„W związku z wypowiedzią redaktora Gmyza, która wykracza poza kanon przyjętych w TVP norm zachowań i kultury, dyrekcja Telewizyjnej Agencji Informacyjnej udzieliła mu nagany”. Według kodeksu etyki TVP "Dziennikarz nie powinien publikować w Internecie żadnych informacji i opinii, których nie mógłby przedstawić na antenie"

Telewizyjny „kanon kultury” nie obejmuje wulgarnego słowa „szlampa”, jak określił Cezary Gmyz prof. Małgorzatę Gersdorf, Pierwszą Prezes Sądu Najwyższego. Zespół rzecznika TVP poinformował OKO.press, że telewizja wyciągnęła sankcje wobec swojego korespondenta w Niemczech. Nagana to druga z trzech kar porządkowych, która przewiduje Kodeks pracy – dotkliwsza jest kara pieniężna, w przypadku mniejszych przewinień stosuje się upomnienie.

W środę korespondent TVP w Berlinie, Cezary Gmyz, na swoim prywatnym koncie Twitterze nazwał I prezes Sądu Najwyższego Małgorzatę Gersdorf wulgarnie „szlampą”. Wzbudziło to oburzenie w mediach społecznościowych – użytkownicy bombardują dziennikarza krytycznymi wpisami.

Gmyz zamknął swój profil przed publicznością, a post widoczny jest jedynie na udostępnianych zrzutach z ekranu.

Cezary Gmyz posługuje się pseudonimem „Trotyl”. W 2012 opublikował w „Rzeczpospolitej” tekst „Trotyl na wraku tupolewa”, za co został dyscyplinarnie zwolniony.

Wyzywanie Małgorzaty Gersdorf nie jest jego pierwszym popisem wulgarności. „Wcześniej Gmyz np. porównał Władysława Kosiniaka-Kamysza do Baszara al-Asada. Innym razem pisał o prof. Ryszardzie Krasnodębskim: „zaplucie się staruszka”. We wrześniu 2017 roku Ringier Axel Springer Polska nazwał „nazistowskim wydawcą” – przypomina „Gazeta Wyborcza”. Gmyz przepraszał też za publiczne użycie słowa „wpierdol”.

„Szlampa” znaczy „szmata”

„Sorry ale jak słyszę, że taka szlampa jak I prezes SN robi za wzór cnót to mi się miesiączka cofa” – brzmiał pełny wpis. Słowo „szlampa” to spolszczenie niemieckiego Schlampe, bardzo wulgarnego określenia kobiety.

Nie ma wątpliwości, że Cezary Gmyz chciał prof. Gersdorf poniżyć. „Słowo »szlampa«, czyli po niemiecku die Schlampe oznacza tyle, co suka, flądra, zdzira, wywłoka, ale używane jest również w znaczeniu kurwa. Jest to słowo jednoznacznie przynależne do stylu potocznego, a ma charakter deprecjujący i pogardliwy” – wyjaśnia OKO.press prof. Waldemar Czachur, lingwista z Uniwersytetu Warszawskiego. „Używane jest w języku mówionym w stosownych kontekstach dość często. Pochodzi od czasownika schlampen, czyli wykonywać niechlujnie i niedbale swoją pracę. Pierwotne znaczenie tego rzeczownika odnosiło się to niechlujnego ubioru kobiety” – dodaje badacz.

Kiedy pytamy o szczegóły jego znaczenia rzeczniczkę niemieckiego instytutu kultury Goethe Institut, ta odpiera, że sprawa jest zbyt poważna i kieruje nas do ambasady Niemiec. Ta nie chce jednak komentować wyzwisk.

W prywatnej rozmowie inna pracownica Instytutu tłumaczy nam jednak, że słowo to stanowi odpowiednik polskiej „szmaty” albo „menelki”. Według niej w Niemczech za użycie takiego słowa zniesławiona osoba mogłaby dochodzić swoich praw przed sądem – tym bardziej, że Niemcy bardzo wyczuleni są na takie zachowanie.

Jest jeszcze jeden problem – możliwe, że Cezary Gmyz ma problemy z niuansami języka, w którym pracuje. „Schlampe to całkiem obraźliwe słowo, ale przede wszystkim użyte w złym kontekście” – mówi OKO.press niemiecka artystka i była studentka warszawskiej ASP Lena Marie Emrich. „To nie ma sensu. Schlampe oznacza kogoś, kto pieprzy się na prawo i lewo. W przymiotniku to słowo może oznaczać kogoś niesystematycznego, ale nie jako rzeczownik” – wyjaśnia nasza rozmówczyni.

Czego nie wolno dziennikarzowi telewizji publicznej?

W 2015 roku TVP przyjęła kodeks etyczny. Powołano się na niego, kiedy kierownictwo telewizji zawiesiło Ziemowita Kossakowskiego – to on był autorem pełnego pomówień materiału o protestującej rezydentce Katarzynie Pikulskiej.

Przypomnijmy dwa zapisy z tego dokumentu:

 

  • Dziennikarz ma prawo do publikowania swoich przemyśleń i opinii w Internecie (na stronach internetowych, blogach, Facebooku, Twitterze, Instagramie, Snapchacie, itp.). Powinien to jednak czynić z najwyższą rozwagą, pamiętając, że informacja raz umieszczona, pozostanie tam na zawsze i nawet jeśli jest na tzw. stronie zamkniętej, nie ma gwarancji, że nie stanie się informacją ogólnie dostępną.
  • Dziennikarz nie powinien publikować w Internecie żadnych informacji i opinii, których nie mógłby przedstawić na antenie. Dotyczy to szczególnie wypowiedzi na temat polityki, spraw międzynarodowych, życia społecznego, ekonomii, mediów, kwestii moralnych, etycznych, religijnych, a także działalności TVP S.A.

 

Maciek Piasecki (1988) – studiował historię sztuki i dziennikarstwo na Uniwersytecie Warszawskim. Zajmuje się relacjami między kulturą a sprawami społecznymi, takimi jak radykalizm polityczny czy dyskryminacja w dostępie do usług publicznych. Debiutował w „Machinie”, publikował m.in. w „Wysokich Obcasach”, „Dwutygodniku” i „VICE”. Prowadzi wolontariat „Kotexpol”, który pomaga w opiece nad kotami, promując adopcję ze schronisk.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym