w tym duży udział. Jest też postacią, która powinna spodobać się Trumpowi, to rodzaj twardego polityka.

Więc sądzę, że faktycznie jest szansa, że coś się tutaj wydarzy”.

Wróćmy jeszcze do informacji Iran Nuances. Nie ma tam nic o rozmowach obu stron, a jedynie o przekazaniu propozycji rozmów. Brak kategorycznego odrzucenia ich przez Iran to już dobra wiadomość dla potencjalnych negocjacji. Iran Nuances sugeruje, że po fiasku ostatnich rozmów Irańczycy w żadnym stopniu nie ufają Witkoffowi i stąd pomysł, by tym razem rozmawiał Vance.

Ultimatum bez pokrycia

Podsumujmy: Trump sugeruje, że w weekend miały miejsce „głębokie, szczegółowe i konstruktywne” rozmowy. To niemal na pewno nieprawda. Faktycznie jednak pierwszy raz od początku konfliktu mamy stosunkowo wiarygodną informację, że grunt pod rozmowy może być szykowany.

Cofnijmy się teraz na chwilę do soboty. Wówczas Trump wystosował ultimatum:

„Jeśli Iran nie OTWORZY W PEŁNI, BEZ ŻADNYCH GRÓŹB cieśniny Ormuz w ciągu 48 godzin od dokładnie tego momentu w czasie, Stany Zjednoczone uderzą i zniszczą ich różne ELEKTROWNIE, ZACZYNAJĄC OD NAJWIĘKSZEJ”.

48 godzin mijało dziś po północy czasu polskiego. Trump nie wytrzymał nawet do końca swojego własnego ultimatum i ogłosił postem cytowanym na początku tekstu, że swoją groźbę wstrzymuje. Według niego po głębokich rozmowach z Iranem, ale wiemy już, że takich niemal na pewno nie było.

Czyli – Trump najpewniej przestraszył się konsekwencji swoich gróźb. Bo Iran z całą pewnością odpowiedziałby ostro na takie ataki, najpewniej dalej podnosząc ceny energii na całym świecie.

Nie ma śladu po bezwarunkowej kapitulacji

Zróbmy teraz jeszcze jeden krok w tył. 6 marca, gdy wojna trwała siódmy dzień, Trump mówił: żadnej umowy z Iranem, jedynie bezwarunkowa kapitulacja.

Dziś o żadnej kapitulacji nie ma mowy, a Trump jest zadowolony z perspektywy rozmów. Trudno patrzeć na to inaczej niż na duży sukces Iranu.

Z kolei Trump kolejny raz pokazuje, że jego słów i gróźb nie należy brać na poważnie. Osłabia w ten sposób pozycję swoją i Stanów Zjednoczonych w stosunkach międzynarodowych.

Grunt pod ewentualne wycofywanie się z wojny amerykański prezydent układał w ostatnich dniach wielokrotnie. Mówił, że w Iranie właściwie osiągnięto już wszystko, co Amerykanie zakładali. To oczywista nieprawda – Trump na początku wojny mówił o zniszczeniu irańskiego programu atomowego i zmianie reżimu w Teheranie. W pierwszym wypadku stało się niewiele, w drugim – zabito ważnych przywódców, ale system władzy Republiki Islamskiej właściwie ani drgnie.

Dziś rano Trump powiedział dziennikarzowi CNBC, że mamy do czynienia ze zmianą reżimu, bo Iranem rządzą inni ludzie. To kolejne słowa, które można by wziąć za żart, gdyby w ostatnich tygodniach nie mówił podobnych rzeczy nieustannie. Dla jasności – zmiana Najwyższego Przywódcy i kilku innych ważnych osób na kluczowych stanowiskach nie jest zmianą reżimu politycznego. Ten trzyma się mocno. Przy władzy dalej jest grupa ludzi, która w styczniu krwawo rozprawiła się z protestami przeciwko Republice Islamskiej i fatalnych warunkach gospodarczych w kraju.

Naiwność

Dzisiejsze słowa Trumpa to kolejny dowód na to, że był on przekonany, że z Iranem pójdzie mu równie łatwo, co z krótką operacją w Wenezueli, gdzie Amerykanie porwali dotychczasowego przywódcę Nicolasa Maduro. Trudno uwierzyć, że prezydent największego światowego mocarstwa mógł tak uważać (choć każda osoba, która zajmuje się tematem, powiedziałaby mu coś innego), ale na dziś to najbardziej wiarygodna wersja wydarzeń.

„New York Times” pisze, że szef Mosadu David Barnea przekonywał Benjamina Netanjahu, że w pierwszych dniach po zabiciu Alego Chameneiego dojdzie do ogólnokrajowego przewrotu w Iranie. Netanjahu miał przekonywać Trumpa, a ten przyjął tę opowieść z entuzjazmem, choć jego doradcy mieli ten entuzjazm studzić.

Wojna trwa

Wróćmy teraz do twardej wojennej rzeczywistości. Sygnały, że Trump się wycofuje, nie oznaczają, że wojna faktycznie zaraz się zakończy. A słowa Trumpa, że Amerykanie wstrzymują ataki na irańską infrastrukturę energetyczną, nie oznaczają, że jest ona bezpieczna. Dziś w nocy Teheran mierzył się z częściowym blackoutem. Izraelczycy – to przede wszystkim oni organizują ataki na irańską stolicę – wielokrotnie uderzali m.in. w składy ropy, dziś w nocy również najpewniej dokonali ataków na irańskie cele energetyczne. Nie tylko Amerykanie prowadzą tę wojnę, a kilkukrotnie widzieliśmy już, że Izrael i USA podchodzą do niej nieco inaczej.

Nawet jeśli wojna się zakończy, z jej skutkami będziemy mierzyć się długo. Dokładnie z takim przesłaniem w Australii wystąpił dziś szef Międzynarodowej Agencji Energii Fatih Birol. Oskarżył też światowych decydentów brak refleksji na temat konsekwencji ich działań dla światowego systemu energetycznego.

Poza tym nawet gdyby udało się zakończyć wojnę w Iranie, Izrael swoją wojnę z Hezbollahem w Libanie traktuje zupełnie osobno i jest zdeterminowany, by zniszczyć wszelkie przejawy działalności grupy na terytorium jego północnego sąsiada. Z ogromnymi konsekwencjami dla Libańczyków. 22 marca Izraelczycy zniszczyli główny most prowadzący na południe kraju. I kontynuują niszczenie kolejnych wiosek i domów.

A w ciągu trzech tygodni wojny Iran dowiedział się sporo o działaniu izraelskiego systemu obrony przeciwrakietowej. W weekend Irańczycy zdołali uderzyć w miasta Arad i Dimona na południu kraju. W atakach rannych zostało ponad 200 osób. 20 marca uszkodzili rafinerię w Hajfie.

Najnowsze dane o irańskich ofiarach cywilnych od organizacji HRANA mówią o 1407 zabitych osobach. Ci, którzy liczyli, że izraelskie i amerykańskie bomby przyniosą Irańczykom wyzwolenie od opresyjnej władzy, są dziś na drodze do bardzo gorzkiego rozczarowania.

Na zdjęciu Jakub Szymczak
Jakub Szymczak

Dziennikarz OKO.press od 2018 roku, współkierownik działu społeczno-gospodarczego (razem z Katarzyną Kojzar). Publikował też m.in. w Res Publice Nowej, Miesięczniku ZNAK i magazynie „Kontakt”. Absolwent Polskiej Szkoły Reportażu, arabistyki na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu i historii na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Autor reportażu historycznego "Ja łebków nie dawałem. Procesy przed Żydowskim Sądem Społecznym" (Czarne, 2022) o powojennych rozliczeniach wewnątrz polskiej społeczności żydowskiej. W OKO.press pisze głównie o gospodarce i polityce międzynarodowej oraz Bliskim Wschodzie.

Komentarze