Prawa autorskie: Marek Podmokly / Agencja Wyborcza.plMarek Podmokly / Age...
23 czerwca 2022

Tusk mówi lewicą: mieszkanie to prawo człowieka. Ma rację, ale czy PO rozumie swoje błędy?

Hasło, które bywało wyśmiewane jako lewicowa fantazja, to w istocie język konwencji ONZ. W polityce mieszkaniowej Platforma Obywatelska popełniała fatalne błędy. Czy teraz - po sygnale Tuska - pójdzie do przodu i uwolni się spod wpływu gospodarczych radykałów?

„Mieszkanie jest prawem człowieka, to znaczy móc mieszkać w godnych warunkach to nie jest jakiś przywilej, to nie może być marzenie i dorobek całego życia” — powiedział Donald Tusk podczas spotkania z młodymi działaczami Platformy Obywatelskiej.

Szef PO zabrał tym samym głos w debacie, która toczy się od lat, ale w ostatnich miesiącach wybrzmiewa donośniej — debacie o obowiązkach państwa w zapewnieniu obywatelom dostępu mieszkań.

Czy Tusk ma rację, mówiąc, że “mieszkanie jest prawem człowieka”? A jeśli tak, to czy na pewno on i jego partia potrafią wyciągnąć z tego faktu adekwatne wnioski?

Trzy plagi i bezradny rząd

O prawie do mieszkania zrobiło się głośno z kilku powodów. Po pierwsze, cykl podwyżek stóp procentowych, w zamierzeniu mający zdusić wysoką inflację, przyniósł też drastyczny spadek zdolności kredytowej u osób, które planowały zapożyczyć się na kupno własnego mieszkania. Biuro Informacji Kredytowej podaje, że w maju 2022 roku wartość zapytań o kredyty mieszkaniowe spadła o 51,6 proc. w stosunku do maja ubiegłego roku. Majowa wartość indeksu popytu na kredyty hipoteczne jest najniższa w historii pomiaru, czyli od 14 lat.

Do tego doszedł kolejny problem: wzrost rat już udzielonych kredytów o zmiennym oprocentowaniu (średnia rata wzrosła niemal o 100 proc. w niecały rok), który sprawia, że wielu właścicieli mieszkań z bankową hipoteką wpisaną do księgi wieczystej boleśnie uświadamia sobie, jak kruche są fundamenty ich życiowej stabilizacji.

I wreszcie trzecia plaga: wzrost cen najmu. Z majowego raportu Expandera i Rentier.io wynika, że w ciągu zaledwie trzech miesięcy ceny wzrosły średnio aż o 15 proc. w porównaniu z poziomem rok temu - 24 proc. (rekordzistą jest Wrocław, gdzie za najem trzeba zapłacić aż o 43 proc. więcej niż przed rokiem, ale niewiele lepiej jest w Krakowie - 36 proc. - czy Gdańsku - wzrost o 32 proc.).

Nic dziwnego, że mieszkania wróciły do ścisłej czołówki najważniejszych kwestii politycznych. Obietnica, że rynek sam rozwiąże problem dostępu do mieszkań, nie wytrzymała konfrontacji z rzeczywistością i ostatecznie straciła swój powab. Jednocześnie odpowiedź rządu PiS okazała się albo niemrawa (zachowawczy pakiet pomocy dla kredytobiorców) albo niedzisiejsza (dopłaty do nowych kredytów). W siódmym roku rządów — po klęsce Mieszkania+, niesławnym Lex Deweloper i rozczarowującym starcie "domków Kaczyńskiego" — wiarygodność tej ekipy w rozwiązywaniu problemów mieszkaniowych obywateli jest już zresztą niewielka.

Na tym gruzowisku opozycja zaczęła śmielej projektować własne gmachy.

Mieszkanie prawem, nie towarem

Najpierw tradycyjne hasło protestów lokatorskich - „mieszkanie prawem, nie towarem” - przypomnieli działacze lewicy. Lewica już wcześniej próbowała przebić się ze swoim przekazem o mieszkalnictwie (wpisanie 75 tys. mieszkań pod tani najem do KPO było jednym z warunków klubu Lewicy przy poparciu ratyfikacji Funduszu Odbudowy), w maju 2022 roku klub zorganizował konwencję, na której zaprezentował plan finansowego wsparcia samorządów w budowie 300 tys. mieszkań — komunalnych i na tani wynajem.

