0:00
16 lipca 2021

Trzy dni terroru w Białorusi. Łukaszenka uderza w organizacje obrońców praw człowieka i media

Rankiem 14 lipca zamaskowani funkcjonariusze wdarli się do kilkudziesięciu mieszkań i biur rozsianych po Białorusi. Celem stali się obrońcy praw człowieka, NGO i think tanki. Przeszukania i zatrzymania trwały cały dzień. Potwierdzono ataki na co najmniej 18 organizacji

Wydrukuj

Służby Łukaszenki próbują za wszelką cenę rozbić białoruskie społeczeństwo obywatelskie. Od świtu 14 lipca trwają zatrzymania, przeszukania i rozprawy sądowe białoruskich aktywistów, dziennikarzy i obrońców praw człowieka.

View post on Facebook

Skoordynowana ofensywa reżimowych resortów siłowych przeciągnęła się na następne dwa dni, a 16 lipca objęła również pozostałych w Białorusi przedstawicieli niezależnych mediów. Zatrzymano ponad 20 dziennikarzy. Celem ataku stali się dziennikarze zarówno ogólnokrajowych niezależnych mediów, jak i ci z regionalnych redakcji. Służby splądrowały między innymi studio białoruskiej filii Radia Svaboda.

View post on Twitter

W minionych miesiącach władze odpowiadały już atakami na obrońców praw człowieka i aktywistów na sankcje ze strony Unii Europejskiej. Po wprowadzeniu trzeciego pakietu sankcji do więzienia trafili dziennikarze i aktywiści, między innymi ci z Belarus Press Clubu. W więzieniu znajdują się dotąd.

W trakcie nowej fali czystek służby korzystały z metod obserwowanych w Białorusi w ostatnich miesiącach – czy to przy okazji ataku na TUT.BY, czy niedawnego uderzenia w niezależne media, między innymi w redakcję najstarszej gazety w Białorusi, „Nasza Niwa”.

KGB określa całą operację „unieszkodliwieniem radykalnie nastawionych jednostek”. Działania funkcjonariuszy do złudzenia przypominają kadry kojarzone z rozbijaniem mafijnych grup przestępczych – obejmują wyważanie drzwi o świcie, konfiskatę całego sprzętu elektronicznego oraz brutalne wykradanie osób uznanych przez polityczne śledztwo za oskarżonych.

Nieprzypadkowy wydaje się moment tego szeroko zakrojonego ataku. Aleksandr Łukaszenka na początku tygodnia odbył kolejne, piąte już w bieżącym roku spotkanie z Władimirem Putinem. Miało trwać ponad pięć godzin, ale żadna z administracji nie przedstawiła konkretnych ustaleń i umów między dyktatorami.

W weekend przedstawiciele liderzy białoruskiej opozycji mają się z kolei spotkać z administracją Joe Bidena w Waszyngtonie. Opozycja wiąże z tymi rozmowami duże nadzieje.

Reżim Łukaszenki próbuje więc ich zastraszyć organizując spektakle bezwzględnej przemocy i strachu. Kreml ma uwierzyć, że Łukaszenka jest w stanie żelazną ręką utrzymać władzę w Białorusi, a Zachód ma się przekonać, że nie cofnie się już przed niczym.

14 lipca to w Białorusi data nieprzypadkowa również z innego powodu – to rocznica pierwszych znaczących protestów w 2020 roku, które rozgorzały po odrzuceniu zgłoszenia Wiktara Barbaryki do udziału w wyborach prezydenckich.

Przez rok liczba zatrzymanych z powodów politycznych wyniosła w Białorusi łącznie ponad 40 tysięcy. Tysiące Białorusinów otrzymało sfabrykowane zarzuty karne, a już 566 osób uznano za więźniów politycznych.

Rozpoczętą 14 lipca 2021 roku ofensywę reżimu analizuje dla OKO.press wiceprezes niezależnego Białoruskiego Zrzeszenia Dziennikarzy (BAJ), prawnik i obrońca praw człowieka, Aleh Aheyey.

Nikita Grekowicz: Dlaczego służby Łukaszenki zdecydowały się na tak duże i pokazowe uderzenie w przedstawicieli białoruskiego społeczeństwa obywatelskiego?

Aleh Aheyey: Po pierwsze należy podkreślić, że tego typu próby demontażu społeczeństwa obywatelskiego już się odbywały. Co do jego powodów, to na ten moment możemy tylko spekulować. Nie znamy kryteriów, którymi kierują się decydenci w resortach siłowych.

Taka akcja musiała być szczegółowo zaplanowana, a przygotowania trwały zapewne od dawna. W szeregach rekwirujących i przeszukujących funkcjonariuszy widzieliśmy nie tylko funkcjonariuszy służb specjalnych, ale również tych ze skarbówki. Ogrom przedsięwzięcia pozwala domniemywać, że rozkaz musiał przyjść z góry. Atak był przedsięwzięciem politycznym.

Co do wielkości samego uderzenia, to w lutym mieliśmy do czynienia z podobnymi represjami. Wtedy MSW w oficjalnym komunikacie informowało o 90 przeszukiwaniach. Centrum Praw Człowieka Viasna potwierdziła informacje o ponad 30 przypadkach – reszta pozostała niepotwierdzona.

Nie wszyscy chcą zgłaszać fakt przeszukań. Czasem do jednej osoby służby przychodziły jednocześnie do nawet trzech lokali – miejsca zameldowania, miejsca zamieszkania oraz miejsca przebywania rodziny represjonowanych. W ciągu ostatnich dwóch dni udało się potwierdzić informacje o około 50 miejscach, do których wdarli się funkcjonariusze służb.

Ta akcja służb nie skupiała się na głównych ośrodkach miejskich, terror objął również aktywistów z mniejszych miejscowości.

Służby stosowały podobną taktykę już kilkukrotnie. Większość zatrzymanych osób działało otwarcie, w ramach legalnych i zarejestrowanych organizacji. Ci ludzie od dawna znajdowali się na celowniku służb.

Kiedy służby dostają rozkaz zaczistki, czyli pacyfikacji społeczeństwa obywatelskiego, to te osoby idą na pierwszy ogień. W regionach takie metody są jeszcze bardziej wymowne niż w dużych ośrodkach.

Wielu zatrzymanych dostało sfabrykowane zarzuty kryminalne. W ostatnim roku podobne sprawy kończyły się wieloletnimi wyrokami pozbawienia wolności. Jak będzie w tym wypadku?

Niestety mogą zapaść podobne wyroki. Schemat działania prokuratury możemy zaobserwować na przykładach innych obrońców praw człowieka - Leonida Sudalenko albo Andreja Aleksandrowa.

Działanie w obronie praw człowieka prokuratura rozpatruje jako naruszenie albo zagrażanie porządkowi publicznemu. Logika jest taka; jeśli pomagałeś osobie oskarżonej o udział w działaniach naruszających porządek publiczny, a tak władze interpretują np. udział w pokojowych protestach, to pomoc przy takich sprawach jest przez oskarżycieli interpretowana jako organizacja tych protestów.

Kryminalizacja pracy obrońców praw człowieka, to coś, czego w Białorusi wcześniej nie widzieliśmy.

Władze rozpoczęły ten proces przy sprawie Leonida Sudalenko w styczniu 2021 roku. Kilka dni wcześniej zatrzymano Andrieja Aleksandrowa za pomoc w spłacie grzywny. Działania BySol i ByHelp, czyli zbiórka funduszy na pomoc osobom dotkniętym represjami, również są przez władze interpretowane jako organizacja naruszeń porządku publicznego.

Wszystkie osoby objęte takimi prześladowaniami są więźniami politycznymi. Są represjonowani za działalność prawoczłowieczą. Celem takich represji jest sparaliżowanie i uniemożliwienie dalszej pracy obrońców praw człowieka w Białorusi.

Zatrzymano również wielu analityków i aktywistów NGO. Czy możemy w działaniach reżimu upatrywać jakiejś systematyczności?

Tutaj znowu – postępowanie władz nie jest nowością. Każdy sektor społeczeństwa obywatelskiego podlega takim atakom. A to, w którą falę represji trafią poszczególni aktywiści, ma drugorzędne znaczenie, bo, podkreślę, wszystkie sektory społeczeństwa obywatelskiego są zagrożone terrorem.

Przedstawiciele think-tanków byli represjonowani już wcześniej. W przypadku Tatiany Kuzinej o tym jakie będzie miała zarzuty byliśmy w stanie wydedukować dopiero z analizy tego, gdzie i kiedy będzie miała rozprawę. Grozi jej do 12 lat więzienia.

Władze za wszelką cenę zwalczają niekontrolowane wyrażenie myśli. Narażony jest każdy człowiek i każda organizacja, które wyrażają swoją opinię, która z tego czy innego powodu nie podoba się władzy. Represjonowani trafiają na listy zatrzymanych i ławy oskarżonych.

Czy te działania władz są objawem desperacji, czy może jednak pewnego ugruntowania totalitaryzmu w Białorusi?

Nie mamy dostępu do treści spotkań rady bezpieczeństwa w Białorusi, więc znowu możemy tylko spekulować na temat ich przebiegu. Obserwuję jednak pewien schemat widoczny przy takich dużych, skoordynowanych atakach; przemoc poprzedzają głośne, krzykliwe i niespodziewane wrzutki propagandowe w mediach najwyższego szczebla.

