Szef Rady Europejskiej Donald Tusk chciałby wyrzucić do kosza stały rozdzielnik uchodźców w UE, ale projektu stałej relokacji twardo broni Komisja Europejska. Tusk bardzo rozeźlił Niemców. Jego pomysł jednomyślności przy podejmowaniu decyzji o polityce migracyjnej oznacza w istocie prawo weta. Chętnie z niego skorzystałyby Węgry i Polska

Przywódcy krajów Unii zajmą się tematem migracji podczas czwartkowej kolacji – w pierwszym dniu szczytu UE w Brukseli. Szef Rady Europejskiej Donald Tusk chciał namawiać ich do deklaracji, że prace nad projektem stałego  – zaproponowanego przez Komisję Europejską w 2016 roku – rozdzielnika uchodźców będą prowadzone w Radzie UE przy zachowaniu zasady jednomyślności. To dawałoby prawo weta Polsce czy Węgrom, czyli gwarantowałoby, że nie zostanie zaakceptowany rozdzielnik skrojony pod przyszłe kryzysy migracyjne.

Tusk w dokumencie przesłanym przywódcom krajów UE (nota na temat migracji) zapowiedział, że w razie braku kompromisu do czerwca 2018 roku zaproponuje własne  rozwiązanie. Choć nie napisał tego wprost, to projekt reformy migracyjnej wedle Tuska nie obejmowałby rozdzielnika. W swym piśmie stwierdził, że dotychczasowa relokacja (na mocy doraźnej decyzji Rady UE z 2015 r.) okazała się „nieskuteczna”.

Komisarz Awramopulos: To antyeuropejski dokument

„Ten dokument jest niedopuszczalny i antyeuropejski. Rolą przewodniczącego Rady Europejskiej jest bronienie jedności europejskiej i jej wartości. Ten dokument podważa zasadę solidarności. Zaprzecza pracy, którą wszyscy wykonaliśmy. Relokacją objęto ponad 32 tys. ludzi, czyli ponad 90 proc. kwalifikujących się do tego programu” – tak dokument Tuska skomentował we wtorek komisarz UE ds. migracji Dimitris Awramopulos. A w środę rzecznik Komisji Europejskiej bronił prawa Awramopulusa do tej bezprecedensowej krytyki wobec szefa Rady Europejskiej.

Wprawdzie 32 tys. osób przesiedlonych z Włoch i Grecji to tylko ok. 20 proc. ze 160 tys. uchodźców planowanych w rozdzielniku z 2015 roku, ale – jak przypomina Komisja Europejska – potrzeby okazały się mniejsze.

Przeforsowana przez Merkel umowa Turcją z 2016 roku oraz przymknięcie granic na Bałkanach przecięło „szlak bałkański” prowadzący z Turcji przez morze do Grecji, a potem głównie do Niemiec.

Komisja Europejska jest w sporze z Polską, Węgrami i Czechami, które sabotują rozdzielnik z 2015 roku  –  obejmował uchodźców przybywających do Grecji i Włoch tylko do 26 września 2017, ale w tych krajach na relokację czeka jeszcze kilka tysięcy ludzi przybyłych przed tą datą.

Dlatego Komisja Europejska w zeszłym tygodniu skierowała do Trybunału Sprawiedliwości UE skargę na Warszawę, Pragę i Budapeszt. „Łamią prawo UE, my go bronimy, a tu nagle Tusk w zasadzie występuje po ich stronie” – tłumaczy nam wysoko postawiony urzędnik KE.

Niemcy za relokacja i większością głosów

Ale zamiary Tuska wobec szczytu UE załamały się nie z powodu reakcji Komisji Europejskiej, lecz z racji sprzeciwu ze strony kluczowych krajów Unii. Poniedziałkowa narada „szerpów” (urzędników wysokiego szczebla przygotowujących szczyt w imieniu szefów rządów krajów Unii) była – wedle naszych informacji – „nadzwyczaj ożywiona”.

Czy zgadzacie się z przesłaniem dokumentu Tuska na temat migracji? – Nie! Niemcy każdego dnia okazują solidarność. Myślimy, że inni też powinni to robić – odpowiada niemieckie źródło rządowe. Berlin nie zgadza się ani na przekreślenie projektu stałego rozdzielnika, ani na wyrzeczenie się traktowego prawa do głosowania większościowego w Radzie UE (do decyzji trzeba głosów 55 proc. krajów reprezentujących 65 proc. ludności Unii).

Przeciw ustaleniu, że w kwestii reformy migracyjnej kraje Unii będą podejmować wyłącznie jednomyślne decyzje, są też m.in. Francuzi, Włosi, Holendrzy, Belgowie, Hiszpanie, Portugalczycy, Grecy.

„Dokument Tuska był zbyt głębokim ukłonem wobec Wyszehradu” – mówi włoski dyplomata.

Rzym ma za złe Polakowi zaognianie sporu o migrację na niedługo przed włoskimi wyborami w marca 2018 roku. Włoscy eurosceptycy z prawa i lewa wykorzystują bowiem brak relokacji do atakowania Unii za „porzucanie Italii” w potrzebie.

Wyszehrad zadowolony ale podzielony

Zasada konsensusu w kwestii migracji oczywiście podobałaby się krajom Grupy Wyszehradzkiej, przeciwnym przyjmowaniu uchodźców. „Awramopulos pozwolił sobie na histeryczny wybuch w sprawie Tuska. Pokazał fatalne maniery. I stanowczo przekroczył swe kompetencje. Komisja Europejska nie jest przecież krajem członkowskim i nie była pytana o zdanie w dokumencie rozesłanym przez Tuska” – przekonuje środkowoeuropejski (niepolski) dyplomata w Brukseli.

Stały rozdzielnik ma poparcie Parlamentu Europejskiego (Parlament współdecyduje w tej kwestii na równi z Radą UE), który chciałby nawet zaostrzenia – relokacji nie tylko w sytuacjach kryzysowych, lecz regularnego rozdzielania ludzi pukających do wspólnych granic Unii.

Reszta państw między Włochami a Węgrami

Stanowisko podobne do europosłów mają Włochy i Grecja, a z kolei Polska i Węgry są przeciwne jakiemukolwiek rozdzielaniu uchodźców na poziomie unijnym. Cała reszta krajów Unii mieści się między tymi dwoma biegunami. Nawet Czechy i Słowacja (cichcem) nie wykluczają w absolutnej ostateczności zgody na zapisy o relokacji. Podobną linię mają kraje bałtyckie.

Hiszpania czy Holandia mówią o rozdzielniku także bez najmniejszego entuzjazmu, ale godzą się na taki awaryjny mechanizm. Chętniejsza jest Belgia, a zwłaszcza Szwecja. Francuzi zgadzają się z diagnozą Tuska, że dotychczasowa relokacja okazała się mało skuteczna. Jednak m.in. z powodu aliansu z Berlinem nie przekreślają głośno idei rozdzielnika na wypadek najcięższych kryzysów.

Szkopuł w tym, że konflikt o stały rozdzielnik stał się w zasadzie sporem o wartości.

Mało kto w Brukseli spodziewa się jego zastosowania w bliskiej przyszłości (teraz priorytetem są przesiedlenia bezpośrednio z ONZ-owskich obozów dla uchodźców), ale z drugiej strony nie ma w Unii zgody, by oficjalnie przytaknąć Polsce i Węgrom odmawiającym przyjęcia choćby jednego uchodźcy w ramach relokacji.

Blokowanie przez przeciąganie

Tusk przekonuje, że plany relokacyjne podsycają populizmy w Europie Środkowej, co jest – jego zdaniem – szkodą niewspółmiernie większą od maleńkich korzyści z relokacji. Francuzi czy nawet część prominentnych niemieckich chadeków w Brukseli, są podobnego zdania. Ale wolą ciągnąć w nieskończoność rozmowy o relokacji (i w ten sposób ją blokować) zamiast – jak namawia Tusk – oficjalnie wyrzucić projekt do kosza już w czerwcu 2018 roku.

Czwartkowy szczyt UE przyniesie zatem burzliwą dyskusję o migracji, ale żadnych decyzji.

Z pozytywną, choć niewiążącą odpowiedzią spotka się zapewne propozycja Tuska, by potrzeby związane z migracją stały się jednym z priorytetów w przyszłym budżecie UE po 2020 roku. Kraje Grupy Wyszehradzkiej zamierzają w czwartek zaoferować 35 mln euro na potrzeby migracyjne w kontekście Afryki Płn. (m.in. na szkolenia pograniczników w Libii) i na kilka godzin przed szczytem spotkają się w tej sprawie z szefem KE Jeanem-Claude’em Junckerem i premierem Włoch Paolem Gentilonim.

Jednak Włoch – przynajmniej do środy wieczora – odmawiał wspólnej konferencji prasowej, by nie uwiarygadniać Wyszehradu przeciwnego relokacji.


OKO walczy z ksenofobią.
Wesprzyj nas, byśmy mogli działać dalej.

Masz cynk?