Podobne w duchu postulaty artykułuje Polska 2050 - politycy tej partii mówią o mieszkaniach raczej jak o społecznym prawie niż majątku.

A Platforma? Trudno powiedzieć. Niektórzy politycy tej formacji kpili z mówienia o prawie do mieszkania (“To kupuj młody i rozdawaj, masz takie prawo”, napisał Tadeusz Truskolaski, prezydent Białegostoku z PO do działacza Młodej Lewicy), ogromna większość w ogóle nie zabierała głosu. W mediach głosem liberałów stali się więc niezwiązani z PO, ale opiniotwórczy w tym środowisku wolnorynkowi radykałowie. “Hasło lewicy »mieszkanie prawem, a nie towarem« przypomina słynne "czy się stoi, czy się leży, dwa tysiące się należy"” - drwiła w “Gazecie Wyborczej” ekonomistka Alicja Defratyka.

W ten stupor polityków PO wbił się Donald Tusk.

Konwencje ONZ i europejski standard

Czy Tusk ma rację, mówiąc, że “mieszkanie jest prawem człowieka”? W największym skrócie: tak, ma — i jest zdumiewające, że taki truizm jeszcze parę miesięcy temu potrafił wywołać burzę.

“Mieszkanie jest prawem człowieka, to znaczy móc mieszkać w godnych warunkach to nie jest jakiś przywilej, to nie może być marzenie i dorobek całego życia”
Oceń wypowiedź
PrawdaFałsz

“Mieszkanie, coraz częściej postrzegane jako towar, jest przede wszystkim prawem człowieka. Zgodnie z prawem międzynarodowym, odpowiednie warunki mieszkaniowe oznaczają posiadanie bezpiecznego tytułu prawnego — nie trzeba się martwić o eksmisję lub odebranie domu czy ziemi. Oznacza to mieszkanie w miejscu zgodnym z twoją kulturą i posiadanie dostępu do odpowiednich usług, szkół i zatrudnienia” - czytamy na stronie biura Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych do spraw praw człowieka.

Odpowiednie warunki mieszkaniowe zostały uznane za część prawa do odpowiedniego standardu życia w artykule 25.1 Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka z 1948 roku.

Każdy człowiek ma prawo do stopy życiowej zapewniającej zdrowie i dobrobyt jego i jego rodziny, włączając w to wyżywienie, odzież, mieszkanie, opiekę lekarską i konieczne świadczenia socjalne, oraz prawo do ubezpieczenia na wypadek bezrobocia, choroby, niezdolności do pracy, wdowieństwa, starości lub utraty środków do życia w inny sposób od niego niezależny”.

“Państwa Strony niniejszego Paktu uznają prawo każdego do odpowiedniego poziomu życia dla niego samego i jego rodziny, włączając w to wyżywienie, odzież i mieszkanie, oraz do stałego polepszania warunków bytowych. Państwa Strony podejmą odpowiednie kroki w celu zapewnienia realizacji tego prawa, uznając w tym celu zasadnicze znaczenie współpracy międzynarodowej, opartej na zasadzie dobrowolności”.

Są też inne międzynarodowe traktaty o prawach człowieka, które uznają prawo do odpowiednich warunków mieszkaniowych lub niektóre jego elementy. Jak wskazuje strona Specjalnego Sprawozdawcy ONZ ds. prawa do odpowiednich warunków zamieszkania chodzi o:

  • Konwencję w sprawie likwidacji wszelkich form dyskryminacji rasowej (art. 3 i art. 5);
  • Międzynarodowy Pakt Praw Obywatelskich i Politycznych (art. 12 i art. 17);
  • Konwencja w sprawie likwidacji wszelkich form dyskryminacji kobiet (art. 14.2);
  • Konwencja o ochronie praw wszystkich pracowników migrujących i członków ich rodzin (art 43.1);
  • Konwencja o prawach dziecka (art. 16.1 i art. 27);
  • Konwencja o prawach osób z niepełnosprawnością (art. 2, art. 5.3, art. 9.1, art. 9.2, art. 19, art. 22, art. 28.1, art. 28.2)

Do tego dochodzą komentarze ogólne ciał traktatowych ONZ. Najważniejszy w tym kontekście, Komentarz Ogólny nr 4 Komitetu Praw Gospodarczych, Społecznych i Kulturalnych ONZ, stwierdza (par. 7):

Prawo do mieszkania nie powinno być interpretowane w wąski lub ograniczony sposób, jak na przykład schronienie traktowane wyłącznie jako dach nad głową. Raczej powinno być postrzegane jako prawo do życia w bezpieczeństwie, pokoju i godności”.