Ich treść jest, jakby to powiedzieć łagodnie, skrajnie niewiarygodna. Dopiero później mają miejsce operacje resortów siłowych – zatrzymania, przeszukania i przesłuchania.

Jest jeszcze inna, zastanawiająca prawidłowość. Nie wiem, czy można się tu doszukiwać związków przyczynowo-skutkowych, ale mnie rzuca się w oczy, że ataki takie jak ten, poprzedzały w trakcie ostatniego roku wizyty Łukaszenki w Moskwie.

Być może te prowokowane przez władze ludzkie tragedie są elementem jakiegoś targu, prowadzonego przez białoruskie władze. Sytuacja finansowa kraju wyraźnie się pogarsza, gospodarka znajduje się na skraju załamania, więc reżim zwraca się do jedynego kredytodawcy, jaki jeszcze z nim rozmawia. Być może to właśnie te tragedie Łukaszenka próbuje sprzedawać Putinowi.

Jeśli rzeczywiście taki targ ma miejsce, to, tak czy inaczej, trudno powiedzieć co myśli o tym rosyjska strona. Nie mamy jednoznacznych danych o ustaleniach zawieranych w trakcie tych spotkań. Trudno powiedzieć jaki wpływ na te ustalenia mają podobne ataki białoruskiego reżimu na społeczeństwo obywatelskie. Trudno też powiedzieć jak takie tragedie miałyby się przekładać na finansową albo polityczną korzyść rosyjskiej strony.

Wspomniał Pan o roli propagandy w całym procesie. Czy Pana zdaniem ktokolwiek ze zwykłych Białorusinów „kupuje” te fabrykowane oskarżenia? A jeśli nawet tak, to jaka jest to część społeczeństwa?

Trudno odpowiadać w jakkolwiek podbudowany dowodami sposób. Do tego potrzebne są badania socjologiczne, a jest to dziedzina całkowicie zniszczona przez władze już lata temu. Właściwie nikt w białoruskim społeczeństwie nie ma dzisiaj dostępu do wiarygodnych badań.

Jeśli będę brał pod uwagę te szczątkowe dane, które posiadamy, albo moje ogólne odczucia, to propaganda tej jakości nie przekonuje chyba nikogo, kto mógłby zostać przez władze przekonany.

Trudno wyobrazić sobie, że ktokolwiek spoza żelaznego elektoratu Łukaszenki przekonałby się do narracji proponowanej przez propagandowe media. Efektywność tej propagandy wewnątrz kraju wydaje mi się skrajnie niska.

Paradoksalnie, częste zmiany obiektu ataków propagandy i jej nienawistny, prymitywny i chaotyczny ton może odstraszać ludzi, którzy w innej sytuacji mogliby zostać zmanipulowani.

Pytanie, które nasuwa się, kiedy patrzę na skalę ostatniego ataku władz, czy w Białorusi został na wolności ktoś, kto dalej może zajmować się ochroną praw człowieka?

Tacy ludzie oczywiście są. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę Viasnę i szeroką listę zatrzymanych pracowników tej organizacji, to zostali ludzie zdolni do dalszej pracy. Część jest relokowana i pracuje w bezpieczeństwie zza granicy. Ale jest to daleko nie jedyna organizacja dotknięta ostatnimi prześladowaniami.

Głównym zadaniem stojącym teraz przed obrońcami praw człowieka, to wytrzymać i zachować ciągłość pracy. Pomagać ludziom, którzy potrzebują interwencji obrońców praw człowieka.

Mam nadzieję, że po wydarzeniach ostatnich dni (zestawionych dodatkowo ze wszystkimi wcześniejszymi objawami terroru) już nikt nie będzie miał złudzeń co do tego, co rzeczywiście dzieje się w naszym kraju.

Moim zdaniem władze zachodnich państw wciąż nie skorzystały ze wszystkich dostępnych narzędzi nacisku.

Udostępnij:

Nikita Grekowicz

Niezależny dziennikarz specjalizujący się w tematach Białorusi i Europy Wschodniej. Od 2022 pracuje w Dziale Edukacji Międzynarodowej Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Od 2009 roku związany ze Stowarzyszeniem Inicjatywa Wolna Białoruś, członek Zarządu Stowarzyszenia w latach 2019-2021. Absolwent Międzywydziałowych Indywidualnych Studiów Humanistycznych UW z dyplomem zrealizowanym na kierunku Artes Liberales. Grafik i ilustrator. Z pochodzenia Białorusin.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne