0:000:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Tomasz Stańczak / Agencja Wyborcza.plFot. Tomasz Stańczak...

Dochód rozporządzalny polskich gospodarstw domowych wzrósł w 2022 roku o 9 proc. Brzmi jak dobra wiadomość? Przy ubiegłorocznej wysokiej inflacji to kiepski wynik. I oznacza ubożenie polskich rodzin.

Według danych GUS dochód ten w 2022 roku wynosił 2249,79 zł na osobę.

Czym jest dochód rozporządzalny? Definicja brzmi:

„Suma bieżących dochodów gospodarstw domowych z poszczególnych źródeł, pomniejszona o zaliczki na podatek dochodowy od osób fizycznych płacone przez płatnika w imieniu podatnika, o podatki od dochodów z własności, podatki płacone przez osoby pracujące na własny rachunek, w tym przedstawicieli wolnych zawodów i osób użytkujących gospodarstwo indywidualne w rolnictwie oraz o składki na ubezpieczenie społeczne i zdrowotne”.

Mówiąc zwięźlej: to wszystkie dochody gospodarstwa domowego, pomniejszone o należne podatki.

Przeczytaj także:

Realny spadek o 4,6 proc.

Gdy uwzględnimy inflację, okazuje się, że realny dochód rozporządzalny spadł aż o 4,6 proc. To pierwszy spadek od 2011 roku, ale wówczas było to tylko 1,3 proc.

Wykres realnej zmiany dochodu rozporządzalnego od 2007 roku. Tylko dwa razy mamy do czynienia ze spadkiem, w 2011 roku było to 1,3 proc., w 2022 - aż 4,6 proc.
Źródło: EAPN Polska, źródło

To pokazuje, że spadek w realnym dochodzie rozporządzalnym jest w ostatnim roku bezprecedensowy dla najnowszej historii gospodarczej Polski. To też kolejne dane, które potwierdzają: mamy "więcej" pieniędzy w portfelach, ale możemy za nie kupić mniej, niż rok wcześniej.

To prowadzi do prostej konkluzji, że w zeszłym roku najpewniej wzrosła w Polsce liczba osób ubogich.

Szacunek - 6,5 proc.

GUS dane o ubóstwie za poprzedni rok tradycyjnie publikuje pod koniec czerwca. Na właściwe liczby poczekamy więc jeszcze trzy miesiące. Ale na podstawie dostępnych danych — szczególnie tych najnowszych, o budżetach gospodarstw domowych — można już wyciągnąć pewne wnioski.

Specjaliści z organizacji pozarządowej EAPN Polska – organizacji walczącej z ubóstwem – już teraz oszacowali, o ile najprawdopodobniej podniosło się ubóstwo w Polsce. Według nich ubóstwo skrajne wyniosło w 2022 roku 6,5 proc. To ogromny wzrost (o 54 proc.), z 4,2 proc. w zeszłym roku. Oznacza to wzrost osób skrajnie ubogich o aż 859 tys. osób.

Skąd wziął się szacunek w wysokości 6,5 proc.?

„Granica ubóstwa skrajnego jest dostosowywana do zmian cen w taki sposób, że rośnie nawet bardziej, niż to wynika ze wskaźnika inflacji” – tłumaczy dla OKO.press prof. Ryszard Szarfenberg, naukowiec z Uniwersytetu Warszawskiego i przewodniczący EAPN Polska – „Wystarczy, że wydatki gospodarstw domowych, ze względu na inflację i brak lub niedostateczną waloryzację świadczeń, wzrosną wolniej, a wiele rodzin o dochodach nieco ponad granicą ubóstwa w 2021 znajdzie się pod nią w 2022 roku.

Skoro w latach 2018 i 2020 ubóstwo skrajne nie rosło bardziej niż o 1 punkt procentowy do maksymalnie 5,4 proc., to w sytuacji takiej jak w roku 2022 wzrośnie dodatkowo o jeszcze co najmniej 1 punkt. W ten sposób wielkość ta zbliży się już do tej w 2015 roku (6,5 proc.) i taka została przyjęta w prognozie wyników, które GUS ogłosi dopiero 30 czerwca.

Skrajne ubóstwo - czym jest?

Aby dobrze uświadomić sobie, co to oznacza, przypomnijmy, czym jest skrajne ubóstwo.

Skrajne ubóstwo to życie poniżej minimum egzystencji. To wskaźnik obliczany przez Instytut Pracy i Spraw Socjalnych. Wartości są różne dla różnych typów gospodarstw domowych. Ale łączy je jedno – to środki tak niskie, że konsumpcja poniżej tego poziomu zagraża życiu i zdrowiu człowieka.

Dla przykładu, za cały 2021 rok było to 582,44 zł na osobę dla czteroosobowego gospodarstwa domowego pracowniczego, 542,20 zł dla dwuosobowego gospodarstwa domowego emerytów.

Granice te liczone są dla wydatków. Dlatego, w czasach wysokiej inflacji, rosną one stosunkowo szybko. Gdy nie nadążają za nimi dochody – a tak właśnie jest w ostatnim czasie – ubóstwo musi wzrosnąć.

Rząd chroni wszystkich po równo

Rząd wiele razy podkreślał, że chce chronić najuboższych przed rosnącymi cenami. W zeszłym roku wprowadził dodatek osłonowy. Wynosił on między 400 a 1150 złotych, w zależności od liczby mieszkańców gospodarstwa domowego i od dochodów – czyli był to instrument dla najuboższych.

Ostatecznie była to jednak jednorazowa pomoc, maksymalnie nieco ponad tysiąc złotych na całą rodzinę, na rok - niewiele. Większość instrumentów, z których rząd korzystał, była dostępna dla każdego, nie wspierano więc szczególnie ubogich. Chodzi przede wszystkim o obniżki podatków na żywność, energię, czy paliwa. Korzystali z nich wszyscy, od najbogatszych do najbiedniejszych.

Co można było zrobić?

Co rządzący mogli zrobić, by wzrost ubóstwa ograniczyć?

Prof. Szarfenberg: „Po pierwsze Rada Polityki Pieniężnej mogła zapewne bardziej postarać się, żeby ograniczyć wzrost inflacji za pomocą instrumentów polityki monetarnej. Po drugie rząd mógł podnieść zasadniczo zasiłki rodzinne w 2021 roku, kiedy to przypadał rok weryfikacji przeprowadzanej co trzy lata. Mógł też dokonać waloryzacji świadczenia wychowawczego (500+). Podwyżki płacy minimalnej oraz waloryzacja emerytur i rent mogły być dokonane dwa razy w roku”.

Ekspert nie ma odpowiedzi na pytanie, dlaczego rząd nie podjął tych, jak sam mówi, „prostych i typowych działań dla okresu wysokiej inflacji”.

„Odpowiedź rządu na inflację koncentrowała się na jednorazowych świadczeniach kierowanych do gospodarstw domowych, aby zrekompensować wzrost cen energii. Trudno oszacować, w jakim stopniu ograniczyły one wzrost ubóstwa” – dodaje.

Powrót do 2015 roku

Jednym z najpoważniejszych osiągnięć rządów Prawa i Sprawiedliwości było zmniejszenie poziomu ubóstwa. Przyczynił się do tego m.in. program 500 plus. Z poziomu 6,5 proc. w 2015 roku ubóstwo skrajne spadło następnie w przedział 4,2-5,4 proc.

Dziś najpewniej wraca do poziomu sprzed rządów PiS. Jak wielokrotnie podkreślał prof. Szarfenberg, dla PiS walka z ubóstwem nie jest i nigdy nie była priorytetem. Za pomocą 500 plus udało się ją zredukować „przy okazji”. Najczęściej deklarowanym celem programu przed jego uruchomieniem była poprawa sytuacji demograficznej. Gdy już udało się ubóstwo zredukować, PiS się tym szeroko chwalił. Ale nie szły za tym inne rozwiązania, jak choćby proste waloryzacje świadczeń socjalnych.

W tej kwestii niewiele się zmienia.

„Nie widać, aby rząd zastanawiał się nad wzrostem ubóstwa w 2023 roku i w kolejnych latach” – komentuje prof. Szarfenberg – „W projekcie Krajowego Programu Reform na lata 2023/2024 chwali się tylko osiągnięciami w redukcji ubóstwa w latach 2017-2021. Zarówno powyższe prognozy, jak i prognozy Komisji Europejskiej dotyczące wzrostu deprywacji materialnej i społecznej nie zostały wzięte pod uwagę. EAPN Polska i WRZOS zaproponowały zmiany projektu w trakcie konsultacji. Zobaczymy, czy zostaną one uwzględnione. Spotkanie w tej sprawie odbędzie 5 kwietnia w ramach Zespołu do spraw Semestru Europejskiego”.

View post on Twitter

Kiepskie prognozy na 2023

Inflacja właśnie zaczęła wyraźnie spadać. Może więc w 2023 roku nie będzie już dalszego pogłębiania się poziomu ubóstwa?

Prof. Szarfenberg: „W 2023 roku podwyżki płacy i stawki minimalnej oraz emerytur i rent odpowiadają już poziomowi inflacji przewidywanej na ten rok.

Nadal jednak zasiłki rodzinne i świadczenie wychowawcze oraz zasiłki z pomocy społecznej pozostają na tym samym poziomie kolejny rok, więc ich siła nabywcza będzie dalej spadać. Recesja gospodarcza może zwiększyć bezrobocie. Granica ubóstwa skrajnego znowu znacznie wzrośnie. Można więc przewidywać, że podwyższony poziom ubóstwa skrajnego pozostanie z nami w 2023 roku”.

;

Udostępnij:

Jakub Szymczak

Dziennikarz OKO.press. Autor książki "Ja łebków nie dawałem. Procesy przed Żydowskim Sądem Społecznym" (Czarne, 2022). W OKO.press pisze o gospodarce i polityce społecznej.

Komentarze