Z kolei w europejskim systemie ochrony praw człowieka, najważniejszy zapis znajdziemy w zrewidowanej Europejskiej Karcie Społecznej. Artykuł 31 mówi o prawie do mieszkania:

"W celu zapewnienia skutecznego wykonywania prawa do mieszkania, Strony zobowiązują się podejmować działania zmierzające do: 1. popierania dostępu do mieszkań o odpowiednim standardzie; 2. zapobiegania i ograniczania bezdomności w celu jej stopniowego likwidowania; 3. uczynienia kosztów mieszkań dostępnymi dla tych, którzy nie mają wystarczających zasobów".

Dodajmy przy okazji, że w Europie — podobnie jak w Polsce — hasło prawa do mieszkania słychać coraz częściej. Towarzyszy mu sprzeciw wobec finansjalizacji mieszkalnictwa - przekształcaniu mieszkań w aktywa finansowe. W OKO.press opisywaliśmy np. berlińskie referendum wywłaszczeniowe:

Dyskusja o zapewnieniu mieszkańcom Europy godnych warunków mieszkaniowych regularnie wraca też na forum instytucji unijnych. Np. w styczniu 2021 Parlament Europejski wezwał kraje UE do podjęcia działań w związku z kryzysem mieszkaniowym i zapewnienia wszystkim dostępu do mieszkań po przystępnych cenach.

"Przepisy europejskie często lepiej chronią zyski generowane przez rynek mieszkaniowy niż ludzi, którzy potrzebują dachu nad głową" - mówiła sprawozdawczyni rezolucji, europosłanka Kim van Sparrentak.

Platforma tłumaczy Tuska

Wróćmy do wypowiedzi Tuska. Szef PO najwyraźniej trochę zaskoczył swoje zaplecze. Komentując jego słowa, Izabela Leszczyna mówiła ogólnie, że właściwy byłby system budowy mieszkań na wynajem z "określonymi dopłatami państwa". Pytana o szczegóły, wskazała program "Mieszkanie dla młodych" z 2014 roku. "Chyba ćwierć miliona mieszkań zostało w ten sposób przez młodych ludzi kupione, chodziło tam też o wkład własny". Wreszcie zapewniła: "Mamy lepsze pomysły, jak wygramy wybory, przedstawimy szczegóły"

"Z rynkowego punktu widzenia mieszkanie jest towarem i nim będzie" - uspokajał w RMF FM poseł PO Mariusz Witczak. Doprecyzował, że "jest towarem w kategoriach rynkowych, natomiast w różnych kontekstach jest też prawem. Jest prawem, jeżeli dziedziczymy, ale jest też prawem w zamożnym państwie dla młodego pokolenia tak, żeby młode pokolenie mogło mieć odpowiedni start życiowy". Wypowiedź Tuska ocenił jako "wyrażenie pewnej idei".

"Program, w których ludzie mogą korzystać na przykład z dopłat do rat albo dopłat do kredytów w ogóle, kiedy przy okazji państwo dba o to, żeby ceny były na odpowiednim poziomie — to jest kompleksowy program" - mówił z kolei poseł Cezary Tomczyk

Niemal każdemu, kto śledzi przygody polskich władz z mieszkalnictwem, musi zapalić się w tym momencie lampka ostrzegawcza.

Czy PO wyciągnie wnioski z własnych błędów?

Wizja zarysowana przez Tomczyka co do joty przypomina bowiem filozofię dwóch programów realizowanych z rządów PO - "Rodziny na swoim" (2007-2013) i "Mieszkania dla młodych" (2014-2018). Polegały one właśnie na dopłatach dla kredytobiorców. Eksperci od mieszkalnictwa — rozumianego jako część polityki społecznej — byli i są bezlitośni dla tych programów. Miały one zły wpływ na urbanistykę (gęste, źle skomunikowane osiedla na rubieżach) i zupełnie nie sprzyjały mobilności wymaganej przez współczesny rynek pracy. Ale najbardziej problematyczny był sam ekonomiczny mechanizm.

"Wzmacnianie popytu przy niskiej elastyczności rynku podaży (w tym wypadku pomoc w zaciągnięciu kredytu i jego spłacie) prowadzi przede wszystkim do wzrostu cen oferowanych przez rynek produktów. Wsparcie finansowe dla programu nie trafia zatem w całości do nabywców mieszkań, ale jest w rzeczywistości, w dużej mierze, transferowane do deweloperów, wykonawców budowlanych i banków" - pisała dr Irena Herbst, ekonomistka i ekspertka z zakresu budownictwa mieszkaniowego.

Postawienie na mieszkania własnościowe było świadomą decyzją rządu PO-PSL — w dużej mierze ideologiczną.

"Cieszę się, że miałem taką okazję, choć wiem, że budziłem kontrowersje" - mówił o swojej misji Piotr Styczeń, podsekretarz stanu odpowiedzialny za programy mieszkaniowe w kolejnych rządach Donalda Tuska. "Zwłaszcza to moje przywiązanie do prawa własności, które tak w swojej pracy forsowałem. Ja to prawo rozumiem, jako wyzwolenie się obywateli z upokarzającej zależności mieszkaniowej poprzez aktywność ekonomiczną" (cyt. za książką "13 pięter" Filipa Springera).

Zupełną katastrofą była likwidacja Krajowego Funduszu Mieszkaniowego w 2008 roku. Z KFM finansowano inwestycje realizowane przez Towarzystwa Budownictwa Społecznego i spółdzielnie mieszkaniowe. Mogły one zaciągać kredyty na budowę mieszkań z oprocentowaniem poniżej rynkowych stóp procentowych i długim okresem spłaty.

Przez lata (fundusz powstał w 1995 roku), mimo ograniczonych środków z powodzeniem budowano mieszkania dla osób o średnich dochodach — ok. 100 tys. mieszkań (najczęściej w ramach TBS-ów, których powstało prawie 400). Program budowy mieszkań na wynajem o umiarkowanych czynszach oparty był na kredytach preferencyjnych, czyli instrumencie zwrotnym — był więc tani. Programy dopłat do kredytów były dużo kosztowniejsze — pieniądze z dotacji nie wracały do kasy państwa. W skrócie: dobry, efektywny finansowo program zastąpiono złym i drogim.

Likwidacja funduszu w praktyce zakończyła realizację programu mieszkań o umiarkowanych czynszach. Tymczasem — to znowu głos ekspertów — właśnie takie programy są najskuteczniejszym remedium na problemy z dostępem do mieszkań, najlepiej pasują też do specyfiki współczesnego rynku pracy.

"Po prostu każdy musi mieć szansę zdobyć miejsce do mieszkania w ramach swoich możliwości. Żeby tak było, polityka państwa powinna być nakierowana na rozwój mieszkalnictwa przeznaczonego na najem w umiarkowanych cenach" - mówiła OKO.press dr inż. arch. Agata Twardoch, architektka i urbanistka.

Pod koniec drugiej kadencji rząd PO-PSL nieco zróżnicował politykę. W październiku 2015 roku przywrócono w Banku Gospodarstwa Krajowego kredyty preferencyjne dla TBS i spółek komunalnych — skala i cele programu były ograniczone, a program "Rodzina na swoim" trwał w najlepsze, ale była to jaskółka pozytywnych zmian. Niestety, w programie wyborczym w 2019 roku PO postawiła na powrót do dopłat do kredytów. Po fiasku "Mieszkania plus" wrócił do nich także PiS, choć w tym przypadku dotacja nie jest bezzwrotna (chyba że kredytobiorcom powiększy się rodzina — rząd zainstalował w swoim programie element pronatalistyczny).

Polska polityka mieszkaniowa ostatnich kilkunastu lat to wieczny powrót do sprawdzonych złych rozwiązań. Oby nie było tak i tym razem: jeśli bowiem Platforma znów postawi na dopłaty do kredytów, nowe progresywne hasła wypełnią się zupełnie nienową treścią.

Udostępnij:

Bartosz Kocejko

Redaktor OKO.press. Kieruje działem społeczno-ekonomicznym. Czasem pisze: o pracy, podatkach i polityce społecznej.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne